AKCJASOS.PL Strona Główna AKCJASOS.PL
Pierwszy Polski Portal Pomocy

FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  Chat

Poprzedni temat «» Następny temat
JAK DZIAŁA UZALEŻNIENIE
Autor Wiadomość
kahape 
vip
koalka



Pomogła: 103 razy
Dołączyła: 06 Maj 2009
Posty: 3163
Wysłany: 2010-01-16, 22:18   JAK DZIAŁA UZALEŻNIENIE

Jak działa uzależnienie. (Wg koncepcji teoretycznej Jerzego Melibrudy)

[ Powrót ] [ Czym jest alkoholizm ? ] [ Fazy rozwoju choroby alkoholowej ] [ Psychologiczne mechanizmy uzależnienia ] [ Objawy uzależnienia od alkoholu ] [ Wpływ alkoholu na organizm ]

System iluzji i zaprzeczeń.
System ten wynika z bardzo prostej potrzeby ludzkiej - potrzeby orientacji. Chcemy przecież wiedzieć - co? jak? kto? gdzie? Mało tego, my musimy to wiedzieć co takiego dzieje się wokół nas.

Niejednokrotnie taka wiedza decyduje o życiu, np. podczas wojny, jazdy samochodem, chodzenia po górach. Pomaga nam w tym odruch orientacyjny podobny do tego jaki ma kot leżący na piecu, gdy koło niego przebiega mysz - podnosi uszy, podnosi głowę.

Nam także ten odruch pozwala:
-realnie ocenić sytuację,
-uporządkować informacje,
-rozwiązać zaistniały problem.

np. "U nas co prawda okresowo brakuje masła, jednak wg ostatnich danych prasowych w Rumunii brak jakichkolwiek produktów żywnościowych". Albo, "U nas co prawda są bezdomni ale w trosce o te rzesze bezdomnych na ulicach Nowego Jorku przesłaliśmy na ręce burmistrza 3 tysiące śpiworów itp".
Czy jednak zawsze tak jest. Czy zawsze realnie oceniamy sytuację? Otóż nie. Odruch ten jest na usługach człowieka i pozwala stonować emocje przystosowując rzeczywistość do naszej wyobraźni.

Kiedy pojawia się lęk, bo słyszymy jakiś podejrzany odgłos za drzwiami, uśmierzamy go dopuszczając do głosu informację - To tylko wiatr.
Myślę, że swego czasu mistrzem w przystosowaniu rzeczywistości do swych wyobrażeń był Urban. Każdą niewygodną informację potrafił przekształcić w bezpieczną dla swoich mocodawców (swej rzeczywistości).

Z czasem zniekształcając informacje wg własnych potrzeb alkoholik (inny człowiek też) zaczyna wierzyć, że tak faktycznie jest - że upił się bo wódka dorabiana, że wyrzucili go z pracy za Solidarność, że żona ma kochanka i już go nie chce itp.

Pierwotne zniekształcenia wynikające z lęku przed bolesna konfrontacją z rzeczywistością, stają się elementem świata, czasami pochłania to całą energię bowiem trzeba nieźle się pilnować, aby przy drugiej opowieści nie podać innych okoliczności. Tak więc najlepiej uwierzyć w swoje złudzenia.
Świat złudzeń staje się "realnym" światem alkoholika, łatwiej i bezpieczniej jest tak mu żyć. Alkoholik wprowadza iluzje i zaprzeczenia zarówno do tego co już było, co jest, jak i do tego co może się zdarzyć.

Najczęściej próbuje poprawiać swą przeszłość:
-zaprzecza faktom,
-zapomina minione fakty,
-zniekształca wspomnienia,(np. ja tylko jedno piwko, żadnych wynalazków nie piłem, nigdy się nie upiłem, to była świetna impreza - choć nic nie pamięta itp.).

Próbuje się odizolować od kłopotliwej teraźniejszości;
-nie dostrzega faktów (np. sińców na twarzy żony, potłuczonych mebli),
-nie słyszy (głównie bolesnych rzeczy np. za dużo piłeś itp.),
-nie czuje (np. wstydu za leżenie pod bramą domu, winy za wyrządzone krzywdy),
-najchętniej zanurza się w fantazjach na temat własnej mocy (kim to ja nie jestem, czego to ja nie mogę załatwić), seksie (wszystkie babki były moje - a tak naprawdę to cierpi na objaw żyrandola), agresji (jakich to ja nie robiłem numerów, trzech na jednego a ich załatwiłem, wyobraża sobie jak morduje choćby swą teściową).

