AKCJASOS.PL Strona Główna AKCJASOS.PL
Pierwszy Polski Portal Pomocy

FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  Chat

Poprzedni temat «» Następny temat
Przesunięty przez: kahape
2010-02-19, 11:33
Pomagierzy
Autor Wiadomość
kahape 
vip
koalka



Pomogła: 103 razy
Dołączyła: 06 Maj 2009
Posty: 3163
Wysłany: 2010-01-16, 21:20   Pomagierzy

POMAGIERZY

Zanim alkoholik straci wszystko otacza się ludźmi, którzy gotowi są mu pomagać. Towarzyszą mu przez lata. Osoby te ochraniają go jak potrafią, załatwiają za niego co mogą, zawsze są w pogotowiu, licząc, ze przyjdzie moment, gdy do pijącego „coś dotrze".

Całymi latami rozmawiają, proszą, grożą, odchodzą i wracają, próbują podstępem... Pożyczają pieniądze, kryją wpadki, usprawiedliwiają nieobecności w pracy, łagodzą konflikty, utrzymują finansowo, sprzątają po awanturach, chowają alkohol lub przeciwnie starają się, by był zawsze w domu, by pijący nie chodził do kolegów...

Wybaczają zdrady, niesłowność, kłamstwa, brak odpowiedzialności.

Cierpią, czują się pokrzywdzone, nie mogą się pogodzić ze zmarnowanym życiem, nie mogą liczyć na żadną pomoc, wstydzą się, że są bite i poniżane, ale... płaca kaucje za wyciągniecie z wiezienia, opłacają adwokatów, by pijacy odzyskał prawo jazdy i boją się kolejnego dnia...

Wożą go do pracy, w której zawsze znajduje się ktoś życzliwy, podwożący go do baru, z którego... lepiej już by nie wracał.

Czasem się buntują – dla pokazania, postraszenia... Występują o rozwód, po czym wycofują pozew, zgłaszają na policji pobicie, po czym wycofują oskarżenie, pomimo narosłego długu nie egzekwują prawnie swoich racji, bo i tak nie wierzą, że go odzyskają.

Same wychowują dzieci i nie domagają się alimentów. Widzą znikające z domu przedmioty i są przekonane, że nic nie mogą zrobić.

Unikają rozmów o piciu i udają, ze niczego się nie domyślają. Wiedza, ze pijący rujnuje swoja rodzinę, ale starają się, by miał poczucie, ze jest przez nich nadal „normalnie" traktowany. Gdy dostrzegają luki pamięciowe, zmieniają temat. Widza trzęsące się ręce i stawiają piwo. Dobrze wiedza, że pijący przepija właśnie swoja tygodniówkę, mając na utrzymaniu dziecko i żonę w ciąży, ale udają, ze wierzą gdy mówi, iż są to „ekstra" zarobione pieniądze.

Gdy dziecko dotknie rozgrzanego żelazka, oparzy się. Powstanie zaczerwienienie, które boli. Oparzenie jest skutkiem nieostrożnego zachowania, a ból tego konsekwencją. Gdy uderzy kolegę w przedszkolu, zostanie ukarane. Gdy nie odrobi lekcji, dostanie najgorsza ocenę. Uczy się, że każdy skutek ma swoją przyczynę, a odpowiedzialność polega na ponoszeniu konsekwencji za swoje czyny i decyzje. Wyobraźmy sobie jednak dziecko, które może nie ponosić konsekwencji swoich zachowań, bo np. nauczyciele w szkole patrzą przez palce na jego niedouczenie, nikt nie reaguje, gdy bije inne dzieci, a rodzice udają, że nie zauważają jego kłamstw. Jednocześnie jednak wszyscy wymagają, by to dziecko było dobrym uczniem, dobrym kolega i uczciwym człowiekiem. Oczywiście, to jest absurd.

