AKCJASOS.PL
Pierwszy Polski Portal Pomocy

Alkoholizm - Nowoczesne leki przeciwko chorobie alkoholowej

exley - 2009-12-29, 20:39
Temat postu: Nowoczesne leki przeciwko chorobie alkoholowej
Co sądzicie o tego typu wynalazkach ? Czy ktoś z Was to stosował ?
Czy terapia wspomagana chemią nie byłaby efektywniejsza ? - bo z całym szacunkiem ale AA to jedzie raczej siła marketingowej tradycji niźli skutecznosci.

yuraaa - 2009-12-29, 21:10

nie znam się na lekach i powiem że nie interesują mnie,
chcesz spróbuj.
dla mnie AA jest skuteczne od momentu przyjścia czyli od 2002.
a gdzie tam marketing?? wybacz nie widziałem

exley - 2009-12-29, 21:24

yuraaa napisał/a:
a gdzie tam marketing?? wybacz nie widziałem

no choćby na stronie głównej akcji sos - zobacz ile ośrodków żyje lecząc tym systemem. Swoją drogą gratuluję Ci szczerze nowego życia.

koos - 2009-12-29, 21:30

exley napisał/a:
yuraaa napisał/a:
a gdzie tam marketing?? wybacz nie widziałem

no choćby na stronie głównej akcji sos - zobacz ile ośrodków żyje lecząc tym systemem. Swoją drogą gratuluję Ci szczerze nowego życia.


hmmmm w witaj - a nowoczesne to które ?? campral ?? jakieś benzo ?? bioxetin ?? nie chce mi się czytać ale powiem że wpakowałem sporo kasy w leki (miałem ;) przez jakieś 5 lat i co ?? i ....."wno" + hipnoza + komputerowe wymazywanie alkoholizmu (hehe było takie cóż - specjalista ze wschodu mi zafundował - no sam sobie zafundowałem on przeprowadzał zabieg :)

yuraaa - 2009-12-29, 21:37

chodzi ci o system oparty na czym niby ??? na AA??
na 12 krokach??
czy o przyjęty w większosci osrodków model Minneasota, chyba niedokształcony trochę jesteś
terapia terapią i ma swój początek srodek i koniec no i próbuje leczyć
AA nie leczy z alkoholizmu, AA to program na życie dla alkoholika

exley - 2009-12-29, 21:54

Koos chodzi mi o takie wynalazki jak vivitrol czy naltrekson.
yuraaa dobrze wiesz o jaki system chodzi.

koos - 2009-12-29, 22:08

exley napisał/a:
Koos chodzi mi o takie wynalazki jak vivitrol czy naltrekson.
yuraaa dobrze wiesz o jaki system chodzi.


powiem tak...spróbować jak masz nadmiar kasy możesz zawsze...ale żeby skutecznie pomagały wątpię...alkoholizmu tabletką nie zaleczysz bo to nie tylko choroba ciała (demagogia ale fakt...) - co do AA - co tydzień jestem co najmniej raz na mitingu...poznałem mnóstwo ciekawych i w większości mądrych ludków - sporo moich znajomych na dziś (mówię o dobrych znajomych) - poznałem na mitinagach) - (a dla dodania esperal i anticol też mam zaliczony i 4 terapie hehe w różnych ośrodkach)

exley - 2009-12-29, 22:16

Dzięki koos bo już zwątpiłem, że na tym forum jak zwykle będzie schemat że jeśli nie będę się łasił przed użytkownikami to będzie to odebrane że stawiam się wobec choroby i nikt mi rzeczowo nie odpowie.
A tak naprawdę to dostałem w dupę porządnie - dwie terapie za soba (w tym jedna zamknięta) teraz zaczynam znowu - dzięki właśnie mojemu przyjacielowi z pierwszej terapii (naprawdę super facet)
I ani mi w głowie jakieś zaprzeczanie czy stawianie warunków tylko taki mam po prostu temperament, że jak czegoś nie wiem to po prostu pytam zamiast kombinować.

