AKCJASOS.PL Strona Główna AKCJASOS.PL
Pierwszy Polski Portal Pomocy

FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  Chat

Poprzedni temat «» Następny temat
Duże dzieci, duży kłopot
Autor Wiadomość
kahape 
vip
koalka



Pomogła: 103 razy
Dołączyła: 06 Maj 2009
Posty: 3163
Wysłany: 2010-09-15, 18:07   Duże dzieci, duży kłopot

Duże dzieci, duży kłopot

Z Ewą Woydyłło rozmawia Dorota Frontczak

W 'Wysokich Obcasach' wydrukowaliśmy niedawno list pani, której córka w klasie maturalnej uciekła z chłopakiem za granicę. Matka ma teraz poczucie winy. Uważa, że powinna była czytać pamiętnik córki - wtedy wiedziałaby, że planuje ucieczkę. Czuje się winna, że źle córkę wychowała. Popełniła błąd?

Uczciwie trzeba powiedzieć, że jakiś błąd popełniła. Dziecko bało się domu, bało się mamy. Dlatego zaczęło robić coś potajemnie. Ucieczka z chłopakiem świadczy o tym, że z tym chłopakiem nie mogła być w domu albo nie mogła z mamą wynegocjować, że ona z nim wyjedzie. Ale to nie jest ten błąd, że matka nie czytała pamiętnika.

Przecież matka miała prawo nie zgodzić się na wyjazd przed maturą.

Ucieczka nie jest prośbą o zezwolenie. Dotykamy problemu kontroli rodzicielskiej. Część naszych wpływów wychowawczych faktycznie się na niej opiera. Trzeba kontrolować zachowania dziecka, np. czy nie wsadza palców do kontaktu, czy nie wybiega na jezdnię. To, co je, czy się ciepło ubiera, czy chodzi do szkoły, czy odrabia lekcję, czy ma dobre relacje z innymi osobami w rodzinie. To wymaga kontroli. Ale kontrola to jest proces, który w przypadku rodzicielstwa powinien w którymś momencie się wyzerować.
Różnie w indywidualnych przypadkach. Np. przy dziecku z porażeniem mózgowym, na wózku inwalidzkim kontrola prawdopodobnie będzie trwała do końca życia. Ale nigdy nie jest stuprocentowa, bo nie możemy kontrolować myśli dziecka ani tego, jakie będzie miało problemy.

Córka autorki listu dzwoni do matki i szantażuje ją, żeby mama dostarczała pieniędzy.

A matka daje pieniądze, bo dzięki temu córka wciąż się odzywa.

Powinna odmówić?

Nie. Tę ekonomiczną zależność można wykorzystać, by naprawić ich relację. Ja napisałabym do córki list, kilka zdań: 'Córeczko, dzisiaj widzę, że popełniłam dużo błędów. Bardzo bym chciała nasze stosunki naprawić. Wierzę, że twoje decyzje co do wyjazdu są słuszne. Chciałabym, żeby ci się udało. Poradź mi, jak mogłabym wam pomóc, żeby ta pomoc nie polegała wyłącznie na wysyłaniu pieniędzy. Zapraszam was na święta, chciałabym poznać twojego chłopca i porozmawiać. Co o tym myślisz? W załączeniu bilety do Polski'.

To skruszy serce córki?
Każde dziecko chce kochać swojego rodzica. Czasem jednak boi się albo nie może znieść kontroli czy zależności. Umiejętność utrzymania dystansu między rodzicem a dzieckiem jest bardzo ważna.

Utrzymanie dystansu?

Każdy rodzic zmaga się z pragnieniem, by mieć nad dziećmi pełną kontrolę. A najbardziej matki, bo one tego posmakowały. Mieć dziecko przy piersi to lepsze niż orgazm. Ale to pragnienie bliskości z dzieckiem nie może być jak narkotyk - że ja chcę więcej i więcej. Raczej jak pyszne tiramisu - skosztuję i będę długo pamiętać. Zresztą jeżeliby matka musiała dziecko pogwałcać, przymuszać, bliskość nie byłaby taka przyjemna.