Ale taka właśnie jest sytuacja alkoholika otoczonego swoimi życiowymi pomagierami.

To pomagierzy chronią alkoholika przed konsekwencjami jego picia, ułatwiając mu unikanie odpowiedzialności. Alkoholik skrzętnie to wykorzystuje, a nawet osiąga duża skuteczność w utrzymywaniu pomagierów w ciągłej gotowości do pomagania mu.

Robi to przez manipulowanie poczuciem winy, wstydu, utrzymywaniem najbliższych w przekonaniu, że bez niego „zginą" lub że on bez nich „zginie" i będą go mieli na sumieniu; a także obietnicami, szantażami, graniem na poczuciu solidarności, wdzięczności za jakieś stare sprawy, wspólne dzieciństwo itd.

Pomagierzy są w gruncie rzeczy bardzo podobni do alkoholika, w tym sensie, ze uzależniają się w sposób patologiczny od pomagania mu, tak samo jak on uzależnia się od ich pomocy. Jest to obopólne wiązanie. Chore wiązanie.

Problem pomagierów polega na tym, że nie dostrzegają manipulacji alkoholika, ponieważ pomaganie mu jest im samym potrzebne. Są to bowiem często osoby o bardzo niskim poczuciu własnej wartości, zależne emocjonalnie od zewnętrznych opinii, niepewne siebie, dla których „dobroć, pomaganie i cierpienie" jest sposobem budowania własnej samooceny. Osoby te doświadczały w swoim życiu odrzucenia i braku miłości, a negatywne uczucia są teraz „lepsze" od ich braku.

Podobnie jest w przypadku osób regularnie walczących z alkoholikiem. Agresja i nienawiść są sposobem wiązania emocjonalnego. Nie ma bowiem znaczenia czy pomagierstwo odbywa się przy akompaniamencie łez, czy agresji i pretensji. Ważne jest trwanie przy alkoholiku i ponoszenie za niego konsekwencji jego picia.

Są tez oczywiście tacy, którzy pamiętają alkoholika z jego najlepszego okresu i nie chce im się pomieścić w głowie, ze sam mógł się do „tego" doprowadzić. Ci chętnie kupują opowieści o złej żonie, pechu w interesach, lub o czymkolwiek. Spostrzegają alkoholika jak ofiarę jakichś zewnętrznych okoliczności, współczują i solidaryzują się z nim, wysłuchując nie kończących się wynurzeń i żalów. Wierzą, że pije, bo ma powody. Pomagają wiec, bo w biedzie trzeba pomoc...

Czy zatem nie należy pomagać alkoholikowi? Jeśli pomoc sprowadza się do tego, że pomaganie pozwala pijącemu nie ponosić odpowiedzialności za skutki picia, to nigdy nie należy mu pomagać. Nawet jeśli maja to być konsekwencje bardzo poważne, czy bardzo błahe. To nie ma znaczenia. Pomoc w wyciągnięciu go z wiezienia, lub aresztu, tak samo mu szkodzi jak posprzątanie rozbitej w alkoholowej złości szklanki czy pożyczenie pieniędzy, choćby na papierosy.

Taka bowiem pomoc utrzymuje alkoholika w poczuciu, ze nie jest tak najgorzej, skoro pije i „jakoś" zawsze wychodzi cało z opresji. Ta pewność jest zależna od natężenia pomagierstwa.

Z czasem powstaje przekonanie, ze tak właśnie być powinno, ze normalne jest, iż inni są w pogotowiu i zawsze pomogą. Rzeczywisty związek miedzy przyczyna i skutkiem zostaje zniekształcony, a z czasem zanika. Konsekwencje picia zaczynają nie dotyczyć pijącego. Stają się dla niego jakąś abstrakcja, co nasila się jeszcze intensywniej z powodu nietrzeźwości. Podobnie jak w przypadku dziecka, które odciążone od konsekwencji np. nie odrabianych lekcji nie doświadcza związku miedzy nie uczeniem się, a złymi ocenami.

