AKCJASOS.PL Strona Główna AKCJASOS.PL
Pierwszy Polski Portal Pomocy

FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  Chat

Poprzedni temat «» Następny temat
"Język wyzwolenia" Melody Beattie
Autor Wiadomość
kahape 
vip
koalka



Pomogła: 103 razy
Dołączyła: 06 Maj 2009
Posty: 3163
Wysłany: 2010-03-26, 08:20   "Język wyzwolenia" Melody Beattie

Język wyzwolenia- Melody Beattie
"Dzięki medytacyjnej formule książka jest duchowym przewodnikiem uczącym, jak odnaleźć siebie we własnej samotności, bez szukania pomocy u bliskich osób. Autorka nie daje gotowych wskazówek, jak żyć, pokazuje jedynie drogę, którą należy pójść, by wzmocnić się wewnętrznie i otworzyć na innych. Idąc tą ścieżką, mamy szansę odnaleźć własną egzystencję w kształcie, którego zarys utonął gdzieś w odmętach niepamięci. Im lepiej znamy siebie, tym łatwiej będzie nam ułożyć odpowiednie relacje z innymi ludźmi. Dlatego, że to my, a nie inni ludzie, jesteśmy lekarstwem na własne bolączki."

Wydawca : Media Rodzina Poznań

"Życie nie jest po to, aby je znosić. Życie jest po to, aby się nim cieszyć i z niego korzystać. Przekonanie, że musimy skulić ramiona brnąc przez nędzną, ubogą egzystencję dla dalekiej nagrody w Królestwie Niebieskim, jest przekonaniem współuzależnionym."

(z ksiazki "Język wyzwolenia",
z rozdziału "Uwolnienie się od tych, którzy nie zdrowieją")

"Wyobraź sobie most nad przepaścią. Po jednej jego stronie jest ciemno i zimno. Staliśmy tam z innymi, w zimnie i ciemności, zgięci w pół z bólu.
Nie wiedzieliśmy o istnieniu mostu. Sądziliśmy, że jesteśmy uwięzieni na skraju urwiska.
Niektórym z nas udało się. Dzięki łasce Bożej otworzyły nam się oczy,kiedy nadszedł właściwy czas. Ujrzeliśmy most. Inni ludzie powiedzieli nam, że po drugiej stronie czeka na nas jasność, ciepło i ulga w cierpieniu. Ledwie byliśmy w stanie je dostrzec lub sobie wyobrazić, jednakże zdecydowaliśmy się na mozolną wędrówkę na druga stronę mostu.
Próbowaliśmy przekonać ludzi stojących z nami nad przepaścią, że istnieje most do lepszego życia - lecz oni nie chcieli nas słuchać. Nie byli w stanie go zobaczyć, nie byli w stanie uwierzyć. Po prostu nie byli gotowi na tę podróż.
Zdecydowaliśmy się wyruszyć w drogę sami, bo uwierzyliśmy tym, którzy wołali do nas z drugiego brzegu. Im bardziej zbliżaliśmy się do tego miejsca, tym wyraźniej widzieliśmy, że obietnica nie jest gołosłowna. Po drugiej stronie istniała jasność, ciepło, ulga w cierpieniu i miłość.
Druga strona oznaczała lepsze życie.
Teraz między nami a tymi, a którzy pozostali na drugim brzegu, istnieje most. Czasami będziemy odczuwali pokusę, aby wrócić po swoich dawnych towarzyszy i zaciągnąć ich na siłę na drugi brzeg. Jest to jednak niewykonalne. Nie można nikogo zmusić, aby przeszedł przez most wbrew swojej woli. Każdy musi dokonać własnego wyboru, kiedy dojrzeje do takiej decyzji. Niektórzy przyjdą, inni zostaną po drugiej stronie.
Wybór należy do nich.
Jeżeli nadszedł czas, abyśmy przekroczyli most lub, jeśli już to zrobiliśmy i teraz stoimy w jasności i cieple, niech nas nie dręczy z tego powodu poczucie winy. Widocznie tutaj było dane nam się znaleźć.
Nie musimy wracać do ciemnej przepaści tylko dlatego, że na innych nie przyszła jeszcze pora.
Dzisiaj zajmę się swoim życiem bez względu na to, co robią lub czego nie robią inni. Uwierzę, że mam prawo do przekroczenia mostu do lepszego życia, nawet, jeżeli muszę zostawić za sobą innych ludzi. Nie będę czuł się winny, nie będę się wstydził.
Wiem, że tu gdzie jestem, istnieje lepsze życie i że było mi dane tutaj się znaleźć."

05 lipca medytacja

"Poczucie winy ocalonego
Zaczęliśmy zdrowieć. Zaczęliśmy troszczyć się o siebie. Program zdrowienia daje pierwsze rezultaty - zaczynamy mieć bardziej pozytywny stosunek do samych siebie.
Wtedy nagle odzywa się poczucie winy.
Możliwe że za każdym razem, kiedy poczujemy pełnię i radość życia, będzie nas męczyć poczucie winy z powodu tych, którzy zostali z tyłu. Tych, którzy się nie leczą, tych, którzy wciąż cierpią.
Poczucie winy ocalonego jest symptomem współuzależnienia.
Zdarza nam się myśleć o byłym mężu, który w dalszym ciągu pije. Albo dzwoni do nas nieleczący się rodzic, który skarży się na swój ciężki los. Wtedy czujemy, że dajemy się wciągnąć w ich ból.
Jak to możliwe, abyśmy mogli czuć się tak dobrze, kiedy nasi bliscy cierpią? Czy możemy odciąć się od ich problemów i mimo tego prowadzić satysfakcjonujące życie?
Oczywiście, że możemy.
Prawdą jest, że ciężko jest pozostawić z tyłu tych, których się kocha.
Lecz musimy cierpliwie posuwać się do przodu.
Uzdrawianie innych ludzi nie jest naszych zadaniem. Nie jesteśmy w stanie ich uzdrowić. Nie jesteśmy w stanie ich uszczęśliwić.
Możemy zadawać sobie pytanie, dlaczego zostaliśmy wybrani, aby prowadzić pełniejsze życie. Być może nigdy nie poznamy odpowiedzi. Niektórzy ludzie zrównają się z nami w swoim czasie, ale ich zdrowienie to nie nasza sprawa. Naszą sprawą może być jedynie nasze własne zdrowienie.
Możemy odejść w miłości i kochać siebie bez poczucia winy.
Dzisiaj jestem gotów zająć się moim smutkiem i poczuciem winy. Dam sobie zgodę na bycie zdrowym i szczęśliwym, nawet jeżeli ktoś, kogo kocham, nie obrał tej samej ścieżki"

31 sierpnia

Zaprzeczanie

Moje zdrowienie ciągnęło się latami . Wielokrotnie zdarzało mi się zaprzeczać rzeczywistości. Była to moja forma samoobrony, narzędzie przetrwania, zachowanie wspomagające, lecz jednocześnie zgubne. Zaprzeczanie było zarówno moim sprzymierzeńcem, jak i wrogiem .