Skoro siłą się nie zmusi dziecka do miłości, to co robić?
Trzeba dziecko 'uwodzić' - być kimś takim, żeby dziecko chciało mieć z nami bliskie relacje. Nie chodzi o nadskakiwanie i przypodobanie się dzieciom. Chodzi o to, by postępować z nimi tak jak z innymi ludźmi, na których sympatii, miłości i przyjaźni nam zależy. Oczywiście jest masa różnych zadań, w tym wychowawczych, które to utrudniają, ale trzeba ustawicznie dbać o to, by dzieci nam ufały, nie bały się nas.

Jeżeli mam z dziećmi wspólne zainteresowania, dzieci będą chciały przyjść, porozmawiać, utrzymywać bliskie kontakty. A jak będę głupie rzeczy mówić albo w kółko to samo, albo sączyć krytykę, to dzieci się oddalą.

Znam matkę nastolatka, który zaczął uczyć się żeglarstwa. Ona pożycza od syna notatki i zapowiada, że w wakacje sama zapisze się na kurs na Mazurach. Mama dwóch dziewczynek z podstawówki czyta z nimi kolejne tomy o Harrym Potterze. W ten sposób mają z dziećmi nagle masę wspólnych tematów.

To matki muszą być aniołami.

Nie. Muszą interesować się swoimi dziećmi, a oprócz tego dobrze, żeby miały zaspokojone potrzeby emocjonalne poza dziećmi. Każdy człowiek ma potrzebę uznania. Jeśli kobiety nie spotyka uznanie w pracy, w małżeństwie, to zaspokajają ją malutkie dzieci, które wiszą u spódnicy. I nie ma się co dziwić, że gdy dziecko dorasta i już nie chce wisieć u spódnicy, to ona je przytrzymuje na siłę. Dziecko ma ją dalej chronić przed bezsensem życia, depresją, nudą. Smutne! Dzieci nie powinny być odpowiedzialne za emocje mamy.

Jakie są alternatywy?

Spełnienie w małżeństwie, reszta rodziny i praca, praca, jeszcze raz praca. W drugiej połowie życia, gdy dzieci są już dorosłe, człowiek robi bilans i patrzy, czy za to, czemu się poświęcał, zdobył uznanie. Pieniądze wymyślili Fenicjanie i do dziś jest to uniwersalny środek okazywania uznania. Jeśliby mama dorosłego dziecka, które wyfruwa z gniazda, miała emeryturę 3,5 tysiąca, to wyjechałaby na wymarzoną pielgrzymkę do Fatimy albo nauczyła się nurkować. Tymczasem Polek w wieku 55 lat nie stać na fryzjera. I wtedy dzieci, ich przywiązanie, ich sukcesy stają się jedynym źródłem uznania i samooceny. Ludzie po pięćdziesiątce powinni niezależnie od swoich funkcji rodzicielskich odgrywać inne satysfakcjonujące role społeczne, angażować się w sprawy swojej parafii, osiedla. Kobiety, które mają w sobie pasję pomagania, są nieocenione w organizacjach charytatywnych lub jako wolontariuszki w różnych miejscach. Niektóre mogą wyżywać się w różnych formach twórczości - od malowania czy haftu, przez pisanie pamiętników, fotografowanie, do układania książek kucharskich. Te, które lubią się uczyć, zapisują się na uniwersytety trzeciego wieku. A wymieniam tu tylko te zajęcia, które nic nie kosztują, więc nikt nie może powiedzieć, że go nie stać.

A jeśli dzieci popełniają błędy, robią głupstwa, co wtedy? Matka zamiast satysfakcji ma poczucie winy, że zawiodła także w tej roli.