Tak samo pijacy nie może doświadczyć skutków swojej alkoholowej działalności w domu, bo zanim wytrzeźwieje, żona zdąży wszystko posprzątać, ogarnąć. Jak ma serio traktować problem braku pieniędzy, gdy „jakoś" zawsze „się" one znajdują i nie tylko dzieci głodne nie chodzą, ale i on ma wikt i opierunek? Dlaczego ma się przejmować odebranym prawem jazdy, gdy rodzina stanie na głowie, by je odzyskał. Załatwią adwokata, zapłacą... To nie on odczuje skutki związane z całą skomplikowaną procedurą odzyskania prawa jazdy, tylko rodzina.

Powie ktoś: no tak, ale w ten sposób, bez pomocy i wsparcia, alkoholik stoczyłby się na samo dno – byłby już na ulicy, w wiezieniu, straciłby wszystko. Nie można na to pozwolić. I to jest racja.

Ale prawda jest tez to, ze w patologicznej symbiozie z pomagierami stacza się również, tylko wolniej i nie swoim kosztem, pociągając za sobą wiele niewinnych osób.

Gdyby od samego początku alkoholowej kariery otoczenie odcięło się zupełnie od ponoszenia odpowiedzialności za skutki jego picia, stoczyłby się również, ale znacznie wcześniej, wtedy gdy jeszcze choroba nie była tak rozwinięta, gdy po prostu miał większe szanse, a dno nie było jeszcze tak głębokie. A to oznacza, ze szybciej tez odbiłby się od tego dna.

Nie istnieje inna droga pomocy alkoholikowi. Można mu tylko pomoc w tym, by jak najprędzej doświadczył dna, wstydu, upokorzenia, kompletnego braku pieniędzy, choćby wiezienia, konieczności spania w samochodzie lub na ulicy... itd. By doświadczył na własnej skórze wszystkich konsekwencji picia i by obok nie było nikogo, kto w akcie litości zdejmie z niego choćby odrobinę tego ciężaru.

Musi nastąpić taki moment, gdy tylko od alkoholika decyzji zależeć będzie jego życie. Wtedy tylko ma szanse podjąć odpowiedzialność za to życie, dokonać w nim zmian i odbić się od dna. Nie ma innej drogi.

Ale bardzo ważne jest to, by w tym momencie dostrzegał szanse, te jedna realna możliwość, która jest leczenie się.
_________________
"Jeżeli czegoś pragniesz, to cały świat działa potajemnie aby udało ci się to osiągnąć".
"Uwierz, poproś, zaufaj, i... zostaw."
 
 
 
basiek405
[Usunięty]

Wysłany: 2010-03-29, 13:41   

To wszystko co piszesz jest prawda,byłam takim pomagierem,ale widze sama po sobie i moi bliscy to widzą że coraz częściej mówie "n******ś napraw sam".Kiedys bym starała sie jeszcze za niego to zrobic,ale teraz coraz częściej z zaciśniętymi zębami i łzami w oczach zostawiam go samego na tzw.naprawie.I może dzięki temu to picie u nas jest żadkie i mam nadzieje ze tak zostanie.
Dlaczego więć pisze skoro podobno to nie jest takim problemem?Bo ja nie pije nie piłam i napewno nie będe,a zachowanie mojego męża w wielu przypadkach jest tragiczne i chciałam właśnie,żeby nie pił wogule bo nie umie!

