AKCJASOS.PL
Pierwszy Polski Portal Pomocy

Forum dla współuzależnionych "Tęczynki" - Współuzależniona walczy o lepsze jutro

women88 - 2011-10-05, 21:45
Temat postu: Współuzależniona walczy o lepsze jutro
Witam,

Zarejestrowałam się tutaj bo szukam pomocy, wsparcia.

Przepraszam ze tak duzo do przeczytania ale chcialam sie wygadac i przyblizyc moja sytuacje.

Po pierwsze, bo to chyba wazne... Jestem DDA. Moja mama byla alkoholiczka i popelnila samobojstwo jak mialam 9 lat :-( . Niewiele pamietam z dziecinstwa, jakbym podswiadomie wymazala z pamieci to co zle, jednak wiem ze to bardzo wplynelo na moja psychike i dorosle zycie... Brak pewnosci siebie, zle mysli na swoj temat (choc tak naprawde to wiem ze jestem wyjatkowo ladna i zgrabna i takie tam- glupia tez nie jestem) uczucie samotnosci i chec jaknajszybszego znalezienia bratnej duszy...

Szybko zwiazalam sie na powaznie z kims i w efekcie zaszlam w ciaze w wieku 19lat, jednak z tego zwiazku nic nie wyszlo.

Jak mala miala 7 miesiecy poznalam jego-
25latka z przeszloscia- jako nastolatek wpadl w bardzo zle towarzystwo, zaczal pic i jak mial 20lat trafil do wiezienia na 4 lata. Mowi ze to ze tam trafil go uratowalo- gdyby go nie zamkneli pewnie by sie zapil albo wpakowal w takie tarapaty ze by nigdy z wiezienia nie wyszedl. Gdy sie poznalismy byl pol roku po wyjsciu... Mimo tej jego przeszlosci widzialam ze to dobry czlowiek i super facet- z wieloma zaletami. Postanowilam dac mu szanse, szanse na normalne, szczesliwe zycie i rodzine.
Szybko postanowilismy zamieszkac razem. On pokochal od razu mala jak swoja corke... Mial dobra prace. Wszystko bylo super, bylismy szczesliwi.
Kilka miesiecy pozniej przyszedl pierwszy raz do domu pijany. Na drugi dzien byl na kacu, wypil w pracy i go zwolnili. No i sie zaczelo... Pracy znalezc nie mogl przez kilka miesiecy. Za to co dwa tygodnie... co tydzien... pozniej juz dwa razy w tygodniu jechal gdzies cos zalatwic i sluch o nim ginal- wylaczal tel i tyle go widzieli. Za kazdym razem gdy wytrzezwial przepraszal, mowil ze mu przykro...
W swieta sie poklocilismy bo zaczal pic piwa z moim tata (a to swieta wiec mi zalezalo zeby nie pil) i no i wtedy sie naprawde upil, poklocil z moim kuzynem i sie bili- moja szwagierka (zawsze chciala sie nas pozbyc bo chciala caly dom dla siebie) dorobila do tego jednak historie i efekt taki ze sie wyprowadzilismy tymczasowo z mojego rodzinnego domu do tesciow bo ona zaczela gadac ze z kryminalista nie bedzie mieszkac itp. itd. Zrozumial wtedy ze przez to jego picie ciagle problemy i ze nie moze pic, plakal ze mu ciezko... Ze przez alkohol stracil juz kilka lat zycia i nie chce tracic kolejnych. Przestal pic ale po 2 miesiacach znowu zaczal- wtedy z nim pogadalam na powaznie ze nie bede z nim jesli pije, ze albo przestanie definitywnie, bedzie sie leczyl, albo z nami koniec. No i przestal... Udalo sie wreszcie znalesc prace. Wrocilismy do mojego domu zeby sie opiekowac moja babcia... w maju sie okazalo ze jestem w ciazy- szczescie, euforia u obojga. Slub w sierpniu... Narodziny dzidzi. I tak oto nie pil od lutego 2010... Byly rozne momenty (moja babcia w szpitalu- on sie nia opiekowal, jej smierc, jego kolejna utrata pracy) ale nawet ten czas znosil i nie pil. Nawet nie wiecie jak sie cieszylam slyszac gdy mu ktos proponowal kieliszek "nie dzieki, nie pije". Mowil ze nie pije, ze nie chce i widzialam jak sie tym sam cieszyl- widzialam w nim sile. Tyle razy powtarzal ze to dzieki mnie, ze go uratowalam bo teraz ma dla kogo sie starac, jest szczesliwy. Kilka razy mowil ze ma kryzys, ze znow czuje ze zaczyna go ciagnac ale na tym sie konczylo. Doszlo do tego ze juz w ogole nie pamietalam o tym ze pil, powrocil blogi spokoj... Wierzylam ze tak pozostanie...

Niestety sie pomylilam.

Pojawily sie znowu problemy z praca- firma w ktorej pracowal zaczela upadac i nie chcieli mu juz umowy przedluzyc od sierpnia. Na poczatku lipca zaczal mnie zagadywac ze by wypil piwko z zona- ja oczywiscie kategorycznie odmowilam. To pojechal i sam sobie kupil... No i znowu sie zaczelo. Po 2 tygodniach nie wrocil do domu prosto z pracy... Wrocil w wiadomym stanie. Innym razem wrocil rano. Caly sierpien szukal znow pracy, oszczednosci sie skonczyly i wpadlismy w problemy finansowe (ktore zreszta trwaja nadal). No i we wrzesniu sie rozkrecilo... Pil juz co kilka dni mimo ze jakas prace znalazl. A ja glupia za kazdym razem jeden dzien sie gniewalam a w kolejnym dawalam sie omamic slodkim slowkom i wierzylam ze to ostatni raz.
Tak zle jak ostatnio nie bylo nigdy. Tak jak pisalam- kiedys, zanim mial przerwe w piciu pil co kilka dni. A teraz pije codziennie!!! Tzn tak jest od tygodnia. Tylko w niedziele mial przerwe. w nocy z soboty na niedziele sie wsciekl bo sciagnelam obraczke, rozwalil sobie palca u nogi bo gdzies kopnal... No i na drugi dzien powiedzial ze musi sie opamietac bo jest coraz gorzej... Zalozylam obraczke... no i co z tego jak w poniedzialek znowu wypil :roll: .

Pije codziennie i do pracy nie chodzi przez tego palca :-( (to taka byle jaka robota, przy kostce brukowej, robota raz jest, raz nie, z kasa roznie, umowa o dzielo... ale lepsze to niz nic)

Dzis rano powiedzialam mu ze jade do miasta i ze ma sie zajac dziecmi. Ubral je zeby zabrac przed dom- mysle dobrze. Jakie bylo moje zdziwienie gdy wychodziac na autobus zobaczylam ze starsza cora bawi sie w piasku z kuzynka, mlodsza w hustawce a maz siedzi z sasiadem i pije piwo! A ten sasiad to dno totalne, co bije zone jak mu nie chce dac na piwo!!!
Troche mnie nie bylo w domu, odstresowac sie chcialam i sobie pochodzilam po sklepach... Nie zauwazylam ze maz dzwonil niedlugo przed moim powrotem.
W domu sie okazalo ze chcial zebym mu fajki kupila. No to za pozno... Dalam mu wiec 10zl i pojechal. Bylam pewna ze wroci zaraz... A gdzie tam... Wrocil po 20 jakby nigdy nic (po 3h).
Oswiadczylam mu ze spi w pokoju obok bo ja z nim juz spac nie mam zamiaru i ze poki co ma to lozko ale jak tak dalej bedzie to sie to zmieni.
No i tyle.

Jestem przerazona ta sytuacja... Tak zle nigdy nie bylo ale wciaz wierze ze on sie opamieta. Tylko ze dopiero do mnie dotarlo ze do tej pory go wspieralam w piciu. Juz wiem ze musze to zmienic. Tylko czy bede miala na tyle duzo sily? Bardzo go kocham i tesknie za "normalnoscia" i jak nie pije dzien to w koncu mu ulegam, daje sie przytulic... Potrzebuje tego choc wiem ze to zle.

Jak nie pije jest wspanialym mezem i ze swieca takiego szukac (to zdanie wielu osob ;))- jestem z nim bardzo szczesliwa. Dlatego tez nie chce pozwolic by alkohol mi go zabral! Juz jedna osobe mi odebral ktora kochalam- matke.

Zdaje sobie sprawe ze mamy dzieci i obiecalam sobie ze one nie przezyja tego co ja!

Mamy straszne problemy finansowe- ja nie pracuje bo dzieci nie mam z kim zostawic a on chce stanac na nogi ale nie umie sie na dluzej w zadnej robocie zatrzymac. Ciagnie sie za nim przeszlosc. Nie ma wyksztalcenia, nie ma doswiadczenia bo ciagle inna robota- o prace nielatwo. Ilekroc wydaje sie ze juz bedzie pewna robota cos sie psuje (tak jak ostatnio z ta firma).
Jego te problemy finansowe dobijaja ale zamiast walczyc zeby to zmienic- wziac sie w garsc i szukac lepszej roboty, on dalej pije i jest coraz gorzej!

Dzis bylam zmuszona sprzedac u jubilera kolczyki ktore byly pamiatka po babci zeby moc zaplacic rachunki... ale co dalej?
Tak tragicznie to chyba nikt nie ma- 2 malych dzieci i zupelne uzaleznienie od meza alkoholika- nic sama nie moge zrobic bo sama nie mam wykrztalcenia (tzn srednie tylko) ani doswiadczenia a jak isc do pracy jak za opiekunke zaplace tyle co zarobie.

Musze myslec o sobie i o dzieciach.
To wiem.
Tylko latwo sie mowi a gorzej z realizacja...

Wygadalam sie. Przepraszam jesli to chaotyczne.

Niech ktos cos napisze.
Cokolwiek... :-|

milena - 2011-10-05, 22:18

Witaj!Myślę,że powinnaś zacząć od poznania tej choroby(uzależnienia).Wiesz już że alkohol zabiera wszystko co kochasz.Jednak jeśli twierdzisz że
women88 napisał/a:
ze on sie opamieta
to niewiele wiesz o uzależnieniu.Alkohol to przeciwnik bardzo potężny i chcąc go pokonać trzeba zejść z ringu.Bo z alkoholem się nie walczy.Jest to walka z góry przegrana.Wejdź do naszej czytelni.Poczytaj trochę .Dowiedz się z czym masz do czynienia.Z tego co piszesz to w dorosłe życie weszłaś z bardzo poważną dysfunkcją jaką jest DDA i współuzależnienie.Można sobie z tym poradzić ale do tego jest potrzebny fachowiec czyli terapeuta od uzależnień i współuzależnień.Takiej pomocy musisz poszukać w realu.Jak najszybciej poszukaj poradni "U" w twojej okolicy,bo zwłoka tylko pogorszy Twoją sytuację,nie mówiąc już o zdrowiu psychicznym.Są tez w każdej gminie Komisje rozwiązywania problemów Alkoholowych,gdzie możesz złożyć wniosek o leczenie męża.Od nas zawsze dostaniesz wsparcie i jakieś wskazówki,ale najważniejsza jest pomoc w realu.Do dzieła kobieto i nie czekaj bo jak Ty nie zadziałasz to samo się nic nie naprawi.Będzie tylko gorzej!
mamaoli14 - 2011-10-06, 07:04

Witaj,to prawda,ze bedzie tylko gorzej.U mnie tez zaczynalo sie niewinnie,potem przychodzil juz nawalony pare razy w tygodniu,poczym rano na kacu sam mowil do siebie(ale tak,zebym ja slyszala)ze juz koniec,ze tak fatalnie sie czuje,a wieczorem znowu bomba.Ile razy grozilam,prosilam i nic.Kiedys wrocil pijany,wiec zadzwonilam po policje nie zabrali go co prawda na dolek,ale zabronili mu wejsc do domu przez cala noc.
Powiedzialam mu pozniej ,ze zawsze tak bede robila,gdy przyjdzie pijany,no to poprostu nie wracal na noc i tyle.
Gdy ostatnio wzial pieniadze za robote tez nie wrocil(a tez mamy cholerne problemy finansowe)powiedzialam DOSC zabralam rzeczy,dzieci ,nawet telewizor,zeby nie przepil,ogolocilam kuchnie i wprowadzilam sie do mamy.Jest mi ciezko jak cholera,ale niech zobaczy,niech sam sobie radzi,gdy nie czasem nie bylo ani zlotoweczki on wiedzial,ze ja zawsze cos wykombinuje i ze chlebek i maselko beda,a on wolal pieniadze przechlac,no to prosze bardzo niech kupi sobie chlebus,papieroski a nie piwo,chociaz jestem pewna ze zamiast chleba kupil by sobie piwo,ale co mnie to juz obchodzi.....

women88 - 2011-10-06, 09:37

Jakie to smutne :-(


Napisalam ze mam nadzieje ze sie opamieta bo sam juz raz sobie postanowil i wytrwal prawie 1,5 roku... Wtedy na poczatku jego trzezwienia byl za tym by pojsc na grupe AA, powiedzial wtedy ze sam nie da rady a ze ja nie jestem w stanie mu pomoc i tego nie zrozumiem, ze tam na spotkaniach jest inaczej- staralam sie to zrozumiec ale faktycznie nie rozumialam- dlaczego maja mu pomoc obcy ludzie a nie wlasna zona? Przeciez ze mna tez moze pogadac, wszystko powiedziec... No ale nie poszedl bo tu na miejscu nie chcial isc (mieszkamy w malej miejscowosci, zaraz by sie roznioslo ze tam chodzi- sama nie chcialam...) a do miasta za bardzo nie bylo jak dojezdzac w tamtym czasie. Pozniej widzialam ze sie trzyma i jakos pomysl z AA poszedl w zapomnienie... Bo po co skoro widze ze jest taki silny? Jaka ja glupia bylam.

Czytalam tutaj wczoraj kilka watkow- oczywiscie jakbym czytala o sobie...
To wyczekiwanie, zlosc i bol na wyczuty alkohol (nawet jak wypil 1 piwo)...

Czuje ze we mnie cos peklo. Czuje ze sie zmieniam.
Kiedys, 2lata temu, potrafilam przeplakac pol nocy jak on nie wracal do domu.
Trzy razy mu dalam w twarz (on mi nie oddal, powiedzial ze jesli by sie to kiedys zdarzylo, bedziemy sie musieli rozstac bo on tego nie zniesie ze udezyl kogos kogo kocha), raz mu piwem chlustnelam w twarz... Tyle emocji, zlosci...
Teraz juz tak nie wyczekuje.
Wczoraj rano wyzwalam go od idiotow, pijakow- zrobilam mu jeszcze kazanie jak wrocil- ze moze sobie juz robic co chce, niech sobie pije i sie zapije i ******** nie bedzie.

Dzis juz nie mam ochoty gadac. Koniec. Powiedzialam co chcialam.

Spisalam sobie numer do poradni dla osob uzaleznionych i wspoluzaleznionych z pobliskiego miasta. Nie ma daleko wiec dam rade... Musze tylko pogadac z tesciowa zeby mi zostawala z dziecmi wtedy jak bede jezdzic (ona sama kiedys chodzila na taka grupe przez mojego meza wiec zrozumie). Wiem ze tego potrzebuje bo sie w tym jeszcze gubie. Niby cos sie we mnie zmienilo ale wiem ze jeszcze dluuuuuga droga przede mna.

Wstal i przyszedl to pokoju zadowolony i polozyl sie za mna (ja na laptopie pisalam), po paru minutach zaczal mnie po ramieniu glaskac i mowi zebym sie przytulila to powiedzialam ze nie chce. On na to "bedzie ci lepiej". To ja na to ze nie bedzie mi lepiej i koniec z tym, dopoki nie pojdzie sie leczyc nie bede z nim i to jego wybor.
On na to przykryl sie kocem i spi.....

Tak poza tym traktuje go jak powietrze. Dobrze robie?

3letnia cora jak przyszedl mowi "tatus troche popil" :shock: , on na to "co??" (tez zaskoczony) ale ona nie powtorzyla tylko juz o czym innym zaczela mowic.
Ona juz widzi co sie dzieje... tylko ze poki co dla niej to chyba nic zlego.

women88 - 2011-10-06, 10:04

To, co mnie udeza w Waszych postach (czytam teraz watek kashmir) to to, ze Waszym zdaniem alkoholik wszystko robi zeby zmanipulowac- troszczy sie, stara zeby omamic??? Wychodziloby na to ze nie kocha?

Wiem jaki maz byl przez te 1,5 roku jak nie pil. Nikt mi nie powie ze nie kochal bo to bylo widac.
Jak teraz ma dni ze nie pije to widze to samo- choc tu jestem w stanie uwiezyc ze to jakas gra.

To co, alkoholik nie jest w stanie kochac?
Nigdy? Nawet jak sie leczy?
Nigdy juz od niego nie otrzymam tego czego pragne- milosci, szczerosci?
Mam sie nie ludzic?

Niech mi to ktos wyjasni....

proszę o opinię - 2011-10-06, 10:24

Ja alkoholik umiałem kochać i umiem kochać,lecz gdy piłem,alkohol był najważniejszy, potrafiłem krzywdzic kochane osoby,bo nie umiałem sobie poradzić z obsesją picia,to było tak silne,że moje życie koncetrowało się wokół alkoholu,miałem wyrzuty sumienia krzywdząc najbliższe osoby i zapijałem to i tak w kółko...Dopiero leczenie uwolniło mnie od alkoholu, poznałem swoje uczucia,radzę sobie z emocjami i jestem sobą,jestem wolny,alkoholm mną władał...
maja - 2011-10-06, 11:24

Witaj women,fajnie ,że do nas dołączyłaś :)
women88 napisał/a:
Jego te problemy finansowe dobijaja ale zamiast walczyc zeby to zmienic- wziac sie w garsc i szukac lepszej roboty, on dalej pije i jest coraz gorzej!

Twój m jest w magicznym kole uzależnienia...on już nie potrafi walczyć,wziąć się w garść ,każde chęci,uczucia zabija chęć ....picia. :-/
To jest silniejsze to go przerasta.A Ty jesteś wobec tego bezsilna :!: Chocbyś nie wiem co robiła,jak prosiła,błagała ,to wszystko na nic.
Ale nie jesteś wobec tej sytuacji bezradna :idea:
Są ośrodki pomocy osobom współuzależnionym proponowałabym Ci wizytę.Tu nie ma na co czekać ,na co liczyć,prawdopodobnie sam z siebie nigdy nie podejmie decyzji o leczeniu.
women88 napisał/a:
Waszym zdaniem alkoholik wszystko robi zeby zmanipulowac- troszczy sie, stara zeby omamic??? Wychodziloby na to ze nie kocha?

Kocha...ale inaczej :-/ Jego pijane myślenie zupełnie odbiega od tego o czym myślisz Ty :!: Manipuluje,próbuje omamić ,aby było dobrze dla niego ,aby mieć komfort picia,nie chce zmian ,jemu jest tak dobrze :!:
women88 napisał/a:
Jak teraz ma dni ze nie pije to widze to samo- choc tu jestem w stanie uwiezyc ze to jakas gra.

I pewnie tak jest...jest miły wręcz kochany,wszystko nadrabia,naprawia,byle tylko nic się nie zmieniało,bylebyś była przy nim i nadal pomagała mu....pić :!:

women88 napisał/a:
Nigdy juz od niego nie otrzymam tego czego pragne- milosci, szczerosci?

Tak też może być :-/ on może nie przestać pić nigdy...bo tak wybierze ,tak zadecyduje,tak będzie chciał i Ty nie masz na to wpływu :-/

proszę o opinię - 2011-10-06, 11:50

maja napisał/a:
...on już nie potrafi walczyć/


I to jest podstawowy błąd,należy przestać walczyć,przyznać się do bezsilnności, pierwszy krok z 12-tu AA
Gdy walczyłem z alkoholem,zawsze przegrywałem,gdy przyznałem się,że sam nie dam rady i poprosiłem o pomoc,poczułem ulge i wolność....

kahape - 2011-10-06, 15:12

Witam Cię kobieto :mrgreen: :mrgreen: :mrgreen: :mrgreen:
women88 napisał/a:
byl za tym by pojsc na grupe AA, powiedzial wtedy ze sam nie da rady a ze ja nie jestem w stanie mu pomoc i tego nie zrozumiem, ze tam na spotkaniach jest inaczej- staralam sie to zrozumiec ale faktycznie nie rozumialam- dlaczego maja mu pomoc obcy ludzie a nie wlasna zona?
dlatego, że "oni" są alkoholikami a jego zona nie, prawda?
Alkoholika zrozumie tylko drugi alkoholik.
Tak jak ciebie zrozumie tylko inna osoba współuzależniona.
women88 napisał/a:
raz sobie postanowil i wytrwal prawie 1,5 roku.
on jest chory!!Wyobraź sobie, że ma cukrzycę- czy można "wstrzymać" rosnący poziom insuliny? Postanowić sobie, obiecać...
women88 napisał/a:
Wczoraj rano wyzwalam go od idiotow
on jest chory.
women88 napisał/a:
ale nie poszedl bo tu na miejscu nie chcial isc (mieszkamy w malej miejscowosci, zaraz by sie roznioslo ze tam chodzi- sama nie chcialam...
bo co? bo to wstyd byc chorym i szukac pomocy? Chyba tak robi dorosły człowiek- wie, że ma rodzinę i stara się leczyć.
A może lepiej jak ten sąsiad, który leje żonę. Jemu nie starczyło sił, żeby pomyslec o leczeniu.