Kiedy byłam dzieckiem , używałam zaprzeczenia , żeby osłaniac siebie i moją rodzinę . Broniłam się w ten sposób przed oglądaniem rzeczy , które były zbyt bolesne , aby na nie patrzeć i przed uczuciami zbyt przygnębiającymi , żeby je odczuwać . Dzięki zaprzeczaniu przebrnęłam przez wiele traumatycznych sytuacji nie mając żadnych innych narzędzi umożliwiających przetrwanie .

Negatywnym aspektem stosowania zaprzeczeń było zatracenie kontaktu ze soba i z własnymi uczuciami . Byłam zdolna uczestniczyć w sytuacjach dla siebie bolesnych , nie wiedząc nawet , że mnie bolały .Byłam w stanie tolerować wiele bólu i przemocy , nie mając pojęcia , że to nie było normalne .

Nauczyłam się brać udział w znęcaniu się nad soba samą .
Zaprzeczanie chroniło mnie przed bólem , jednocześnie czyniąc ślepą na własne uczucia , potrzeby i na samą siebie .
Były jak gruby pled , który izolował i zagłuszał .

W końcu zaczęłam się leczyć . Docierały do mnie strzępy świadomości dotyczące mojego bólu , uczuć i zachowań . Zaczynałam widzieć siebie i świat takim , jakim był . Gdyby ten pled dawnych zaprzeczeń został zerwany ze mnie jednym ruchem , umarłabym z nadmiaru światła . Musiałam odkrywać i akceptować kolejne prawdy , wspomnienia , fragmenty świadomości i dobrodziejstwa zdrowienia kawałek po kawałku .

życie brało udział w tym procesie wraz ze mną . Było łagodnym nauczycielem . W miarę jak zdrowiałam , byłam prowadzona do zdarzeń i ludzi , którzy pomagali mi uświadomić , co mam jeszcze do zrobienia i jakie kawałki mojej przeszłości wymagają uzdrowienia na miarę moich możliwości .

Do tej pory stosuję zaprzeczanie , ale też umiem je przełamywać .
Gdy wiatr przemian przetacza się przez moje podwórko , burząc znajome struktury i przygotowując mnie na nadejście nowego , łapię swój pled i chowam się pod nim na jakiś czas . Czasami chowam się tam na chwilę , kiedy ktos , kogo kocham ma problem . Powracają wspomnienia związane z odmową i odrzuceniem ; wspomnienia , które muszą być uświadomione , odczute i zaakceptowane po to , aby moc uzdrowienia uczyniła mnie silna i zdrową .

Czasami odczuwam wstyd na myśl , że potrzeba mi tyle czasu , aby dojrzeć do zaakceptowania rzeczywistości taką , jaka jest . Jestem zażenowana , kiedy uświadamiam sobie , ze znowu spowija mnie mgła zaprzeczenia .
Wtedy dzieje się coś i widze , że jednak posuwam się do przodu . Doświadczenie okazuje się konieczne i ważne - nie jest błedem , lecz istotną częścią zdrowienia .

Zdrowienie jest fascynującym procesem , lecz zdaję sobie sprawę z tego , że czasami zdarza mi się użyć mechanizmu zaprzeczania , żeby przebrnąc przez trudniejsze sytuacje . Jestem równiez świadoma tego , ze zaprzeczanie jest moim sprzymierzeńcem w równym stopniu , co wrogiem . Uważam na sygnały ostrzegawcze : mgliste , chaotyczne uczucia , ociężałą energię , poczucie wewnętrznego przymusu , pośpieszne lub forsowne działanie , unikanie mechanizmów wsparcia .

Wyrobiłam sobie zdrowy szacunek do potrzeby używania zaprzeczania jako pledu , którym można okryc się na wypadek zimna . Nie moją sprawą jest zrywanie tych pledów z innych ludzi lub wytykanie ich palcem . Wytykanie palcem spowoduje , że będzie im jeszcze zimniej - jeszcze szczelniej będą chcieli się okryć . Zrywanie z nich pledu jest niebiezpieczne . Moga umrzec od nadmiaru naświetlenia , tak jak mogło stać się ze mną .

Zrozumiałam , że najlepsze , co moge dla nich zrobić , to sprawić , by poczuli się ciepło i bezpiecznie . Im cieplej i bezpieczniej będą się czuli , tym bardziej będą skłonni odrzucić swój pled . Nie musze ich wspierać w zaprzeczaniu ani ich do niego zachęcać . Moge być szczera . Jeśli ktoś jest w fazie zaprzeczania i to zachowanie mi szkodzi , nie musze przebywać w towarzystwie tej osoby . Mogę życzyć jej jak najlepiej i zatroszczyć się o samą siebie . Jeżeli będę stała zbyt długo obok kogoś , kto mnie rani , z pewnością sięgnę po swój pled prędzej czy póżniej .

Nauczyłam się grawitować w stronę ciepłych osób . Gdy jestem w towarzystwie takich osób, nie musze używac pledu .

Nauczyłam się doceniać budowanie ciepłego otoczenia , gdzie pledy nie są potrzebne , przynajmniej nie na długo .
Zdobyłam zaufanie do sposobu , w jaki można wyleczyć się z bolesnego życia i z życiem sobie poradzić .

Boże pomóż mi otworzyć się i zaufać procesowi , który ma uzdrowić mnie z przeszłosci , której nie potrafiłem uznać . Pomóz mi dążyć do pełnej świadomości i akceptacji , a w momentach zaprzeczania , pomóż mi zdobyć się na łagodność i empatię w stosunku do siebie i innych .


16lipca

OBSTAWAC PRZY NAJLEPSZYM

Zaslugujemy na to, co w zyciu i w milosci najlepsze, lecz najpierw musimy nauczyc sie jasno okreslac, co to dla nas znaczy.
Kazdy z nas musi uporac sie z wlasna definicja tego, na co wedlug siebie zasluguje, czego chce i czy to otrzymuje.
Mozemy zaczac od miejsca, w ktorym znajdujemy sie teraz, od nasze obecnej sytuacji. Poczatek jest zawsze w nas.
Co nas boli?
Co nas denerwuje?
Na co narzekamy?
Czy bagatelizujemy fakt, ze dane zachowanie nas rani?
Czy usprawiedliwiamy druga osobe, wmawiajac sobie, ze jestesmy zbyt wymagajacy?
Czy z roznych powodow, glownie ze strachu, czujemy niechec przed poruszaniem spraw dotyczacych zwiazku, ktore moga nas zranic?
Czy zdajemy sobie sprawe z tego, co nas boli?
Czy wiemy, ze mamy prawo zatrzymac ten bol, kiedy go nie chcemy?
Mozemy rozpoczac wedrowke, prowadzaca od braku do zaspokojenia. mozemy zaczac ja dzisiaj. Traktujmy siebie lagodnie i z wyrozumialoscia, posuwajac sie krok po kroku od przekonania, ze zaslugujemy na cos gorszego do glebokiej wiary w to, ze zaslugujemy na wszystko co najlepsze i ze to my jestesmy za to odpowiedzialni.