koos - 2009-12-29, 22:26

exley napisał/a:
Dzięki koos bo już zwątpiłem, że na tym forum jak zwykle będzie schemat że jeśli nie będę się łasił przed użytkownikami to będzie to odebrane że stawiam się wobec choroby i nikt mi rzeczowo nie odpowie.
A tak naprawdę to dostałem w dupę porządnie - dwie terapie za soba (w tym jedna zamknięta) teraz zaczynam znowu - dzięki właśnie mojemu przyjacielowi z pierwszej terapii (naprawdę super facet)
I ani mi w głowie jakieś zaprzeczanie czy stawianie warunków tylko taki mam po prostu temperament, że jak czegoś nie wiem to po prostu pytam zamiast kombinować.


hmmm co by nie powiedzieć - sedno TKWI W TOBIE i sam musisz dojść do tego czemu i po co pijesz...to da terapia ( z założenia powinna dać....jak nie pierwsza to może czwarta czy piąta :) - byle zdążyć przed śmiercią - reszta to zmiana w sumie całego trybu życia - inaczej się nie da i tyle...a tu już coby nie sądzić AA pomaga bardzo - w zasadzie receptę dostajesz na tacy - bo jeśli trochę połazisz po grupach trafisz na "swoich" ludzi - ja to wiem

Jan bez ziemi - 2009-12-29, 23:24

exley napisał/a:
Czy terapia wspomagana chemią nie byłaby efektywniejsza ? - bo z całym szacunkiem ale AA to jedzie raczej siła marketingowej tradycji niźli skutecznosci.


Wiadomym jest, że podejmuje się próby szybszego opanowania postępu choroby alkoholowej i skierowania uzależnionego na drogę trzeźwienia, niż tradycyjne "zbiorówki", na których cała masa pacjentów się wykrusza, no bo to nie dla nich poniekąd, abstrahując oczywiście od tego, jak jest w istocie. Tak jak nie ma jednego uniwersalnego klucza, którym da się odkręcić każdą śrubę, tak nie ma cudownej metody odnoszącej zawsze dobry skutek. Podobno każdy alkoholik wymaga indywidualnego podejścia, dopasowanego do jego możliwości, stanu, przeszłości. W tym ujęciu wiele leków okazuje się przydatnych, jako wspomagające proces wychodzenia z choroby, oczywiście nie zastępują one wysiłku pacjenta i specjalisty. Możliwe to jest jednak na razie w zamożnych społeczeństwach. Wtedy istotnie, chory nie łazi na piątą zbędną terapię, nie grzebie w duszy, jeżeli dla niego akurat może być to szkodliwe, jednemu trzeba 6 tygodni izolacji i reżimu, drugi wytrzeźwieje na terapii dochodzącej, pracując i będąc w domu.

Co do AA, moje zdanie jest takie: AA jest niejako lekiem pierwszego rzutu, o szerokim spektrum. Wielu od tego zaczęło, nie mając początkowo pojęcia, w co wleźli ze swoim piciem. Jest za darmo i bez przymusu. Jest atmosfera życzliwości i chęć niesienia bezinteresownej pomocy, przez tych, co choroby doświadczyli i z katastrofy wyleźli, oni żyją, mają się dobrze, nie jest to pic na wodę! To widać! Później jest różnie, jedni szukają czegoś więcej, ścieżki rozwoju, głębszych terapii, samopoznania, inni nie, nie mają takiej potrzeby i też mogą prowadzić satysfakcjonujące życie bez picia.

Dodam na zakończenie, że trochę niesprawiedliwie krąży domniemanie, iż prochy to syf, jakby inna wódka. To nieprawda, która wylęgła się na nieodpowiedzialnych próbach farmakoterapii przez niekompetentnych niestety półprofesjonalistów. Jest też prawdą, że wielu pijących łyka jakieś prochy, nawet dobrze nie rozumiejąc jakie, bo na nich idzie nie pić, no i trochę trzepią, więc bez wódki może być czasem fajnie. Nie o takie "leczenie" się rozchodzi, co już wcześniej wypłynęło. Są leki, także psychotropowe (oczywiście nienarkotyczne i nieuzależniające), pomagające dojść choremu do etapu porządnej pracy nad sobą, szybciej się pozbierać i zapobiec na tej chwiejnej drodze wstawania do pionu i łapania pogubionych w przepitym łbie wątków, wywaleniu się na nowo, wskutek zmęczenia i rezygnacji z wysiłku "ponad osłabione przecież siły alkoholika".

exley - 2009-12-30, 09:07

Ja własnie myslę podobnie. Bo przecież nie można z góry zakladać, że skoro przez załóżmy ostatnie 60lat każda dziedzina nauki rozwinęła się w niesłychanym tempie a niektóre to dosłownie eksplodowały do przodu .... to nauki medyczne w zakresie uzaleznień stanęły w miejscu ...
Dla mnie w AA ważna jest wpólnota, bo przecież człowiek to zwierze stadne ale już stosowanie jednej miary do wszystkich mi nieodpowiada i sie jak na razie nie sprawdziło.