Wspieraj go :arrow: lecz się mężu i wracaj do nas. Czekam na ciebie.... ale TRZEŹWEGO!! :evil: Nie ma zmiłuj się!!!
women88 napisał/a:
Tak poza tym traktuje go jak powietrze. Dobrze robie?
dobrze, bo nie jest ci przyjemnie i czas skończyc udawanie :arrow: Skoro jestes chory, to zaczynasz leczenie. Ale tak naprawdę, bez udawania- w poradni.
women88 napisał/a:
Spisalam sobie numer do poradni dla osob uzaleznionych i wspoluzaleznionych z pobliskiego miasta.
brawo!! brawo!! brawo!!
women88 napisał/a:
Wiem ze tego potrzebuje bo sie w tym jeszcze gubie. Niby cos sie we mnie zmienilo ale wiem ze jeszcze dluuuuuga droga przede mna.
długa, bo początek ma w czasach mamy- alkoholiczki.
women88 napisał/a:
Dzis juz nie mam ochoty gadac. Koniec
motywację masz i bardzo dobrze.
pozdr

women88 - 2011-10-06, 19:34

Dziękuję Wam bardzo za zainteresowanie i za to co piszecie.
To pomaga, umacnia...

kahape napisał/a:
Witam Cię kobieto :mrgreen: :mrgreen: :mrgreen: :mrgreen:
women88 napisał/a:
byl za tym by pojsc na grupe AA, powiedzial wtedy ze sam nie da rady a ze ja nie jestem w stanie mu pomoc i tego nie zrozumiem, ze tam na spotkaniach jest inaczej- staralam sie to zrozumiec ale faktycznie nie rozumialam- dlaczego maja mu pomoc obcy ludzie a nie wlasna zona?
dlatego, że "oni" są alkoholikami a jego zona nie, prawda?
Alkoholika zrozumie tylko drugi alkoholik.
Tak jak ciebie zrozumie tylko inna osoba współuzależniona.
women88 napisał/a:
raz sobie postanowil i wytrwal prawie 1,5 roku.
on jest chory!!Wyobraź sobie, że ma cukrzycę- czy można "wstrzymać" rosnący poziom insuliny? Postanowić sobie, obiecać...
women88 napisał/a:
Wczoraj rano wyzwalam go od idiotow
on jest chory.
women88 napisał/a:
ale nie poszedl bo tu na miejscu nie chcial isc (mieszkamy w malej miejscowosci, zaraz by sie roznioslo ze tam chodzi- sama nie chcialam...
bo co? bo to wstyd byc chorym i szukac pomocy? Chyba tak robi dorosły człowiek- wie, że ma rodzinę i stara się leczyć.
A może lepiej jak ten sąsiad, który leje żonę. Jemu nie starczyło sił, żeby pomyslec o leczeniu.

Wspieraj go :arrow: lecz się mężu i wracaj do nas. Czekam na ciebie.... ale TRZEŹWEGO!! :evil: Nie ma zmiłuj się!!!
women88 napisał/a:
Tak poza tym traktuje go jak powietrze. Dobrze robie?
dobrze, bo nie jest ci przyjemnie i czas skończyc udawanie :arrow: Skoro jestes chory, to zaczynasz leczenie. Ale tak naprawdę, bez udawania- w poradni.
women88 napisał/a:
Spisalam sobie numer do poradni dla osob uzaleznionych i wspoluzaleznionych z pobliskiego miasta.
brawo!! brawo!! brawo!!
women88 napisał/a:
Wiem ze tego potrzebuje bo sie w tym jeszcze gubie. Niby cos sie we mnie zmienilo ale wiem ze jeszcze dluuuuuga droga przede mna.
długa, bo początek ma w czasach mamy- alkoholiczki.
women88 napisał/a:
Dzis juz nie mam ochoty gadac. Koniec
motywację masz i bardzo dobrze.
pozdr


Masz racje... Tak samo jak kiedys pytalam o wiezienie meza to mowil ze nigdy nie zrozumie, ze nie zrozumie nikt kto tego nie przezyl...

Tak, zdaje sobie sprawe ze to choroba. Gdyby tak nie bylo- juz dawno bym z nim nie byla. Jednak wsciekalam sie bo on nic z tym nie robi, nie leczy sie. Juz nie bede...

Tak, mam motywacje i ciesze sie ze zrobilam krok naprzod- chce zmienic siebie.

Szkoda tylko ze ta grupa chyba jednak musi poczekac :-(
Nikt mi nie odpisal na pytanie o ubezpieczenie ale czytalam watki alkoholikow i tam ktos pisal o AA i NFZ...
A tak bym chciala juz, teraz... Przeciez to najwazniejsze.

On dzis przelezal caly dzien, pare razy cos zagadal.
Nie zrobilam mu obiadu- sam sobie robil.
Nie jestem pewna czy na powaznie wzial moje slowa ze albo sie bedzie leczyl albo z nim nie bede...

maja - 2011-10-06, 21:46

women88 napisał/a:
Nie jestem pewna czy na powaznie wzial moje slowa ze albo sie bedzie leczyl albo z nim nie bede...

Wszystko zależy od Ciebie jak on odbierze Twoje słowa,czy za słowami pójdą czyny???Bo słowa są ulotne o nich się szybko zapomina.

women88 - 2011-10-06, 22:10

Tak pisze o tym ze do poradni chce isc jak najszybciej ale moze byc problem z ubezpieczeniem (mialam rente rodzinna do konca sierpnia, teraz mi wstrzymali ale czekam na decyzje wznowienia)...
I dotarlo do mnie ze przeciez maz teraz nie ma ubezpieczenia :evil: bo robi (juz w sumie nie wiem czy jeszcze robi) bez umowy a na bezrobocie sie chcial zapisac w poniedzialek ale nie ma swiadectwa pracy od ostatniego pracodawcy i go nie zarejestrowali...

No ale czy jemu to bedzie predko potrzebne? Czy w ogole bedzie?
....................

Zapytal mnie czy moze spac ze mna czy tak jak wczesniej.
Powiedzialam ze osobno choc przyznaje ze sie zawahalam- nielatwo mi z tym.
Trudno mi z tym... Gdy czuje od niego alkohol chce by byl jaknajdalej ale jak jest trzezwy to tak pragne jego bliskosci... Jednak wiem ze wszystko bym tym zepsula- tak jak wczesniej...
Zapytal czy jestem glodna bo szedl robic sobie kolacje- powiedzialam ze nie. Zrobil mi jednak (heh, ale sie "stara", urobic mnie chce) wiec zjadlam bo tak naprawde bylam cholernie glodna.
No i poszedl spac do pokoju obok.
Czuje ze ma do mnie zal, tak mi sie wydaje- pewnie mysli ze robie problem z niczego. W sumie kto go tam wie co mu teraz siedzi w glowie...
Boje sie ze juz nigdy nie bedziemy razem, boje sie cholernie tego. Jednak wiem tez ze innej drogi nie ma i gdybym teraz "nas nie rozdzielila" byloby tylko gorzej i juz zadnej nadzieji dla nas by nie bylo...

Bardzo chce jak najszybciej do poradni... Teraz odczulam jak tego bardzo potrzebuje.
By sie nie zlamac........ by caly czas czuc ze robie slusznie. Chce byc silniejsza.
Chyba jednak jutro tam zadzwonie- moze nie wyda sie to ze nie mam obecnie ubezpieczenia? Ale pewnie bylyby z tego pozniej problemy...
Ech. Co robic.

Miesiac moge jeszcze czekac na decyzje ZUS. Czuje ze to za dlugo...
Chce dzialac. Nie wytrzymam tyle z tym sama...

Czytalam dzis watki alkoholikow... bylam ciekawa... i natrafilam tam na trzezwego alkoholika i jego blog http://alkoholik72.blog.onet.pl/
Przeczytalam wszystko od poczatku- jakbym czytala historie mojego meza... to "doslownie" o nim... Oby kiedys doszedl do tego, do czego doszedl ten mezczyzna...

No ale ja znowu o nim, o nim, o nim :roll:
A mialo byc o mnie...

Ide spac. Oby jutro byla ladna pogoda to pojde z dziewczynkami na dluuugi spacer.... :mrgreen:

maja - 2011-10-06, 22:40

women88 napisał/a:
Boje sie ze juz nigdy nie bedziemy razem, boje sie cholernie tego.

Nie bój się ,bo to Cię wstrzymuje ,pomysl sobie ,że to co się dzieje to dziać się musi działanie nie zawsze przynosi szczęście,ale nie ma szczęścia bez działania!!!
Jeżeli m będzie chciał być z Tobą zrobi wszystko aby to co jest uległo zmianie.
Nie czekaj dzwoń,pytaj ,szukaj pomocy,bo to Twoje życie ,a masz je tylko jedno!!!

Iwona34 - 2011-10-06, 22:42

women88 napisał/a:
Dzis bylam zmuszona sprzedac u jubilera kolczyki ktore byly pamiatka po babci zeby moc zaplacic rachunki... ale co dalej?
Tak tragicznie to chyba nikt nie ma- 2 malych dzieci i zupelne uzaleznienie od meza alkoholika- nic sama nie moge zrobic bo sama nie mam wykrztalcenia (tzn srednie tylko) ani doswiadczenia a jak isc do pracy jak za opiekunke zaplace tyle co zarobie.

Nie jesteś sama. Mnie prawie zawsze zostawiał bez pieniedzy bo twierdził że sobie poradze. Zawzsze miałam od kogo pożyczyć. No i żeby przeżyć pożyczałam. Do czasu. Nie mogę Ci udzielać rad ale wiedz że nie jesteś sama i czas zacząć walczyć o siebie i dzieci. A jak zaczniesz, to mogę Ci przysiąc że ta miłość o której tak ładnie piszesz to tylko wytwór Twojej wyobraźni. Ja też tak miałam i nie wyobrażałam sobie życia bez m. Teraz zaczynam czuć wściekłość na tą jego nieporadność. :evil: Wiem,że to choroba, ale dużo błędów sama popełniłam dając się wciągać w jego manipulacje. Wierząc w jego miłość.

kahape - 2011-10-07, 10:36

women88 napisał/a:
Czuje ze ma do mnie zal, tak mi sie wydaje- pewnie mysli ze robie problem z niczego
z niczego??? Przez wódę, wyrzucili go z pracy, macie kłopoty finansowe, teraz nie może znaleźć pracy, nie ma ubezpieczenia.....
To są problemy z niczego????
Skoro nie ma kasy na życie dlaczego przeznacza kasę na wódę? Nie pamięta, że ma rodzinę, dzieci ????? Dorośnij mój mężu, dorośnij!!!!

Kobietko, to nie jest już dawno twój ukochany Marek, Jurek, Krzyś.... to jakaś obca pijanica. Bez serca, bez uczuć, bez zrozumienia....
Jeżeli chcesz żeby wrócił dawny... mąż, tego pijaka trzeba wykopać ze swojego życia, bez litości.
Takie myślenie jak o dwóch różnych osobach bardzo mi pomagało. Bo zgadzam się, że głowa pełna różnych myśli.
Staraj się tez o terapię bo wtedy będziesz coraz silniejsza. Wsparcie z terapii jest bezcenne.

Wiesz przecież jak wygląda zycie w rodzinie alkoholowej.
Twój alkoholik jest taki sam jak inni alkoholicy.

Najłatwiej uchlać się, leżeć na smietniku i narzekać na świat i niezrozumienie.
O wiele trudniej wstać, poszukac pomocy i zawalczyć o własne zycie, o własną godność...
W tym masz go motywować. CZYNY!!! MÓJ MĘŻU!!!! CZYNY!!!! NIE SŁOWA!!!
pozdr

kahape - 2011-10-07, 10:42

women88 napisał/a:
ja nie pracuje bo dzieci nie mam z kim zostawic
noooooooo, nad tym to bym się zastanowiła. Zawsze znajdzie się jakies rozwiązanie. Miałabyś swoje pieniądze i byłabyś niezależna od alkoholika. A twój staż w pracy, składki.... nie liczą się????
Nie przesadzaj dwójka dzieci nie przeszkadza w podjęciu pracy.
pozdr

women88 - 2011-10-07, 10:56

maja napisał/a:
women88 napisał/a:
Boje sie ze juz nigdy nie bedziemy razem, boje sie cholernie tego.

Nie bój się ,bo to Cię wstrzymuje ,pomysl sobie ,że to co się dzieje to dziać się musi działanie nie zawsze przynosi szczęście,ale nie ma szczęścia bez działania!!!
Jeżeli m będzie chciał być z Tobą zrobi wszystko aby to co jest uległo zmianie.
Nie czekaj dzwoń,pytaj ,szukaj pomocy,bo to Twoje życie ,a masz je tylko jedno!!!


Tak, wiem. Choc tak jak pisalam- to strasznie ciezkie, wiedzialam ze nie ma innego wyjscia i nie ma odwrotu, wiedzialam ze kazde moje inne dzialanie nie przyniesie niczego dobrego. Wszystko to wiedzialam dzieki Wam, dzieki temu, co juz tu przeczytalam.
Dziekuje!

Iwona34 No tak, ta nieporadnosc :evil: . U mnie sytuacja wyglada nieco inaczej bo to on zawsze dbal o to by kasa byla i jak trzeba pozyczyc to on pozycza. Bez pieniedzy nigdy nas nie zostawil... (jak dotad) no ale wiadomo- dlugi rosna. Teraz to byla pierwsza sytuacja ze ja kase zalatwialam i on nawet o tym nie wie- a zalatwilam bo widzialam ze jest coraz gorzej i wolalam przynajmniej zaplacic co trzeba i spac pokojniej... No ale jak bedzie dalej pil to kto wie....

.............................


Jest dobry znak... (?)
Wczoraj m do mnie przyszedl z podkulonym ogonem ok 23, polozylam sie akurat spac.
Co uslyszalam?
"Chcesz bysmy sie rozstali?""Daj mi ostatnia szanse, prosze" (tak czesto czytalam tutaj te slowa ze nie zrobily na mnie kompletnie wrazenia) "Jak teraz zawale to sie wyprowadze, by mnie dzieci nie musialy ogladac"
Powiedzialam ze nie chce bysmy sie rozstali bo go kocham ale nie wierze w ostatnia szanse, ze jak mu ja dam to tylko mu pomoge w piciu, ze to wspomaganie alkoholika i to tylko doprowadzi do tego ze bedzie jeszcze gorzej a ja nie pozwole by nas ze soba pociagnal na dno... Ze nie chce by sobie zmarnowal zycie przez ta chorobe ale ja nic nie zrobie, nie pomoge jesli sam nie zechce sobie pomoc. Powiedzialam ze poczytalam juz duzo na internecie, poznalam wiele historii i kazda jest podobna do drugiej- i wiem ze nikt z ta choroba sam nie wygral, trzeba pojsc na terapie, na grupe... ale jak tego nie zrobi, nie zacznie sie leczyc to bedzie musial sie wyprowadzic. Powiedzialam ze to jego sprawa co zadecyduje. Ja juz postanowilam ze ide na terapie dla wspoluzaleznionych bo czuje ze bardzo tego potrzebuje i juz sobie z tym nie radze.
Byl bardzo zaskoczony tym co powiedzialam. I powiedzial ze chce sie leczyc. Ze wie jak to wszystko wyglada, juz to przezyl i zna bardzo dobrze, rozumie to co sie z nim dzieje a ja w koncu go zmotywowalam do dzialan. Ze go zaskoczylam tym wszystkim, ze poczytalam w internecie, ze sama szukam pomocy. Ze teraz zupelnie inaczej mu sie ze mna rozmawia bo go lepiej rozumiem- dopiero teraz czuje we mnie wsparcie- ze kiedys jak o tym rozmawialismy to czul jakby byl sam, bo ja nie rozumialam i nie chcialam zrozumiec. Opowiedzial mi jak to bylo na spotkaniach AA. Otworzyl sie przede mna a rzadko to robil...
Powiedzial ze gdyby nie chcial sie leczyc to by go tam na sile nikt nie zaciagnal, bo to jest wtedy strata czasu i bezsensowne zajmowanie komus innemu miejsca w grupie. Ale on chce... bo nie chce stracic mnie i dzieci.

Wiecie co go sklonilo do podjecia krokow?
Ostatnio duzo siedzialam na internecie, pisalam duzo (on nie wiedzial gdzie), bylam w miescie (nie wiedzial po co), wczoraj ktos dwa razy dzwonil- wyszlam (nigdy tego nie robilam), pare minut przed jego przyjsciem pare sms dostalam (z kolezanka pisalam)... A on byl pewien ze innego sobie znalazlam przez to ze pije :lol:

No ale zobaczymy co bedzie dalej. Wiadomo ze wazne sa czyny, slowa to za malo.

Mowil ze wczoraj przesiedzial caly dzien w domu, nawet po papierosy nie chcial isc bo wie ze by zaraz sie gdzies napil i ze jeszcze przez weekend tak chce, a w poniedzialek pojdzie do pracy.

Aha, mowilam mu o tym ze nie mam ubezpieczenia a on na to ze nie trzeba- ze tam gdzie chodzil ktos chodzil z kapeluszem i kazdy wrzucal ile chcial, ile mogl...
To jak to w koncu jest.

women88 - 2011-10-07, 11:18

Kahape Dopiero teraz widze ze napisalas.

Moj maz JESZCZE nie doszedl do tego by lezec w smietniku... no ale racja ze juz wiele stracil przez picie. Zapewne jesli to bedzie sie nadal rozwijalo to szybko do tego dojdzie...

Ja w sumie szybko zaczelam dzialac (tak mi sie wydaje)- minely 3 miesiace odkad zaczal pic i w sumie od miesiaca sie to nasilalo... tragicznie nie ma JESZCZE ale pewnie duzo nie brakuje- patrzac w jakim tempie sie to nakreca.

(Pisze to wszystko pomijajac fakt ze on wyrazil chec leczenia, bo poki co "czekam" na dzialania)

Jestem ciekawa bardzo co napiszesz...

Z ta praca moja to masz racje- juz o tym myslalam... Nawet o tym by zaczac prace i cala wyplate ooddawac opiekunce- bo zdobede doswiadczenie a lata leca...
Podejme kroki w tym kierunku.
Tak zupelnie bez kasy nie jestem bo do sierpnia mialam rente rodzinna (jeszcze na rok mi chyba przedluza) no i alimenty na starsza core. Ale to przeciez niewiele a praca to praca.

kahape - 2011-10-07, 11:20

women88 napisał/a:
"Daj mi ostatnia szanse, prosze"
no, no obiecuję, że mój dziurawy ząb już nigdy nie będzie mnie bolał. Sam sobie poradzę, nie muszę iść do dentysty, naprawdę. :oops: :oops:
women88 napisał/a:
i wiem ze nikt z ta choroba sam nie wygral, trzeba pojsc na terapie, na grupe... ale jak tego nie zrobi, nie zacznie sie leczyc to bedzie musial sie wyprowadzic. Powiedzialam ze to jego sprawa co zadecyduje. Ja juz postanowilam ze ide na terapie dla wspoluzaleznionych bo czuje ze bardzo tego potrzebuje i juz sobie z tym nie radze.
brawo!! brawo!! brawo!! To się nazywa "dokręcanie śruby"
Tak kochanie, wiem, że jesteś chory i nie chcesz pić ale stawiam ci warunek - Idziesz na terapię, albo koniec.
To moje życie i mam prawo żyć jak chcę.
Chcę miec trzeźwego męża, chcę miec oparcie, partnera w życiu, a nie bełkoczącego, nawalonego gościa.

pozdr

maja - 2011-10-07, 13:24

women88 napisał/a:
Aha, mowilam mu o tym ze nie mam ubezpieczenia a on na to ze nie trzeba- ze tam gdzie chodzil ktos chodzil z kapeluszem i kazdy wrzucal ile chcial, ile mogl...
To jak to w koncu jest.

Myslę że najlepiej będzie jeżeli zgłosisz się do ośrodka i powiesz jaką masz sytuację,tam poinformują Cię czy możesz chodzić bez ubezpieczenia czy musisz je mieć.Na Al-anon ubezpieczenie jest nie potrzebne tam są składki z tego co się orientuję ,ale to nie terapia tylko grupa samopomocowa.
Bardzo fajnie poradziłaś sobie w rozmowie z m :) jasno,konkretnie ze zrozumieniem,ale nie rób sobie wiele nadzieji im mniej nadzieji tym mniej rozczarowań.
women88 napisał/a:
Mowil ze wczoraj przesiedzial caly dzien w domu, nawet po papierosy nie chcial isc bo wie ze by zaraz sie gdzies napil i ze jeszcze przez weekend tak chce, a w poniedzialek pojdzie do pracy.

Szkoda że marnuje czas siedząc w domu :-/ spotkania AA są codziennie ,ośrodki terapii czynne są codziennie....oby nie było tak że dojdzie do siebie, odpocznie i....problem zniknie :-/ już leczenie nie będzie mu potrzebne. :roll:
women88 napisał/a:
minely 3 miesiace odkad zaczal pic

A wczesniej???Nie pił,nie upijał się??
women88 napisał/a:
tragicznie nie ma JESZCZE

Gdyby nie było ci źle nie pisałabyś na tym forum ,nie widziałabyś problemu.On według ciebie pije trzy miesiące ,choroba trwa napewno duuuuzo dłużej.Alkoholik minimalizuje swój problem mówiąc ja piję niewiele zresztą wszyscy piją ,my współuzaleznione minmalizujemy mówiąc nie jest tak źle inni mają gorzej.Ale nie ma lepiej,czy gorzej to jest choroba alkoholowa nie ważne w jakim stadium ,ale jest :!: :!: I trzeba ją leczyć ,bo się pogłębia,czasem jest to w bardzo szybkim tempie.

women88 - 2011-10-07, 15:33

maja napisał/a:
women88 napisał/a:
Aha, mowilam mu o tym ze nie mam ubezpieczenia a on na to ze nie trzeba- ze tam gdzie chodzil ktos chodzil z kapeluszem i kazdy wrzucal ile chcial, ile mogl...
To jak to w koncu jest.

Myslę że najlepiej będzie jeżeli zgłosisz się do ośrodka i powiesz jaką masz sytuację,tam poinformują Cię czy możesz chodzić bez ubezpieczenia czy musisz je mieć.Na Al-anon ubezpieczenie jest nie potrzebne tam są składki z tego co się orientuję ,ale to nie terapia tylko grupa samopomocowa.
Bardzo fajnie poradziłaś sobie w rozmowie z m :) jasno,konkretnie ze zrozumieniem,ale nie rób sobie wiele nadzieji im mniej nadzieji tym mniej rozczarowań.
women88 napisał/a:
Mowil ze wczoraj przesiedzial caly dzien w domu, nawet po papierosy nie chcial isc bo wie ze by zaraz sie gdzies napil i ze jeszcze przez weekend tak chce, a w poniedzialek pojdzie do pracy.