********* ingerencja moderatora
nie przeklinamy na forum
Ostatnio zmieniony przez kahape 2010-03-29, 16:24, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
zipvirgin
[Usunięty]

Wysłany: 2011-07-18, 20:54   

A ja jakbym nie uprał itp to by zaraz było: no jak to dzieciom i sobie pierzesz a moich nie możesz wrzucic w pralkę. Albo: i tak gotujesz dla dzieci to co dla mnie nie starczy?? I koło się zamyka...
 
 
głęboka otchłań 
przyjaciel forum
DDA



Dołączyła: 31 Sty 2012
Posty: 53
Skąd: z sąsiedztwa
Wysłany: 2012-02-01, 10:58   

No jak bym czytała tekst o sobie. Też JESZCZE JESTEM takim pomagierem swoich alko.

kahape napisał/a:
Towarzyszą mu przez lata.
mieszkam z nimi od urodzenia i nie mogę się wyprowadzić...

kahape napisał/a:
Unikają rozmów o piciu i udają, ze niczego się nie domyślają. Wiedza, ze pijący rujnuje swoja rodzinę, ale starają się, by miał poczucie, ze jest przez nich nadal „normalnie" traktowany. Gdy dostrzegają luki pamięciowe, zmieniają temat. Widza trzęsące się ręce i stawiają piwo. Dobrze wiedza, że pijący przepija właśnie swoja tygodniówkę,
kahape napisał/a:
Cierpią, czują się pokrzywdzone,

Staram się traktować ich całkiem normalnie, wręcz mogłabym rzec, że odkąd poszłam na terapię to cukierkowo...

kahape napisał/a:
Podobnie jest w przypadku osób regularnie walczących z alkoholikiem. Agresja i nienawiść są sposobem wiązania emocjonalnego. Nie ma bowiem znaczenia czy pomagierstwo odbywa się przy akompaniamencie łez, czy agresji i pretensji. Ważne jest trwanie przy alkoholiku i ponoszenie za niego konsekwencji jego picia.

Wszyscy wokół jak mantrę powtarzają mi Dziewczyno znajdz pracę i wyprowadz się w końcu, terapeutka, znajomi z forum, ludzie z Al Anon, koleżanki.
Niby coś zaczęłam juz robić , bo u mnie dużym problemem był syndrom zacierania śladów po alko ale wciąż trwam przy nich, nie mogę, nie umiem, nie chce, nie mam możliwości do zmoblilizowania się i znalezienia pracy na ETAT i wyprowadzki z domu.

Żałosna jestem.
_________________
Nie jest łatwo znaleść szczęście w sobie, ale nie można go znaleść nigdzie indziej.
Agnes Repplier
 
 
 
Tomoe
[Usunięty]

Wysłany: 2012-02-01, 14:39   

"Żałosna jestem" - to nie twoje słowa. To powiedział twój OKW (pamiętasz co oznacza ten skrót? OKW to Okrutny Krytyk Wewnętrzny).
Zacznij uciszać swojego OKW.

Tym razem ci pomogę. Nie jesteś żałosna - jesteś natomiast bardzo silnie uwikłana emocjonalnie. Ale pocieszę cię: nie ty jedna. Większość DDA tak ma. Nie jesteś w tym odosobniona. Skoro jesteśmy w Czytelni, poczytaj:

"Zofia Sobolewska - Mellibruda

Co trzyma Dorosłe Dzieci Alkoholików
w pokoju dziecięcym?