Mamy tendencję, by postrzegać błędy dziecka jako rezultat błędów wychowawczych popełnionych przez rodziców. W książce cytuję list z 'Wysokich Obcasów', gdzie autorka oskarża matki polityków za to, że źle ich wychowały. A przecież to nie jest prawda. Dziecko nie podlega wyłącznemu wpływowi nawet najbardziej dominujących rodziców. Na jego zachowanie i wybory wpływ ma mnóstwo innych czynników: inni ludzie - rodzina, rówieśnicy, nauczyciele - czasem niefortunne biologiczne wyposażenie, okoliczności.

Ale rodzice błędy popełniają i na pewno mogą nimi dziecku zaszkodzić.

Nie ma kursów dobrego rodzicielstwa . Nikt też nie jest nieomylny. Błędy wychowawcze się pojawiają, ale rodzice nie powinni pielęgnować w sobie poczucia winy. To uczucie jest złym doradcą. Rodzic z poczuciem winy będzie uległy, ustępliwy, będzie się bał narazić. I np. matka, zamiast wezwać policję, bo syn narkoman wynosi kolejne rzeczy z domu, sama mu da na działkę, choćby miała sprzedać biżuterię. A matka, autorka listu, będzie wysyłać pieniądze, zamiast walczyć o córkę. OK, niech wysyła, ale musi wyegzekwować od córki coś w zamian, np. zdjęcia z każdego weekendu. Jeśli córka dostała dyplom uznania w pracy, niech prześle matce kopię. Na tym polegają relacje, na wzajemności.

Jak sobie z tym poczuciem winy poradzić?

Rodzina, żeby dobrze funkcjonować, po pierwsze, musi być szczera. Gdy pojawia się problem, wszyscy członkowie rodziny o nim wiedzą, bo ze sobą rozmawiają, pytają się. Bardzo ważna jest umiejętność podpowiadania sobie, jak zadośćuczynić, żeby jakaś przykrość nie była przedmiotem długotrwałych uraz.

Po drugie, musi być otwarta. Nie może zamykać się ze swoim problemem w czterech ścianach, ale mówi o nim innym i szuka sojusznika. Syn trafia do więzienia, bo rodziców nie było, kiedy się wychowywał, i wychowali go kolesie. Trudno. Teraz trzeba poprosić kogoś o pomoc, żeby syn chciał rodzicom wybaczyć, żeby zechciał do nich emocjonalnie wrócić. Są różni sojusznicy. To może być doradca rodzinny, psycholog, mediator. A jeżeli syn jeszcze nie trafił do więzienia, ale już ma konflikt z prawem - to kurator, który będzie autorytetem dla obu stron. Gdy córka zamknęła się w pokoju i jest w depresji - wtedy psychiatra.

A jeśli jest w domu nierób? Nie skończył studiów, nie pracuje, żyje na garnuszku rodziców...

To trzeba poradzić się psychologa lub pedagoga. Jeśli nic nie wskazuje na depresję - bo baluje z kolegami - to może wsiąkł w alkohol, a może zaczął palić browna. Jeśli tak, trzeba go zabrać do specjalisty od uzależnień! A jeżeli dochodzi do sytuacji naruszenia prawa, wezwać policję. Albo prokuratora, kiedy syn przynosi do domu trzecie radio czy ekskluzywną skórzaną kurtkę niewiadomego pochodzenia.

Jak to - wezwać policję do własnego dziecka?

Jasne, że nie od tego zaczynamy. Ale niekiedy właśnie na tym musimy skończyć, jeśli normalne metody wychowawcze - reguły, zakazy, wymagania - okażą się nieskuteczne. Nie wolno przymykać oczu na takie zachowania dziecka, które zagrażają jego życiu, zdrowiu i bezpieczeństwu. Już na pierwsze niepokojące sygnały trzeba reagować. Można zwołać rodzinną naradę, posadzić synka na gorącym krześle i spróbować coś wspólnie wymyślić. Wychowywanie to praca, która obejmuje wielopoziomowe zadania. Między innymi trzeba dziecko nauczyć brać odpowiedzialność za swoje postępowanie.