Szkoda że marnuje czas siedząc w domu :-/ spotkania AA są codziennie ,ośrodki terapii czynne są codziennie....oby nie było tak że dojdzie do siebie, odpocznie i....problem zniknie :-/ już leczenie nie będzie mu potrzebne. :roll:
women88 napisał/a:
minely 3 miesiace odkad zaczal pic

A wczesniej???Nie pił,nie upijał się??
women88 napisał/a:
tragicznie nie ma JESZCZE

Gdyby nie było ci źle nie pisałabyś na tym forum ,nie widziałabyś problemu.On według ciebie pije trzy miesiące ,choroba trwa napewno duuuuzo dłużej.Alkoholik minimalizuje swój problem mówiąc ja piję niewiele zresztą wszyscy piją ,my współuzaleznione minmalizujemy mówiąc nie jest tak źle inni mają gorzej.Ale nie ma lepiej,czy gorzej to jest choroba alkoholowa nie ważne w jakim stadium ,ale jest :!: :!: I trzeba ją leczyć ,bo się pogłębia,czasem jest to w bardzo szybkim tempie.


Wyglada na to maja ze niestety tak jest jak piszesz "oby nie było tak że dojdzie do siebie, odpocznie i....problem zniknie :-/ już leczenie nie będzie mu potrzebne"

Teraz wiem ze zdarzylam sobie zrobic nadzieje :oops:
Niepotrzebnie :-(
Zaczelam z nim dzis normalnie gadac :roll: , znow wspolne sniadanie, obiad :roll:
I czekalam kiedy zacznie szukac czegos... W koncu sama zaczelam czytac artykuly, znalazlam adresy mitingow dla AA, no i tak zagadywalam do niego o tym... Widzac ze on nic na to nie odpowiada skupilam sie na sobie ale wlasnie tez chcialam znalezc spotkania al-anon- i nic nie umialam znalesc w najblizszym miescie... Wpadlam w dola (bo moja glupia nadzieja zaczela znikac) no i on to widzial- spytal o co chodzi to mu powiedzialam ze nie moge nic znalesc a on na to- ja ci znajde. To juz nie wytrzymalam i pytam- a co z Toba??? Chciales szanse ale miales sie leczyc, sam mowiles. A on- i jak sobie wyobrazasz te 8tygodni??? Ja na to ze chocby na mitingi zeby zaczal chodzic- "Juz musze, dzisiaj?!"
Powiedzial ze wczoraj fajnie rozmawialismy a dzis znow go atakuje, narzucam co ma robic.
Po prostu myslalam ze skoro chcial szanse to ma zaczac dzialac, a nie znowu czekac niewiadomo na co... A on znowu chce sam probowac nie pic :lol:

No i wszystko jasne. O ja glupia. O naiwna :evil:

Wydawalo sie ze cos juz wiem, ze jestem madrzejsza :lol:
Teraz nie wiem jak sie zachowac- on sie teraz "sploszyl" bo ja go "atakuje"...
Normalnie z nim gadac? W artykulach pisalo ze ciche dni nie pomagaja.
Juz glupieje.

Maja, jego problem alkoholowy trwa lata... ma 27lat a pic zaczal jak mial kilkanascie i mysle ze 10lat juz jest alkoholikiem. Te 3 miesiace to okres nawrotu, po 1,5 rocznej abstynencji...
Ani przez moment nie pomyslalam ze on nie ma problemu, oj ma bez watpienia... a ja chcialam reagowac poki nie jest tragicznie. No ale to i tak za pozno...

Tzn. nie za pozno dla mnie, dla dzieci... a czy dla niego to czas pokaze.

Dobra, ide zadzwonic do tej poradni.

kahape - 2011-10-07, 15:44

women88 napisał/a:
Teraz wiem ze zdarzylam sobie zrobic nadzieje
jak to współuzależniona.
women88 napisał/a:
No i wszystko jasne. O ja glupia. O naiwna
współuzalezniona.
women88 napisał/a:
Dobra, ide zadzwonic do tej poradni.
:lol: :lol: :lol: mądra z ciebie babka.
women88 napisał/a:
chcialam znalezc spotkania al-anon- i nic nie umialam znalesc w najblizszym miescie...
na początku, na przydzie, na górze.... :mrgreen: http://www.al-anon.org.pl/spis.html

Są tam też Komisje ds rozwiązywania problemów Alkoholowych. Na twój wniosek ocenią stopień uzależnienia, skierują na terapię a przede wszystkim dadzą mu do zrozumienia, że bajki się skończyły.
Ja od tego zaczęłam. Od komisji.
pozdr

maja - 2011-10-07, 22:09

kahape napisał/a:
Są tam też Komisje ds rozwiązywania problemów Alkoholowych. Na twój wniosek ocenią stopień uzależnienia, skierują na terapię a przede wszystkim dadzą mu do zrozumienia, że bajki się skończyły.
Ja od tego zaczęłam. Od komisji.

Ja zaczęłam od terapii ,to.... dla siebie :-D pomogło baaaardzo,a ostatnią rzeczą jaką zrobiłam dla niego był wniosek do komisji.Od tej pory przestałam się kompletnie interesować jego leczeniem.
women88 napisał/a:
I czekalam kiedy zacznie szukac czegos... W koncu sama zaczelam czytac artykuly, znalazlam adresy mitingow dla AA, no i tak zagadywalam do niego o tym... Widzac ze on nic na to nie odpowiada skupilam sie na sobie ale wlasnie tez chcialam znalezc spotkania al-anon- i nic nie umialam znalesc w najblizszym miescie...

Czyli dałaś się wciągnąć,uwierzyłaś :-/ o niego potrafiłaś zadbać o siebie .....już nie.
Zacznij od zadbania o siebie jeżeli będziesz potrafiła pomóc sobie,być może pomożesz i jemu ;-)

Freda - 2011-10-08, 10:59

women88 napisał/a:
Zaczelam z nim dzis normalnie gadac :roll: , znow wspolne sniadanie, obiad :roll:
I czekalam kiedy zacznie szukac czegos... W koncu sama zaczelam czytac artykuly, znalazlam adresy mitingow dla AA, no i tak zagadywalam do niego o tym... Widzac ze on nic na to nie odpowiada skupilam sie na sobie ale wlasnie tez chcialam znalezc spotkania al-anon- i nic nie umialam znalesc w najblizszym miescie... Wpadlam w dola (bo moja glupia nadzieja zaczela znikac) no i on to widzial- spytal o co chodzi to mu powiedzialam ze nie moge nic znalesc a on na to- ja ci znajde. To juz nie wytrzymalam i pytam- a co z Toba??? Chciales szanse ale miales sie leczyc, sam mowiles. A on- i jak sobie wyobrazasz te 8tygodni??? Ja na to ze chocby na mitingi zeby zaczal chodzic- "Juz musze, dzisiaj?!"

Mój robił dokładnie to samo :cry:
"Ostatnich razów i szans" nie sposób zliczyć. A tak naprawdę tylko czekał na to, aż spuszczę z tonu... I od nowa :-( Heh...nadal mnie jeszcze zastanawia, jakie to przewidywalne, że inni mają dokładnie tak samo ... :shock:

women88 napisał/a:
Wydawalo sie ze cos juz wiem, ze jestem madrzejsza :lol:

Właśnie, że jesteś ! Kiedyś pewnie po takiej obietnicy by się zrobiła sielanka, a po zapiciu byś się dziwiła "dlaczego?" - a teraz - wprost przeciwnie - nie dajesz się złapać na słówka, czekasz na czyny i sama działasz :) Więc jak - chyba jesteś mądrzejsza :-D

Twój wątek jest mi b. bliski. Jestem w podobnym do Twojego "miejscu" i mocno Ci "kibicuję". Życzę wytrwałości i mobilizacji. Zdaje się, że wiesz w jakim chcesz iść kierunku :->

anka799 - 2011-10-10, 14:49

women88 napisał/a:
I czekalam kiedy zacznie szukac czegos... W koncu sama zaczelam czytac artykuly, znalazlam adresy mitingow dla AA, no i tak zagadywalam do niego o tym... Widzac ze on nic na to nie odpowiada skupilam sie na sobie ale wlasnie tez chcialam znalezc spotkania al-anon- i nic nie umialam znalesc w najblizszym miescie... Wpadlam w dola (bo moja glupia nadzieja zaczela znikac) no i on to widzial- spytal o co chodzi to mu powiedzialam ze nie moge nic znalesc a on na to- ja ci znajde. To juz nie wytrzymalam i pytam- a co z Toba???


No właśnie Kobieto, a co z Tobą :?: Nie naciskaj na jego leczenie - zajmij się sobą. Popatrz jak łatwo było Tobie znaleźć dla niego mitingi, a z terapią dla Ciebie nie było już tak prosto :?:
Co poczułaś kiedy on chciał szukać dla Ciebie leczenia :?: Nie spodobało sie prawda :?: Nie chciałaś jego pomocy tak :?: On też nie chce Twojej pomocy w szukaniu pomocy dla niego. Będzie chciał to sam ją sobie znajdzie.
Zajmij się sobą Woman88.

women88 napisał/a:
ide zadzwonic do tej poradni.

I tego się trzymaj. Tylko Ty się teraz liczysz. Zacznij swoją terapię i skupiaj się na sobie.

Pozdrawiam i życzę powodzenia

women88 - 2011-10-11, 14:05

Witam :-/

Dziękuję Wam za te wszystkie słowa, szczególnie Tobie Freda.

Nie pisałam bo mi wstyd.
Nie zadzwoniłam do tej pory :-( :oops:

W piątek jak napisałam "idę zadzwonić" gdy wybierałam numer zaczelam sie w myslach wymigiwac- po co, i tak mi nie pomoga, nie umiem o sobie gadac, w dodatku obcym, a moze wymyslam... pozniej zadzwonie. Odkladalam to i odkladalam i mialam w koncu zadzwonic przed zamknieciem poradni ale mii telefon padl (ladowanie mi sie psuje). W weekend bylo mi lepiej i wiedzialam ze musze sie gdzies zglosic ale tak w sumie to nawet nie czulam ze tego potrzebuje (bo sie czulam dobrze). A teraz... teraz mam poczucie calkowitej beznadziejnosci i nie dzwonie bo po prostu co z tego ze zadzwonie jak i tak nie mam pieniedzy zeby gdziekolwiek jechac?

Wczesniej szukalam poradni, al-anon w pobliskim miescie- ze wzgledu na to ze szybszy dojazd no i tansze bilety (przegladalam tez ta liste ktora kahape podala)... Jednak nie bylo tam.
Tak wiec mysle ze zglosze sie do bielskiego towarzystwa trzezwosci- trosze dalej ale tam jest wszystko...
Na to miesce zwrocil uwage kiedys moj m jak jechalismy pociagiem, krotko po tym jak przestac pic 1,5roku temu- mowil ze musi spisac sobie numer... Wiem wiec gdzie to jest.

M nie pije jak do tej pory, od wczoraj chodzi do pracy.

A ja mam mega dola. Przez ten brak pieniedzy. W ogole juz mam dosyc.

Szukam pracy od wczoraj, przegladam oferty- nawet juz CV poslalam w dwa miejsca... no ale gdyby znalezienie pracy bylo takie latwe...
Mowilam w weekend tesciowej o tym ze chce pojsc do pracy, nie spodobal jej sie pomysl- tzn w sumie nic nie powiedziala ale widzialam po jej minie- pewnie se mysli ze i tak nie znajde... Sama nie wiem. Chyba bardziej chodzi o to ze jej zdaniem to ja powinnam siedziec w domu z dziecmi a to m powinien pracowac a widzi jak jest i jest zalamana...

Mam straszne hustawki nastroju- z przewaga tych gorszych momentow... No i nerwowa jestem- nawet piski dzieci momentami mnie wyprowadzaja z rownowagi :-( .
Dzis staram sie ogarnac dom bo ostatnio zaniedbalam porzadki, moj tata jak wszedl do pokoju to powiedzial "co tu bomba wpadla" wiec mozna sobie wyobrazic... samej mi niemilo bylo ale trudno bylo sie zmotywowac, sily pozbierac... Juz jest czysto ale czy na dlugo? Tak mam ostatnio....... :oops:
Teraz najwazniejszy problem to ten brak kasy- po prostu mnie to dobija- skad wziac kase na podstawowe rzeczy a jeszcze zima sie zbliza... i nie widac by mialo byc cos lepiej.

Martwie sie, stresuje sie i przyznaje ze w tym wszystkim nie mysle w ogole o m- czy wypije czy nie- kompletnie mi to nie w glowie...

No ale co tam... tak bym chciala wreszcie odetchnac i moc sie cieszyc zyciem, dziecmi.

Stoje w miejscu?
:roll:

women88 - 2011-10-11, 14:32

Własnie mialam telefon.
Jutro ide na rozmowe kwalifikacyjna do pracy :shock:

anka799 - 2011-10-11, 18:41

women88 napisał/a:
Nie pisałam bo mi wstyd.
Nie zadzwoniłam do tej pory :-( :oops:

W piątek jak napisałam "idę zadzwonić" gdy wybierałam numer zaczelam sie w myslach wymigiwac- po co, i tak mi nie pomoga, nie umiem o sobie gadac, w dodatku obcym, a moze wymyslam... pozniej zadzwonie.

Błąd Woman :evil: Szkoda, zrób to jednak jak najszybciej... Teraz jest Tobie bardzo potrzebna terapia. Okres jesienny jest często taki depresyjny... Przemyśl to raz jeszcze. Teraz wiesz, dlaczego alkoholik też najpierw deklaruje, że pójdzie się leczyć (jak mu źle) a jak się trochę podleczy to rezygnuje z pomysłu... Nie miej więc żalu do męża o słomiany zapał...

women88 napisał/a:
Odkladalam to i odkladalam i mialam w koncu zadzwonic przed zamknieciem poradni ale mii telefon padl (ladowanie mi sie psuje). W weekend bylo mi lepiej i wiedzialam ze musze sie gdzies zglosic ale tak w sumie to nawet nie czulam ze tego potrzebuje (bo sie czulam dobrze)

Nie szukaj usprawiedliwień...

women88 napisał/a:
Mowilam w weekend tesciowej o tym ze chce pojsc do pracy, nie spodobal jej sie pomysl- tzn w sumie nic nie powiedziala ale widzialam po jej minie

A co Cię obchodzi co myśli teściowa :?: Musisz dbać o siebie, dzieci i Wasze bezpieczeństwo również finansowe. Teściowej nic do tego, a poza tym czego Ty się doszukujesz? Przecież ona nic nie mówiła. To:

women88 napisał/a:
pewnie se mysli ze i tak nie znajde... Sama nie wiem. Chyba bardziej chodzi o to ze jej zdaniem to ja powinnam siedziec w domu z dziecmi a to m powinien pracowac a widzi jak jest i jest zalamana...

to są tylko Twoje wymysły i podejrzenia. Co Ci daje interpretowanie jej min? Mało masz na głowie? Na przykład takie:

women88 napisał/a:
Mam straszne hustawki nastroju- z przewaga tych gorszych momentow... No i nerwowa jestem- nawet piski dzieci momentami mnie wyprowadzaja z rownowagi :-( .


women88 napisał/a:
Teraz najwazniejszy problem to ten brak kasy- po prostu mnie to dobija- skad wziac kase na podstawowe rzeczy a jeszcze zima sie zbliza...

No właśnie, a mąż alko łaskawie od wczoraj wrócił do pracy :evil:

women88 napisał/a:
tak bym chciala wreszcie odetchnac i moc sie cieszyc zyciem, dziecmi.

Kobieto, chcieć to móc :!: Tylko czy Ty tak naprawdę chcesz :?: Jesteś gotowa na zmiany :?:

women88 napisał/a:
Stoje w miejscu?

Nie, już nie. Zaczynasz myśleć, że mogłabyś przeżyć swoje życie inaczej, że zasługujesz na coś lepszego, że Wasza rodzina jest chora. Teraz jeśli nie podejmiesz terapii, nie nabierzesz odwagi - to staniesz w miejscu i po pewnym czasie będzie Cię stać tylko na użalanie się nad sobą, na leki antydepresyjne i ogólny brak chęci do życia. TO TWOJE ŻYCIE

women88 napisał/a:
Jutro ide na rozmowe kwalifikacyjna do pracy

GRATULUJĘ :!: Daj znać jak poszło... Skup się na tym - to jest teraz ważne. Wycisz się i przygotuj się do rozmowy... Trzymam kciuki :-D

women88 - 2011-10-11, 20:41

Tak, tak- w 100% masz rację anka779
Zapomniałam własnie napisać, ze tak pomyslalam sobie- jesli mi tak trudno zglosic sie gdzies po pomoc, to co dopiero alkoholikowi...?

Ja chce terapii, bardzo chce i pojde na nia jak najszybciej to bedzie mozliwe.
Napisalam jakie mialam mysli, jak sie wymigiwalam... ale to bylo. Teraz tylko kasy brakuje na dojazdy- jak pieniazki beda to pojade.

Skupiam sie na jutrze, troche sie stresuje bo to pierwsza rozmowa kwalifikacyjna od 2lat no ale sie postaram :->

women88 - 2011-10-11, 20:48

Aha- zapomnialam o czyms.

Mam taka bardzo bliska mi znajoma- kiedys duzo ze soba o wszystkim pisalysmy, spotykalysmy sie. Fajny kontakt mialysmy ale sie urwal. Przestalam sie do niej odzywac... Bo co jej mialam napisac? Ze u nas zle, ze m pije? Bylo mi wstyd. No ale dzis jej to w koncu napisalam. Napisalam ze jest alkoholikiem itd. Pokonalam ten wstyd.... Nie wiem czy to dla was cos znaczy ale dla mnie tak- czuje ze to jakis kroczek naprzod.

maja - 2011-10-12, 10:07

women88 napisał/a:
czuje ze to jakis kroczek naprzod.

To jest krok nie kroczek :) być może własnie zyskałaś bratnią duszę w Twoich trudnych chwilach ,a napewno pokonałaś swój wstyd ,opór przed otwieraniem się przed ludźmi :!: teraz tarapia dla Ciebie to jak bułka z masłem :!: :)

kahape - 2011-10-12, 11:34

women88 napisał/a:
Napisalam ze jest alkoholikiem itd. Pokonalam ten wstyd.... Nie wiem czy to dla was cos znaczy ale dla mnie tak
ho ho ho, powiedziec glośno, że jest alkoholikiem :arrow: bardzo ważna sprawa. Dla Ciebie.
I tu chodzi o ten opór przed otwieraniem się, o którym pisze maja.
pozdr

Eulalia - 2011-10-12, 11:51

women88 napisał/a:

Napisalam ze jest alkoholikiem itd. Pokonalam ten wstyd.... Nie wiem czy to dla was cos znaczy ale dla mnie tak


Oczywiście, że masz rację. To bardzo ważny krok.. PRZERWANIE MILCZENIA.
Pamiętam, że gdy ja zdecydowałam się przerwać milczenie i zaczęłam mówić głośno że jest problem i ten problem nazwałam to zaczęło się coś dziać.

women88 - 2011-10-12, 17:54

Ciesze sie ze pokonalam ten wstyd- ulzylo mi.

Okazalo sie ze jej ten problem nie jest obcy- jej tata byl alkoholikiem i sie zapil :-(. Jej szwagier tez jest alkoholikiem... Opisala troche co ona przeszla przy ojcu. Napisala ze nikt mnie lepiej nie zrozumie niz ona... czuje ze tak faktycznie jest.
Tyle czasu sie znalysmy a nie wiedzialam...

Teraz naprawde czuje ze mam w niej bratnia dusze i moge z nia pogadac o wszystkim :->

I jakos latwiej mi sobie wyobrazic siebie na grupie...

Byłam na rozmowie w sprawie pracy (m mnie zawiozl)- poszlo dobrze ale pracy miec nie bede bo okazalo sie ze nie mam dojazdu- zlikwidowali polaczenie z mojej miejscowosci :-|
Szkoda ale jestem zadowolona z siebie- to pierwsza rozmowa kwalifikacyjna na ktorej sie nie denerwowalam i bylam pewna siebie.
Bedzie trzeba w koncu to prawko zdac...

anka799 - 2011-10-14, 18:58

women88 napisał/a:
Byłam na rozmowie w sprawie pracy (m mnie zawiozl)- poszlo dobrze

Pierwsze koty za płoty. Gratuluję. Próbuj dalej Kobieto :-D

women88 napisał/a:
Bedzie trzeba w koncu to prawko zdac...

No to masz cel. Skup się na nim. Zrób coś dla siebie. Niech to Ci przyświeca. O mężu jak najmniej... :-D

Martaa - 2011-10-14, 21:03

Hej women88 jesteś z okoli bielska bo tak wywnioskowałam z twoich wpisów.Bo ja jestem z okolic żywca.Pzdrowinka dla ciebie zainwestuj w swoją terapię bo warto. :lol:
women88 - 2011-10-15, 11:37

Marta Ja właśnie też jestem z okolic Żywca :-> tzn. mieszkam miedzy Bielskiem a Żywcem ale do Żywca mam polowe blizej.
Moze wiec Ty mi podpowiesz jak to jest z terapia w Zywcu?

Poki co z tym stoje w miejscu :-| ale mam nadzieje ze szybko sie to zmieni.

Mysle o sobie :-D. Pracy szukam w dalszym ciagu- latwo nie bedzie z jej znalezieniem ale jestem dobrej mysli. W domu sie staram rozwijac- jezyk ang sobie przypominam. W wolnych chwilach tancze zumbe- polecam- super dawka pozytywnej energii :mrgreen:

M teraz dostal prace w ochronie, bedzie strozem na budowie hotelu i bedzie w domu co drugi dzien chyba. Z poczatku pojawila mi sie mysl czy tam sie nie napije ale to byla doslownie sekunda. Poki co na zadne AA nie idzie, nic nie wspominal, nie to nie. Jego sprawa.