Myśląc o przyszłości najczęściej pojawia się lęk, woli więc na wszelki wypadek zaplanować sobie bezpieczne, kontrolowane picie (no bo jak to bez alkoholu, nic się nie załatwi bez flaszki, czasem piwko to nie zaszkodzi, nawet za dwa lata, na weselu tradycyjna lampka szampana itp.).

Przewiduje więc wpadki i załamania (przecież to nie wyjdzie, tam wszyscy piją, to się nie uda itp.). Łatwiej wtedy sięgnąć po kieliszek przecież mówiłem!

Tworzy nierealistyczne wizje przyszłych wydarzeń (po leczeniu wyrzucą mnie, wyśmieją mnie itp.).

Są to najczęściej pomysły wynikające z lęku przed nieznanym, nowym i połączone z dawną chęcią picia.

Alkoholicy unikają odpowiedzialności - najczęściej używając słów (zawsze, wszędzie, było się, piło się, człowiek się upił itp.) to mówienie o wszystkich a nie o sobie.

Udział w zdarzeniach jest również tendencyjnie postrzegany, pojawia się mówienie, że to "oni", to zły los, bo "oni" są przeciw mnie (tylko co by było gdyby los był łaskawy, teściowa kochająca, pieniędzy w bród, ustrój taki jak trzeba?).

Manipulowanie innymi, obrażanie się, prowokowanie, oszukiwanie.
Umówiłeś się z kolegami na wódkę i masz zaraz wyjść po obiedzie. Liczysz na to, że nie będzie obiadu i spokojnie pójdziesz na "obiad" do knajpy. A tu w domu pachnie obiad, dzieci z uśmiechem pokazują 6-tki w dzienniczku, teściowa przynosi kapcie, pies się łasi... i jak tu wyjść. Jesz wspaniałą zupę, pić się chce, patrzysz, no tak, jedna kluska większa, ta druga krzywa, jakaś mała. Pewnie teściowa robiła, bo ona nawet klusek nie umie zrobić. Od słowa do słowa, pryska nastrój. Jesteś już dostatecznie wściekły, aby wyjść, trzasnąć drzwiami i spokojnie zjeść zasłużony posiłek w restauracji, po to przecież pracujesz. No udało się. Mało tego. Sam uwierzysz w to, że żona cię zdenerwowała i potem wypiłeś, a nie to, że był to planowany spektakl po to, by iść się napić.

Próbują także różnych magicznych zabiegów, aby zmniejszyć lęk jaki im towarzyszy. Np. stawianie sobie pasjansa o tym jak to będzie, wypije czy nie, wypił bo spotkał zakonnicę, pech murowany.

Potrafią alkoholicy stworzyć sobie wspaniałe plany tego jak to będzie, całe życie różne alternatywy bez ruszenia palcem. Myślą, że jak pomyślą sobie, że nie będą pić - już wystarczy to do osiągnięcia trzeźwości.

Świat iluzji i zaprzeczania to główna ostoja pozostałych dwóch systemów. Niejako kręgosłup, na którym trzymają się pozostałe równie mocne systemy mechanizmu uzależnienia.

System nałogowego regulowania uczuć.
System ten zwany jest także inaczej systemem nastawień i oczekiwań alkoholowych. Dotyka on najdelikatniejszej sfery funkcjonowania człowieka - emocji. Jak często czujemy, że nie mamy pary aby cokolwiek robić, że siadają nam nasze akumulatory, że nic nas nie cieszy lub wszystko złości.

Kiedy w życiu zbyt dużo jest sytuacji stresujących, pojawia się wyrwa w naszym bilansie emocjonalnym. Takie nadgryzione koło nie będzie się toczyło. Podobnie jak samochód, który złapie gumę. W takiej sytuacji ludzie spontanicznie robią coś aby wyrównać tę wyrwę w swoim bilansie emocjonalnym - kopią działkę, malują, piszą wiersze, chodzą po lesie. Te zachowania można podzielić zasadniczo na dwie kategorie:

-zachowania wytwórcze (malowanie, hobby),

-zachowania kontemplacyjne (podziwianie przyrody, sztuki).