Czy w sytuacji beznadziejnej trzeba się uciec do wyrzucenia dziecka z domu?

Rozumiem, że chodzi o leniwego nieroba. Wyrzucenie w polskich warunkach desygnuje dziecko do katastrofy. Dlatego trzeba wcześnie stawiać przed dzieckiem wymagania współudziału w życiu rodziny. Pełnoletnia osoba, jeżeli jest zdrowa fizycznie i psychicznie, musi liczyć się z tym, że rodzice mogą odmówić świadczeń materialnych.

Rodzice są sfrustrowani, obserwując złe wybory swoich dzieci, bo już przez to przeszli i chcieliby dzieci uchronić.

Dzieci nie robią tego, co my mówimy, ale to, co robimy. I są do nas podobne. Jeśli rodzic jest bardzo ostrożny, pewnie będzie miał ostrożne dzieci. Bierne dziecko może oprzeć się w podejmowaniu decyzji na doświadczeniu rodzica. Dziecko aktywne nie będzie chciało ani kontroli, ani rad. Dziecko daje rodzicom szybko znać, jakim jest typem. Jeśli jadąc na wakacje, rzuca: 'Mamo, nie mów mi, co mam robić!', to co może mama? Może tylko powiedzieć: 'Dobrze, jedź na autostop. Jeżeli byłabym potrzebna, to nawet gdyby była druga w nocy, dzwonisz. Ja mam zawsze bak pełen benzyny i jakby co, przyjeżdżam'. Rodzic powinien być bezpiecznym portem.

Od kiedy dziecko jest na tyle dorosłe, że można mu pozwolić na własne wybory?

Od maleńkiego. Pytamy półtorarocznego szkraba: zjesz jajko na miękko czy na twardo? Rajstopki mamy czerwone i granatowe - które wolisz? Jeżeli dziecko będzie czuło, że o czymś decyduje, to stopniowo nauczy się decydować. Z czasem pytania matki będą coraz poważniejsze i bardziej odpowiedzialne. W ten sposób dziecko uczy się nie tylko, że ma możliwość wyboru, ale że gdy nie może się zdecydować, może zapytać mamę. Bo jeśli matka często pyta dziecko, dziecko będzie często pytać matkę.

A jeśli dziecko podejmie złą decyzję?

Jeśli coś się nie uda, wtedy trzeba razem szukać rozwiązania. Jeżeli nie pozwolimy dziecku wypłynąć na głęboką wodę, ono i tak wypłynie. A jeśli podda się woli rodzica, to przy okazji go znielubi.

Mamy popierać każdą, nawet głupią decyzję dziecka?

Jeśli moja córka pali papierosy, nie znaczy to, że ja to aprobuję. Ona ma wiedzieć, że jestem niezadowolona. Ale stosunki między nami nie powinny ulec pogorszeniu. Przecież przyjaźnimy się z ludźmi o odmiennych poglądach, szanujemy różnice między nami. Tak samo powinno być w relacjach z dziećmi.

A im bardziej jestem niezadowolona z postępków dziecka, tym nawet bardziej muszę dbać o to, by stosunki były życzliwe i bezpieczne. Bo a nuż będę się mogła dziecku przydać. To jest czysty rachunek zysków i strat. Jeżeli moje dziecko przebywa w towarzystwie, którego ja nie aprobuję, nie mogę wyśmiewać się z tych ludzi. Przeciwnie - powinnam zrobić tacę kanapek i zaprosić znajomych syna. Mogę powiedzieć: 'Chodź, posłuchamy razem twojej muzyki, ciekawa jestem, dlaczego tak ją lubisz'.