Martaa - 2011-10-15, 20:21

Wiesz co Women88 ja chodziłam na grupę DDA a wcześniej dla współuzależnionych do Żywca OLU mieści sie pod pomnikiem jest to filia z B-Białej teraz jest tam remont i nie wiem czy jest tam teraz grupa dla współuzależnionych ale się dowiem bo OLU udostępnia nam jedną salkę i spotykamy się co czwartek z ludzmi z mojej już byłej grupy DDA tzw. grupa wsparcia.Poszukam ci numeru do tej poradni.W Żywcu pracował swietny terapełta ale już nie pracuje od tygodnia polecałabym ci go ale prawdopodobnie teraz pracuje w Kobiorze i Oświecimiu.Po odejściu tego terapełty grupę DDA kolejną po nas przenieśli do B-Białej bo nie miał jej kto prowadzić.Jest dobry ale jest tam więcej terapełtów którzy ci mogą pomóc.Próbuj dziewczyno nie siedż nie stój w miejscu tam ci otworzą oczy ;-) Pozdrowionka :lol:
Martaa - 2011-10-15, 20:45

Znalazłam dla ciebie numer z Osrodka z Żywca 338610083 tak że w poniedziałek telefon do ręki i dzwonimy bez żadnych wykrętów :lol: Powodzenia i daj znać jak Ci poszło.
women88 - 2011-10-15, 20:56

Martaa napisał/a:
Wiesz co Women88 ja chodziłam na grupę DDA a wcześniej dla współuzależnionych do Żywca OLU mieści sie pod pomnikiem jest to filia z B-Białej teraz jest tam remont i nie wiem czy jest tam teraz grupa dla współuzależnionych ale się dowiem bo OLU udostępnia nam jedną salkę i spotykamy się co czwartek z ludzmi z mojej już byłej grupy DDA tzw. grupa wsparcia.Poszukam ci numeru do tej poradni.W Żywcu pracował swietny terapełta ale już nie pracuje od tygodnia polecałabym ci go ale prawdopodobnie teraz pracuje w Kobiorze i Oświecimiu.Po odejściu tego terapełty grupę DDA kolejną po nas przenieśli do B-Białej bo nie miał jej kto prowadzić.Jest dobry ale jest tam więcej terapełtów którzy ci mogą pomóc.Próbuj dziewczyno nie siedż nie stój w miejscu tam ci otworzą oczy ;-) Pozdrowionka :lol:


Ooo, czyli jednak jest grupa dla wspoluzaleznionych i DDA w Zywcu :-D.
W internecie nie wszystko mozna znalezc...
Bede bardzo wdzieczna za namiary.
Szkoda ze ten terapeuta odszedl jesli taki dobry.
Myslisz ze niewarto jezdzic do Bielska? Tu otrzymam dobra pomoc?

Na DDA tez bym chciala pojsc pozniej, mam to w planach.

Martaa - 2011-10-15, 21:12

Nie wiem jak jest w Bielsku sama musisz zdecydować ale jak masz bliżej do Żywca to może warto tu spróbować namiar podałam Ci w poprzednim poście.Dobranoc spadam do spania :mrgreen:
women88 - 2012-04-30, 17:37

Witajcie,

Wracam po długim czasie...
Miałam działać jednak w końcu się nie zdecydowałam, brakowało mi odwagi... tak jak pisałam, dałam mężowi szansę.
Było okej, przez długi czas. Na wiosnę wszystko się zmieniło.
Mąż dalej pracuje w ochronie, po 24h. Tam wlasnie zaczal pic, trwalo to kilka dni a ja sie nie zorientowalam (nie wiem jakim cudem). W koncu prawda wyszla na jaw, spokoj, troche przerwy i znow przez weekend pil... Dwa tygodnie przerwy i znowu wczoraj zaczal.

Mam juz dosc.
Jezdzi pijany (chyba dzis go nawet spisali bo byla akcja i wszystkich sprawdzali jak leci), wzial mi karte od bankomatu i z 700zl zostalo mi 150 :(( (wiem, glupia bylam ze zna pin), do dzieci pijany przychodzi (wczesniej sie pijany im nie pokazywal) i co najwazniejsze- wczoraj pierwszy raz mnie udezyl...

Zrobilam wreszcie to co juz dawno powinnam zrobic, zadzwonilam pod ten numer podanny przez Marte i jestem umowiona na 8marca na wizyte u terapeutki (grupa dla wspoluzaleznionych sie tworzy).

Nie wiem czego sie spodziewac, troche sie boje tej wizyty i ogolnie tego jak sie wszystko potoczy ale ciesze sie ze wreszcie poszlam naprzod.

kahape - 2012-04-30, 17:51

women88 napisał/a:
Miałam działać jednak w końcu się nie zdecydowałam, brakowało mi odwagi...
jeszcze ci było mało, to nie było twoje dno, prawda? Musiałas sprawdzić na własnej skórze. To sprawdziłaś.
women88 napisał/a:
znow przez weekend pil... Dwa tygodnie przerwy i znowu wczoraj zaczal.
women88 napisał/a:
Jezdzi pijany
women88 napisał/a:
wzial mi karte od bankomatu i z 700zl zostalo mi 150
women88 napisał/a:
do dzieci pijany przychodzi
women88 napisał/a:
wczoraj pierwszy raz mnie udezyl...
cóż, nieleczona choroba.... rozwija się. Spodziewałaś się czegoś innego?
women88 napisał/a:
Mam juz dosc.
czy aby na pewno.... DOŚĆ?
women88 napisał/a:
8marca
chyba maja?
pozdr

kahape - 2012-04-30, 17:57

W pierwszym poście napisałaś
women88 napisał/a:
Mimo tej jego przeszlosci widzialam ze to dobry czlowiek i super facet- z wieloma zaletami.
co z jego zalet skoro wóda wszystko zalewa?
A jak teraz na niego patrzysz? A na siebie? Jesteś DDA.
pozdr

ps. tylko nie pisz :arrow: byłam głupia, chciałam... wiesz przecież, że to nie prawda i nie w tym rzecz.

women88 - 2012-04-30, 19:55

kahape napisał/a:
women88 napisał/a:
Miałam działać jednak w końcu się nie zdecydowałam, brakowało mi odwagi...
jeszcze ci było mało, to nie było twoje dno, prawda? Musiałas sprawdzić na własnej skórze. To sprawdziłaś.
women88 napisał/a:
znow przez weekend pil... Dwa tygodnie przerwy i znowu wczoraj zaczal.
women88 napisał/a:
Jezdzi pijany
women88 napisał/a:
wzial mi karte od bankomatu i z 700zl zostalo mi 150
women88 napisał/a:
do dzieci pijany przychodzi
women88 napisał/a:
wczoraj pierwszy raz mnie udezyl...
cóż, nieleczona choroba.... rozwija się. Spodziewałaś się czegoś innego?
women88 napisał/a:
Mam juz dosc.
czy aby na pewno.... DOŚĆ?
women88 napisał/a:
8marca
chyba maja?
pozdr


Moje dno... Moment w ktorym mnie udezyl... Poprzednio chcialam szukac pomocy a jednak cos mnie powstrzymywalo, szukalam wymowek- nie jest tak zle itp.
Dzis zadzwonilam bez zawahania, wiedzialam ze to konieczne i nic mnie nie powstrzyma.
Zaluje tylko ze jutro swieto i musze czekac tydzien.

Myslalam ze choroba postepuje jesli ktos pije stale, czesto a przeciez on nie pil kilka miesiecy...

Czy mam dosc? Na tyle by w koncu ruszyc z miejsca.

Fakt, pomylilo mi sie cos z ta data :-D. Oczywiscie o maj chodzilo.

Co z jego zalet? Jest mi z nim dobrze gdy nie pije, sprawia że jestem szczesliwa i tworzymy naprawde fajna rodzinke, gdyby nie pil to ze swieca takiego faceta szukac. A przez ten czzas jak jestesmy razem staral sie trzymac, pisalam ze byl okres ze nawet rok nie pil. Tych zlych dni bylo malutko... Zdaje sobie jednak sprawe ze wszystko sie zmienia, poglebia itp. i moze niedlugo nie byc tak fajnie.

Jak na niego teraz patrze? Gdy pije?
Nienawidze go takiego, ciesze sie gdy go nie musze ogladac a jak juz musze to czuje odraze. z drugiej strony wspolczucie. Bo zal mi ze taki dobry czlowiek tak sie stacza, zal mi tego co by bylo gdyby nie byl alkoholikiem.

Wiem ze jestem DDA, byc moze gdybym nie byla to bym sie nie zwiazala z alkoholikiem? Chcialam mu pomoc, dzis juz wiem ze nie moge.

Jak na siebie patrze? Hmm siebie mi tez zal. Wiem ze gdyby nie dziecinstwo nie dokonalabym w zyciu takich wyborow... Mam 2 wspanialych dzieci ale rownoczesnie mase zmartwien. I czuje sie samotna- w listopadzie zmarl moj kochany tata, nie mam juz nikogo (wiem, dzieci, ale to dzieci)... Wiem ze musze byc silna i myslec o dzieciach ale nie czuje ze moge byc jeszcze w zyciu szczesliwa. Duzo sie we mnie zmienilo bo polubilam siebie (tzn swoje cialo a wiecznie mialam kompleksy), robie prawko, duzo czytam, kupilam sobie sporo ubran, po prostu zaczelam o sobie myslec... ale teraz to wszystko wydaje mi sie bezsensu. Nie umiem byc singlem a chyba taki los mnie czeka...
To sie pouzalalam nad soba :lol:

Chcialabym juz tego spotkania z terapeutka.

W czym rzecz kahape?

staaw - 2012-05-01, 11:07

women88 napisał/a:

Co z jego zalet? Jest mi z nim dobrze gdy nie pije, sprawia że jestem szczesliwa i tworzymy naprawde fajna rodzinke, gdyby nie pil to ze swieca takiego faceta szukac.

Kiedy ja przestałem pić, moje małżeństwo zawisło na włosku. To ja nie byłem w stanie wytrzymać z żoną która udawała mamusię...
Zrozumiesz, jak wreszcie pójdziesz na terapię... :)

women88 - 2012-05-01, 12:35

staaw napisał/a:
women88 napisał/a:

Co z jego zalet? Jest mi z nim dobrze gdy nie pije, sprawia że jestem szczesliwa i tworzymy naprawde fajna rodzinke, gdyby nie pil to ze swieca takiego faceta szukac.

Kiedy ja przestałem pić, moje małżeństwo zawisło na włosku. To ja nie byłem w stanie wytrzymać z żoną która udawała mamusię...
Zrozumiesz, jak wreszcie pójdziesz na terapię... :)


Ale czy ja udaje jego mamusie? Nie rozumiem w jakim sensie :roll:

Gdy on nie pije to jest normalnie, ja jestem zadowolona, on tez...
Zapominam o problemie... zyje jakby go nie bylo (nie wiem czy dobrze czy zle).
Tylko ze mija kilka miesiecy i bach, przez kilka dni dla niego nie istnieje i moge tylko czekac kiedy cos sie stanie.

Teraz sie ciesze bo od wczorajszego poludnia go nie widzialam, nie przysyla glupich smsow i mam spokoj.
Nie mysle o nim :-D

Czy terapeutka mnie jakos nakieruje, tzn powie co mam robic? Bo szczerze to juz nie wiem jak postapic, czy sie odseparowac, sprobowac sie sama utrzymac itp. a on niech robi co chce czy jednak oczekiwac od niego jakiejs pomocy?

Kolejny piekny dzien, uciekam przed domek :D

Zaczelam czytac ksiazke "Malzenstwo na lodzie"

women88 - 2012-05-01, 14:50

Chyba popelnilam blad :roll:

Przyjechal z kumplem i zapytal czy moze dzieci zabrac nad jezioro bo chcialby z nimi spedzic troche czasu. Zgodzilam sie bo nie widzialam po nim... Pytal czy tez chce jechac ale powiedzialam nie.

Teraz zaluje ze sie zgodzilam bo skad mam wiedziec z kim one tam beda :-/

Mialam powiedziec po prostu nie... i by nie bylo problemu. Ech.

women88 - 2012-05-01, 15:21

Przepraszam za kolejnego posta pod poprzednimi ;-)

Zrobilam blad czy nie, dotarlo do mnie ze mam wolne od dzieci i to chyba pierwszy raz od kilku lat :shock: (wczesniej to tylko jak cos bylo do zrobienia czy zalatwienia waznego).
Mam czas dla siebie :mrgreen:

Ide zagrzac wode i zrobie sobie dluuuga kąpiel i spa :-P

A jutro planuje jakis wypad z dziecmi :-D

kahape - 2012-05-01, 16:11

women88 napisał/a:
Zgodzilam sie bo nie widzialam po nim...
a później? Wypije czy nie?
Ja nie dawałam małe dzieci same pod opiekę czynnego alko.
Wystarczyło, że raz przyprowadziłam znajomego 3-latka do domu, bo tatuś spał w najlepsze na ławce. :shock: :shock:
women88 napisał/a:
Ale czy ja udaje jego mamusie?
matka zmarła jak miałaś 9lat, kto zajmował się domem? Ojciec pracował przecież.
pozdr

women88 - 2012-05-02, 12:30

kahape napisał/a:
women88 napisał/a:
Zgodzilam sie bo nie widzialam po nim...
a później? Wypije czy nie?
Ja nie dawałam małe dzieci same pod opiekę czynnego alko.
Wystarczyło, że raz przyprowadziłam znajomego 3-latka do domu, bo tatuś spał w najlepsze na ławce. :shock: :shock:
women88 napisał/a:
Ale czy ja udaje jego mamusie?
matka zmarła jak miałaś 9lat, kto zajmował się domem? Ojciec pracował przecież.
pozdr


Przywiozl wczoraj dzieci po 3h.
Wyczulam piwo ale jak zegnal sie z dziecmi to byl okej.
Pozniej sobie to nadrobil napewno.
Na mnie nawet nie spojrzal.

Dzis napisal mi smsa ze za godzine przyjedzie po 200zl bo weterynarz do psa przyjedzie (mamy psa od pol roku, zzylismy sie z nim bardzo, maz nawet bardziej bo teraz z nim jest w pracy ciagle no ale pies zachorowal i niewiadomo ciagle co mu jest, leczenie nie pomaga i potrzebne dokladne badania). Napisalam mu ze nie mam 200zl bo wyczyscil mi konto. A on na to ze w takim razie bedzie trzeba psa ubic bo sie meczy. To mu ospisalam zeby ubil, ja za to odpowiadac nie bede, nie moja wina ze kasy nie mam. Zal mi psa strasznie ale niech sobie radzi i ponosi konsekwencje.

Przyjechal niedawno, wzial mala na gore do bratowej. Nie wiem co od niej bral ale slyszalam jak mowila "narazie jeszcze mam wiec spoko".Posiedzial z nia troche i przyniosl mala. Na mnie oczywiscie nie spojrzal do malej cos tam rzucil ze ta sliczna w mini to mamusia, phi. Widze jak go wyrzuty sumienia gryza (zaraz pojdzie sie znieczulic :lol:) .
Ja staram sie byc usmiechnieta, radosna (do dzieci) mimo ze w srodku sie cala trzese jak przyjezdza. Nie umiem narazie inaczej...
...............................

Chcialam wyjsc gdzies pozniej z dziecmi jak odbiore starsza z przedszkola ale pogoda sie zepsula i chyba nici z planow :-/

Co do tego ze "udaje mamusie"
Chyba normalne ze zona zajmuje sie domem?

Tak, dorastalam bez matki ale po jej smierci moja babcia bardzo tacie pomagala i ona sie zajela wszystkim. Po jakims czasie tata nauczyl sie gotowac... Wstyd przyznac ale ja tak naprawde malo zajmowalam sie domem. Nie lubilam tego. Nikt nie docenial moich staran, bracia nie szanowali mojej pracy i balaganili jak posprzatalam. Pragnelam by tata mnie pochwalil, powiedzial cos milego ale on tylko twierdzil ze to moj obowiazek i jego nikt tez nie chwali (tata choc byl dobry, nie byl zbyt wylewny, mowil ze kocha jak wypil, rzadko chwalil itp.)
Dopiero jak doroslam to sie wczulam w role...
...............................

Przeczytalam pol ksiazki "Malzenstwo na lodzie".
Pol bo przyznam ze pobralam z chomika i tam nie ma pelnej wersji :roll: , trzeba bedzie kupic ale narazie to musi zaczekac.

Ta lektura duzo mi dala, sporo rzeczy juz wiedzialam ale jakos mi sie ta wiedza odswiezyla...

Nie mam zamiaru tlumaczyc meza ale wiem ze go sprowokowalam do tego by mnie udezyl... Niestety, moja choroba rowniez postepuje i musze przyznac ze zanim mnie udezyl to ja zaczelam klnac na niego i dalam mu w twarz gdy uslyszalam ze kase przewalil.
No i stalo sie najgorsze. Bo kiedys wiele razy jak rozmawialismy mowil mi ze jesli kiedykolwiek mnie udezy to bedziemy musieli sie rozstac.
Teraz chyba glownie dlatego pije.

I znow zaszkodzilam :oops:

No ale tak, tak, mam zajac sie soba.
Co sie stalo to sie nie odstanie.
Wazne zebym ja wyszla z tego cholernego wspoluzaleznienia :->

rollins - 2012-05-02, 14:00

women88 napisał/a:
Nie mam zamiaru tlumaczyc meza ale wiem ze go sprowokowalam do tego by mnie udezyl... Niestety, moja choroba rowniez postepuje i musze przyznac ze zanim mnie udezyl to ja zaczelam klnac na niego i dalam mu w twarz gdy uslyszalam ze kase przewalil.
No i stalo sie najgorsze. Bo kiedys wiele razy jak rozmawialismy mowil mi ze jesli kiedykolwiek mnie udezy to bedziemy musieli sie rozstac.
Teraz chyba glownie dlatego pije.

I znow zaszkodzilam :oops:


:shock:
Aha, znaczy się Ty się czujesz winna, że Twój mąż Cię uderzył, tak?
Czujesz się winna, bo go sprowokowałaś tym, że się wściekłaś, jak przewalił Twoją kasę?
Ty się czujesz winna, że doprowadziłaś do tego, że "stało się najgorsze"?
No i w końcu Ty się czujesz winna, bo spowodowałaś, że Cię uderzył i teraz zgodnie z wcześniejszymi deklaracjami będziecie musieli się rozstać i on teraz pije przez Ciebie, tak?

Jak tak mogłaś?!!
Powinnaś jak najszybciej przeprosić go za to, że Cię uderzył!!

Pozdrawiam, Robert alkoholik
:-|

staaw - 2012-05-02, 14:24

Jednak prawdę mówiąc nawet pijaka bić nie wolno!
women88 - 2012-05-02, 15:32

rollins napisał/a:
women88 napisał/a:
Nie mam zamiaru tlumaczyc meza ale wiem ze go sprowokowalam do tego by mnie udezyl... Niestety, moja choroba rowniez postepuje i musze przyznac ze zanim mnie udezyl to ja zaczelam klnac na niego i dalam mu w twarz gdy uslyszalam ze kase przewalil.
No i stalo sie najgorsze. Bo kiedys wiele razy jak rozmawialismy mowil mi ze jesli kiedykolwiek mnie udezy to bedziemy musieli sie rozstac.
Teraz chyba glownie dlatego pije.

I znow zaszkodzilam :oops:


:shock:
Aha, znaczy się Ty się czujesz winna, że Twój mąż Cię uderzył, tak?
Czujesz się winna, bo go sprowokowałaś tym, że się wściekłaś, jak przewalił Twoją kasę?
Ty się czujesz winna, że doprowadziłaś do tego, że "stało się najgorsze"?
No i w końcu Ty się czujesz winna, bo spowodowałaś, że Cię uderzył i teraz zgodnie z wcześniejszymi deklaracjami będziecie musieli się rozstać i on teraz pije przez Ciebie, tak?

Jak tak mogłaś?!!
Powinnaś jak najszybciej przeprosić go za to, że Cię uderzył!!

Pozdrawiam, Robert alkoholik
:-|


Wiadomo ze go przepraszac nie bede.
Uderzyl i to on jest winny.
Ja jestem winna tego ze go uderzylam, nie tego co on zrobil.
Tak jak staww pisze, nawet pijaka bic nie wolno.
A ten pijak jest moim mezem, chorym czlowiekiem- zapomnialam o tym.

Poza tym wiadomo ze z pijanym nie ma sensu wdawac sie w dyskusje bo i tak nic nie dotrze do niego a to tylko kolejny powod by wypic.
Emocje mna zawladnely...

Musze sie nauczyc nad nimi panowac :)

women88 - 2012-05-03, 08:01

Ok 23 wszedl do pokoju, ubudzilam sie, smierdzialo potwornie od niego :-x
Przyszedl w szlafroku nadzieja ze go do lozka wpuszcze :lol:
Spalam akurat z najmlodsza w lozku, czekal az ja przeniose do lozeczka i mowi zebym mu budzik ustawila na 6:30 bo mu telefon pada :lol: :lol: :lol:
Powiedzialam ze ma sobie wziac koldre i isc do kuchni (chwilowo mamy tam mala rozkladana sofke- jak widac przydaje sie). On na to "Tak przypuszczalem ze bede musial spac w kuchni". O dziwo bylam calkowicie spokojna i poszlam spac dalej.
Po paru minutach jednak dostalam smsa "idz spac do kuchni"- wstalam wiec i poszlam to wyjasnic zeby mi dal juz spokoj. Pytam go o co chodzi to on ze mam isc spac do kuchni.Powiedzialam mu ze smierdzi wszedzie i ide spac do dzieci. On dalej swoje. To mu mowie ze nie mam po co spac w kuchni i ide do dzieci. On tylko odburknal "to idz do dzieci" i poszlam zadowolona spac :->
Po paru minutach znowu sms :roll: "Rozwodu jeszcze nie bylo a juz mnie zmuszasz...", wstalam ostatni raz.
Pytam sie go do czego niby go zmuszam? Nie odpowiedzial tylko mowi ze prosil zebym tu spala. To ja mu mowie "wracasz po kilku dniach pijany i spodziewasz sie ze bede kolo ciebie skakac?", cos odpowiedzial, nie pamietam co ale wyszlo na to ze ja jestem ta zla- rozbawil mnie :lol: to sie mu smieje w twarz "to teraz ze mnie probujesz zrobic winna?" a on ze tego tak (nadal nie wiem czego). Powiedzialam mu zeby mi wiecej smsow nie przysylal bo chce spac, od wtorku ide na terapie a on niech robi z soba co chce.