Dzisiaj zwroce uwage na sposob, w jaki pozwalam innym ludziom traktowac siebie oraz na zwiazane z tym emocje. Przyjrze sie rowniez temu, jak traktuje innych ludzi. Nie bede przesadnie reagowac na ich problemy, odnoszac je za bardzo do siebie i traktujac ze smiertelna powaga; nie zlekcewaze swoich reakcji na zachowania, ktore sa niestosowne i nie do przyjecia. "


11 stycznia

Uwolnienie się od poczucia winy .

"Istnieje taki kruczek , ktory stosują ludzie w niezdrowych związkach - powiedziała pewna uczestniczka terapii .
-Ktoś robi coś niewłaściwego , potem staje i patrzy na ciebie z wyrzutem , dopóki nie wzbudzi w tobie poczucia winy i cała sytuacja kończy się tym , że to ty przepraszasz ."

Najważniejsze przestać czuć się winnym .
Zazwyczaj poczuwamy się do winy za rzeczy , za które nie jesteśmy odpowiedzialni . Ktoś inny robi coś , czego nie powinien i pogwałca tym nasze granice . Wyrażamy swój sprzeciw i dana osoba jest oburzona , po czym zachowuje się defensywnie . Wzbudza to w nas poczucie winy .

Poczucie winy może uniemożliwić nam ustanowienie własnych granic wzniesionych w dobrze pojętym interesie własnym i w interesie innych ludzi .Poczucie winy może uniemożliwić nam zatroszczenie się o siebie w zdrowy sposób.

Nie możemy pozwolić , by inni wiecznie liczyli na nasze poczucie winy .Nie możemy pozwolić , by kontrolowało nas poczucie winy -zasłużone lub nie ! Możemy przełamać barierę winy , ktora utrudnia nam zajęcie się sobą . Do przodu . I jeszcze raz .Nie jesteśmy niczemu winni , nie jesteśmy szaleni ani głupi . Mamy prawo do określania naszych granic i oczekiwania właściwego traktowania . Możemy oddzielić sprawy innych ludzi od naszych i pozwolić drugiej osobie doświadczyć skutków własnego postępowania , łącznie z poczuciem winy . Możemy zaufać własnemu instynktowi , który sygnalizuje , kiedy nasze granice są przekraczane .

Dzisiaj uwolnię się od dużego i małego poczucia winy . Jasność i miłość są po mojej stronie.

23 marca

Musimy wiedzieć , jak daleko idziemy i jak daleko pozwolimy innym ludziom sobie towarzyszyć . Kiedy to zrozumiemy , mozemy iść dokądkolwiek .
"Ponad współuzależnieniem "

Kiedy korzystamy z własnej siły , aby zadbać o siebie - wyznaczyć granice , powiedzieć "nie" , zmieniś stary schemat - możemy znaleźć się pod obstrzałem krytyki innych ludzi .
To nic takiego . Nie musimy pozwolić , aby ich reakcje nas kontrolowały ,blokowały czy wpływaly na naszą decyzję , aby zadbać o siebie .
Naszym zadaniem nie jest kontrolowanie ich reakcji na przejawy naszej troski o siebie . To nie nasza powinność . Nie powinniśmy również oczekiwać , że nie zareagują .
Ludzie będą reagowali , kiedy zaczniemy zachowywać się inaczej , niż dotychczas .Będą reagowali na naszą asertywność w dbaniu o siebie , szczególnie jeśli nasze decyzje w jakiś sposób ich dotkną . Pozwólmy im na ich uczucia . Pozwólmy im na ich reakcje .Jednak nie zbaczajmy z kursu .
Jeśli inni przyzwyczaili się do tego , że zachowujemy się w określony sposób , będą próbowali przekonać nas , żebyśmy nie zmieniali niczego , co naruszy dotychczasowy system . Jeżeli ludzie przyzwyczaili się do tego , że mówimy tak , zaczną marudzić i narzekać , kiedy powiemy nie . Jeżeli ktoś przyzwyczaił się , że przejmowaliśmy odpowiedzialność za jego obowiązki , uczucia i problemy , może zacząć ciskać na nas gromy , kiedy zaprzestaniemy . To jest normalne . Możemy nauczyć się żyć pod lekkim obstrzałem krytyki w imię zdrowej troski o siebie samych . Pamiętajcie , nie pod pręgierzem . Pod obstrzałem .
Jeżeli ludzie przyzwyczaili się do kontrolowania nas przez poczucie winy , zastraszanie i perswazję , mogą podwoić swoje wysiłki , kiedy zaczniemy się zmieniać i odmówimy im prawa do kontrolowania nas . To również normalne . To również obstrzał .
Nie musimy pod tym obstrzałem wycofywać się na stare pozycje , jeżeli zdecydowaliśmy się , że zmiana jest dobra i potrzebna . Nie musimy reagować na obstrzał ani udzielać mu zbyt wiele uwagi . Nie jest tego wart . Sam umrze śmiercią naturalną .

Dzisiaj zlekceważę każdy strzał krytyki pod moim adresem za zmianę zachowania czy inne wysiłki podjęte w celu bycia sobą .
http://www.czytelnia.niepije.pl/1,20,1,item.html
_________________
"Jeżeli czegoś pragniesz, to cały świat działa potajemnie aby udało ci się to osiągnąć".
"Uwierz, poproś, zaufaj, i... zostaw."
 
 
 
kahape 
vip
koalka



Pomogła: 103 razy
Dołączyła: 06 Maj 2009
Posty: 3163
Wysłany: 2013-08-06, 16:44   

6 sierpnia

Rozwiązywanie problemów

Problemy są po to aby je rozwiązywać!
Niektórzy z nas poświęcają więcej czasu, reagując na fakt, że mają problem, niż na rozwiązanie tego problemu.
"Dlaczego mnie się to przytrafia?... Czyż to nie jest okropne?... Dlaczego musiało to się zdarzyć?... O, Jezu, to straszne... Dlaczego Bóg (świat, instytucja, osoba, życie...) uwziął się na mnie?

Problemy są nieuniknione. Niektóre z nich można przewidzieć. Inne nas zaskakują. Jednak dla nikogo nie powinno być zaskoczeniem, że problemy pojawiają się w życiu regularnie.

Dobra wiadomość jest taka, że dla każdego problemu istnieje rozwiązanie.
Czasami rozwiązanie przychodzi w sposób natychmiastowy. Czasami wymaga czasu. Czasami, aby rozwiązać problem, musimy uwolnić się od czegoś.
Czasami rozwiązanie problemu należy do nas, czasami nie.
Czasami jest oczywiste, co należy zrobić, żeby rozwiązać dany problem; kiedy indziej musimy włożyć wiele wysiłku, błądzić, odrobić naszą "pańszczyznę" i ufać Sile Wyższej, że nam pomoże.
Czasami problem jest po prostu częścią życia. Czasami jest dla nas bardzo ważny, ponieważ uczymy się czegoś w trakcie jego rozwiązywania.
Czasami problemy owocują dobrymi rozwiązaniami na stałe. Sprawiają, że zaczynamy iść w kierunku lepszym od tego, który obralibyśmy, gdyby problem się nie pojawił.
Czasami problemy po prostu są; czasami służą jako sygnały ostrzegawcze, że jesteśmy na niewłaściwej drodze.