Pozwalają one doładować swoje akumulatory, uzyskać równowagę. Wymaga to jednak pewnego wysiłku od nas, umiejętności, nawyku tego rodzaju zachowań.

Co więc robi osoba, która nie potrafi, nie jest nauczona takiego sposobu powracania do równowagi?
W tym momencie pojawiają się najczęściej propozycje (głównie reklama) szybkich regulatorów, które niestety są chemiczne. Alkohol staje się łatwo dostępnym środkiem regulującym stan emocjonalny. Patologiczne picie prowadzi do głębokich zaburzeń emocjonalnych.
Sfera emocjonalna zostaje zdominowana przez cierpienie i alkoholowe próby jego łagodzenia. Picie przestaje służyć utrzymywaniu kontaktu między rzeczywistością, a reakcjami emocjonalnymi. Zaczynają kierować nałogowe stereotypy.

Wyobraźcie sobie sytuację, kiedy młoda osoba po raz pierwszy sięga po alkohol. Nieważne czy smakuje czy nie, istotne jest odkrycie, że alkohol w pewnej dawce przynosi ulgę. Jeżeli okoliczności pozwalają tym, którzy odkryli magiczną moc alkoholu (w celu uzyskania ulgi, euforii, odprężenia, śmiałości, odwagi) to wykorzystują to w miarę możliwości jak najczęściej.

W ten sposób kształtuje się pierwsze ogniwo Systemu Nałogowego Regulowania Uczuć tzn. alkohol staje się podstawowym źródłem powstawania pozytywnych emocji. Pijący powoli rezygnuje z uzupełniania deficytu w bilansie emocjonalnym poprzez kontemplację czy tworzenie.

Deficyt wyrównuje alkohol.

Można to porównać do sytuacji, kiedy ktoś wspina się na wysoką górę aby zobaczyć przepiękny widok po drugiej stronie, pewnego dnia odkrywa tunel - jaskinię, która wychodzi na drugą stronę, może trochę niżej, ale widzi prawie to samo, no może ciut mniej. Nie chce mu się więc już trudzić na szczyt góry aby zobaczyć prawie to samo. Zaczyna systematycznie chodzić na skróty.

Zaczyna się koncentracja życia wokół picia. Powstaje Drugie Ogniwo Systemu Nałogowego Regulowania Uczuć tzn. zmniejsza się atrakcyjność i dostępność innych niż alkohol źródeł pozytywnych stanów emocjonalnych.

W miarę picia coraz rzadziej zaczyna się udawać doznawać euforii, radości, odprężenia. Większość prób picia kończy się piciem do upadłego. Coraz częściej w związku z tym pojawiają się: poczucie winy, kac moralny. Alkohol coraz częściej zaczyna być potrzebny do tego aby do głosu nie dochodziły wyrzuty sumienia, by nie myśleć o sobie źle.

Trzecie Ogniwo SNRU to uśmierzanie negatywnych emocji aby pojawiły się pozytywne doznania. Osoba pijąca doznaje ulgi kiedy przestaje cierpieć. Coraz częściej pojawiają się lęki, niepokój. Na tym etapie pojawia się myślenie - z alkoholem źle, bez alkoholu jeszcze gorzej. W kolejnym Ogniwie SNRU pojawia się lęk i staje się podstawowym rodzajem przeżywanych uczuć.

Pojawiają się lęki np. przy przechodzeniu przez ulicę, pojawia się nadwrażliwość na bodźce dźwiękowe. Są to głównie przeżycia z okresu kiedy obniża się poziom alkoholu we krwi. Perspektywa dnia bez alkoholu wydaje się być katastrofą. W miarę picia zmienia się osobowość pijącego. Staje się bardziej drażliwy, wybuchowy, błahe wydarzenia wytrącają go z równowagi - lęk staje się nieodłącznym towarzyszem.

Pijący wie, że jedynie alkohol pozwala uwolnić się od niego. Niestety obniża w ten sposób swoja odporność na cierpienie i ból. Alkoholik nie widzi już jednak innego sposobu poradzenia sobie z cierpieniem. Inne sposoby są zbyt trudne, powoli zaczyna zmieniać się jego styl życia.