Mialam juz spokoj. Polozylam sie spac zadowolona bo czulam ze bylam gora :-D, mowilam do niego spokojnym tonem i czulam sie spokojna. Jednak dlugo zasnac nie moglam- bylo mi niedobrze po lodach ktore zjadlam niedlugo wczesniej i po tym smrodzie. Chwile myslalam o co mu chodzilo z tym ze go zmuszam... Czyzby na cos liczyl (wczesniej nigdy jak wypil nawet nie myslal o jakims zblizeniu i mowy o tym by nie bylo) i zdrade ma na mysli... Odgonilam jednak te mysli bo wplywu na to nie mam a winna sie czuc napewno nie bede i mi tego nie wmowi :lol:.

Obudzila mnie corcia o 6, poszlam do wc a on juz tam byl.
Przyszedl zaraz do pokoju, wzial czyste ubrania (chyba mu prac przestane bo tylko wpadal sie przebrac przez ostatnie dni).
Poszlam sobie zrobic kawe, slyszalam ze rzyga w lazience c:) (troche mi go szkoda no ale coz).
Przyszedl i mowi "daj mi na papierosy", to mu mowie ze nie mam, on ze tyle napewno jeszcze mam. Mowie ze z 700zl na koncie zostalo mi kilkadziesiat zlotych, musze z dziecmi miec co jesc a widze ze jakies fajki ma. To mi paczke pokazal ze tam dwa zostaly. Dalam mu te 10zl i teraz znow czuje ze zle zrobilam. Powiedzialam mu ze wiecej mu pomagac nie bede, ze nie bede wspierac alkoholika i tak jak mowilam, ide na terapie, niech przynajmniej jedno z nas jest zdrowe a co on dalej zrobi to juz jego sprawa i on bedzie ponosil konsekwencje.
Tyle...

Wiem ze duzo tego opisuje ale chcialabym by ktos mi powiedzial co dobrze robie, mowie a co zle.
Jak widac czasami bladze :roll: .

Ide sie z dziecmi pobawic :)
Pozniej sie ucze testow bo chce to prawko jak najszybciej zrobic :->

staaw - 2012-05-03, 09:14

Widzisz? Gdybyś zrobiła awanturę, Ty byś miała spartolony dzień a on "powód" do picia...
A tak, nie ma przez kogo pić, musi coś innego wymyślić, a wymyśli z pewnością.

Sprawa kasy...
On musi mieć jakieś pieniądze, co z nimi zrobi to jego sprawa. Powinniście to ustalić.

Powiedz, tylko tak szczerze, panowałaś nad emocjami czy się zawzięłaś a w środku wulkan?
Jakoś nie mogę uwierzyć w Twoje opanowanie...

women88 - 2012-05-03, 10:58

staaw napisał/a:
Widzisz? Gdybyś zrobiła awanturę, Ty byś miała spartolony dzień a on "powód" do picia...
A tak, nie ma przez kogo pić, musi coś innego wymyślić, a wymyśli z pewnością.

Sprawa kasy...
On musi mieć jakieś pieniądze, co z nimi zrobi to jego sprawa. Powinniście to ustalić.

Powiedz, tylko tak szczerze, panowałaś nad emocjami czy się zawzięłaś a w środku wulkan?
Jakoś nie mogę uwierzyć w Twoje opanowanie...


No właśnie sama się dziwię ale naprawde bylam opanowana caly czas :mrgreen:
Cieszy mnie to i mam nadzieje ze tak bedzie nadal.
Jak polozylam sie spac w nocy po tej naszej ostatniej rozmowie to tylko delikatnie czulam gdzies w srodku takie niefajne uczucie, spowodowane tym ostatnim smsem (ta mysl ze on moze ma na mysli zdrade) ale to zaraz przeszlo. Bylam caly czas spokojna.
Dzis rano tez :-D

Ta kwestia pieniedzy jest wlasnie dla mnie problemem, tzn nie wiem jak to rozwiazac.
On 2tysiace dochodu po 10-tym, ja poki co tez mam tyle po 20-tym...
Oczywiste ze razem zawsze pieniedzmi dysponowalismy. I teraz nie wiem czy zaczac zyc z dziewczynkami za ta moja kase, placic rachunki a na niego nie liczyc w ogole czy jak (zeby sie potem nie martwic czy mi da cos czy jak).
Jak u Was to wygladalo?

Teraz moich pieniedzy mam chyba z 200zl, oprocz tego u tesciow mam troche i nie wiem czy od nich wziac i zyc na wlasny rachunek czy jak.
W ogole nie wiem jak ma to wszystko wygladac teraz :roll:
Przypuscmy ze ciag sie skonczy lada dzien i on przestanie pic. Nie wiem jak sie zachowac.
Pracowac nad soba, leczyc sie i normalnie byc dla niego dobra zona czy absolutnie, dopoki on nie bedzie chcial cos z soba zrobic.

Wiem juz jak postepowac gdy on pije ale nie wiem jak gdy przestaje :roll:

staaw - 2012-05-03, 11:07

W kwestii podziału kasy jestem teoretykiem, u mnie nie było tego problemu, ale zrobił bym tak:
On z wypłaty daje połowę kosztów utrzymania domu i dzieci, za resztę żyje...
Używasz określenia trzeźwy... trzeźwy to człowiek zaczyna być ROK po zaprzestaniu picia...

women88 - 2012-05-03, 12:37

staaw napisał/a:
W kwestii podziału kasy jestem teoretykiem, u mnie nie było tego problemu, ale zrobił bym tak:
On z wypłaty daje połowę kosztów utrzymania domu i dzieci, za resztę żyje...
Używasz określenia trzeźwy... trzeźwy to człowiek zaczyna być ROK po zaprzestaniu picia...


Hmm, wydaje sie to najlepszym rozwiazaniem tylko ciekawe jak wyjdzie w praniu.
Zeby nie bylo ze przewali to co mu zostanie i przyjdzie do mnie po cos.
No ale to juz chyba nie powinno stanowic dla mnie problemu jak sie zaczne leczyc.

Fakt, maz mowil jak sie zmienialo jego myslenie z czasem gdy nie pil, tutaj juz tez wyczytalam ze dopiero po roku mozna okreslic alkoholika "trzezwym". Poprzednim razem jak maz zapil tesciowa z nim rozmawiala i mowila mu ze juz bylo tak fajnie, ze nie pil, bylo dobrze a on powiedzial ze to nam sie tylko tak wydawalo ze jest fajnie...
Caly czas czytam, poznaje doswiadczenia innych wspoluzaleznionych i alkoholikow i wczoraj na stronie alkoholik.org przeczytalam co siedzi w glowie alkoholika.

Nie wiem jak bedzie dalej ale czuje spokoj i ten spokoj tak mysle bierze sie z tego ze mam nadzieje. Nie na to ze on przestanie pic. Ale na to ze ja moge jeszcze wyjsc z tego calo, spelnic swoje marzenia i dac dzieciom to na co zasluguja.
Wiem ze kilka dni temu pisalam zupelnie co innego i pewnie jeszcze nieraz bede miec gorsze dni, chwile zwatpienia ale zyje tym dniem. A dzis jestem z siebie dumna ze wreszcie walcze o siebie :-D (glownie ta mysl o terapii)

women88 - 2012-05-03, 18:21

Minelo kilka godzin i spokoj poszedl w cholere...

Najpierw calkiem przypadkiem sie od coreczki dowiedzialam ze maz nad jeziorem byl z jakas kobita- wiem ze moze to nic ale jakos uklucie poczulam bo odkrylam niedawno ze ma skłonności po pijaku do szukania wrazen z innymi... Probuje sobie wmowic ze jesli faktycznie cos jest na rzeczy to tylko ulatwi mi walke, nie bede go zalowac... no ale jednak mnie to gryzie.

Musialam do domu z dziewczynkami przyjsc bo pogoda sie popsula. Dzieci w domu szaleja, brakuje im przestrzeni bo ich pokoj od 2 miesiecy przechodzi gruntowny remont i konca sie chyba nie doczekam (robi go maz oczywiscie) a meble z ich pokoju sa upchane w naszym.

Jednak dobilo mnie co innego.
Starsza coreczka poszla w lutym do przedszkola, od tego czasu ciagle choruje.
Praktycznie caly kwiecien przesiedziala w domu, tydzien temu skonczyla brac antybiotyk i pozostal tylko lekki kaszel, wrocila do przedszkola, minelo kilka dni i teraz znowu kaszle co chwile jak gruzlik, z nosa jej sie leje i ma wysoka goraczke. Jak mi wyplula syrop to wyszlam z pokoju i sie powylam, nerwy mi puscily bo juz nie wiem co robic by ona wreszcie byla zdrowa. Nie wiem czy sie to w zapalenie pluc nie przeradza.

Oczywiscie jestem z tym sama...
W ogole jestem sama. Jak palec. Nie mam z kim pogadac. Nie mam nikogo.
Dlatego pisze tutaj. Troche mi lepiej.

Mimo tych wszystkich smutów, wierze w lepsze jutro...
Wierze ze jeszcze sie wszystko odmieni.

women88 - 2012-05-03, 22:07

Wahalam sie czy pisac kolejnego posta ale co mi tam- moj watek i ja tu rzadze :lol:

Tak wiec melduje ze dzieci zasnely a ja sie zajelam soba, porządnie zrelaksowalam i znow nabralam pozytywnej energii :-)

Następnym razem jak bede miala chwilowy kryzys to przemilcze to bo mnie przestaniecie powaznie traktowac ;-)

Bedzie dobrze.
Musi byc :mrgreen:

staaw - 2012-05-04, 00:46

women88 napisał/a:

Następnym razem jak bede miala chwilowy kryzys to przemilcze to bo mnie przestaniecie powaznie traktowac

Wręcz przeciwnie, pisz...
Za rok przyda się to następnej dziewczynie, znowu się okaże że czarna czy blondynka robi te same głupoty... :-D

sloneczko - 2012-05-04, 10:07

women88 napisał/a:

Jednak dobilo mnie co innego.
Starsza coreczka poszla w lutym do przedszkola, od tego czasu ciagle choruje.
Praktycznie caly kwiecien przesiedziala w domu, tydzien temu skonczyla brac antybiotyk i pozostal tylko lekki kaszel, wrocila do przedszkola, minelo kilka dni i teraz znowu kaszle co chwile jak gruzlik, z nosa jej sie leje i ma wysoka goraczke. Jak mi wyplula syrop to wyszlam z pokoju i sie powylam, nerwy mi puscily bo juz nie wiem co robic by ona wreszcie byla zdrowa. Nie wiem czy sie to w zapalenie pluc nie przeradza.

Oczywiscie jestem z tym sama...
W ogole jestem sama. Jak palec. Nie mam z kim pogadac. Nie mam nikogo.
Dlatego pisze tutaj. Troche mi lepiej.

Z doswiadczen z wlasnym dzieckiem - jezeli mozesz jak najszybciej pojdz z corcia do alergologa/pulmunologa. Niestety trzeba miec skierowanie, ale nawracajace uporczywe infekcje powinny wysarczyc, zeby pediatra takie skierowanie wystawil. Alergia powoduje, ze blacha infekcja szybko schodzi na oskrzela a kaszel utrzymuje sie bardzo dlugo.
Zamiast syropow alergolog przepisze leki wziewne i wygodny dla dzieci inhalator.

Popatrz naokolo siebie - calkiem blisko moze byc ktos kto moze dac Ci wsparcie i zwykla fizyczna pomoc w kryzysowych sytuacjach. To ze slubny dal ciala i nie spelnia swoich obowiazkow to niestety zdaza sie dosc czesto, nie tylko z powodu alko. Wokol sa inni ludzie.
Serio, serio.
Trzeba ich tylko do siebie dopuscic.

I pisz kiedy tylko chcesz. Tulkam mocno.

kahape - 2012-05-04, 14:13

women88 napisał/a:
No właśnie sama się dziwię ale naprawde bylam opanowana caly czas.... Bylam caly czas spokojna.
troche sie tylko nie wyspałaś, bo ciągle łaziłaś do tej kuchni. On coś nabazgrał, a ty zaraz wstajesz i lecisz.
women88 napisał/a:
spokoj poszedl w cholere...

Najpierw calkiem przypadkiem sie od coreczki dowiedzialam ze maz nad jeziorem był z jakąś kobietą- wiem ze moze to nic ale jakos uklucie poczulam
mówisz o... zdradzie? O kochance?
Przecież on cały czas cię zdradza z flaszką!!! To jest jego UKOCHANA, ważniejsza od ciebie!
pozdr

rollins - 2012-05-04, 14:44

Cześć Women88,
Bardzo dobrze, że idziesz na terapię i że jesteś pozytywnie nakręcona, ale... nie spodziewaj się, że ta jedna wizyta zmieni diametralnie Twoje życie, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Jedno spotkanie z terapeutą nie spowoduje, że z marszu staniesz się wolna od wszelkich nawyków właściwych osobie współuzależnionej.
Nie spodziewaj się też, że terapeuta da Ci gotowe recepty na Twoje problemy i powie Ci punkt po punkcie, co masz dalej robić ze swoim życiem.
Terapia do proces. Dłuższy, krótszy, ale proces, który wymaga w pierwszej kolejności od Ciebie zaangażowania i ciężkiej, systematycznej pracy nad sobą.
Piszę to, bo myślę sobie, że warto przy całym entuzjazmie mieć też zdrowy dystans i świadomość, że nie idziesz do cudotwórcy, ale do normalnego człowieka, który może być bardziej lub mniej zaangażowany w Twoją sprawę, albo zwyczajnie może mieć lepszy lub gorszy dzień. Znam z autopsji sytuacje, kiedy mocno oczekiwana wizyta u terapeuty okazywała się kompletną porażką i potrafiła skutecznie zniechęcić do jakichkolwiek dalszych działań.

Pozdrawiam, Robert alkoholik

women88 - 2012-05-04, 20:02

staaw napisał/a:
women88 napisał/a:

Następnym razem jak bede miala chwilowy kryzys to przemilcze to bo mnie przestaniecie powaznie traktowac

Wręcz przeciwnie, pisz...


Dzięki staaw


sloneczko napisał/a:
Z doswiadczen z wlasnym dzieckiem - jezeli mozesz jak najszybciej pojdz z corcia do alergologa/pulmunologa.


Lekarka twierdzi ze osluchowo jest dobrze i poki co oskrzela w porzadku. Przyznam ze myslalam nad kupnem takiego inhalatora jakim w szpitalu robili inhalacje mojej mlodszej corci gdy miala zapalenie pluc- to ponoc bardzo dobre. W przyszlym tygodniu zapytam o skierowanie do alergologa. Dziekuje :)

sloneczko napisał/a:
Popatrz naokolo siebie - calkiem blisko moze byc ktos kto moze dac Ci wsparcie i zwykla fizyczna pomoc w kryzysowych sytuacjach.


No wlasnie powaznie nie mam nikogo takiego.
Tzn pomagaja czasami tesciowie ale tez nie chce ich zbytnio wykorzystywac.
Brat/bratowa z ktorymi mieszkamm- tragedia, nawet nie ma o czym mowic...

Czasami czlowiek ma potrzebe by komus sie zwierzyc, chcialby miec kogos do kogo zadzwoni i ten przyjedzie, pogada, zrozumie... Kogos takiego tym bardziej nie mam.
Pisalam tu kiedys o mojej dobrej znajomej ktorej przyznalam ze maz jest alkoholikiem... Tak szczerze myslalam ze z nia jakos sie ta znajomosc zaciesni, przerodzi w przyjazn ale poki co jest odwrotnie. Odwiedzila mnie w lutym i mowila ze w kwietniu jak bedzie miala urlop to nas zaprosi ale nie odezwala sie. Jak do niej pisze co slychac itp. to pisze tylko ze ma urwanie glowy. Mi sie juz nie chce pisac co u mnie bo mam wrazenie ze to dziala w jedna strone (ja jej sie zwierzam a ona mi nie, bez sensu)

Do kuzynki bym sie przeszla ale ona tez ciagle zajeta...

Kazdy ma swoje zycie.
Mam wrazenie ze tylko w filmach istnieja takie przyjazni gdzie jedno na drugiego moze liczyc...

kahape napisał/a:
troche sie tylko nie wyspałaś, bo ciągle łaziłaś do tej kuchni. On coś nabazgrał, a ty zaraz wstajesz i lecisz.


Bez przesady :mrgreen: wstalam tylko dwa razy. Dopiero na nastepny dzien do mnie dotarlo ze moglam telefon wylaczyc :lol:

kahape napisał/a:
Przecież on cały czas cię zdradza z flaszką!!! To jest jego UKOCHANA, ważniejsza od ciebie!


No fakt... ale chocby nie wiem co, chyba dla zadnej kobiety mysl ze jest jakas inna nie jest fajna?

rollins napisał/a:
nie spodziewaj się, że ta jedna wizyta zmieni diametralnie Twoje życie, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki


:shock: :lol: Spokojnie, nie myślę tak.
Zdaje sobie sprawe z tego ze czeka mnie dluga praca nad soba ale mnie to strasznie cieszy!
Mozna powiedziec ze cale zycie mam zryty beret :lol: (DDA) i wreszcie jest jakas nadzieja na to ze z czasem sie to zmieni.
Bardzo dobrze jednak ze wspomniales o tym ze terapeutka moze zniechecic... Troszeczke poskromiles moj entuzjazm ;-). Przypomniales mi dlaczego nigdy nie poszlam do psychologa- a myslalam o tym chyba jeszcze jako nastolatka.
Jestem jednak dobrej mysli bo to tak naprawde ode mnie zalezy co wyjdzie z tej terapii, bedzie jeszcze grupa... kiedys planuje tez terapie z DDA...
Zobaczymy jak to bedzie.
............................

Rano mialam mila niespodzianke: znalazlam w torebce 70zl- coreczka ostatnio mi powyciagala wszystko z portfela, musialam te banknoty przeoczyc- tak wiec mam o 70zl wiecej niz myslalam :->

Alko wrocil po 9 do domu.
Najadl sie, przebral, myslalam ze zaraz zas pojedzie. Mowie mu- co ty myslisz ze bedziesz tu wpadal zjesc, wyspac i bedziesz znikal tak wiecznie? skonczy ci sie to.... on na to "wiem". Myslalam ze pojedzie znowu ale jest w domu i zdycha.
Znow potulny jak baranek, pelen skruchy, kochany tatus i maz :-P :lol:

Pol dnia praktycznie sie nie odzywalismy do siebie.
Dopiero niedawno pogadalismy tak na spokojnie.
Pytal gdzie dokladnie jade we wtorek, co tam jest.
Pytal czy mocno mnie uderzyl.
Powiedzialam mu pare slow od siebie o tym ze ciesze sie bardzo ze w koncu sie zdecydowalam na terapie, ze kocham go ale wiem wreszcie ze jemu nie pomoge a chce pomoc sobie bo zaczelam sie martwic o dzieci, ze nie chce by mialy tak zniszczona psychike jak ja itp. itd. Widzialam ze poruszony jest tym co mowie, wyc mu sie chcialo choc probowal to ukryc ;-) . Wtracil nagle ze tez tam pojedzie (w sensie po pomoc). Nie spodziewalam sie ze to powie ale widze w sobie kolejna zmiane ktora mnie cieszy :arrow: kompletnie te slowa na mnie wrazenia nie zrobily (porownanie z pazdziernikiem kiedy mialam taka nadzieje ze pojdzie na terapie, wrecz wymuszalam to na nim). Ja na to tylko "tak? aha". Moze pojdzie, moze nie, ja sie skupiam na sobie.
W slowa juz nie wierze a z tego co czytalam to nawet taka terapia moze byc zaslona dymna tak wiec glowy sobie tym nie zaprzatam :mrgreen:
Kazdy niech robi swoje (albo nie ;-))

Przydalby sie mi jakis kopniak bo siedze na forum w wolnym czasie (wczoraj czytalam m.in. Twoj watek staaw) a testy na prawko leza ;-)

Dzieki za to ze jestescie :)

Martaa - 2012-05-06, 17:44

Fajnie że zdecydowałaś sie na terapie Powodzenia.A tą kochanką to bym si9e nie przejmowała myślę że to kolejna manipulacja aby Cię urobić
women88 - 2012-05-07, 10:08

Witam,

U nas jakos leci.
Druga cora sie zarazila i mam teraz dwie chore dziewczynki znowu.
Z przerazeniem stwierdzam ze strasznie nerwowa sie zrobilam gdy jestem zmeczona dzieci mnie momentami z rownowagi wyprowadzaja :-(.

Stresa mam przed jutrem ;-) choc to pewnie bardziej przed wizyta komornika (w sprawie spadku po tacie). W ogole komornik ma byc o 11 a ja mam autobus na terapie o 12 :-/, mam nadzieje ze to krotko potrwa.

Maz przyznal mi sie do czegos- szczena mi opadla: przez te kilka dni gdy pil bral tez amfetamine :shock: . Powiedzial ze sam sie nie spodziewal ze moze to wziac dopoki nie nadarzyla sie okazja... Sama nie wiem co o tym myslec.

Twierdzi ze naprawde chce sie leczyc- prosil zebym jutro zapytala w osrodku o terapie dla niego ale wyslalam mu numer, bedzie chcial to sam zadzwoni.

Martaa Z ta kochanka to moj wymysl :roll:
Poza tym nie mysle juz o tym kompletnie.
Ucze sie nie przejmowac sprawami na ktore nie mam wplywu :)

Uciekam bo mam duzo pracy

Milego dnia wszystkim zycze

anka799 - 2012-05-07, 10:56

women88 napisał/a:
prosil zebym jutro zapytala w osrodku o terapie dla niego ale wyslalam mu numer, bedzie chcial to sam zadzwoni.

Women - i tak powinno być :!: Świetnie się spisałaś. Gratuluję :!:

women88 napisał/a:
Twierdzi ze naprawde chce sie leczyc

Więc niech sobie dzwoni i ustala ;-)

women88 napisał/a:
Maz przyznal mi sie do czegos- szczena mi opadla: przez te kilka dni gdy pil bral tez amfetamine

Tak się dość często zdarza niestety... Zamiast amfy mogłyby się znaleźć leki, gry na maszynach albo w karty, seks, zakupy i cała masa innych rzeczy... To nie wróży nic dobrego przy braku leczenia...