Metafora "trzymania w pokoju dziecięcym" trafnie oddaje stan, o którym mówią w czasie terapii Dorosłe Dzieci Alkoholików(DDA). Jest to silne poczucie niemożności uwolnienia się od trudnego, często traumatycznego dzieciństwa. I nie chodzi tu o natrętne wspomnienia, chociaż i one się zdarzają, ale o poczucie silnego związania z przeszłością , nawet wtedy, gdy wspomnienia już wyblakły i wielu faktów i wydarzeń już się nie pamięta. Daje się tu zauważyć zjawisko paradoksalne im dzieciństwo było gorsze, im dziecko bardziej zostało skrzywdzone, tym poczucie "trzymania" jest silniejsze.
Zjawisko to może przejawiać się w różny sposób.
Czasami DDA ma silną potrzebę mieszkania z rodzicami dopóki oni żyją, nawet, a może właśnie przede wszystkim wówczas, gdy nadal w domu są awantury pijackie. Potrzeba ta jest uzasadniana różnymi przekonaniami, np.: "Muszę z nimi mieszkać, żeby pilnować, by się nie pozabijali."
"Od tego zależy zdrowie i szczęście mojej matki"
"Powinienem się odwdzięczyć za wychowanie - jest to dług na całe życie."
"Mam stały obowiązek wobec nich, bo są moimi rodzicami, nie ma znaczenia, jacy byli."
Takie przekonania mogą mieć oczywiście w naszej kulturze także osoby pochodzące z normalnych rodzin. Chodzi tu raczej nie o ich treść, ale o siłę i destrukcyjny wpływ na życie DDA (np.trudności w założeniu i opiekowaniu się własną rodziną). Zresztą poczucie nadmiernego związania z rodzicami może mieć charakter nie przekonania o obowiązku, lecz być uzasadniane chęcią zemsty. Miałam pacjenta, który nie wyprowadzał się z bardzo ciasnego mieszkania rodziców, żeby "udowodnić ojcu, że tak łatwo się mnie nie pozbędzie" a miał już ponad 30 lat. Nie są to odosobnione przypadki. Osoby takie nawet, jeśli mają możliwość samodzielnego zamieszkania, psychologicznie nie są w stanie się wyprowadzić, czasem nawet nie zakładają własnej rodziny. A jeżeli już stworzą nowy związek, to jest on dla nich zdecydowanie mniej ważny od rodziny pierwotnej. Koncentrują się nadal przede wszystkim na tym co się dzieje z rodzicami i ich potrzeby stawiają na pierwszym miejscu, np. bardzo często odwiedzają rodziców lub telefonują do nich, pozwalają się wtrącać w sprawy małżeńskie czy w wychowywanie dzieci, przybierają postawę bycia na żądanie rodziców. Miałam nawet pacjentki, które twierdziły, że matki są dla nich ważniejsze od własnych dzieci -"urodziłam córkę dla matki, żeby mnie wreszcie pokochała".
Najczęściej jednak "trzymanie w pokoju dziecięcym" dotyczy bardziej ukrytych, psychologicznych zjawisk, zachodzących w osobowości DDA. W czasie psychoterapii z tą grupą pacjentów często miałam wrażenie, jakby nigdy z tego pokoju nie wyszli, np.:osoby, które w dzieciństwie przeżywały w nocy awantury urządzane przez pijanych rodziców, w życiu dorosłym odczuwają wieczorami lęk, mimo że obecnie nie są przez nikogo atakowane, nadal tłumią złość i nie potrafią odmawiać, choć teraz nie grozi im za okazanie sprzeciwu pobicie, nadal czują się skrzywdzeni nawet w sytuacjach, gdy nikt ich nie krzywdzi ,itd.
Właśnie to przeżywanie teraźniejszości przez pryzmat przeszłości jest istotą trudności i zaburzeń DDA. Problemy te występują głównie w dwóch obszarach: kontaktów z innymi ludźmi (interpretowanie sytuacji interpersonalnych, rozumienie, przeżywanie, sposoby kontaktowania się w bliskich związkach) oraz kontaktów z samym sobą (tworzenie obrazu Ja, traktowanie siebie i swoich potrzeb, przeżywanie negatywnych uczuć).