Możemy nauczyć się traktować problemy jako nieodłączną część życia. Możemy nauczyć się je rozwiązywać.
Możemy nauczyć się zaufać naszej zdolności ich rozwiązywania.
Możemy nauczyć się określać, które problemy wskazują nam nowy kierunek rozwoju, a które po prostu wymagają rozwiązania.
Możemy nauczyć się skupiać na rozwiązaniu zamiast na problemie. Możemy również nauczyć się utrzymywać pozytywne nastawienie do życia i do nieuchronnego strumienia problemów i rozwiązań.

Dzisiaj nauczę się ufać rozwiązaniom, zamiast czuć się pokrzywdzonym przez problemy. Nie wykorzystam problemów, aby udowodnić, że jestem bezradny, napiętnowany i udręczony.
Nie będę obnosił się swoimi problemami, by udowodnić, że mam okropne życie. Nauczę się ufać strumieniowi problemów i rozwiązań.
Boże, pomóż mi rozwiązać problemy, które są dzisiaj na miarę moich sił. Pomóż mi uwolnić się od reszty.
pomóż mi uwierzyć w moją zdolność analizowania i rozwiązywania problemów. pomóż mi zaufać naturalnemu biegowi rzeczy.
Każdy problem ma swoje rozwiązanie.
_________________
"Jeżeli czegoś pragniesz, to cały świat działa potajemnie aby udało ci się to osiągnąć".
"Uwierz, poproś, zaufaj, i... zostaw."
Ostatnio zmieniony przez kahape 2013-08-06, 16:45, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
 
kahape 
vip
koalka



Pomogła: 103 razy
Dołączyła: 06 Maj 2009
Posty: 3163
Wysłany: 2013-08-23, 14:03   

22 sierpnia

Odpowiedzialność za bliskich

Ciągle pamiętam, jak matka, trzymając się za serce, straszyła, że umrze na serce i że to będzie moja wina.
Anonimowy


Przekonanie, że jesteśmy odpowiedzialni za uczucia innych ludzi ma źródło w dzieciństwie, a zostało wpojone przez najbliższych członków naszej rodziny.
Być może ktoś powiedział nam, że przez nas matka czy ojciec są nieszczęśliwi, co bezpośrednio doprowadziło do przeświadczenia, że jesteśmy odpowiedzialni za ich szczęście.
Pogląd, że jesteśmy odpowiedzialni za szczęście i nieszczęście naszych rodziców może wpoić w nas przesadne poczucie władzy i winy.

Nie mamy takiej władzy nad naszymi rodzicami – nad ich uczuciami czy nad ich życiem.
Nie musimy im pozwalać, aby mieli taka władzę nad nami.

Nasi rodzice zrobili wszystko, na co było ich stać. Jednakże nie znaczy to, ze musimy przyjąć od nich choćby jeden pogląd, który nie jest zdrowym poglądem.
Mogą być naszymi rodzicami, co nie oznacza, że zawsze maja rację.
Mogą być naszymi rodzicami, co nie oznacza, że ich przekonania i zachowania są zawsze zdrowe lub leżą w naszym najlepszym interesie.
Mamy wolną rękę, aby zweryfikować własne przekonania; mamy również prawo do ich wyboru.
Pozbądź się poczucia winy.
Pozbądź się nadmiernego i niewłaściwego poczucia odpowiedzialności w stosunku do swoich rodziców czy innych członków rodziny.
Nie musimy pozwalać, aby ich destruktywne przekonania kontrolowały nas, nasze uczucia, nasze zachowania i nasze życie.

Dzisiaj rozpocznę proces uwalniania się od szkodliwych przekonań przekazanych mi przez rodziców. Będę dążył do wypracowania właściwych przekonań i wyznaczenia granic władzy i odpowiedzialności, jakie mogę realistycznie mieć w relacjach z rodzicami.

pozdr
_________________
"Jeżeli czegoś pragniesz, to cały świat działa potajemnie aby udało ci się to osiągnąć".
"Uwierz, poproś, zaufaj, i... zostaw."
Ostatnio zmieniony przez kahape 2013-08-23, 14:04, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
 
kahape 
vip
koalka



Pomogła: 103 razy
Dołączyła: 06 Maj 2009
Posty: 3163
Wysłany: 2013-08-23, 15:30   

11 czerwca
Krocząc do przodu.

Bez względu na to, jak bardzo tego chcielibyśmy, nie możemy zabrać każdego w podróż, jaką jest zdrowienie.
Nie jesteśmy nielojalni wobec innych, decydując się na własny rozwój. Nie musimy czekać na naszych najbliższych, aż zdecydują się zmienić siebie.
Czasami musimy dać sobie prawo, aby zmieniać się i rozwijać, chociaż ci, których kochamy, nie są gotowi na zmianę.
Czasami nawet musimy zostawić ich z tyłu, w chorym sposobie funkcjonowania i w cierpieniu, ponieważ nie możemy zdrowieć za nich.
Nie musimy cierpieć wraz z nimi.
To w niczym nie pomaga.
Nie pomaga nam tkwienie w miejscu, ponieważ ktoś, kogo kochamy, tkwi w miejscu.
Możliwość udzielenia pomocy innym zwiększa się, kiedy emocjonalnie odrywamy się od nich, zaczynamy pracować nad sobą i przestajemy zmuszać ich, by zmieniali się wraz z nami.
Najkorzystniej wpływamy na ludzi, których kochamy poprzez zmianę samych siebie, poprzez udzielenie sobie prawa do rozwoju przy jednoczesnym pozwoleniu im na odnalezienie własnej ścieżki.
Jesteśmy odpowiedzialni przed samym sobą, tak jak oni są odpowiedzialni przed sobą.
Pozwalamy im odejść, a sobie pozwalamy się rozwijać.

Dzisiaj uznam, że moim prawem jest rozwijać się i zmieniać, nawet jeżeli ktoś, kogo kocham, nie rozwija się i nie zmienia wraz ze mną.
_________________
"Jeżeli czegoś pragniesz, to cały świat działa potajemnie aby udało ci się to osiągnąć".
"Uwierz, poproś, zaufaj, i... zostaw."
 
 
 
kahape 
vip
koalka



Pomogła: 103 razy
Dołączyła: 06 Maj 2009
Posty: 3163
Wysłany: 2013-09-18, 15:23   

19 lipca

Udowadnianie sobie

Spędziłam rok na próbach udowodnienia mojemu mężowi, jak bardzo raniło mnie jego picie.
Kiedy zaczęłam się leczyć, zrozumiałam, że osobą, która musi uświadomić sobie, jak bardzo jego picie mnie rani, jestem ja sama.
Anonimowy

Przez miesiące usiłowałam udowodnić pewnemu mężczyźnie, z którym się spotykałam, jaka jestem odpowiedzialna i zrównoważona. Nagle uświadomiłam sobie, co ja właściwie robię. On nie musiał wiedzieć, jak bardzo byłam odpowiedzialna i zrównoważona.
To mnie było to potrzebne.
Anonimowy


Usiłowanie udowodnienia sobie, że jesteśmy dobrzy, że niczego nam nie brakuje; usiłowania udowodnienia komuś, że bardzo nas zranił, ale że jesteśmy dla niego pełni zrozumienia, stanowią sygnały ostrzegawcze, że wchodzimy w szkodzące nam zachowania.
Może jest to wskazówka, że usiłujemy kogoś kontrolować. Może to wskazówka, że nie wierzymy w to, że jesteśmy dobrzy, że niczego nam nie brakuje lub, że ktoś nas rani.
Może jest to ostrzeżenie, że pozwoliliśmy sobie zaangażować się w dysfunkcyjny układ.
Może oznacza to, że błądzimy we mgle zaprzeczeń lub robimy coś, co nie jest dla nas dobre.