Zadbaj o siebie i córeczki.
Pozdrawiam

women88 - 2012-05-07, 11:06

Dzwonil mąż- ma umowiona wizyte z terapeuta we czwartek o 14:30

Mam pytanie do Ciebie Martaa...
Bo maz twierdzi ze pani mu powiedziala ze osrodek miesci sie w tym budynku co Kosciol Wolnych Chrzescijan (czy jakos tak),Ty tez tam moze chodzilas???
Bo ja zapomnialam zapytac jak sie umawialam a jakos nie umiem sobie wyobrazic ze to tam...
c:) a nie chce jutro pobladzic...

women88 - 2012-05-07, 11:19

anka799 napisał/a:
Women - i tak powinno być Świetnie się spisałaś. Gratuluję


:oops: Dziękuję

anka799 napisał/a:
Tak się dość często zdarza niestety...


Mnie to kompletnie zaskoczylo. Rozne rzeczy sie dzialy ale tego to nie bralam pod uwage.
Coz, to kolejny dowod ze robi sie "coraz ciekawiej" i najwyzsza pora by siebie ratowac :)
A czy on siebie uratuje... to czas pokaze.

kahape - 2012-05-07, 13:20

women88 napisał/a:
kahape napisał/a:
troche sie tylko nie wyspałaś, bo ciągle łaziłaś do tej kuchni. On coś nabazgrał, a ty zaraz wstajesz i lecisz.

Bez przesady :mrgreen: wstalam tylko dwa razy.
MASZ PRAWO do spokojnego snu. Wiedziałaś o tym? MASZ PRAWO! MASZ PRAWO! MASZ PRAWO!
women88 napisał/a:
Dzwonil mąż- ma umowiona wizyte z terapeuta we czwartek o 14:30
wkręcasz się. Nie interesuj sie jego terapią. Mają być..... efekty! Tylko na nie czekasz, na efekty terapii.

Mój mąż chodził rok i dalej popijał. A ja najpierw cała w skowronkach- bo poszedł na terapie :-D :-D hurra! A tu znowu w czapę! :-( Uchlał się. Może rzadziej popijał ale jednak. Przez rok! chodząc na terapię 3x w tyg!
Zostaw więc jego i jego terapię w spokoju. Pilnuj swojego nosa i dzieci.
women88 napisał/a:
przez te kilka dni gdy pil bral tez amfetamine
jeżeli to pociągnie dalej, to już uzależnienie krzyżowe.
pozdr

women88 - 2012-05-07, 13:41

kahape napisał/a:
women88 napisał/a:
kahape napisał/a:
troche sie tylko nie wyspałaś, bo ciągle łaziłaś do tej kuchni. On coś nabazgrał, a ty zaraz wstajesz i lecisz.

Bez przesady :mrgreen: wstalam tylko dwa razy.
MASZ PRAWO do spokojnego snu. Wiedziałaś o tym? MASZ PRAWO! MASZ PRAWO! MASZ PRAWO!
women88 napisał/a:
Dzwonil mąż- ma umowiona wizyte z terapeuta we czwartek o 14:30
wkręcasz się. Nie interesuj sie jego terapią. Mają być..... efekty! Tylko na nie czekasz, na efekty terapii.

Mój mąż chodził rok i dalej popijał. A ja najpierw cała w skowronkach- bo poszedł na terapie :-D :-D hurra! A tu znowu w czapę! :-( Uchlał się. Może rzadziej popijał ale jednak. Przez rok! chodząc na terapię 3x w tyg!
Zostaw więc jego i jego terapię w spokoju. Pilnuj swojego nosa i dzieci.
women88 napisał/a:
przez te kilka dni gdy pil bral tez amfetamine
jeżeli to pociągnie dalej, to już uzależnienie krzyżowe.
pozdr


Tak jest! :mrgreen:
Przyznaje ze gdzies w srodku sie pojawil promyczek radosci i glupiej nadzieji z tego powodu... mimo ze doskonale wiem ze moze byc tak jak piszesz. Twoj post to kubel zimnej wody :-D, ktory byl mi potrzebny. Dziekuje.




Ja mu powiedzialam zeby kazde patrzylo siebie.

Tomoe - 2012-05-07, 13:52

A w jaki sposób zamierzasz się chronić przed kolejnymi kradzieżami pieniędzy i kolejnymi atakami przemocy fizycznej z jego strony?
Chyba nie sądzisz że na tym jednym incydencie się zakończy.
Nie możesz być aż tak naiwna...

Czy on poniósł jakiekolwiek konsekwencje prawne przestępstw, jakich się wobec ciebie dopuścił?
Czy zamierzasz te konsekwencje wobec niego wyciągnąć, czy też pozwolisz, aby twój domowy złodziej i przemocowiec pozostał bezkarny?

kahape - 2012-05-07, 13:55

women88 napisał/a:
Ja mu powiedzialam zeby kazde patrzylo siebie.
wyobraź sobie małe nieporadne dziecko. Trzyma się maminej spódnicy albo w ogóle matka je niesie.
Kiedy matka się przewraca dziecko tez upada, ponieważ samo nie umie chodzić.

Tak samo ty, opierasz się bardzo mocno na alko. Kiedy on upada :arrow: ty również.

Teraz inna sytuacja (normalna).
Sama idziesz! Stoisz twardo na własnych nogach. Trzymasz alko za rękę albo puszczasz. Kiedy chcesz. To twój wybór. Jesteście jak literka H.
Kiedy on upadnie ty idziesz dalej. Pewnym krokiem, stabilnym... kpw?
Tak ma być!
pozdr

women88 - 2012-05-07, 14:41

Tomoe napisał/a:
A w jaki sposób zamierzasz się chronić przed kolejnymi kradzieżami pieniędzy i kolejnymi atakami przemocy fizycznej z jego strony?
Chyba nie sądzisz że na tym jednym incydencie się zakończy.
Nie możesz być aż tak naiwna...

Czy on poniósł jakiekolwiek konsekwencje prawne przestępstw, jakich się wobec ciebie dopuścił?
Czy zamierzasz te konsekwencje wobec niego wyciągnąć, czy też pozwolisz, aby twój domowy złodziej i przemocowiec pozostał bezkarny?


PIN karty juz zmienilam i mu jej juz nie dam, portfela pilnuje jak nigdy...
Co do atakow przemocy... pewnie przestane go do domu wpuszczac.
Nie mysle o tym.
Wiem ze moze byc roznie ale czegos tu nie rozumiem- mialam myslec o sobie czy zastanawiac sie co bedzie jak on znowu wypije?

Konsekwencje prawne...
Mialam wezwac policje po tym jak raz mi dal w twarz?

A pieniadze ktore mi wzial mi odda, tzn. ja juz mu powiedzialam ze jego zwrot podatku ja biore (wyjdzie akurat tyle ile wzial)- nie na reke mu to ale rozumie.


Wiem ze musze sie usamodzielnic itp. ale nie mam teraz czasu zeby myslec jak wszystko poukladac zeby bylo dobrze.
Dzis zyje dniem dzisiejszym i skupiam sie na jutrzejszej wizycie.
Reszta sie zajme jak bede miala nieco luzu :)

Rozumiem kahape :)

Tomoe - 2012-05-07, 14:56

women88 napisał/a:

Wiem ze moze byc roznie ale czegos tu nie rozumiem - mialam myslec o sobie czy zastanawiac sie co bedzie jak on znowu wypije?

Konsekwencje prawne...
Mialam wezwac policje po tym jak raz mi dal w twarz?


A ile razy JESZCZE musisz dostać w twarz (albo w inną część ciała), abyś zaczęła wzywać policję, skoro jeden raz to dla ciebie za mało?

Myśleć o sobie - to znaczy dbać o siebie, o swoje bezpieczeństwo - materialne, ekonomiczne, fizyczne, emocjonalne.
Ten człowiek jest realnym zagrożeniem dla ciebie, a ty jesteś niezabezpieczona i bezbronna.
I - wybacz - bezgranicznie łatwowierna i naiwna.
Piszę to, bo ja też kilka lat temu taka byłam.
Pierwszy raz puściłam płazem.
Były następne razy.

Co on ci JESZCZE musi zrobić, żebyś zaczęła myśleć o sobie, dbać o siebie i się przed nim bronić?

Martaa - 2012-05-07, 20:04

women88 napisał/a:
Dzwonil mąż- ma umowiona wizyte z terapeuta we czwartek o 14:30

Mam pytanie do Ciebie Martaa...
Bo maz twierdzi ze pani mu powiedziala ze osrodek miesci sie w tym budynku co Kosciol Wolnych Chrzescijan (czy jakos tak),Ty tez tam moze chodzilas???
Bo ja zapomnialam zapytac jak sie umawialam a jakos nie umiem sobie wyobrazic ze to tam...
c:) a nie chce jutro pobladzic...
Tak się składa że twój mąz jest świetnie zorientowany ale myślęże to nie problem czyż nie. niech bedzie gdzie chce byle tylko pomogli.Jest na przeciwko karczmy Żywieckiej trafisz bez problemu.Spotykamy się tam mniej wiecej raz na miesiąc z grupką ktura ukończyła DDAudostępniają nam salką na nasze spotkania chociaż skończyliśmy terapięo nadal siępotykamy zadko bo zadko ale z nikim sie tak nie rozumiemy i z nikim tak szczeże nie pogadamy jak w swoim gronie.z 8 osobowej grupy tylko jedna osoba nas olała a z resztą mamy stały kontakt i jest to fajne.Kiedyś ten ośrodek był pod pomnikiem,ja tam chodziłam ale tam jest remont i coś tam innego będzie.A tam u w tym nowym lokalu jest fajnie czysto wszystko nowe tylko się terapełtyzować )) Życze powodzenia i napisz jak było
women88 - 2012-05-07, 21:09

Tomoe napisał/a:
Piszę to, bo ja też kilka lat temu taka byłam.


Doceniam i dziekuje.
Wszystko to do mnie przemawia jednak poki co czuje sie jeszcze slaba...

Tomoe napisał/a:
Myśleć o sobie - to znaczy dbać o siebie, o swoje bezpieczeństwo - materialne, ekonomiczne, fizyczne, emocjonalne.


Gdyby to wszystko o czym piszesz przychodzilo mi teraz latwo to znaczyloby ze mi zadna terapia nie potrzebna, prawda?
Kazda z nas chyba tak ma na poczatku...

A ja zajelam sie soba... nie stoje w miejscu ale tez nie moge wszystkiego zrobic od razu...
Potrzebuje spokojnego dnia (pojutrze moze) by wszystko przemyslec, okreslic jakies cele itp. (by zadbac o to o czym pisalas) i je zaczac realizowac.

Martaa napisał/a:
na przeciwko karczmy Żywieckiej

Czyli to ten budynek. Ja tam kojarze tylko napis "Kosciol Wolnych Chrzescijan" i dlatego zdziwiona bylam. Ciagle obok przechodze a pojecia nie mialam ze tam OLU sie znajduje. Wyobrazalam sobie cos w stylu przychodni, cos jak pod pomnikiem a tu taka niespodzianka.

Ciekawe kiedy utworzy sie ta moja grupa, moze poznam kogos fajnego, godnego zaufania... :)

Tomoe - 2012-05-07, 21:18

women88 napisał/a:

Kazda z nas chyba tak ma na poczatku...


Licząc od twojego pierwszego posta na tym forum, twój "początek" trwa już ponad pół roku, nieprawdaż?
A efekty?
Zrobiłaś w tym czasie choć pół kroczku do przodu, aby poprawić swoją sytuację życiową?

Jeśli masz teraz trochę czasu - przeczytaj swój temat od samego początku, od pierwszego swojego posta aż do ostatniego.
I zwróć przy tym uwagę na daty. Na to, co kiedy pisałaś i na to, czy z biegiem czasu w twoim życiu następowała poprawa - czy wręcz przeciwnie, działo się coraz gorzej.
Może taka lektura da ci do myślenia.

Myślenia ani dbania o siebie nie musisz odkładać na pojutrze.
Możesz zacząć teraz, w tej chwili. :)

women88 - 2012-05-09, 08:26

Tomoe napisał/a:
Licząc od twojego pierwszego posta na tym forum, twój "początek" trwa już ponad pół roku, nieprawdaż?
A efekty?
Zrobiłaś w tym czasie choć pół kroczku do przodu, aby poprawić swoją sytuację życiową?


Tak, wiem ze przez te pol roku nic nie zrobilam.
Zaczelam robic teraz i wlasnie to TERAZ nazywam poczatkiem.
Tomoe, dlaczego tak usilnie mi chcesz ukazac jaka to jestem beznadziejna i ze stoje w miejscu?? Wybacz ale takie mam odczucie :roll:

Moje wrazenia z wizyty w OLU.
Pani terapeutka wspaniala osoba, bardzo swobodnie (o dziwo) mi sie z nia rozmawialo.
Pytala o moja rodzine (rodzicow,braci), duzo o meza przebieg choroby, leczenia, o to jak mnie maz traktowal i dzieci. Stwierdzila ze szybko sie zglosilam po pomoc i ze nie jest ze mna tak zle ;) i ze po tym co slyszy maz ma tez spora szanse wyzdrowiec i ze mam go wspierac a jesli zacznie pic to mam byc przede wszystkim konsekwentna-jak cos powiem to mam to zrobic. Poza tym mowila zebym owszem, zajela sie soba ale zebym z niczym sie nie spieszyla i mam byc pewna ze robie to czego chce. Duzo mowila o chorobie, tlumaczyla zachowania alkoholika. Dala mi do przeczytania ksiazeczke "trudna nadzieja", mamy o niej porozmawiac na nastepny raz.
Wyszlam stamtad jakby z lzejszym serduchem ;-).
Niby nie dowiedzialam sie niczego nowego ale sam fakt powiedzenia tego wszystkiego na glos pomogl.
Jestem bardzo ciekawa co bedzie dalej.
Kolejna wizyta we wtorek o 12.00.

Przy tej okazji bylam w urzedzie komunikacji w sprawie mojego prawka, zeby przeslali moje papiery do WORDu. Czas by wreszcie zapisac sie na egzamin ;-)

Tomoe - 2012-05-09, 08:37

women88 napisał/a:

Tomoe, dlaczego tak usilnie mi chcesz ukazac jaka to jestem beznadziejna i ze stoje w miejscu?? Wybacz ale takie mam odczucie :roll:


Wybacz, ale ja nie odpowiadam za twoje odczucia.

kahape - 2012-05-09, 12:02

women88 napisał/a:
Tak, wiem ze przez te pol roku nic nie zrobilam.
Zaczelam robic teraz i wlasnie to TERAZ nazywam poczatkiem.
broń się!!! Widzisz? umiesz walczyć! A pisałaś, że jesteś.... słaba :mrgreen: Wcale nie jesteś!
Przed alko tez trzeba się bronić, jeżeli poczujesz że jest coś nie tak.
women88 napisał/a:
Pani terapeutka wspaniala osoba, bardzo swobodnie (o dziwo) mi sie z nia rozmawialo.
to dobrze, bardzo dobrze. Zaufanie do terapeutki to podstawa. Ja z moją terapką nawiązałam taką więź, bliskość, zrozumienie....
Z nikim tak nie miałam i nie wiedziałam jak to jest? Jak to się odczuwa? Co się wtedy dzieje? itd.
Dopiero przy niej :arrow: poczułam to, zrozumiałam.
Będzie dobrze.
pozdr

rega1977 - 2012-05-09, 12:09

witaj women,nie wazne ile jesteś na forum wazne że coraz bardziej rączki opadają i zaczynasz robić coś dla siebie,za jakiś czas zobaczysz jak fajnie jest nie myśleć ciagle o alko,o tym co zrobi,jak się zachowa,czy będzie pijany czy trzeźwy...
Na terapii nauczysz się że jesteś TY,że masz potrzeby,że po malutku zaczniesz siebie lubić itp.Polecam terapię bardzo ,im dalej w las tym lepiej...
ja dodatkowo chadzam na al anon i również polecam taką formę wsparcia.
miłego dnia :-)

Tomoe - 2012-05-09, 15:03

kahape napisał/a:
broń się!!! Widzisz? umiesz walczyć!


Ja mam tylko taki nieśmiały postulat, żeby przed walką się rozeznać, kto sojusznik, a kto wróg! :-D

women88 - 2012-05-09, 15:28

Tomoe napisał/a:
Wybacz, ale ja nie odpowiadam za twoje odczucia.


Nie chce sie tu z nikim klocic tym bardziej ze wiem ze piszesz by pomoc... ale wkurza mnie to co piszesz bo sie nie zgadzam z tym. Od pazdziernika troche czasu minelo ale zostawmy juz to co bylo. Ide naprzod, pomalu ale ide. W tej ksiazeczce "Trudna nadzieja" przeczytalam taka madre haslo- "Daj czasowi czas"- nie spiesz sie, zmienianie siebie musi potrwac, trzeba cierpliwie czekac na efekty".

kahape napisał/a:
Zaufanie do terapeutki to podstawa. Ja z moją terapką nawiązałam taką więź, bliskość, zrozumienie....


Czuje ze z ta pania moze byc podobnie :)
Widac ze serce wklada w swoja prace. Dziewczyne ktora byla przede mna nawet objela zeby jej otuchy dodac na odchodne co dla mnie bylo niepojete :shock: .

rega1977 napisał/a:
ja dodatkowo chadzam na al anon i również polecam taką formę wsparcia.


Dzięki rega :)
Ja rowniez mam w planach al anon ale grupa sie ponoc tworzy dopiero.
Nastepnym razem jak bede w OLU to zapytam czy cos sie zmienilo.

Odezwe sie pozniej bo robie syrop z mleczów i mi jeszcze sporo roboty zostalo ;-)

Tomoe - 2012-05-09, 15:59

women88 napisał/a:
wkurza mnie to co piszesz bo sie nie zgadzam z tym


Jeśli przyjmujesz z góry postawę buntu, oporu i negacji wobec tego co ja ci piszę, to nie ma sensu abym się w twoim wątku odzywała, bo i tak niczego ode mnie nie przyjmiesz.
Zatem poobserwuję sobie w milczeniu rozwój sytuacji.

Książeczka pani Ani Dodziuk "Trudna nadzieja" jest rzeczywiście świetna.
Bardzo szczegółowo i przystępnie tłumaczy mechanizmy choroby alkoholowej.
Szkoda że jest już od dawna niedostępna w sprzedaży, bo nakład się wyczerpał.
Powodzenia. :)

women88 - 2012-05-10, 08:47

Tomoe napisał/a:
women88 napisał/a:
wkurza mnie to co piszesz bo sie nie zgadzam z tym


Jeśli przyjmujesz z góry postawę buntu, oporu i negacji wobec tego co ja ci piszę, to nie ma sensu abym się w twoim wątku odzywała, bo i tak niczego ode mnie nie przyjmiesz.
Zatem poobserwuję sobie w milczeniu rozwój sytuacji.

Książeczka pani Ani Dodziuk "Trudna nadzieja" jest rzeczywiście świetna.
Bardzo szczegółowo i przystępnie tłumaczy mechanizmy choroby alkoholowej.
Szkoda że jest już od dawna niedostępna w sprzedaży, bo nakład się wyczerpał.
Powodzenia. :)


Tomoe, pisz, pisz prosze.
Napisalam ze mnie to wkurzylo ale chyba bardziej sposob w jaki to napisalas- poczulam sie atakowana. Jednak przyznaje ze Twoje slowa ciagle mi siedza w glowie, mysle o tym co napisalas i motywuja mnie do pracy.
Tak wiec jeszcze raz prosze bys udzielala sie w moim watku bo mi pomagasz :) .

Pozniej cos napisze, teraz niestety czas nie pozwala :)

kahape - 2012-05-10, 12:56

women88 napisał/a:
poczulam sie atakowana
każda z nas na początku broni sie bo czuje się.... atakowana. Ciekawe dlaczego?
pozdr

women88 - 2012-05-11, 17:50

Mialam sie jeszcze wczoraj odezwac ale od 2 dni w ogrodzie pracowalam i bylam padnieta strasznie- ale i dumna z wykonanej pracy :mrgreen:. Maz mi jeszcze troche jutro pomoze i bede wreszcie zadowolona z ogrodu :mrgreen:

Poza tym zarazilam sie od dziewczynek, mialam ciezka noc przez zabkowanie malutkiej wiec dzis zrobilam sobie dzien relaksu :-D

Maz wczoraj byl u terapeutki, kolejna wizyte ma w poniedzialek.
A ja juz czekam na wtorek :mrgreen:

W tym miesiacu wreszcie postanowilam wrocic do mojego hobby- rekodziela.
Zajmowalam sie tym juz kiedys ale przestalam przez problemy finansowe i brak czasu przy dzieciach... Teraz jedyny problem taki ze bym chciala sprobowac roznych nowych rzeczy od razu i nie wiem na co sie zdecydowac :lol:.
Mam takie marzenie ze moze kiedys to hobby sie przerodzi w cos wiecej...?
Jesli inni moga to ja tez :mrgreen:

Oj, dzidzia sie obudzila wiec uciekam

women88 - 2012-05-12, 13:18

Ale mam dzis leniwy dzien ;-)
Pogodaa sie popsula, jest szaro buro i jakos trudno mi sie zmotywowac do porzadkow.
Zamiast tego czytam forum od rana- momentami sie zastanawiam czy nie marnuje swojego czasu, czy nie powinnam sie zajac czyms innym ale ciagle dowiaduje sie czegos nowego a to chyba wazne.

Maz dzis ma wolne, powinien byc po 8 w domu. Zamiast tego napisal smsa ze jedzie pomoc znajomemu naprawiac dach i powinien byc ok 11.
Ok.
Od 11 czekalam na niego zeby pojsc do sklepu kupic cos na obiad bo pogoda paskudna wiec dzieci nie bede ze soba brala... No ale ile mozna czekac. Wiadomo ze robota moze sie przedluzyc ale jakos wiesci zadnych nie ma od niego wiec mozliwe ze ta pomoc to sciema...
Udalo mi sie uspac malutka i zrobilam zakupy gdy spala. Wrocilam chwile temu.
O m staram sie nie myslec ale nie do konca mi to wychodzi- momentami mi mysl wpadnie i z :) jest chwilowo :-| ale nie pozwole by tak zostalo, zrobie szybciutko co musze i sobie poprawie samopoczucie :-D
W kazdym razie nie pisze do niego- kiedys bym juz dawno napisala...