W wychowaniu dzieci chodzi o to, by nauczyły się samodzielnie zarządzać swoim życiem, zgodnie z własnym systemem wartości, byleby był zgodny z prawem. Najgorsze, co możemy zrobić, to zafundować dziecku ciągły konflikt wewnętrzny. Bo ja czegoś pragnę, a mama czy tata nie wyraża zgody. Jeżeli dziecko jest homoseksualistą, to jego samodzielność oznacza życie w zgodzie z preferencją seksualną. Jeśli zafundujemy dziecku konflikt, to będzie musiało przed nami udawać, np. ożenić się. I będzie żyć w ciągłym napięciu, może się rozpić, popaść w depresję czy nerwicę, w każdym razie będzie nieszczęśliwe.

Jak poradzić sobie z żalem, z tym, że mi się to nie podoba?

Mówiłam, że jedną z cech dobrej rodziny jest szczerość. Żal trzeba wyrazić. Ale nie jako oskarżenie, tylko jako troskę: 'Synku, boję się o ciebie. Jest mi przykro, bo chciałam mieć wnuki. Szkoda. Ale gdyby kiedykolwiek było ci źle, jestem zawsze z tobą'. Mogę córce powiedzieć: 'To fatalnie, że przeszłaś na islam!'. Ale to nie znaczy, że ja mam na dziecku wymuszać, by stosowało się do moich wartości. Matka nie ma ulepić sobie dziecka. Tylko niektórym udaje się dochować własnych klonów. Wychować dziecko, by umiało poruszać się w świecie, to jest ciężka praca. I czasami nie czerpiemy z niej wyłącznie przyjemności.

Przyjemność zakłóca w którymś momencie wyprowadzka dzieci.

Puste gniazdo jest stanem mentalnym, nawet niekoniecznie związanym z wyprowadzeniem się dziecka z domu, ale z tym, że dziecko się oddaliło. To jest proces, który zaczyna się dużo wcześniej. Dziecko gdzieś wychodzi, ma swoje sprawy, swoich przyjaciół, jedzie samo na wakacje. Zazwyczaj bardziej cierpią kobiety, bo czerpią ze związku z dziećmi więcej przyjemności, więcej się nimi zajmują. I w pustym domu doskwiera smutek, a najbardziej brak zajęcia. Jeśli nagle nie ma komu gotować, po kim posprzątać, na kogo nakrzyczeć, o kogo się zatroszczyć - to jest tak przykre jak utrata pracy.

Rodzice czasem wywierają na dziecko presję, by się nie wyprowadzało.

To przejaw egocentryzmu. Jak można obciążać poczuciem winy dziecko? Za cokolwiek? Dzieci nie są naszą własnością. Rodzice powinni być emocjonalnie dojrzali i samowystarczalni. I tu nie chodzi o samowystarczalność materialną, bo można się z dziećmi umówić, że ja wam płacę za studia, a wy z waszej pierwszej pracy 10 proc. oddajecie.

Właśnie. Czy rodzice mają prawo wymagać od dorosłych dzieci pomocy materialnej?

Pomoc rodzicom to moralny obowiązek. Między rodzicami a dziećmi zachodzi głęboka, powikłana, najczęściej niezwykle soczysta więź, która wymaga wzajemnych świadczeń. Te emocjonalne, doradcze, opiekuńcze i materialne świadczenia powinny być stale odnawiane przez obie strony. To nie jest tak, że rodzic jest dawcą, a dziecko biorcą. Już trzylatek wie, że laurką mamę uszczęśliwi. Z biegiem lat to już nie jest laurka, ale inne rzeczy. Jedna córka robi mi stronę internetową, druga poprawia angielskie teksty taty. Im bardziej to niewymuszone, tym bardziej romantycznie.
http://kobieta.gazeta.pl/...?as=1&startsz=x
_________________
"Jeżeli czegoś pragniesz, to cały świat działa potajemnie aby udało ci się to osiągnąć".
"Uwierz, poproś, zaufaj, i... zostaw."
 
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Strona wygenerowana w 0,06 sekundy. Zapytań do SQL: 11