Na przykład:
-osoba, która doświadczyła przemocy ze strony ojca, w swoim małżeństwie może prowokować nieagresywnego męża, w przekonaniu, że w ten sposób zabezpiecza się przed przemocą, którą uważa za nieuniknioną "wiem, że chcesz mnie uderzyć, tylko spróbuj".
- osoba, która była ośmieszana w dzieciństwie, nadal nie lubi siebie, uważa się za głupią, unika sytuacji społecznych lub odgrywa rolę błazna,
- osoba, która czuła się odrzucona przez rodziców i obwiniła siebie o to, w życiu dorosłym nadal boi się odrzucenia i w związku pozwala się źle traktować przez partnera "wszystko zniosę, żeby tylko mnie nie porzucił" lub w ogóle nie wchodzi w żaden związek "jestem tak beznadziejna, że i tak nikt mnie nie zechce".
Dlaczego tak się dzieje? Dlaczego mimo ogromnego pragnienia i nowych sytuacji, które niesie dorosłe życie, DDA nie jest w stanie uwolnić się od traumatycznego dzieciństwa? Dlaczego nawet , jeżeli fizycznie odejdzie od rodziców, to nadal nosi "pokój dziecięcy" w sobie i często jakby odtwarza go w teraźniejszości np. wchodząc w przemocowy związek czy źle traktując własne dzieci?
Z praktyki terapeutycznej wynika, że DDA często żyją w przekonaniu""nie załatwionej sprawy", bo czegoś nie zdążyli w dzieciństwie zrobić, powiedzieć, wyjaśnić lub dostać. Chodzi subiektywne poczucie, że z ważnymi osobami z dzieciństwa, najczęściej z rodzicami, czegoś istotnego nie domknęli i to coś domaga się zamknięcia. Czują wewnętrzny przymus, żeby na to domknięcie czekać. Często też mają przeświadczenie, że prawa i zasady obowiązujące w dzieciństwie nadal obowiązują "bo świat tak już jest urządzony".
Te domagające się dokończenia sprawy mogą przejawiać się w różny sposób jako:
- niespełnione oczekiwania (dotyczą tego, czego DDA od rodziców nie dostali (miłości, opieki, uznania, dostatecznej uwagi))
- pamięć o niespełnionych obietnicach rodziców
- nie wybaczone krzywdy i płynące z nich czekanie na przeprosiny lub chęć zemsty
- poczucie winy i odpowiedzialności za to, co rodzice zrobili i za ich życie
- uwewnętrznione przekazy, obowiązki i tajemnice rodzinne (np. "rodzice zawsze są najważniejsi", "rodzice wiedzą najlepiej, co jest dla mnie najlepsze", "trzeba być lojalnym wobec rodziny i nigdy nie mówić o tym, co się naprawdę w niej działo”).
"Nie załatwione sprawy"(termin wzięty z psychoterapii Gestalt, choć używany tu w nieco innym znaczeniu) nie pozwalają na swobodny wybór postępowania w dorosłym życiu. DDA nie mogą więc żyć w pełni teraźniejszością, bo ciągle coś z tej przeszłości się w nich odzywa i każe czekać na zwolnienie z misji czy roli, którą w dzieciństwie pełnili.
Wydaje się, że w przyczynowym mechanizmie tego przeżywania związania z dzieciństwem, dużą rolę odgrywają ślady jakie zapisały się w psychice dziecka w wyniku traumatycznych doświadczeń w rodzinie. Jak pokazują badania, przeżycia te wprowadzają zmiany na poziomie neurofizjologicznym w mózgu dziecka oraz w jego osobowości. Jakkolwiek nie są to najczęściej zmiany patologiczne, nie mniej jednak mają duży i destrukcyjny wpływ na funkcjonowanie człowieka w życiu dorosłym. Kolejne doświadczenia życiowe są przeżywane w kontekście tych śladów dając niejako potwierdzenie nieuchronności cierpienia "taki już mój los", "nie zasługuję na nic lepszego", "zawsze spotyka mnie to samo" i tym samym utrwalają je. O różnych kategoriach destrukcyjnych, nierozwojowych doświadczeń w dzieciństwie alkoholowym pisałam wcześniej (Z.Sobolewska "Odebrane dzieciństwo",2000) więc nie będę ich tu szczegółowo omawiać. Doświadczenia te: przemoc, odrzucenie, atmosfera zagrożenia, nadużycia seksualne, chaos, brak stabilnych wartości i autorytetów, powodują, że wiele podstawowych potrzeb dziecka jest niemożliwych do zaspokojenia.