Przypomina to sytuację, gdy kierowca jadąc samochodem łapie gumę. Wysiada i dopompowuje koło, ponieważ dziura była mała jedzie dalej. Po kilku kilometrach powietrze znowu wychodzi więc pompuje ponownie. Tym razem dziura się już powiększyła i może ujechać tylko kawałek. Ponownie powietrze wychodzi. Dziura jednak jest już tak duża, że stoi i pompuje, a powietrze schodzi, a on pompuje itd. Nie stać go aby oderwać się od pompowania i po prostu założyć koło zapasowe.

Główną myślą tego etapu jest "picie do życia jest konieczne", przerwa w piciu musi się skończyć. To ogniwo SNRU to przede wszystkim niewiara w to, że można przestać pić i wytrwać w abstynencji. Stąd czasami to tęskne oczekiwanie kiedy zakończy się post, adwent, minie rocznica abstynencji. Ostatnie ogniwo tego systemu to ustawiczne wahanie się emocji od stanu cierpienia do ulgi, od napięcia do uspokojenia, od przygnębienia do pobudzenia. Ta oscylacja pomiędzy tymi skrajnymi uczuciami trwa jeszcze długo mimo utrzymywania abstynencji.

W ten oto sposób zamyka się koło picia. Uczucia są tu głównym motorem i sterem.

System dumy i kontroli.
Podczas picia zmienia się osobowość pijącego. Pojawiają się sytuacje, które przynoszą pijącemu bardzo sprzeczne doświadczenia. Raz zdarzają się sytuacje kiedy po użyciu alkoholu staje się agresywny, wulgarny, znieważa żonę, bije dzieci. Kiedy mija działanie alkoholu, woli nie pamiętać tego co się zdarzyło (i często tak jest faktycznie działając na "urwanym filmie").

Myślę, że niejednemu z was zdarzyła się sytuacja, że po pijanemu naobrażał, pobił, schował pieniądze - na trzeźwo nic z tego nie pamiętał.

Tak więc pijany słyszy opinie o sobie, sam tego doświadcza, że raz jest dobry a raz zły.

Jak to pogodzić? Jak pogodzić, że jedna i ta sama osoba jest dobrym ojcem, kochającym, czułym. Potrafi wtedy położyć boazerię, pograć w piłkę z synem, być czułym mężem. Innym razem, staje się tyranem, bije, katuje, wynosi z domu to co sam niedawno kupił. Więc jaki jest? Kim jest? Dobrym czy złym?

Takie przeobrażanie się przypomina czasami stary horror "Dr Jekyl i Mr Hyde". Ten także pod działaniem tajemniczej mikstury przeobrażał się w potwora. Myślę, że alkohol dziś spełnia rolę tej tajemniczej mikstury.

Tak więc picie doprowadza do stanu, kiedy zostaje zaburzona spójność i integracja JA osoby pijącej.
JA, jaźń - to jest nasze wewnętrzne poczucie, które daje nam znak, że to my. Kiedy patrzymy na zdjęcie z pierwszej komunii rozpoznajemy siebie, mimo że teraz nie mamy włosów, mamy duży brzuch, lub nie mamy nogi. A jednak to cały czas ta sama osoba. Tylko, że z małego Józia stał się duży Józef.

Takie dwa obrazy siebie sprawiają, że coraz trudniej być takim jak w "tamtym" stanie. Pewne doświadczenia są nie do powtórzenia. Jeśli ktoś uczył się prowadzenia samochodu po pijanemu, to z dużą trudnością przyjdzie mu prowadzić na trzeźwo.

Jeśli ktoś rozpoczynał życie seksualne pod wpływem alkoholu, może mieć spore problemy aby na trzeźwo uzyskać podobne doświadczenia.
Właśnie takie transformacje, przeobrażanie się w kogoś innego są niezmiernie męczące. Bardzo przyjemnie jest choć przez chwilę poczuć się supermanem, Brucem Lee, rajdowcem. Lecz po trzeźwemu znowu pytanie, kim jestem? W miarę picia coraz więcej jest sygnałów, że to co robi, że to co mówi jest złe. Fakty są przygniatające.