Pozdrawiam i życzę miłego dnia ! Mój raczej będzie miły bo nie będę nigdzie chlać a Wy ;) ??

leszek - 2009-12-30, 10:44

Pracuję przy lekach od 40 lat-nie słuchajcie że są leki które nie uzależniają.TO BZDURA.można się uzależnić nawet od witaminy C.Gdyby ktokolwiek znalazł lek na jakiekolwiek uzależnienie to jutro dostałby NOBLA.Farmakologia tylko może wspomagać leczenie i to tylko w początkowym okresie-Reszta uzależnienia{jakiegokolwiek} jest w głowie.Powodzenia Leszek.
exley - 2009-12-30, 17:08

leszek napisał/a:
można się uzależnić nawet od witaminy C

bzdurą jest to co napisałeś, ...... chyba że potraktowałeś witaminę C w kategorii "co jest niezbędne do funkcjonowania organizmu ludzkiego"
.... albo miałes na myśli jakiś rodzaj psychozy.

exley - 2009-12-30, 17:10

ale z drugą częścia Twojego postu sie zgadzam - że sedno jest w głowie
leszek - 2009-12-30, 18:04

Branie długotrwałe jakiegokolwiek leku a nawet placebo powoduje reakcję umysłu .Warto o tym poczytać lepiej nie przechodzić.Ja niestety przez takie rzeczy przechodziłem wiele lat temu.Mądrzy ludzie wyprowadzili mnie z tego.Od wielu lat nie mam złudzeń co do leków.Oczywiście wiele chorób wymaga leków i tu nie ma dyskusji ale w większości uzależnień trzeba być bardzo ostrożny.Leszek
norbee747 - 2010-01-03, 16:21

Farmakologia czy moze pomoc ? To kwestja bardzo indywidualna ... Mi np pomogla "wszywka" bardziej niz terapia itd... nie pilem ponad rok czego nie udalo mi sie nigdy osiagnac bez ingerenscji leków ...
Campral - fajny lek oszukuje mozg -czujesz sie po nim jak po browarze;) ale sa tez skutki uboczne -depresja na mnie akurat tak podzialalo a kumpel jest zachwycony :)
Naltrekson -cudo lek tylko , ze dola po tym zlapiesz takigo ze masakra...
i inne ...psychotropy z "półki" -Inhibitory wychwytu zwrotnego serotoniny -ssri
asentra itd...jesli jesteście zdrowi psychicznie nie łykajcie nigdy tego gwna ., to syf.
Odnośnie Twojego Nobla Leszku , nie ma takiej opcji za duza kasa do stracenia ...

bona - 2010-01-03, 17:41

Nie piję od pół roku ,asentre biore z polecenia psychiatry,który sam na leczenie zamkniete mnie wysłał.....
norbee747 - 2010-01-03, 21:44

Nie bierz , prosze Cie i zmien lekerza , nie bierze tego gowna bo bedziesz zalowac nie sluchaj psychiatrow to nie sa guru
wyrzuc to

rejek - 2010-01-05, 23:57
Temat postu: Re: Nowoczesne leki przeciwko chorobie alkoholowej
exley napisał/a:
Co sądzicie o tego typu wynalazkach ?
Czy terapia wspomagana chemią nie byłaby efektywniejsza ?


Exley -a powiedz mi co taki lek miałby robić?
Jakie działanie miałby mieć?

exley - 2010-01-06, 09:58

rejek napisał/a:
Exley -a powiedz mi co taki lek miałby robić?

Zmienic metabolizm alkoholu, chodzi mi o wpływ metabolitów na mózg alkoholika tak by po jakimś czasie nie czuł juz takiego miodu na sama myśl o wypiciu.

rejek - 2010-01-06, 11:44

exley napisał/a:
rejek napisał/a:
Exley -a powiedz mi co taki lek miałby robić?