Przesadne usiłowanie przekonania kogoś do czegoś może oznaczać, że nie jesteśmy jeszcze do tego przekonani. W momencie, kiedy dociera do nas jakaś prawda, wiemy, co mamy robić.

Nie chodzi o to, czy inni nas rozumieją i traktują poważnie.
Nie chodzi też o to, czy inni są przekonani, że jesteśmy wspaniali i niczego nam nie brakuje.
Nie chodzi o to, czy widzą i wiedzą, jak bardzo jesteśmy odpowiedzialni, kochający czy kompetentni.
Nie chodzi o to, czy zdają sobie sprawę z tego, jak bardzo odczuwamy daną emocję.
My jesteśmy tymi, którzy muszą ujrzeć światło.

Dzisiaj, Boże, pomóż mi uwolnić się od potrzeby kontrolowania rezultatów poprzez wywieranie wpływu na przekonania innych. Skupię się raczej na akceptacji samego siebie, niż na próbach udowodnienia czegoś na swój temat. Jeżeli wpadnę we współuzależnieniową pułapkę udowadniania czegoś na swój temat, zastanowię się, czy nie czuję potrzeby przekonania o tym siebie samego.
_________________
"Jeżeli czegoś pragniesz, to cały świat działa potajemnie aby udało ci się to osiągnąć".
"Uwierz, poproś, zaufaj, i... zostaw."
 
 
 
kahape 
vip
koalka



Pomogła: 103 razy
Dołączyła: 06 Maj 2009
Posty: 3163
Wysłany: 2013-10-16, 14:12   

05 wrzesień

Krok Dziesiąty

Prowadziliśmy nadal obrachunek moralny, z miejsca przyznając się do popełnionych błędów.
Krok Dziesiąty Al Anon


Systematyczna praca nad Dziesiątym Krokiem pomoże nam utrzymać i rozwinąć nasze poczucie własnej wartości. Krok Dziesiąty obejmuje proces, który już przerabialiśmy w Krokach od Czwartego do Dziewiątego.
Nie pracujemy nad tym Krokiem, aby wymierzyć sobie karę albo ujawnić nasze braki pod lupą wiecznie krytycznego i deprecjonującego mikroskopu.
Robimy to, aby utrzymać poczucie własnej wartości i harmonię w relacji z samym sobą i innymi.
Robimy to, aby nie zboczyć z kursu.

Kiedy pojawi się problem lub jakaś sprawa wymagająca naszej uwagi, określamy ją i otwarcie omówmy przynajmniej z jedną niezagrażającą nam osobą, jak również z Bogiem.
Zaakceptujmy ją. Stańmy się gotowi aby się od niej uwolnić. Prośmy Boga, aby zdjął z nas jej ciężar. Otwórzmy serca na zmianę dzięki gotowości zadośćuczynienia i zrobienia tego, co konieczne, aby zadbać o siebie.
Podejmijmy właściwe działanie, aby rozwiązać daną sprawę. Następnie uwolnijmy się od poczucia winy i wstydu.

Jest to prosta droga do zadbania o siebie. W taki właśnie sposób zmieniamy się. W taki właśnie sposób dokonuje się w nas przemiana. Jest to proces uzdrawiania i utrzymania się w zdrowiu. Jest to proces, w którym stajemy się odpowiedzialni za siebie i zdobywamy poczucie własnej wartości.

Następnym razem, kiedy coś zacznie nas męczyć, kiedy zboczymy z obranego toru, nie będziemy musieli marnować czasu ani energii na poczucie wstydu.
Możemy odwołać się do Kroku Dziesiątego, pozwolić, by proces zaistniał a następnie zająć się własnym życiem.

Boże spraw, aby zalecenia tego Kroku i pozostałych Kroków stały się dla mnie trwałym sposobem reagowania na życie i jego problemy. Pomóż mi uświadomić sobie, że jestem wolny, aby żyć, aby pozwolić sobie na pełne eksperymentowanie i doświadczanie życia.
Jeżeli zboczę z obranej ścieżki lub pojawi się sprawa wymagająca mojej uwagi, pomóż mi ją rozwiązać w oparciu o Dziesiąty Krok.




7 października
"Żegnaj naiwności"

Możemy kochać ludzi i im ufać, a jednocześnie nie pozwalać, by nas wykorzystywali. Nie musimy pozwalać ludziom robić to, co im się żywnie podoba. Nie wszystkie prośby są uzasadnione.
Nie wszystkie prośby zasługują na - tak!

Życie może nas wystawiać na próby. Ludzie mogą szukać w nas słabych punktów. Może dostrzeżemy wspólny mianownik w tym, co jest w naszym życiu wystawiane na próbę.
Jeżeli mamy słaby punkt w jakimś obszarze, może okazać się, że nasza rodzina, nasi przyjaciele, współpracownicy i sąsiedzi ciągle go testują.

Życie, ludzie, nasza Siła Wyższa i wszechświat próbują coś nam powiedzieć, czegoś nauczyć.
Jeżeli przyswoimy sobie daną lekcję, zauważymy, że problem, jaki mieliśmy w tej sferze naszego życia zmaleje.
Granica została wyznaczona; nie zrzekliśmy się władzy nad sobą. Na razie lekcja została odrobiona.

Może okazać się, że będziemy źli przez jakiś czas na pewnych ludzi, którzy przekroczyli granice naszej tolerancji. Nic nie szkodzi.
Wkrótce, będziemy zdolni uwolnić się od gniewu i zamienić go na wdzięczność.
Ci ludzie znaleźli się tutaj, aby uzmysłowić nam to, czego sobie nie życzymy, czego nie tolerujemy i w jaki sposób możemy utrzymać własną siłę.
Możemy podziękować im za to, czego się nauczyliśmy.

Ile jesteśmy w stanie tolerować? Na ile możemy innym ludziom pozwolić? Na ile możemy lekceważyć naszą złość i intuicję?
Co jest naszą granicą? Czy mamy jakiekolwiek granice?
Jeżeli nie mamy, to nasz poważny problem.
Czasami przychodzą chwile, kiedy nie należy ufać innym, a należy zaufać sobie i wyznaczyć granice tolerancji dla ludzi z naszego otoczenia.