Przepite pieniądze, wyniesione meble, pocięte ciało, rozbita rodzina, butelka denaturatu obok łóżka, "widziadła" chcące pożreć gdy tylko zamyka oczy.

Kac moralny jest bardziej dokuczliwy niż fizyczny i kiedy już leży na dnie ze zrujnowanym poczuciem własnej wartości - wtedy pojawia się "zbawienna" myśl: No tak - to ja właśnie jestem mistrzem świata w upadaniu na dno! Nikt tak nisko nie upadł jak ja! Tyle co ja to nikt nie wypił! Nikt nie narobił takich numerów co ja! itp. I nagle alkoholik staje na postumencie, który wybudował sobie z...niczego, ze swego upadku.

Przecież opowiedzieć swą wpadkę jako katastrofę, jakby potem można myśleć dobrze o sobie. Np. wypicie 1 litra, urwanie filmu i może być komentarz: "Nie, to okropne, straciłem kontrolę, wypiłem bardzo dużo, lub - ale była impreza, tak dałem czadu, chyba z litr albo więcej wypiłem, że aż film mi się urwał, tamte młodziki już wysiedli po pierwszej ćwiartce.".

Tak, źle myśleć o sobie, to jest przykre, trzeba więc ratować za wszelką cenę swe poczucie wartości. Oprócz zaatakowania poczucia tożsamości (jego spójności), poczucia własnej wartości, zaburzone zostaje także poczucie mocy. Najboleśniej alkoholik doświadcza tego kiedy traci kontrolę nad piciem.

Każdy chce mieć jakikolwiek wpływ na to co się dzieje z nim lub wokół niego. Są jednak takie sprawy jak choćby pogoda, śmierć, budowa ciała, wobec których jesteśmy bezsilni. Nie mamy wpływu na to co się dzieje.

Alkoholik doświadcza takiej bezsilności, niemożności wpływania jeżeli chodzi o picie. Stracił kontrolę nad piciem, ale niestety nie chce tego uznać, mało tego rozpaczliwie próbuje sprawdzać i doświadczać różnych sytuacji, w których "a nóż" odzyska utraconą moc. Bardzo chciałby być nadal "siłaczem" mającym moc aby kontrolować, wpływać na swe stany emocjonalne, dozować je, wpływać na stany psychiczne.

Niestety! Zostaje przygnieciony, prawie wessany do butelki, którą próbował dźwigać. Zostaje odgrodzony od świata, uparcie walczy, sprawdza. Czasami pojawiają się okresy depresji, poddania się (ale tylko pozornego). Nagle doświadcza, że oto jeszcze coś może! Odkrywa, że jeszcze może wpływać "na coś". Rzuca się na to rozpaczliwie, chwyta to jak tonący brzytwę. Może wpłynąć na ludzi wokół niego: żonę, dzieci, czasami terapeutę (niedoświadczonego) itd. Mogą prawie na klęczkach błagać go aby nie pił i zaczął się leczyć, a tymczasem on może powiedzieć: Jak będę chciał to będę pił!

Takie stwierdzenie daje bardzo duże poczucie mocy. Tak osoby żyjące z alkoholikiem uzależniają się od niego, a on zyskuje namiastkę poczucia mocy, wpływu. To, że "nie dałem się złamać" daje pewne poczucie, że jestem przez to coś wart. To są tylko złudzenia.

To co może alkoholik zrobić to otworzyć drzwi do swej "celi". Klamka jest wewnątrz. Otwarcie się na innych, przyjęcie ich pomocy, pozwala zyskać prawdziwą energię, daje poczucie tożsamości.

To stwierdzenie "Jestem alkoholikiem" stabilizuje wewnętrzne napięcia, rozterkę, oto wie kim jest!!! Uznanie swej bezsiły, niemocy w paradoksalny sposób przynosi mu poczucie mocy, siły. Zyskuje w ten sposób także poczucie wartości.

Może jednak warto poddać się, przestać walczyć z samym sobą?
_________________
"Jeżeli czegoś pragniesz, to cały świat działa potajemnie aby udało ci się to osiągnąć".
"Uwierz, poproś, zaufaj, i... zostaw."
 
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Strona wygenerowana w 0,05 sekundy. Zapytań do SQL: 10