Zmienic metabolizm alkoholu, chodzi mi o wpływ metabolitów na mózg alkoholika tak by po jakimś czasie nie czuł juz takiego miodu na sama myśl o wypiciu.


Ze jak???? :-D

To rozłóż sobie ten stan-po co pijesz?
Czy nie po to zeby czuć ten "miód" ?

To ameryki nie odkryłeś są takie leki - esperal czy anticol - jak go wszyjesz czy zażyjesz i wypijesz-a one zadziałają- -to drugi raz nie bedziesz miał "miodu" na myśli o piciu.

Co nie zmienia postaci rzeczy -że dalej bedziesz chciał pić.

exley - 2010-01-06, 15:04

rejek napisał/a:
Ze jak????

:) No że tak, że choroba alkoholowa to nie tylko lekka dewiacja psychiczna ale i wadliwe działanie wątroby i mózgu, które to organy sa ze sobą sprzężone hormonalnie więc maja zasadniczy wpływ m.in. na nasze postrzeganie swiata.
I bynajmniej nie chodzi mi o wywołanie toksyczności jako straszaka.

rejek - 2010-01-06, 16:27

exley napisał/a:
rejek napisał/a:
Ze jak????

:) No że tak, że choroba alkoholowa to nie tylko lekka dewiacja psychiczna ale i wadliwe działanie wątroby i mózgu, które to organy sa ze sobą sprzężone hormonalnie więc maja zasadniczy wpływ m.in. na nasze postrzeganie swiata.
I bynajmniej nie chodzi mi o wywołanie toksyczności jako straszaka.


No więc zjadam taką tabletkę -i co czuję?
Bo nie kumam

exley - 2010-01-06, 16:40

Nie mam bladego pojęcia Rejek - dlatego zakładając ten wątek zadałem takie oto pytanie:
"Co sądzicie o tego typu wynalazkach ? Czy ktoś z Was to stosował ?
Czy terapia wspomagana chemią nie byłaby efektywniejsza ? "

rejek - 2010-01-06, 16:50

Mi się wydaje że nie może byc czegoś takiego-bo to traci sens.
Jedna chemia zastąpiona inna.
Jak sobie robiłem dobrze piwem-to teraz mogę tabletką.
Albo np marychą
Troche ceremoniał inny ale efekt ten sam.
Ale generalnie to tak-jest mi zle -pstryk (seta ,tableta ) i jest mi dobrze.

Możesz tak sobie robić-bo chyba te wszystkie camprale,etc tak działają -ale to nie tędy droga nasza

K.R.M77 - 2010-01-27, 23:14

rejek napisał/a:
Mi się wydaje że nie może byc czegoś takiego-bo to traci sens.
Jedna chemia zastąpiona inna.
Jak sobie robiłem dobrze piwem-to teraz mogę tabletką.
Albo np marychą
Troche ceremoniał inny ale efekt ten sam.
Ale generalnie to tak-jest mi zle -pstryk (seta ,tableta ) i jest mi dobrze.

Możesz tak sobie robić-bo chyba te wszystkie camprale,etc tak działają -ale to nie tędy droga nasza


Popieram w 100%
Jak łyknełem anticol to niepiłem dopóki on działał,ale pić zaczynałem natychmiast kiedy przestał!

Jan bez ziemi - 2010-01-28, 23:23

rejek napisał/a:
Mi się wydaje że nie może byc czegoś takiego-bo to traci sens.
Jedna chemia zastąpiona inna.
Jak sobie robiłem dobrze piwem-to teraz mogę tabletką.
Albo np marychą
Troche ceremoniał inny ale efekt ten sam.
Ale generalnie to tak-jest mi zle -pstryk (seta ,tableta ) i jest mi dobrze.

Możesz tak sobie robić-bo chyba te wszystkie camprale,etc tak działają -ale to nie tędy droga nasza


Mi się wydaje, że wkrada się tu poważne nieporozumienie, więc prawdą staje się stwierdzenie, że nie tędy droga, tyle że w innym sensie.

Nie jest celem ani sensem terapii farmakologicznej, stosowanej w celu wspomagania w leczeniu choroby alkoholowej, zastąpienie jednego odurzenia innym. To nonsens.