Najważniejsze z nich to:
- potrzeba trwałej, pełnej miłości więzi z rodzicami i związana z nią potrzeba bezpieczeństwa, opieki, akceptacji
- potrzeba autonomii, poczucia kompetencji i tożsamości.
Wydaje się oczywiste, że wymienione doświadczenia w rodzinie alkoholowej, szczególnie przemoc, uniemożliwiają dziecku zaspokojenie potrzeby bezpiecznej więzi, ale też trudno w takiej sytuacji zaspokoić potrzebę autonomii, ponieważ wymagałoby to pozytywnych wzmocnień ze strony rodziców. Rodzice pijący i współuzależnieni nie tylko takich wzmocnień dziecku nie dają, ale wręcz przeciwnie - usiłują uwikłać je we własne problemy. W rodzinie takiej wszystko jest podporządkowane uzależnieniu pijącego rodzica i dziecko raczej ma poczucie bycia "kółkiem w maszynie" czy instrumentem do naprawiania rodziny.
Frustrowana jest również potrzeba kompetencji, ponieważ zadania stawiane przed dzieckiem (np.spowodowanie, żeby ojciec nie pił, żeby matka była szczęśliwa, żeby nie było rozwodu, pełnienie roli rodzica itp.) są niemożliwe do wykonania. Dziecko ma stałe poczucie, że nie sprostało wymaganiom, że zawiodło, jest właśnie niekompetentne.
Utrudnione jest także zaspokojenie potrzeby tożsamości. Z powodu chaosu w systemie wartości w rodzinie oraz nagradzaniu lub karaniu dziecka w zależności od samopoczucia pijącego rodzica (a nie od zachowania dziecka), nie potrafi ono ocenić czy jest dobre czy złe, czy jest kochane, czy jest O.K. Nie może też zidentyfikować się w pełni ani z rodzicem pijącym, bo ten krzywdzi rodzinę i często się kompromituje ani z rodzicem współuzależnionym, bo ten z kolei często występuje w roli ofiary lub osoby niedostępnej dla dziecka, co budzi współczucie i lęk ale uniemożliwia pozytywną identyfikację. Ponadto w rodzinie alkoholowej podważa się u dziecka zaufanie do własnych przemyśleń, przeżyć, a nawet wrażeń zmysłowych, np. "wcale tego (przemocy ze strony pijanego ojca) nie widziałeś, nie słyszałeś, bo tego nigdy nie było". Dziecko nie ma więc żadnego solidnego odniesienia w budowaniu swojej tożsamości żyjąc stale w przekonaniu, że wszystko, łącznie z nim samym, jest niezrozumiałe i niepewne.
Również inne ważne potrzeby rozwojowe dziecka w rodzinie alkoholowej są nie zaspokajane:
- potrzeba wolności wyrażania emocji i potrzeb. Podstawowym zakazem rodziny alkoholowej jest "nie czuj". Dziecko ma poczucie, że okazując lęk, rozpacz, gniew czy zgłaszając swoje potrzeby występuje nie tylko przeciw rodzicowi pijącemu ale także przeciwko współuzależnionemu "tak mi jest ciężko i jeszcze ty czegoś chesz". Nieokazywanie uczuć i niezgłaszanie potrzeb jest więc dowodem miłości dziecka i jego lojalności wobec rodziny.