Pozdrawiam :)

women88 - 2012-05-13, 11:54

Tak jak pisalam wczoraj- zrobilam co bylo trzeba i zajelam sie soba (i dziecmi rzecz jasna ;-)) i zapomnialam o mezu. Nie wiem co z nim i mnie to nie interesuje.

Czytalam wczoraj watki dwoch stron- alko Michala84 (oj ciezka to byla przeprawa, momentami mialam dosc bo mialam wrazenie ze w kolko to samo :lol:) a pozniej Maji- bardzo duzo mi dalo przeczytanie tego watku.
Troche sobie wieczorem poplakalam ale nie dlatego ze on znow pije... z bezsilnosci. Czulam jakbym oplakiwala kogos w zalobie a raczej nie kogos a swoje malzenstwo, pogrzebalam ta glupia nadzieje. Teraz po kilku dniach jak przestal pic pozwolilam mu sie znow zblizyc, pozwolilam mu sie znow starac (a staral sie bardzo) i co mi to dalo? Terapeutka kazala mi go wspierac jak jest dobrze wiec tak robilam i co...
Czas na wprowadzenie twardej milosci nie tylko gdy jest zle... czas na... separacje? Chyba tak by mozna to nazwac.
Wiem ze bedzie cholernie ciezko wytrwac ale innej drogi nie ma.

Mialam dzis fajny sen. Snilo mi sie ze poszlam do szkoly i zostalam aktorka :lol:. Smieszne bo nigdy w zyciu bym nie chciala byc aktorka ale w tym snie bylo to super ze zaczelam realizowac marzenia, ze bylam dzieki temu bardzo pewna siebie i ludzie do mnie lgneli.
Wierze ze ten sen sie niebawem spelni.

Tomoe pisala ze moja sytuacja od pazdziernika sie pogorszyla, ze nic nie zrobilam itp. Czy jednak napewno?

Zaczac by trzeba od tego ze moje problemy z psychika byly w ogromnym stopniu spowodowane tym ze bylam DDA- fakt ze mialam meza alkoholika dolozyl tylko troche do tego...
Najwazniejsze i najgorsze bylo to ze nie kochalam siebie, nie akceptowalam, wiecznie czzulam sie gorsza od innych, stalam z boku, cichutka ulegla myszka myslaca o sobie na ostatnim miejscu... Dzis w 100% moge napisac ze SIEBIE KOCHAM (dziwnie to brzmi :lol: ). Sama nie wiem kiedy to zaczelo sie zmieniac ale zmienilam sie wlasnie w okresie gdy bylam z mezem. Do pewnego czasu gdy cos bylo nie tak (maz wypil, poklocilismy sie i wyszedl) potrafilam siebie okladac po glowie piesciami i powtarzac sobie ze jestem idiotka, ze siebie nienawidze i to wszystko moja wina (wiem ze to chore). Dzis to dla mnie nie do pomyslenia ze tak bylo. W watku maji byl taki cytat: "Ci, którzy nas najbardziej w życiu zranili, w rzeczywistości zostali nam dani po to, abyśmy mogli siebie pokochać." Trudno mi powiedziec ze maz mnie w zyciu najbardziej zranil bo chyba jednak nie ale jak juz ranil to w pewnym momencie sie mi zapalila lampka i pomyslalam "hej,halo, przeciez ja znam swoja wartosc! jestem fajna babka i nikt i nic tego nie zmieni!", za kazdym razem czulam to silniej, zaczelam sama siebie traktowac tak jak na to zasluguje. Zaczelam siebie szanowac. I jestem szczesliwa z tego powodu bo to nowosc w moim zyciu.
Czuje ze juz zmienilam w sobie duzo ale do zmiany jest nadal sporo :mrgreen:

Przejrzalam dzis liste zaburzen we wspoluzaleznieniu z mysla o tym jak jest a jak bylo.
Tu rowniez widze zmiany :)
Na dzien dzisiejszy (to co jest bylo rowniez wczesniej ;-)) :

I. Zmiany w samopoczuciu fizycznym.

Bylo:
- Zaburzenia snu (sen nie przynosi odpoczynku)

Jest:
- Zaburzenia łaknienia- jem ostatnio wiecej, ciagle podjadam


II. Zaburzenia w samopoczuciu psychicznym.


Bylo:
- Niezdolność do podejmowania decyzji.
- Niekontrolowana huśtawka nastrojów.
- Myślenie życzeniowe, ucieczka od realnego życia.
- Dezorientacja uczuciowa - wiele uczuć lecz nie rozumiem, co jest nie w porządku.

Jest:
- Żalenie się nad sobą- czasami zdarza sie
- Ogólny niepokój i lęk- to tez zdarza sie jeszcze gdy on nie wraca jak powinien- gdy mysle czy wypil ale potem juz mija (jak wczoraj)
- Poczucie osamotnienia i izolacji- pisalam ostatnio o tym- musze bardziej poszukac kontaktu z ludzmi zeby to zmienic

III. Zmiany w trybie życia.

Bylo:
-Brak dbałości o siebie.
-Brak racjonalnego planowania zajęć.
-Ucieczka w samotność.
-Utrata kontroli nad zachowaniami.

Jest:
-Martwienie sie o pieniadze- ale juz nie tak jak kiedys bo mam teraz lepsza sytuacje

IV. Zmiany w stosunkach z ludźmi.

Bylo:
- Nieutrzymywanie kontaktów z ludźmi
- Spełnianie oczekiwań innych wbrew własnym interesom.- na szczescie to za mna
- Irytowanie się na członków rodziny.
- Branie odpowiedzialności za innych.

Jest:
-Niezdolność do określania norm i ich egzekwowania (np. z dziećmi)
- Udawanie, że jestem kimś innym, trudność w mówieniu co myślę- przed wszystkimi udaje zawsze ze jest super, nie umiem sie zwierzyc nikomu, nie umiem powiedziec np bratu ze cos mnie wkurza zeby konfliktu nie bylo itp.


V. Myślenie i zachowania współuzależnieniowe.

Bylo:
-Usilne a zarazem mało skuteczne wpływanie na zmianę zachowań alkoholika.
-Umoralnianie, pokazywanie objawów jego choroby.
-Obwinianie alkoholika - to przez ciebie.
-Pokazywanie - popatrz, jak ja przez ciebie cierpię.
-Pokazywanie - zobacz, jaki jesteś zły, a ja jaka dobra.
-Rozmyślanie jak by było, gdyby on przestał pić.
-Agresywne zachowania lub obrażanie się na niego („ciche dni")
-Myślenie -jestem do niczego
-Rozwój przekonania - niczego nie potrzebuję
-Myślenie - co by było dobre dla niego.

Jest:
- Koncentracja na alkoholiku: co robi, co mówi, co czuje.- to juz w malym stopniu
-Przeżywanie wstydu z powodu tego, że jest problem alkoholowy


To tyle.
Bede miala za jakis czas porownanie.
I tak patrzac na to mysle...
To nie moja sytuacja sie tak naprawde pogorszyla. Tylko jego!
Ja jestem silniejsza a dzieki terapii bedzie jeszcze lepiej.

*****************

To sie rozpisalam :lol: :shock:

Mysle teraz o kwestii finansowej bo podejrzewam ze m dostal wyplate i wlasnie ja rozwala... Musze to jakos poukladac.

W piatek mamy jechac na slask do chrzestnej meza na jej urodziny i 30 rocznice slubu. To taki pierwszy nasz wyjazd dalszy (choc 2h pociagiem to wcale nie daleko) i mialo byc fajnie heh. Zobaczymy czy w ogole pojedziemy...

women88 - 2012-05-13, 17:08

Napisal smsa (od razu sie rozdygotalam :-/) ze przyjedzie po pieniadze na fajki i jedzenie.
Odpisalam mu ze fajki kupilam a jedzenie w lodowce wiec pieniedzy nie potrzebuje i nie dam. To odp byl "a co ja k...a nie zarabiam?? potrzebuje 50zl na dlug za piwo". Napisalam mu ze mam w sumie ok 50zl i ze jak chce to niech sobie wezmie, tylko nie przychodzi juz po pieniadze na jedzenie ani nie zaglada do lodowki, od dzis kazde zyje na wlasny rachunek. Przyjechal i poszedl na gore na pozyczke :lol:.
Pozniej zagladnal z dziewczynkami sie przywitac i na odchodne mowi "od zony to chyba na buziaka nie mam co liczyc" to ja mu na to ze "od zony kochany to juz nie masz na co liczyc, pijesz i widze ze pic bedziesz ..." to on na to ze sie stara starac ale ciezko i poszedl.

Nie wiedzialam co mu odpisac na smsa- czy mam dac kase czy nie.
Nie wiedzialam jak sie zachowac jak przyjedzie.
Mialam ochote isc podsluchiwac jak poszedl na gore...
Bylam rozdygotana w srodku...
Wydaje mi sie ze jestem madrzejsza ale jak przyjdzie co do czego to sie gubie.

Teraz jak pojechal znow powraca spokoj i mam w nosie co z nim, dlaczego jak przyjezdza tak nie umiem?? Ostatnio bylam spokojna nawet jak przyjechal.

Wczesniej zajmowalam sie dziecmi i swoim hobby...
Jednak czas przemyslec ta kwestie finansowa. Poczytam o rozdzielnosci majatkowej.
Moze terapeutka mi tez cos doradzi ;-)

Tomoe - 2012-05-13, 17:36

women88 napisał/a:

Tomoe pisala ze moja sytuacja od pazdziernika sie pogorszyla, ze nic nie zrobilam itp.


Proszę mi nie przypisywać słów, których w ogóle nie wypowiedziałam.
Robisz to nie po raz pierwszy.
Już raz mi zarzuciłaś, że rzekomo napisałam o tobie, że jesteś beznadziejna.
To nieprawda, nigdy nie nazwałam cię osobą beznadziejną.

Nigdy też nie napisałam tego, co mi zarzucasz w powyższym cytacie.
W rzeczywistości moja wypowiedź brzmiała tak:

Tomoe napisał/a:
Licząc od twojego pierwszego posta na tym forum, twój "początek" trwa już ponad pół roku, nieprawdaż?
A efekty?
Zrobiłaś w tym czasie choć pół kroczku do przodu, aby poprawić swoją sytuację życiową?

Jeśli masz teraz trochę czasu - przeczytaj swój temat od samego początku, od pierwszego swojego posta aż do ostatniego.
I zwróć przy tym uwagę na daty. Na to, co kiedy pisałaś i na to, czy z biegiem czasu w twoim życiu następowała poprawa - czy wręcz przeciwnie, działo się coraz gorzej.


Może ty nie widzisz różnicy między tym co ja napisałam, a co ty mi przypisujesz.
Ale ja widzę i bardzo proszę, abyś w przyszłości nie manipulowała moimi wypowiedziami, zmieniając ich sens.

Gdzie ja napisałam że twoja sytuacja od października od października się pogorszyła i że nic nic nie zrobiłaś?
Ja ci przecież tylko zadałam pytanie i zaproponowałam ci abyś przeprowadziła analizę twojego tematu.

To co mi przypisujesz jako moją ocenę ciebie - to twoja samoocena.
Twoja samoocena - a nie moja ocena.

Zatem twój powyższy obszerny wywód jest w zasadzie polemiką, jaką przeprowadziłaś sama ze sobą, a nie ze mną.

Jeśli nadal będziesz manipulowała moimi wypowiedziami - pamiętaj, że ja zawsze mogę zacytować słowo w słowo to, co naprawdę napisałam. :)

Jakiś czas temu na innym forum pewien user zarzucił mi publicznie, że zdradziłam na tym forum coś, co rzekomo przekazał mi w sekrecie. Że wyciagnęłam na forum publiczne jego tajemnicę.
Co mnie do tej pory zdumiewa - to fakt, że od razu znalazły się osoby, które potwierdziły, że tę sytuację pamiętają!
Tymczasem zarzut "zdrady cudzego sekretu" był nieprawdziwy. Po pewnym czasie, gdy emocje opadły, ta osoba, rzekomo zdradzona przeze mnie, w prywatnych relacjach ze mną sama przyznała, że to co mi zarzuciła, w ogóle nie miało miejsca, zostałam za zarzut "zdrady sekretu" przeproszona. Relacje miedzy nami są wyczyszczone.


Ale nauczona doświadczeniem, od tej pory szybko i stanowczo reaguję gdy mi ktoś przypisuje coś, czego nie napisałam.
I nadal będę tak postępowała.
Dlatego bardzo proszę, jeśli chcesz polemizować z wypowiedziami Tomoe - cytuj wypowiedzi, z którymi podejmujesz polemikę. :)

women88 - 2012-05-13, 19:52

Tomoe napisał/a:
Gdzie ja napisałam że twoja sytuacja od października od października się pogorszyła i że nic nic nie zrobiłaś?
Ja ci przecież tylko zadałam pytanie i zaproponowałam ci abyś przeprowadziła analizę twojego tematu.


Odebralam te slowa zupelnie inaczej.
Dzis widze jak bardzo sie mylilam.
Przepraszam Tomoe, zwracam honor.

Tomoe napisał/a:
Proszę mi nie przypisywać słów, których w ogóle nie wypowiedziałam.


Wybacz

Tomoe napisał/a:
To co mi przypisujesz jako moją ocenę ciebie - to twoja samoocena.


Chodzi o to "beznadziejna"?
Nieeeee. Ja nie jestem beznadziejna. NIE.
Przywyklam w zyciu do tego ze inni wytykali mi tylko bledy i utwierdzali w takim przekonaniu. Dzis wiem ze to nie jest prawda a tego stwierdzenia uzylam wlasnie ze wzgledu na to co bylo. Nic wiecej.

Tomoe napisał/a:
Zatem twój powyższy obszerny wywód jest w zasadzie polemiką, jaką przeprowadziłaś sama ze sobą, a nie ze mną.


Dokladnie tym mial byc ten "obszerny wywód" ;-)
Postanowilam dzis sie przyjrzec sobie, temu jak sie zmienilam- tak dla siebie- i myslalam by to zapisac w zeszycie ale postanowilam napisac tutaj bo kiedys sobie ten watek przeczytam (pewnie nie raz) i bede miala porownanie tego jak bylo i jest. Poza tym zeszyty nie sa w moim domu bezpieczne przy moich dziewczynkach :lol:.

Niepotrzebnie dodalam to glupie zdanie
Tomoe napisał/a:

women88 napisał/a:

Tomoe pisala ze moja sytuacja od pazdziernika sie pogorszyla, ze nic nie zrobilam itp. Czy jednak napewno?


Bo rzeczywiscie wyglada to jakbym chciala komus udowodnic "Tomoe nie ma racji" a tak absolutnie nie bylo i nie jest.

Pisalam to dla siebie :-)

Nastepnym razem 10 razy sie zastanowie zanim cos napisze a jezeli bede miala watpliwosci o co komus chodzi to poprosze o sprecyzowanie zamiast od razu kogos oskarzac o cos.

Daleeeeeka droga przede mna :) .

Napisalam do tej znajomej co u mnie (ze m znow pije, ze zapisalam sie na terapie) i zapytalam czy sie spotkamy. Fajnie by bylo... :)

Starsza cora wyzdrowiala wreszcie i od jutra wraca do przedszkola :mrgreen: .
Tylko mlodszej daleko do wyzdrowienia. Szkoda bo bym odwiedzila kuzynke...

No.
Koniec wywodu :lol:

Tomoe - 2012-05-13, 20:05

Myślę, że dla ciebie samej ważne jest, abyś precyzyjnie odróżniała to, co ludzie do ciebie mówią - od tego co ci się tylko wydaje, że mówią.
Jeśli masz wynieść coś pożytecznego ze swojej terapii, ta zasada jest szczególnie ważna w twoich relacjach z terapeutką.

A swoja drogą - może zechcesz się podzielić swoimi refleksjami z lektury książeczki "Trudna nadzieja"? :)

kahape - 2012-05-14, 10:57

Tomoe napisał/a:
Myślę, że dla ciebie samej ważne jest, abyś precyzyjnie odróżniała to, co ludzie do ciebie mówią - od tego co ci się tylko wydaje, że mówią.
muszę Tomoe przyznać rację, bo my same "kręcimy" filmy. Nawet bez konkretnych podstaw. Np...
women88 napisał/a:
Czas na wprowadzenie twardej milosci nie tylko gdy jest zle... czas na... separacje? Chyba tak by mozna to nazwac.
Wiem ze bedzie cholernie ciezko wytrwac ale innej drogi nie ma.
z skąd wiesz, że będzie ciężko? Masz wsparcie terapii, masz wsparcie na forum... dasz radę! Wierzysz w to?
Myślę, że "ciężko" to już było. Żadnej nadziei, światełka w tunelu. Mrok, płacz, beznadzieja....

Teraz masz zupełnie inną sytuację. Masz CEL!! Widzisz go! Dążysz do niego!
Po drodze jeszcze upadniesz nie raz, ale podniesiesz się i pójdziesz dalej, do światła, do słońca. :-D
Podoba mi sie twój "rozrachunek". Na razie wygląda niekorzystnie, negatywnie.
A to dlatego, że rozpatrujesz w nim tylko minusy. Co z negatywnych spraw udało ci się załatwić.
Brakuje rzeczy pozytywnych! A przecież takie są!!! Na pewno! Chociażby to...
women88 napisał/a:
Troche sobie wieczorem poplakalam ale nie dlatego ze on znow pije... z bezsilnosci. Czulam jakbym oplakiwala kogos w zalobie a raczej nie kogos a swoje malzenstwo, pogrzebalam ta glupia nadzieje
przecież to początek drogi! Uznanie bezsilności nad alkoholikiem! Od tego wszystko się zaczyna. Nie każda koalka to poczuje. Nie każda koalka "podda się". Walczy dalej, upiera się, próbuje ciągle od nowa....
A ty??? Koniec! Mam dość! Popłakałaś nad pogrzebaną nadzieją.... SUPER!!!

Tak ma być womenka, tak ma być :mrgreen: :mrgreen: :mrgreen:
Będzie dobrze, już jest!
pozdr

women88 - 2012-05-14, 12:52

Tomoe napisał/a:
Myślę, że dla ciebie samej ważne jest, abyś precyzyjnie odróżniała to, co ludzie do ciebie mówią - od tego co ci się tylko wydaje, że mówią.


Racja. Musze sie tego nauczyc bo czasami chyba slysze to, co chce uslyszec :roll:

Tomoe napisał/a:
A swoja drogą - może zechcesz się podzielić swoimi refleksjami z lektury książeczki "Trudna nadzieja"?


Szczerze to czytalam ja w dniu terapii w autobusie- troszke do konca zostalo. Przez te dni sporo czytalam w internecie a ta ksiazeczke postanowilam drugi raz przeczytac "na swiezo" dzien przed terapia na spokojnie. Jak przeczytam to cos napisze :)

kahape napisał/a:
z skąd wiesz, że będzie ciężko? Masz wsparcie terapii, masz wsparcie na forum... dasz radę! Wierzysz w to?
Myślę, że "ciężko" to już było. Żadnej nadziei, światełka w tunelu. Mrok, płacz, beznadzieja....


Bedzie ciezko bo widze to po doswiadczeniach innych i po tym jak obecnie czuje- niby silniejsza ale brakuje jeszcze jakiejs stanowczosci itp.
Dac rade musze. Tak, dam rade. Poki co z wiara tak srednio, tzn. nie ma innej opcji bym nie dala rady ale mowie to tak niepewnie...

Widze ogromna roznice w tym jak bylo a jak jest, tak jak piszesz- teraz mam cel, wiem ze z czasem moze byc tylko lepiej :) jednak czeka mnie niezla przeprawa ;-)

Tak, poplakalam z bezsilnosci... i placze co jakis czas ale to mi potrzebne chyba.
Ocieram lzy i usmiecham sie myslac "bedzie dobrze".
Trzeba isc dalej.

**********

M byl niedawno.
Przyszedl na chwile do dziewczynek.
Chcial fajki i 10zl. Dalam mu bo akurat tyle mialam w portfelu (na koncie mam swoje) a to byly pieniadze ktore on przyniosl do domu. Zjadl cos i pojechal.
Powiedzialam mu zeby wiecej nie przyjezdzal po nic bo nie dostanie- ani jedzenia ani pieniedzy. Ze ma prace (powinien na dniach wyplate dostac) wiec niech sobie radzi a ja jak dostane pieniadze to tylko na siebie i dzieci.
Widzialam ze smieje sie mi w twarz...

Teraz napisal smsa "a spac moge przyjezdzac czy tez nie???"
i mysle czy odpisac NIE czy "poki pijesz nie" czy co :roll:
Nie chce popelnic bledu....

Edit: Napisalam mu jednak "poki pijesz nie".

********

Zapomnialam napisac ze dzwonilam do tesciowej zeby zapytac czy jutro mi sie zaopiekuje mala. Zgodzila sie. Mowila ze z nia zle, ze w depresje znowu wpada, ze "dziczeje" bo u znajomych wysiedziec nie umie, do domu chce zaraz wracac, zle spi i w ogole... a jak zapytala o meza "czy sie trzyma" to sie calkiem posypala- plakac zaczela, powiedziala ze chciala odkurzyc ale juz nie da rady bo sie cala trzesie. Powiedzialam jej ze powinna znowu sie gdzies zglosic (kiedys chodzila na terapie jak m mial kolo 20, brala leki na depresje) ale ona na to ze nie ma juz sily, ze juz nie te lata i ona sie juz poddala i z tego nie wyjdzie.

Okropnie mi sie tego sluchalo. Kiedys krylam przed nia ze maz pije bo wiedzialam ze potem jej zdrowie siada. Teraz tez potwornie sie czuje z tym ze jej powiedzialam ale musialam, prawda?
Martwie sie o nia :-(, ma cukrzyce, nadcisnienie i przy tym te choroby sie nasilaja...
Widze ze jej stan jest naprawde straszny- to ze sie poddala, nie chce pomocy... a bez terapii to nie wiem co bedzie.