Ktoś pyta: "No więc zjadam taką tabletkę -i co czuję? Bo nie kumam". Ano tym się różnisz od żaby, że nie kumasz. Tabletka nie jest i nie ma być substytutem wódki, nie łykasz jej po to, by wzięło za łeb. Możesz nic nie czuć. Tylko Twoje rozhuśtane emocje, napady lęku, obsesyjne myślenie, jakoś powoli osiadają, prędzej przychodzi przeczucie, że stać Cię na to, by się ogarnąć psychicznie i zmienić swoje kalekie życie. Od kaca do kaca, od picia do kolejnego picia, z przerwami na dochodzenie do siebie i kolejne samooszukiwanie się, że jest OK, tylko trzeba przybastować, trochę. Potem znów kanał, jak to w tej przypadłości, prawda.

Te leki nie zmieniają metabolizmu alkoholu, bo on przebiega po stałych szlakach i nie ma to nic do rzeczy. Chęć picia bierze się skądinąd. Jest i przy braku alkoholu, jeśli nie próbuje się leczyć emocji.

Nie podoba mi się nazywanie leków "wynalazkami". Kojarzy się z amatorskim i patologicznym eksperymentowaniem osób czynnie uzależnionych, w celu znalezienia taniej i łatwo dostępnej substancji odurzającej. Leki są efektem ciężkiej pracy poważnych ludzi, ich stworzenie i badanie są kosztowne, dopuszczenie do sprzedaży restrykcyjne, a stosowanie zastrzeżone dla osób kompetentnych i pod ich nadzorem. To prawda, że lekkomyślne łykanie różnych substancji prowadzi do kolejnych patologii, lecz nie jest winą leku, że ktoś niepoważny nim się faszeruje, aby zrobić sobie dobrze, bo wódkę właśnie dzielnie rzucił, a przyprawić trzeba, żeby nie pić. A później łka, że świństwo.

koos - 2010-01-30, 12:36

Jan bez ziemi napisał/a:
a stosowanie zastrzeżone dla osób kompetentnych i pod ich nadzorem. To prawda, że lekkomyślne łykanie różnych substancji prowadzi do kolejnych patologii, lecz nie jest winą leku, że ktoś niepoważny nim się faszeruje, aby zrobić sobie dobrze, bo wódkę właśnie dzielnie rzucił, a przyprawić trzeba, żeby nie pić. A później łka, że świństwo.


hmmmm zgoda ale co powiesz kiedy zdawałoby się kompetentna osoba uzależnia Cię od takiego leku lecząc alkoholizm ?? - nie gdybam sporo mnie kosztowało tego typu "leczenie" i nie piszę tylko o pieniądzach....

rejek - 2010-01-31, 12:53

Jan bez ziemi napisał/a:
Ktoś pyta: "No więc zjadam taką tabletkę -i co czuję? Bo nie kumam". Ano tym się różnisz od żaby, że nie kumasz.


Jan bez ziemi napisał/a:
Tylko Twoje rozhuśtane emocje, napady lęku, obsesyjne myślenie, jakoś powoli osiadają, prędzej przychodzi przeczucie, że stać Cię na to, by się ogarnąć psychicznie i zmienić swoje kalekie życie


dwa cytaty sam sobie przeczysz -to jednak po coś łykam ta tabletkę -żeby osiadać czy pozbyć się obsesji itp.

To nadal jechanie chemią po psychice-nawet to:

http://maclawyer.pl/neltr...lkoholowej.html

to moim zdaniem shit bo po co pić jak się nie ma tego kopa?Znam 150smaczniejszych rzeczy do picia, od piwa czy wódki.

Nie uważam tych srodków za wynalazki -tylko za ersatze?substytuty?-tylko czy ja chcę dostawać namiastkę chemii czy nie?

Ano ja zdecydowałem że nie i tyle-ale jak komuś to potrzebne to niech bierze-bo zawsze to zdrowsze od sety :mrgreen:

Jan bez ziemi - 2010-02-01, 00:00

rejek napisał/a:
Jan bez ziemi napisał/a:
Ktoś pyta: "No więc zjadam taką tabletkę -i co czuję? Bo nie kumam". Ano tym się różnisz od żaby, że nie kumasz.