- potrzeba spontaniczności i zabawy. Dziecko radzi sobie z traumatycznymi doświadczeniami w rodzinie tak jak jest w stanie i jak zresztą najczęściej się od niego oczekuje - przez silne tłumienie wręcz "zamrażanie" uczuć. Dotyczy to jednak także uczuć pozytywnych. Człowiek "zamrożony" nie umie być spontaniczny i nie potrafi się bawić nawet wtedy, gdy jest do tego okazja. W alkoholowym dzieciństwie w atmosferze zagrożenia i obarczenia zbyt dużą odpowiedzialnością tych okazji nie było zbyt wiele. Radość, zabawa, spontaniczne okazywanie uczuć było nieadekwatnymi reakcjami. Potrzeby w tym zakresie musiały być silnie frustrowane.
-potrzeba samokontroli. Potrzeba ta może być w pełni zaspokojona jedynie wtedy, gdy dziecko ma dobry kontakt ze sobą samym, rozumie siebie, wie czym się kierować i ma poczucie wpływu na to, co robi i co się z nim dzieje. W rodzinie alkoholowej warunki te w dużej mierze są niespełnione. DDA często próbuje rekompensować frustrację tych potrzeb przez próby nadmiernej samokontroli (np.osoby z cechami perfekcjonizmu czy osobowości obsesyjno-kompulsywnej) lub paradoksalnie przez dążenie do przeżywania całkowitej utraty kontroli (DDA uzależnieni ).
Nie zaspokojone potrzeby nie znikają, choć mogą zostać stłumione i często nie są w pełni uświadamiane. Stanowią źródło energii i motywacji do poszukiwania ich zaspokojenia. Człowiek nie może z nich po prostu zrezygnować, bo potrzeby, o których tu mowa, to nie to, na co dziecko ma ochotę, ale to, co jest każdemu człowiekowi niezbędne do normalnego rozwoju osobistego i zdrowia psychicznego. Dziecko więc, żeby przeżyć, musi, podświadomie, znaleźć sposoby na zaspokojenie tych sfrustrowanych potrzeb lub w inny sposób sobie z nimi poradzić. Rzadko udaje się mu to uzyskać w konstruktywny sposób. Najczęściej na bazie tych sposobów radzenia sobie powstają w osobowości destrukcyjne schematy, które wyznaczają także funkcjonowanie DDA w życiu dorosłym. Powodują wiele zaburzeń i w rezultacie stają się przyczyną wielu problemów życiowych. Destrukcyjne schematy osobowościowe to utrwalone scenariusze przeżywania, myślenia i zachowania, które automatycznie włączają się w określonych sytuacjach i kierują postępowaniem człowieka . W rezultacie osoba powtarza pewien sposób reagowania, mimo szkód, które w konsekwencji ponosi. Możliwość swobodnego wyboru jest tu poważnie ograniczona. Dlatego DDA nie może opuścić dziecięcego pokoju.
Czy jest możliwe uwolnienia się od tego , co trzyma w dziecięcym pokoju?
Z pewnością uwalnianie się jest procesem i wymaga czasu. Pierwszym krokiem jest odkrycie tego, co trzyma: tych "nie załatwionych spraw" i niezaspokojonych potrzeb. Drugim to zaakceptowanie faktu, że większości z tych potrzeb i oczekiwań nigdy już nie da się zaspokoić, przynajmniej nie w taki sposób i nie przez te osoby, od których tego DDA najbardziej pragnie. Trzecim najtrudniejszym krokiem jest przepracowanie destrukcyjnych schematów osobowościowych, które powstały w dzieciństwie oraz dotarcie i przepracowanie traum z dzieciństwa. Ten ostatni krok jest możliwy do zrobienia tylko w czasie psychoterapii. Jest to trudna droga. Jej celem jest rozstanie się z tym, co trzyma i zrobienie miejsca na nowe przeżycia, potrzeby i więzi. Żeby móc to uzyskać najczęściej konieczna jest psychoterapia, która umożliwi eksplorację traumatycznych przeżyć, zmianę wewnętrznych schematów i doświadczenie bezpiecznej więzi z terapeutą."

Źródło: www.swiatproblemow.pl
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Strona wygenerowana w 0,09 sekundy. Zapytań do SQL: 12