Dzisiaj będę otwarty na nową samoświadomość dotyczącą obszarów, w których potrzebuję zdrowszych granic. Pozbędę się swoich naiwnych założeń, że druga osoba ma zawsze rację. Zamienię to na zaufanie do samego siebie, słuchanie samego siebie i posiadanie i wyznaczanie zdrowych granic.
_________________
"Jeżeli czegoś pragniesz, to cały świat działa potajemnie aby udało ci się to osiągnąć".
"Uwierz, poproś, zaufaj, i... zostaw."
 
 
 
kahape 
vip
koalka



Pomogła: 103 razy
Dołączyła: 06 Maj 2009
Posty: 3163
Wysłany: 2013-10-25, 14:37   

07 czerwca

Na orbicie

Jest bez znaczenia, czy wyrządzają sobie krzywdę. Jest bez znaczenia, czy moglibyśmy im pomóc, gdyby nas słuchali i współpracowali z nami.
TO NIE MA ZNACZENIA, NIE MA ZNACZENIA, NIE MA ZNACZENIA!!!
("Koniec współuzależnienia
")

"Sądzę, że mogę go zmienić. Nikt przedtem naprawdę go nie kochał i nie doceniał. Będę tą, która to uczyni, a wtedy na pewno się zmieni..."

"Ona nigdy przedtem nie była z nikim godnym zaufania. Dowiodę, jak bardzo jestem tego godzien, a wtedy ona otworzy się na miłość... Nikomu przedtem nie udało się zbliżyć do niej, ujarzmić jej. Będę tym, który tego dokona..."

"Nikt tak naprawdę nie dał mu szansy... Nikt w niego nie wierzył..."

To są znaki ostrzegawcze. Czerwone światło. Czarna flaga. Tak naprawdę, jeżeli takie myśli się pojawiają, powinny być one znakami stopu.

Jeżeli wmówimy sobie, że jesteśmy tym, kto odmieni czyjeś życie; jeżeli staramy się dowieźć jacy dobrzy potrafimy dla tego kogoś być - to znaczy, że mamy problem.
To mistyfikacja. Oszustwo, które nie powiedzie się. Sprawi, że będziemy bliscy obłędu. Mamy to zagwarantowane, ponieważ w momencie podejmowania takiej decyzji nie jesteśmy w stanie jasno myśleć. Coś w nas jest nie w porządku. Ta gra obróci się przeciwko nam.
Może okazać się, że ofiarą wymagającą pomocy staliśmy się my sami.

Taki schemat myślenia trąci współuzależnieniem, brakiem odpowiedzialności za siebie i wcielaniem się w rolę ofiary.
Każdy musi robić to co do niego należy.

"Nikt przedtem naprawdę go nie rozumiał..." "Nikt nie widzi w niej tego co ja widzę..."
Takie myślenie to pułapka. Tak nas ustawia, abyśmy nie zwracali uwagi na siebie samych, przy jednoczesnym nadmiernym skupieniu się na drugiej osobie. Odciąga nas od własnej ścieżki i wciela w satelitę, krążącego po cudzej orbicie.

"Nikt wystarczająco go nie doceniał..." "Nikt nie był dla niej dobry ani nie zrobił dla niej tego, co ja mogę zrobić..."
To wybawianie. To ruch w grze, w którą nie musimy grać. Nie musimy udowadniać, że jesteśmy tą jedyną czy tym jedynym.
Jeżeli staramy się udowodnić, że jesteśmy kimś najlepszym, kogo mógł spotkać, być może nadszedł czas, aby przekonać się czy jest odwrotnie.

Nikt nie wyznaczył nam roli anioła stróża, matki chrzestnej, ojca chrzestnego czy tego, który "zawsze może".
Pomoc, wsparcie i zachęta, które prawdziwie korzystnie oddziałują na ludzi, muszą wypłynąć w sposób naturalny.
Pozwól by tak się stało.

Boże, pomóż mi uwolnić się od potrzeby wyszukiwania dysfunkcyjnych wyzwań w związkach.
_________________
"Jeżeli czegoś pragniesz, to cały świat działa potajemnie aby udało ci się to osiągnąć".
"Uwierz, poproś, zaufaj, i... zostaw."
Ostatnio zmieniony przez kahape 2013-10-25, 14:38, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
 
kahape 
vip
koalka



Pomogła: 103 razy
Dołączyła: 06 Maj 2009
Posty: 3163
Wysłany: 2013-11-07, 11:09   

07 listopada

Związki

W każdej relacji z napotkanymi w życiu ludźmi ukryty jest dla nas dar.
Darem tym może być zachowanie, którego mamy się nauczyć: umiejętność oderwania się, poczucie własnej wartości, pewność siebie pozwalająca wyznaczyć granice czy zachowanie własnej siły wewnętrznej.

Niektóre związki przyspieszają nasze zdrowienie - pomagają nam wyleczyć się z problemów związanych z przeszłością lub problemów, które pojawiły się obecnie.
Czasami okazuje się, że najwięcej uczymy się od ludzi, od których najmniej oczekiwalibyśmy pomocy.
Czasami związki uczą nas kochać samych siebie lub innych.
Czasami uczą nas pozwalać innym na okazywanie nam miłości.
Czasami nie jesteśmy pewni, czego dotyczy dana lekcja, szczególnie, jeżeli jesteśmy w jej trakcie.
Jednakże możemy być pewni, że w każdym doświadczeniu zawarta jest dla nas nauka i dar. Nie musimy tego kontrolować. Zrozumiemy, co musimy zrozumieć, kiedy przyjdzie na to czas. Możemy również być pewni, że dany dar jest dokładnie tym, czego w danej chwili nam potrzeba.

Dzisiaj będę wdzięczny za wszystkie moje relacje. Otworzę się na lekcję i dar, jaki niesie każda napotkana przeze mnie w życiu osoba. Uwierzę również, że ja jestem takim darem w życiu innych ludzi
_________________
"Jeżeli czegoś pragniesz, to cały świat działa potajemnie aby udało ci się to osiągnąć".
"Uwierz, poproś, zaufaj, i... zostaw."
 
 
 
kahape 
vip
koalka



Pomogła: 103 razy
Dołączyła: 06 Maj 2009
Posty: 3163
Wysłany: 2013-11-19, 15:12   

19 listopada

Akceptowanie uczuć

Dlaczego tak bardzo walczymy z naszymi uczuciami? Dlaczego tak bardzo staramy się zaprzeczać naszym emocjom, szczególnie tym dotyczącym innych ludzi?
Są to tylko emocje!

Może na się zdarzyć zaprzeczać, że jesteśmy sfrustrowani zachowaniem sprzedawcy lub dostarczyciela usługi.
Może nam się zdarzyć zaprzeczać, że jesteśmy zdenerwowani, źli lub urażeni zachowaniem przyjaciela.
Może nam się zdarzyć odmawiać sobie uczuć strachu czy złości w stosunku do naszych dzieci.
Może nam się zdarzyć zaprzeczać całej gamie uczuć wobec naszego małżonka lub osoby, z którą jesteśmy w intymnym związku.
Może nam się zdarzyć zaprzeczać uczuciom prowokowanym przez naszych przełożonych lub podwładnych.
Czasami uczucia są bezpośrednią reakcją na innych.
Czasami ludzie uruchamiają w nas głęboko ukryte emocje – starego żalu czy frustracji.