Jan bez ziemi napisał/a:
Tylko Twoje rozhuśtane emocje, napady lęku, obsesyjne myślenie, jakoś powoli osiadają, prędzej przychodzi przeczucie, że stać Cię na to, by się ogarnąć psychicznie i zmienić swoje kalekie życie


dwa cytaty sam sobie przeczysz -to jednak po coś łykam ta tabletkę -żeby osiadać czy pozbyć się obsesji itp.

To nadal jechanie chemią po psychice


Nie ma żadnej sprzeczności. Wiele leków psychotropowych nowej generacji działa w sposób dyskretny, to znaczy, żebym znowu nie został źle zrozumiany. nie "muli", nie daje odpału czy czegoś tam, co jest atrakcyjne dla uzależnionego, bo może być namiastką odurzenia.

Jasne, że łykam po coś. Tylko nie ja to sobie serwuję, bo to nie moja kompetencja, a fachowiec. Nie po to, żeby sobie dogodzić bez wysiłku i przeżyć upojne chwile na cuchnącej kanapie w melinie i obudzić się z przerażeniem w oczach. Po to, żeby wyzdrowieć z koszmarnej choroby, a lek może pomóc. Tak więc ten przytyk uważam za chybiony.

Nadal razi mnie zaciekłość, z jaką czasem tępi się leki, bo to "chemia". Pewnie, że chemia, no i co z tego. Inne leki uzyskane syntetycznie, stosowane w innych schorzeniach, to też be? Jechanie chemią... . Poza tym u wielu alkoholików występują zaburzenia psychiczne, wymagające leczenia jako takie, niezależnie od alkoholizmu. Na pewno wymagane jest inne podejście, ale leków się używa, zarówno syntetycznych, jak i wyekstrahowanych z surowców naturalnych, albo jednych i drugich, nie ma co rozróżniać, bo to nieistotne.

Przykład, jak działać może dany lek, rzuciłem pierwszy z brzegu. Nie trzeba eksploatować go jako jedyny i wiążący. Chciałem tylko zaznaczyć, że działanie leku może być niedostrzegalne dla pacjenta, (początkowo niedostrzegalne, żebym znowu nie został źle zrozumiany, że w ogóle niedostrzegalne). Tak jak chory wychodzący z psychozy nie od razu zdaje sobie sprawę, że zdrowieje. Zauważa to później. Taki lek nie jest ersatzem ani zastąpieniem jednej chemii inną, bo niczego się nie zastępuje. Taki jest sens mojej wypowiedzi.

Temat lekarzy leczących nieumiejętnie jest szeroki. Sądzę, że po pierwsze, nadal niedostateczne jest kształcenie w dziedzinie uzależnień, stąd braki kompetencji. Po drugie, alkoholik to genialny oszust, bo całe jego życie to jedno wielkie oszustwo, z oszukaniem siebie samego na czele. Może oszukać psychiatrę, "wleźć" w chorobę, która mu leży, aby mieć poczucie, ze nie jest jednak alkoholikiem, zaznać opieki, dostać tableteczki, mama czy żona w domu poda, on zapije dyskretnie wódeczką, bo on jednak nie alkoholik, chory jest po prostu, więc się leczy. Oczywiście, dobry fachowiec te sztuczki powinien rozszyfrować szybko, nie piszę tego jako usprawiedliwienie, a jedynie jako okoliczność łagodzącą.

rejek - 2010-02-01, 12:46

Jan ja nie potępiam tych co stosują tabletki.Samych tabletek też nie potępiam.
Zgadzam sie z tym że jakies tam antydepresanty co podnoszą nastrój są niektórym niezbędne.
Bo co byłoby bez nich?Dół,spadek nastroju,depresja i może tylko picie ,a moze rzucenie się na sznurek.To chyba tabletka lepsza? No tak?
Każdego głowa jest skonstruowana inaczej.
Tak jak nie potępiam wszywek .Jak ktoś rzuca picie i zaczyna utrzymywać kruchą trzeźwość -to łatwo może upaść.
Jak mu ta wszywka pomaga się trzymać do czasu az zacznie coś pojmować (a ja po ciągach to takie huśtawki nastroju i ogólne zamulenie głowy miałem przez ok 3mce) -to niech się zaszywa.
Lepiej żeby w momentach załamania chodził po scianach ale bał się wypić-niż żeby poprostu się napił.