Bez względu na źródło, z którego pochodzą, są to ciągle nasze emocje. Jesteśmy ich właścicielami. Akceptacja jest czasami wszystkim, co jest nam potrzebne, aby się od nich uwolnić.

Nie musimy pozwalać uczuciom kontrolować naszych zachowań. Nie musimy reagować na każdą emocję, która przez nas przepływa. Nie musimy poddawać się każdemu niewłaściwemu zachowaniu.

Warto porozmawiać o tych uczuciach z kimś, komu ufamy. Czasami konieczne jest zwrócenie się z tymi emocjami do osoby, która je wywołuje. Może to pomóc zbudować bliskość i zaufanie.
Lecz najważniejszą osobą, której musimy to powiedzieć jesteśmy my sami.
Jeżeli pozwolimy, by emocje przepłynęły przez nas, jeżeli zgodzimy się na nie i wyrazimy je, będziemy wiedzieć jaki powinien być nasz następny krok.

Dzisiaj będę pamiętał, że uczucia są ważną częścią mojego życia. Będę otwarty na uczucia w życiu rodzinnym, przyjaźni, miłości i pracy. Odczuję swoje emocje bez ich osądzania.
_________________
"Jeżeli czegoś pragniesz, to cały świat działa potajemnie aby udało ci się to osiągnąć".
"Uwierz, poproś, zaufaj, i... zostaw."
 
 
 
kahape 
vip
koalka



Pomogła: 103 razy
Dołączyła: 06 Maj 2009
Posty: 3163
Wysłany: 2014-01-20, 11:04   

19 stycznia.

Uaktywnienie siły wewnętrznej.

W procesie zdrowienia musimy zwrócić szczególną uwagę na niebezpieczeństwo wchodzenia w rolę ofiary. Nie musimy i nie powinniśmy przyzwyczajać się do tej roli.
Co czuliśmy, stając się czyjąś ofiarą? Bezradność. Wściekłość. Bezsilność. Frustrację.
Poczucie bycia ofiarą jest niebezpieczne. Często prowadzi nas do uzależniających, kompulsywnych zachowań.

W procesie zdrowienia uczymy się rozpoznawać, kiedy czujemy się ofiarą, kiedy rzeczywiście stajemy się czyjąś ofiarą, oraz dlaczego rodzi się w nas to uczucie. Uczymy się korzystać z naszej siły, troszczyć się o siebie oraz odmawiać odgrywania roli ofiary.

Czasami uaktywnienie wewnętrznej siły sprawia, że uświadamiamy sobie iż dobrowolnie wchodzimy w rolę ofiary - podczas gdy inni nie robią w gruncie rzeczy nic, aby nas skrzywdzić. Żyją tak, jak żyją, mając do tego pełne prawo, a my czujemy się pokrzywdzeni, ponieważ próbujemy kontrolować ich sprawy lub nierozsądnie oczekujemy, że zaspokoją oni nasze potrzeby.
Możemy czuć się skrzywdzeni, jeżeli wpędzimy się w typowy dla osób współuzależnionych schemat myślenia: "to przez niego/nią czuję się...", "moje szczęście i los zależą od niego/niej..." lub "nie mogę być szczęśliwy, dopóki on/ona nie zacznie zachowywać się w określony sposób, albo dopóki nie zostanie spełniony określony warunek...".

Czasami utrzymanie władzy nad sobą oznacza, że zdajemy sobie sprawę, że krzywdzi nas zachowanie innej osoby. Nasze granice są przekraczane. Wtedy zadajemy sobie pytanie, co możemy zrobić, aby zadbać o siebie i przerwać krzywdzące nas zachowanie - musimy wyznaczyć swoje granice.

Czasami wszystko czego potrzebujemy, to zmiana nastawienia. Nie jesteśmy ofiarami.
Dążymy do tego aby znaleźć w sobie współczucie dla tych, którzy nas krzywdzą, jednocześnie rozumiejąc, że współczucie często przychodzi później, po tym, jak odgrodzimy się od roli ofiary cieleśnie, umysłowo i duchowo. Rozumiemy również, iż zbyt wiele współczucia może oznaczać powót do starego schematu ofiary. Zbyt wiele litości nad kimś, kto nas krzywdzi, może doprowadzić do sytuacji w której ta osoba może nas skrzywdzić znowu.

Staramy się nie grozić drugiej osobie konsekwencjami jej zachowania, lecz także nie musimy łagodzić jego skutków. Jeżeli bierzemy udział w egzekwowaniu tych konsekwencji, robimy to, co do nas należy - nie po to, aby kontrolować czy karać, lecz po to, by zachować się odpowiedzialnie w stosunku do siebie i innych.

Usiłujemy zrozumieć, co w naszym zachowaniu sprawia, że czujemy się ofiarami; jaką część większego systemu odgrywamy i jak możemy to przerwać.
Może jesteśmy bezsilni wobec innych ludzi i ich zachowań, lecz możemy utrzymać władzę nad sobą, aby odmówić odgrywania roli ofiary.

Dzisiaj podejmę odpowiedzialność za siebie. Wyrażę ją poprzez brak zgody na wyrządzanie sobie krzywdy. Jakkolwiek nie jestem w stanie kontrolować skutków wydarzeń, mogę kontrolować swoje nastawienie do bycia ofiarą. Nie jestem ofiarą; nie zasługuję na to, żeby nią być.
_________________
"Jeżeli czegoś pragniesz, to cały świat działa potajemnie aby udało ci się to osiągnąć".
"Uwierz, poproś, zaufaj, i... zostaw."
 
 
 
kahape 
vip
koalka



Pomogła: 103 razy
Dołączyła: 06 Maj 2009
Posty: 3163
Wysłany: 2014-01-30, 14:31   

26 stycznia

"Nie połykać przynęty"

Możemy nauczyć się nie łapać w sidła niezdrowych, szkodliwych zachowań w relacjach z innymi ludźmi - zachowań takich, jak odgrywanie roli opiekunki, kontrolowanie, deprecjonowanie siebie, łatwowierność.
Możemy nauczyć się, jak rozpoznawać przynętę i jej nie połykać.
Ludzie często świadomie lub nieświadomie robią rzeczy wciągające nas w autodestrukcyjne zachowania, które nazywamy współuzależnieniem. W większości przypadków wystawianie przynęty jest celowe, a rezultaty przewidywalne.

Ktoś robi aluzje lub przebąkuje, że ma problem, wiedząc lub mając nadzieję, że to wystarczy, abyśmy rzucili się mu na ratunek. Nazywa się to manipulacją.
Kiedy ktoś robi aluzję albo wzdycha, że ma problem, a potem mówi z udawaną skromnością: "Och, nic takiego, nie musisz się tym martwić" , jest to gra. Musimy nauczyć się ją rozpoznawać. Damy się wciągnąć w sidła, jeżeli pozwolimy na takie zachowanie.
Możemy nauczyć się wymagać od ludzi, by zwracali się do nas w sposób bezpośredni, jeżeli czegoś od nas chcą lub potrzebują.
Jakie słowa, znaki, spojrzenia, aluzje, sygnały łapią nas w sidła przewidywalnych, często autodestrukcyjnych zachowań?

Co powoduje, że czujesz sympatię? Winę? Odpowiedzialność za kogoś?
Naszym mocnym atutem jest to, że tak bardzo troszczymy się o innych. Nasza słabością jest to, że często nie doceniamy ludzi, z którymi mamy do czynienia. Oni wiedzą, co robią.

Najwyższy czas, abyśmy wyzbyli się naiwnego założenia, że ludzie nie robiąc czegoś, nie robią tego we własnym interesie, a nie w naszym.
Powinniśmy również przyjrzeć się bacznie samym sobie. Czy rzucamy spojrzenia i aluzje w nadziei, że złapiemy kogoś w nasze sidła? Powinniśmy zachowywać się w sposób bezpośredni i uczciwy w stosunku do innych, zamiast oczekiwać, że wybawią nas z opresji.
Jeżeli ktoś chce czegoś od nas, niech powie nam to w sposób bezpośredni. Wymagajmy tego również od siebie. Jeżeli ktoś zarzuca przynętę nie musimy jej połykać.

Dzisiaj będę świadomy sideł wciągających mnie w zachowania nadopiekuńcze, które powodują, że czuję się wykorzystany. Będę ignorował lep aluzji, spojrzeń i słów, oczekując bezpośredniości i uczciwości, na które zasługuję tak jak wszyscy.
_________________
"Jeżeli czegoś pragniesz, to cały świat działa potajemnie aby udało ci się to osiągnąć".
"Uwierz, poproś, zaufaj, i... zostaw."
Ostatnio zmieniony przez koos 2014-06-03, 09:27, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
 
kahape 
vip
koalka



Pomogła: 103 razy
Dołączyła: 06 Maj 2009
Posty: 3163
Wysłany: 2014-02-11, 10:58   

10 lutego

Uwolnienie się od smutku.
Nierozwiązany smutek z przeszłości może blokować radość i miłość.
W przeszłości przyzwyczailiśmy się mówić wiele rzeczy, aby zaprzeczyć istnieniu bólu: "To wcale tak bardzo nie boli... Możliwe, że gdy trochę poczekam, sytuacja się zmieni... To nic takiego. Jakoś to przeżyję... Możliwe, że gdy spróbuję zmienić tę drugą osobę, nie będę sam musiał się zmieniać..."
Zaprzeczaliśmy, że coś nas boli, ponieważ nie chcieliśmy odczuwać tego bólu.

Nierozwiązane sprawy nie znikają. Powracają do nas tak długo dopóki nie zwrócimy nań uwagi, nie zaczniemy odczuwać ich na nowo, nie uporamy się z nimi i nie zagoimy starych ran. Jest to jedna z lekcji, jakich uczymy się podczas procesu uzdrawiania ze współuzależnienia i problemów dorosłych dzieci alkoholików.
Wielu z nas nie miało w przeszłości narzędzi wsparcia czy poczucia bezpieczeństwa potrzebnego, aby rozpoznać i zaakceptować ból. Trudno. Teraz jesteśmy bezpieczni.
Możemy ostrożnie, powoli zacząć otwierać się na uczucia. Możemy zacząć odczuwać to, czego odmawialiśmy sobie bardzo długo - nie po to, aby kogokolwiek obwiniać, nie po to aby kogokolwiek zawstydzać, lecz po to, aby zagoić stare rany w przygotowaniu do lepszego życia.

Dobrze jest płakać i odczuwać długo skrywany smutek, kiedy istnieje taka potrzeba. Możemy pozwolić sobie na odczuwanie emocji, by następnie móc się od nich uwolnić.
Uczucie żalu jest procesem oczyszczającym. Jest też procesem akceptacji. Przenosi nas z przeszłości do teraźniejszości, a potem w stronę lepszej przyszłości - przyszłości wolnej od zachowań szkodliwych, przyszłości, która niesie więcej możliwości, niż miała je przeszłość.

Boże, pomóż mi być otwartym na uczucia, w miarę jak upływa ten dzień. Pomóż mi dzisiaj zrozumieć, że nie muszę przyspieszać ani hamować uzdrawiania, które następuje dzięki temu procesowi. Pomóż mi uwierzyć, że jeśli będę otwarty, zdrowienie przyjdzie w sposób naturalny."
_________________
"Jeżeli czegoś pragniesz, to cały świat działa potajemnie aby udało ci się to osiągnąć".
"Uwierz, poproś, zaufaj, i... zostaw."
 
 
 
kahape 
vip
koalka



Pomogła: 103 razy
Dołączyła: 06 Maj 2009
Posty: 3163
Wysłany: 2014-02-24, 11:54   

20 lutego
Wyznaczyć własny kurs

Jesteśmy bezsilni wobec oczekiwań, jakie inni ludzie mają w stosunku do nas. Nie mamy wpływu na ich pragnienia i oczekiwania, że będziemy tacy, jakimi chcieliby nas widzieć.
Mamy natomiast wpływ na to, w jaki sposób reagujemy na te oczekiwania.

Zawsze znajdzie się ktoś, kto będzie nam narzucał swoje wymagania odnośnie naszego czasu, zdolności, energii, pieniędzy czy emocji. Nie musimy spełniać każdej prośby. Nie musimy mieć poczucia winy, kiedy odmawiamy. Nie musimy dopuszczać do tego, by lawina wymagań zaczęła wyznaczać bieg naszego życia.

Nie musimy spędzać życia, reagując na innych i dając się ponieść nurtowi, jakim według nich powinno płynąć nasze życie.
Możemy wyznaczyć granice tolerancji; zdecydować, jak dalece zamierzamy posuwać się w ustępstwach na rzecz innych. Możemy zaufać sobie i posłuchać własnego głosu. Możemy wyznaczyć swoje cele i kierunek rozwoju. Możemy postawić na siebie.

Możemy zachować swoją siłę w relacjach z innymi ludźmi.
Daj sobie czas. Pomyśl o tym, czego ty pragniesz.

Zastanów się, w jaki sposób reagowanie na potrzeby innych wpłynie na kierunek twojego życia. Żyjemy własnym życiem, nie pozwalając, by inni swoimi oczekiwaniami i wymaganiami kontrolowali jego bieg. Możemy pozwolić im, by mieli własne wymagania i oczekiwania; możemy pozwolić im by mieli własne uczucia. Sami jednak decydujemy o wyborze ścieżki, która jest dla nas właściwa.

Dzisiaj Boże, pomóż mi zachować siłę poprzez znalezienie właściwego dystansu i spokojne wybranie takiego kierunku działania, który jest dla mnie dobry. Pomóż mi uzmysłowić sobie, że mogę odgrodzić się od innych ludzi. Pomóż mi przestać uprzyjemniać życie innym ludziom i zacząć uprzyjemniać je sobie.
_________________
"Jeżeli czegoś pragniesz, to cały świat działa potajemnie aby udało ci się to osiągnąć".
"Uwierz, poproś, zaufaj, i... zostaw."
 
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Strona wygenerowana w 0,09 sekundy. Zapytań do SQL: 11