Tylko dalej z chemią (uzależniającą,czy nie) to chyba jakoś by trzeba było zakończyć.
Tzn ja nie chce(chemii) -a inni to jak sobie wybiorą.

Tylko temat brzmi nowoczesne leki przeciw chorobie alkoholowej
No to chciałbym się dowiedzieć co taki lek miałby robić?Jak po nim miałbym się czuć?
Zadaję sobie pytanie albo Wam
Bo te o których pisałem wyżej -wszywka antydepresanty -to OK rozumiem-nawet ten z tego linku co wkleiłem.
Ale jakby czarodziej jakiś mogl wynalezc wszystko-to co taka tabletka mialaby robic?
Zmieniać smak alkoholu?Niwelować efekt?Nie dopuszczac do kaca na drugi dzien?

Naprawdę nie mam pomysłu :cry:

pzdr rejas

Jan bez ziemi - 2010-02-02, 11:44

rejek napisał/a:
Ale jakby czarodziej jakiś mogl wynalezc wszystko

Naprawdę nie mam pomysłu :cry:


Rozmawiamy o nowoczesnych lekach przeciwko chorobie alkoholowej. Nie ma założenia, że chodzi o leki które wyleczą z choroby i być może sprawią, że ktoś będzie mógł pić normalnie, czyli nie niebezpiecznie. Robię to zastrzeżenie, bo normalność ma różne oblicza, zależnie od nastawienia osoby oceniającej.

Cały czas słyszę pytanie, jak po takim leku miałbym się czuć. Tu widzę błąd w podejściu, bo stawia się założenie, że biorę lek w celu pożądanej dla mnie zmiany swego stanu psychicznego – coś mi się zdaje, że krążymy wokół klasycznej definicji uzależnienia! Nie do tego mają służyć leki. Lek, przyjmowany przez jakiś czas, gdy jest potrzebny, pomaga osiągnąć stan, że ja nie chcę żadnego leku ani wódki, nie potrzebuję po prostu, żeby moja psychika dawała radę uporać się ze stresem, cierpieniem i innym dyskomfortem. Człowiek idąc przez życie często dostaje kijem, ale trafia się i marchewka. To nie powód, żeby ciągle chlać, bo mi źle, albo tak cudnie, że muszę przyprawić, by mój lot się nie kończył. Alkohol pijemy niewątpliwie dla efektu euforycznego, także smaku (są wyborne trunki), dla obyczaju i zaakcentowania przyjaźni, dla wielu innych powodów akceptowanych kulturowo. Nie ma potrzeby zmieniać smaku, niwelowania efektu i eliminowania kaca. Te oczekiwania formułuje osoba nieumiejąca z alkoholu korzystać, prawda? Bo ktoś, kto nie ma problemu z piciem, nie widzi potrzeby takich zmian.

Zabrałem głos dlatego, bo chyba zaczęła się zarysowywać doktryna, że leki to substytut wódki, kolejne uzależnienie, niemal leczenie trądu gruźlicą, wynalazki co trzepią po psychice i robią tam bałagan, czyli kolejny kanał w który leziemy myśląc, że z innego wyłazimy. Otóż tak nie jest, chociaż oczywiście bywa. Znane są poważne prace i doświadczenia terapeutów uzależnień, w tym lekarzy psychiatrów z porządnym wykształceniem medycznym, z których wynika, że różne leki działające na ośrodkowy układ nerwowy( ale też leki z innych grup, nie miejsce tu na rozwijanie tematu farmakoterapii), są przydatne w leczeniu alkoholików z choroby alkoholowej i pomagają im wracać do zdrowia.

Ja się zgadzam, że niby lepiej, żeby ktoś chodził po ścianach, niż się napił, no pewnie. A jeszcze lepiej, żeby nie chodził po ścianach i także się nie napił. Ropiejący ząb można wyrwać na żywca żabką do rur, krwotok opanować przyżeganiem rozżarzonym prętem (stare dobre sposoby), ale daje się też zrobić to w gabinecie i bardziej bezstresowo. Czy ktoś korzystający z postępu medycyny to mięczak, mimoza, kto się boi prostych, ale twardych i męskich decyzji? Zdrowiejący alkoholik jeszcze się nacierpi, bo będzie musiał zmierzyć się z życiem, swoim do niego nieprzygotowaniem, pokusami, poczuciem piętna, żalem z powodu straty, akceptacją siebie, odkrywaniem prawdy, chociaż może zacząć czerpać z tego satysfakcję, jak człowiek dojrzały. Jestem zdania, że lepiej jest, o ile się da, maksymalnie skrócić ciężki okres świeżej abstynencji i eliminować cierpienie, rozchwianie i płynące stąd zwątpienie, które tej abstynencji zagraża.

Swój przydługi wywód zakończę moją prywatną odpowiedzią na pytanie, które tu krąży zdaje się między wierszami: czy alkoholik może wrócić do możliwego do akceptacji sposobu picia? Czy można go tak podleczyć, żeby już nie wchodził w ciąg i amok, jak łyknie? Myślę, że jest trochę podobnie, jak z Małym Księciem. Nie chciał tysiąca róż, wolał tę jedną, na swoją miarę. Gdyby jednak rozkochał się w tych tysiącach, tarzał się w nich aż do popadnięcia w chorobę, do tej jednej nie mógłby już wrócić. Musiałby uznać, chcąc żyć, że róże są nie dla niego i przestawić się – sich unterhalten, że się poetycko wyrażę – na przykład na ziemniaki, Kartoffelnsammeln. A najlepiej w ogóle na nic się nie przestawiać, tylko to poletko sobie zwyczajnie odpuścić. W ugór puścić.

A w sprawie czarodziejskiej różdżki - znalazłem taką myśl i ją uprawiam, staram się. Przestań roztrząsać jaki to ty nie jesteś, a jaki chciałbyś być, i jak chciałbyś, żeby było. Ty możesz być autorem cudu, tylko powalcz. Już to, że nie pijesz, w co nikt nie wierzył, łącznie z tobą, że się kiedykolwiek stanie, to cud. Ale i twoja praca. Idź dalej, możesz.

Pozdrawiam serdecznie, Jan (małorolny)

incutiv - 2010-11-16, 15:39

Moim zdaniem leki przy takim problemie jak choroba alkoholowa w niektórych przypadkach są niemal niezbędne. Jednak bardzo często następuje od takiego leku kolejne uzależnienie, dla wielu ludzi lek staje się remedium na alkoholizm, podczas gdy tymczasem wcale tak nie jest.
sampras - 2010-11-17, 20:45

Witam :)
W zasadzie nie wiem czy wytrwałbym w niepiciu bez pewnego leku psychotropowego zawierającego wenlafaksynę - jest to lek na depresję. Może pokrótce przedstawię moją sytuację z początku mojej abstynencji, może był to 2 miesiąc jak byłem w terapii. Otóż, nagle straciłem zapał, siłę, chęć do wszystkiego. W zasadzie najchętniej bym całymi dniami spał, porozmawiałem o tym z moją terapeutką, ona z kolei wysłała mnie do lekarza z poradni. Tam dowiedziałem się, że cierpię na depresję i dostałem na to tabletki. Nigdy wcześniej nie stosowałem takich specyfików i miałem dużo obaw z tym związanych, ale oczytałem się w internecie na temat działania i możliwych skutków ubocznych, po czym postanowiłem zaufać lekarzowi i zacząłem je łykać. Oczywiście najgorszych jest pierwszych kilka dni stosowania, kiedy organizm się przyzwyczaja, później około miesiąca trzeba poczekać na jakiś efekt, ale dziś mogę powiedzieć z ręką na sercu że raczej bym bez tej "chemii" nie wytrwał. W czasie stosowania lekarstw (biorę je do dzisiaj, chociaż już uzgodniłem z lekarzem, że zrozumiałem już ze swojej choroby tyle, że czasami głowa mała. :) I szukam dalej, staram się dostrzegać w sobie rzeczy które powinienem zmienić. I idzie mi to, myślę nawet nieźle.

Nie sądzę, żeby udało mi się zacząć trzeźwieć bez wsparcia farmakologii. Trzeba być tylko uważnym :)

staaw - 2010-11-18, 11:09

Witam,

Mam podobnie jak sampras, bez tego leku było by mi BARDZO trudno trzeźwieć, o ile przy mojej depresji było by to możliwe. Jestem na etapie odstawiania POD KONTROLĄ LEKARZA.

Pozdrawiam Stanisław.


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group