Przekonywac ja???

W tej sytuacji zastanawiam sie czy nie bede zmuszona zrezygnowac z jej pomocy przy malej (sama powiedzziala ze nie da rady) i bedzie problem- z dzieckiem jezdzic czy co?

anka799 - 2012-05-14, 14:11

Women, tak pisałaś wczoraj i dzisiaj:

Wczoraj g. 17:08
women88 napisał/a:
Napisal smsa (od razu sie rozdygotalam ) ze przyjedzie po pieniadze na fajki i jedzenie. Odpisalam mu ze fajki kupilam a jedzenie w lodowce wiec pieniedzy nie potrzebuje i nie dam. To odp byl "a co ja k...a nie zarabiam?? potrzebuje 50zl na dlug za piwo". Napisalam mu ze mam w sumie ok 50zl i ze jak chce to niech sobie wezmie, tylko nie przychodzi juz po pieniadze na jedzenie ani nie zaglada do lodowki, od dzis kazde zyje na wlasny rachunek

women88 napisał/a:
Nie wiedzialam co mu odpisac na smsa- czy mam dac kase czy nie

Wyznaczyłaś granice - pieniądze dostałeś, wziąłeś, przeznaczyłeś na dług za picie i teraz koniec - żadnego jedzenia ani pieniędzy na alkohol. I co się stało następnego dnia z Twoją konsekwencją?

Dziś g. 12:52
women88 napisał/a:
M byl niedawno.
Przyszedl na chwile do dziewczynek.
Chcial fajki i 10zl. Dalam mu bo akurat tyle mialam w portfelu (na koncie mam swoje) a to byly pieniadze ktore on przyniosl do domu. Zjadl cos i pojechal.

Czyżbyś już zapomniała co mówiłaś mu wczoraj? Oddałaś mu ostatnie pieniądze z portfela. Gdyby dzieci chciały pieniążki na loda lub ciastko to im nie miałabyś już z czego dać...
Pieniądze, które on przynosi do domu są dla rodziny, a nie na nadużywanie alkoholu i spłacanie zadłużenia za alkohol.

women88 napisał/a:
Powiedzialam mu zeby wiecej nie przyjezdzal po nic bo nie dostanie- ani jedzenia ani pieniedzy
women88 napisał/a:
Teraz napisal smsa "a spac moge przyjezdzac czy tez nie???"

I co? Znowu ten sam warunek, ta sama granica, której nie potrafisz obronić. On śmieje się Tobie w twarz i szczerze mówiąc, wcale nie ma się jemu co dziwić. Nie traktuje Ciebie poważnie. Widzi Twój brak konsekwencji i doskonale wie, że jesteś bezsilna. Mało tego - jest przekonany, że się nie ogarniesz i nie sprzeciwisz się jemu.
Czy może spać? Trzeźwy tak - na osobnym łóżku, w innym pokoju, zero jakiejkolwiek bliskości z żoną. Nietrzeźwy - nie ma wogóle wstępu do domu.

Jak zaczniesz konsekwentnie wymagać od niego i stanowczo wyrażać swój sprzeciw wobec jego picia, to mogą pojawić się problemy, że nie będzie dawał Tobie pieniędzy. Wówczas - wniosek do sądu o alimenty.

Powodzenia

Tomoe - 2012-05-14, 14:45

Ile ci zostało pieniędzy na życie?
Co zrobisz, jeśli on ci w tym miesiącu nie da żadnej wypłaty?
Jesteś pewna, że nadal ma pracę?

Martaa - 2012-05-14, 17:03

Dziwczyny mają rację musisz wyznaczyć granice i być konsekwenta.Z jakiej paki ty masz sama utrzymywać rodzine jego zasranym obowiązkiem jest łozyć na rodzine a jak nie to wniosek o alimenty i cześć.
women88 - 2012-05-14, 17:39

Ania, sama tak dzis pomyslalam wiec duzo w tym prawdy jest ale juz tlumacze czemu tak a nie inaczej ;-)

M dostaje kase z 2 zrodel. Kilka dni temu dostal 500zl z umowy o dzielo- polowa poszla na jego dlugi a reszte mi dal. Ma jeszcze na dniach dostac 1500 z ochrony.
Wczoraj nie wzial ode mnie tylko poszedl do bratowej.
Dzis jak mu powiedzialam ze nie dam to powiedzial "przeciez wczoraj nie wzialem".
Wiec uznalam- niech bierze ta kase co jego (kilkanascie zlotych) i z lodowki tez to co kupil dla siebie i jestesmy rozliczeni. Powiedzialam mu to dzis wyraznie zeby wzial co JEGO- wzial kabanosy i boczek co kupil sobie i tyle.

Wiem ze niezdarnie mi to wychodzi jeszcze ale mysle ze cos dociera do mozgownicy skoro zapytal czy spac moze.
Wkrotce przestanie sie smiac.

A teraz kwestia moich pieniedzy.
O najblizsza przyszlosc jesli chodzi o pieniadze sie nie martwie bo mam na koncie u tesciow kilka tysiecy ktore w razie czego moga mnie poratowac (mam nadzieje ze nie bedzie koniecznosci).
Do sierpnia 2013 mam rente po rodzicach ktora starczy na to by poplacic rachunki i spokojnie utrzymac nas trzy a moze nawet cos odlozyc (kiedys sie wstydzilam tego ze biore ta rente ale uznalam ze skoro moj tata pracowal 30lat i nie dozyl emerytury to mi sie to nalezy...).
Poza tym moja starsza coreczka dostaje 300zl alimentow.

Teraz wlasnie mam te 300zl na koncie a przed 20 dostane rente.

No i na dzien dzisiejszy wydaje mi sie ze chyba najlepiej by bylo zyc zupelnie bez niego.
Bo jak bedzie sie dokladal do czegos to bedzie wypominal, bedzie mial argument za tym ze mam go do domu wpuszczac itp. a tak to nie ma.
Poza tym nie musze sie martwic czy ma prace czy nie.

Tylko ze z drugiej strony to jemu by za dobrze bylo gdyby nie dokladal sie do oplat (chyba ze sie calkiem wyniesie).

Sama juz nie wiem.

Teraz przez ten czas jak mam dochody musze zadbac o przyszlosc, wykrztalcenie.
Na studia nie dam rady pojsc ale jakis madry kurs mam w planach.


Dzwonila tesciowa.
Mowila ze m tam byl dlugo, ze nie byl pijany, ze pogadali.
Ze m twierdzi ze mu nie odpowiada to jak nasze malzenstwo wyglada, ze za malo wychodzimy itp. Przez wiekszosc czasu jak bylismy razem byly problemy finansowe (powod jasny) wiec faktycznie tak bylo :lol: Tak sie sklada ze sama bym chciala by bylo inaczej i nieraz o tym gadalismy to mowil "nic nie poradzimy, dzieci itp." Poza tym ponoc gnebi go to ze remontu nie umie skonczyc, ze fachowcem nie jest itp.
Taa, 100 powodow..

Ja sama nie jestem zadowolona z tego jak wygladalo moje malzenstwo bo my ciagle razem wszystko, zadne nie mialo luzu itp. to nie bylo zdrowe...
No ale skoro jemu tak zle to ma teraz luzu w cholere :lol:
Ja sie zajmuje soba, mam zamiar sobie sprawiac mnostwo przyjemnosci :mrgreen:

Tomoe - 2012-05-14, 20:53

women88 napisał/a:

M dostaje kase z 2 zrodel. Kilka dni temu dostal 500zl z umowy o dzielo- polowa poszla na jego dlugi a reszte mi dal.


Czyli dał ci 250 złotych.
A długi były czyje?
A ile kasy wyciągnął z konta bez twojej wiedzy?

women88 napisał/a:

Ma jeszcze na dniach dostac 1500 z ochrony.
Wczoraj nie wzial ode mnie tylko poszedl do bratowej.


Ma dostać - ale czy dostanie?
A jeśli dostanie - to ile długów z tego bedzie musiał spłacić zanim coś ci da? Bo to co wziął od bratowej, oddać przecież musi. Co z tego że ty mu nie dałaś tej kasy do ręki, skoro i tak spłata długu odbędzie się kosztem potrzeb rodziny?

women88 napisał/a:

mam na koncie u tesciow kilka tysiecy
Do sierpnia 2013 mam rente po rodzicach ktora starczy na to by poplacic rachunki i spokojnie utrzymac nas trzy a moze nawet cos odlozyc
Poza tym moja starsza coreczka dostaje 300zl alimentow.
Teraz wlasnie mam te 300zl na koncie a przed 20 dostane rente.
No i na dzien dzisiejszy wydaje mi sie ze chyba najlepiej by bylo zyc zupelnie bez niego.



Czyli ty masz zabezpieczenie finansowe. Dałabyś spokojnie radę utrzymać siebie i swoje dzieci.
Dlaczego zatem było tak:

women88 napisał/a:

Przez wiekszosc czasu jak bylismy razem byly problemy finansowe (powod jasny)


Nazwij ten powód po imieniu, skoro jest jasny.
Kto był powodem waszych kłopotów finansowych?
Kto w waszej rodzinie kogo utrzymuje?
Kto w waszym małżeństwie żyje na czyj koszt?

Jeszcze jedno pytanie: kto u kogo mieszka?

women88 - 2012-05-14, 21:33

Tomoe napisał/a:
Czyli dał ci 250 złotych.
A długi były czyje?
A ile kasy wyciągnął z konta bez twojej wiedzy?


200 bylo dla bratowej- 100 przewalil a drugie 100 bral od niej na paliwo jak juz nie pil.
Wtedy co mi z karty wyplacil to 550zl- tak jak pisalam- te pieniadze mi odda jak przyjdzie zwrot z podatku- jestem o to spokojna bo rodzice te pieniadze odbiora od listonosza i mi dadza.

Tomoe napisał/a:
Ma dostać - ale czy dostanie?
A jeśli dostanie - to ile długów z tego bedzie musiał spłacić zanim coś ci da?


Dostac napewno dostanie bo pracuje nadal.
Co do dlugow to pojecia nie mam...

Tomoe napisał/a:
Czyli ty masz zabezpieczenie finansowe. Dałabyś spokojnie radę utrzymać siebie i swoje dzieci.
Dlaczego zatem było tak:

women88 napisał/a:

Przez wiekszosc czasu jak bylismy razem byly problemy finansowe (powod jasny)


Stracil prace przez to ze w niej wypil i pozniej dlugo znalezc nie mogl, zylismy z mojej renty (2/3 mniejszej niz obecnie) i pomocy mojej babci, taty... Ledwo wiazalismy koniec z koncem. Jak pracowal to zdarzalo sie ze z wyplaty na starcie iles znikalo. Wiadomo ze powodem bylo jego picie, alkoholizm.
Hmm kto kogo utrzymuje? Byl czas ze mozna powiedziec ze ja jego, byl krotki czas ze on mnie a teraz to juz oboje mielismy dochody... wszystkie pieniadze byly wspolne, kazde mialo jakas sume "kieszonkowego".
Dom w ktorym mieszkamy jest moj, dostalam go w spadku. M nie jest zameldowany.

Tomoe - 2012-05-14, 21:51

women88 napisał/a:

Stracil prace przez to ze w niej wypil i pozniej dlugo znalezc nie mogl


Tracił pracę niejeden raz. I nie zawsze z powodu picia.

Tak pisałaś w październiku zeszłego roku:
women88 napisał/a:

Mamy straszne problemy finansowe- ja nie pracuje bo dzieci nie mam z kim zostawic a on chce stanac na nogi ale nie umie sie na dluzej w zadnej robocie zatrzymac. Ciagnie sie za nim przeszlosc. Nie ma wyksztalcenia, nie ma doswiadczenia bo ciagle inna robota- o prace nielatwo. Ilekroc wydaje sie ze juz bedzie pewna robota cos sie psuje (tak jak ostatnio z ta firma).
Jego te problemy finansowe dobijaja ale zamiast walczyc zeby to zmienic- wziac sie w garsc i szukac lepszej roboty, on dalej pije i jest coraz gorzej!

Dzis bylam zmuszona sprzedac u jubilera kolczyki ktore byly pamiatka po babci zeby moc zaplacic rachunki... ale co dalej?


Odnoszę wrażenie, że to ty prawie cały czas ciągniesz ten wózek, tylko trudno ci się do tego przyznać, bo sie po protu wstydzisz, że utrzymujesz dorosłego chłopa, bez wykształcenia, bez doświadczenia, z kryminalną przeszłością, nie potrafiącego się długo utrzymać w żadnej robocie.

Musisz przyznać, że to nie jest mężczyzna zdolny do zapewnienia rodzinie stabilizacji materialnej. Czyli - żyjesz w ciągłym lęku o byt materialny.

Czy gdybyś została sama z dziećmi - twoja sytuacja materialna pogorszyłaby się, czy by sie poprawiła?
Czy twój lęk o byt materialny byłby większy czy mniejszy?

women88 - 2012-05-14, 22:42

Tomoe napisał/a:
Odnoszę wrażenie, że to ty prawie cały czas ciągniesz ten wózek, tylko trudno ci się do tego przyznać, bo sie po protu wstydzisz, że utrzymujesz dorosłego chłopa, bez wykształcenia, bez doświadczenia, z kryminalną przeszłością, nie potrafiącego się długo utrzymać w żadnej robocie.


Nie, tego sie nie wstydze. Gdybym sie tego wstydzila to bym sie z nim nie zwiazala.
Ja w sumie moglabym tez tak o sobie powiedziec- nie mam zawodu, doswiadczenia... To zawsze mozna zmienic. On jest inteligentny facet i wiem ze moze jeszcze to nadrobic a niedawno mi mowil ze chce

Tomoe napisał/a:
Musisz przyznać, że to nie jest mężczyzna zdolny do zapewnienia rodzinie stabilizacji materialnej. Czyli - żyjesz w ciągłym lęku o byt materialny.


Trudno sie nie zgodzic

Tomoe napisał/a:
Czy gdybyś została sama z dziećmi - twoja sytuacja materialna pogorszyłaby się, czy by sie poprawiła?


Poprawila

Tomoe napisał/a:
Czy twój lęk o byt materialny byłby większy czy mniejszy?


Hmm, tu trudno powiedziec. Niby mniejszy ale zawsze jest ta swiadomosc ze jestem sama i ode mnie wszystko zalezy.

**************

Stalo sie.
Pierwszy raz nie wpuscilam go do domu.
Przyjechal i puka mi w okno- otworzylam mu drzwi i pytam "co chcesz".
"Przyjechalem do zonki" zadowolony, usmiechniety :lol: . To ja mu na to "co Ci pisalam??"- "nie jestem pijany"- wiec mowie dalej "nie pisalam ze nie masz byc pijany... pijesz? pijesz" a on "to co, mam sobie pojsc?"- "tak"
"dobra" i poszedl obrazony.
Pojechal po paru minutach ale czuje ze wroci :-/

Masakra jakie to trudne.
Gdy mu zamknelam drzwi przed nosem to tysiac mysli w glowie mialam- czy dobrze robie, czy nie bede zalowac itp.itd.

Chcialabym zeby juz rano bylo.
Mialam zamiar poczytac teraz ta ksiazeczke od terapeutki ale nie dam rady z emocji :-|
Ide spac.

Dziekuje za to ze jestescie.
Nie dalabym rady bez tego forum.

women88 - 2012-05-15, 05:41

Polozylam sie spac z uczuciem niepokoju, kazdy odglos powodowal lek ze on wroci i znow bedzie chcial wwejsc. Nowosc dla mnie bo nigdy nie musialam sie bac jego powrotow.
Dopiero teraz jak zaczelam walczyc...
Zasnelam po chwili.

Napisal mi wczoraj jeszcze:
"pol dnia trzezwialem zeby wrocic do domu, po h... jak ty robisz inaczej niz piszesz".
odpisalam mu ze robie to co napisalam- piles wiec nie nocujesz w domu.

Teraz odczytalam smsa "juz mam gdzie nocowac. spakuj mi jutro rzeczy. juz nawet nie pijac nie mam po co wracac"

Czuje sie paskudnie.
A moze jakbym go wpuscila byloby ok, moze dalej by sie leczyl- nie pytalam.

Teraz nie jestem wcale przekonana ze dobrze zrobilam...
Maltretowane kobiety przynajmniej wiedza za co wyrzucily...
Ja teraz czuje sie jak potwor.
Wyrzucilam z domu meza, ojca moich dzieci.
Teraz to on juz napewno sie zapije bo nie ma powodu by nie zapic.
I ja bede czula sie winna.

Gdzies gleboko jest ta mysl "dobrze robisz" ale to nie zmienia faktu ze boli strasznie i ze mam te mysli jak wyzej.

Musze sie przygotowac, zaprowadzic starsza core do przedszkola, pozniej druga do tesciowej zawiezc, posiedze troche na kawie i jade na 12.

Odezwe sie po poludniu.

Nie wiem jak dzis ta wizyta przebiegnie bo chyba sie porycze na calego :-|

Piszcie prosze.

anka799 - 2012-05-15, 08:22

women88 napisał/a:
"nie pisalam ze nie masz byc pijany... pijesz? pijesz" a on "to co, mam sobie pojsc?"- "tak"

Skoro taki warunek postawiłaś to nie masz innego wyjścia jak się tego trzymać, aby on zyskał do Ciebie szacunek i zaczął liczyć się z Twoimi słowami. Może mało precyzyjnie określiłaś mu ten warunek i nie był on dla niego tak czytelny aby on nie miał problemu z jego interpretacją. Bo co dla Ciebie samej oznacza, że jak "pijesz to nie wchodzisz do domu" :?: Ja zrozumiałam to w ten sposób, że dopóki nie rozpocznie i nie będzie uczciwie kontynuował terapii tak :?: On mógł to odczytać jedynie w ten sposób, że bez promili we krwi może przyjść i nie będziesz się czepiała. A co dla Ciebie znaczą te słowa :?: Co znaczy ten warunek :?: Dla Ciebie też musi być ten warunek jasny. Sama musisz wiedzieć gdzie jest granica, której nie pozwolisz jemu przekroczyć. Spokojnie się nad tym zastanów...

women88 napisał/a:
"dobra" i poszedl obrazony.

Poszedł obrażony bo nie spodziewał sie tak stanowczej postawy z Twojej strony. Przecież on przyszedł zadowolony "do swojej żonki".

women88 napisał/a:
juz mam gdzie nocowac. spakuj mi jutro rzeczy. juz nawet nie pijac nie mam po co wracac

No widzisz jak potrafi sobie poradzić. Ty i dzieci nie jesteście mu na chwilę obecną do niczego potrzebni. Objął fajną taktykę obwinienia Ciebie za to co się stało. Żaden alkoholik nie chcący się leczyć nie przyzna sam przed sobą, że to się stało z powodu jego picia, bo wówczas musiałby przyznać się do tego, że jest alkoholikiem, że powinien przestać pić i podjąć leczenie. A on przecież tego nie chce :!:
Jego słowa odczytałaś w taki sposób: TO TWOJA WINA :!: TO TY ROZWALIŁAŚ NASZE MAŁŻEŃSTWO :!: JESZCZE BĘDZIESZ MNIE PROSIŁA ABYM WRÓCIŁ :!: Uruchomiły się mechanizmy współuzależnienia. Mechanizm zaprzeczania i iluzji (przecież on nas utrzymuje, przecież jest dobrym ojcem, przecież jak jest trzeźwy to jest takim kochanym i czułym mężem, itd, itd.
Alkoholik żeruje na nieadekwatnym poczuciu winy, jakie potrafi wywołać u osób współuzależnionych (właśnie to nieadekwatne poczucie winy opisujesz poniżej):

[quote="women88"]Czuje sie paskudnie.
women88 napisał/a:
Teraz nie jestem wcale przekonana ze dobrze zrobilam...
women88 napisał/a:
czuje sie jak potwor

women88 napisał/a:
Wyrzucilam z domu meza, ojca moich dzieci.

women88 napisał/a:
I ja bede czula sie winna.

Ty już się czujesz winna. A przecież zanim on zaczął z Tobą w ten sposób rozmawiać to byłaś święcie przekonana, że postępujesz właściwie prawda :?: Zauważ jak on Tobą zamanipulował, aby mieć powód do dalszego picia. Zwróć uwagę na to jak wpłynął na Twoje samopoczucie, emocje. Nie byłaś już w stanie czytać książki, nie mogłaś spokojnie spać, stałaś się nerwowa. Dziś cała dygotasz i czujesz się jak śmieć. Spójrz jak on wyśmienicie potrafi zburzyć Twój spokój, Twoją pewność siebie, Twoje przekonanie o słuszności decyzji...

women88 napisał/a:
A moze jakbym go wpuscila byloby ok, moze dalej by sie leczyl- nie pytalam

O jakim leczeniu DALSZYM Ty mówisz :?: Przecież on cały czas pije i nawet mu się nie śni leczenie. Womenko - przestań żyć tą nadzieją o jego rychłym podjęciu leczenia. Do tego czasu jeszcze wiele hektolitrów wody upłynie...

women88 napisał/a:
Teraz to on juz napewno sie zapije bo nie ma powodu by nie zapic

Wierz mi, że jak będzie kontynuował picie to nie z tego powodu. Jednym jedynym powodem, dla którego on pije alkohol jest to, że JEST OSOBĄ UZALEŻNIONĄ OD ALKOHOLU, JEST ALKOHOLIKIEM. I to jest jedyny powód REALNY dla którego on pije. Pozostałe podawane przez niego czy przez Ciebie powody jego picia to tylko chore usprawiedliwienia dla jego picia, w stylu "bo to zła kobieta była".

women88 napisał/a:
Gdzies gleboko jest ta mysl "dobrze robisz"

I tego się trzymaj :!: Spójrz krytycznym okiem na teatrzyk, w którym on jest aktorem, a Ty jedynie biernym obserwatorem. Wprowadzając nowe granice, stanowczo ich broniąc burzysz jego misternie tworzony scenariusz spektaklu i jemu bardzo się to nie podoba. Broni się, ale im dłużej i spokojniej, a zdecydowanie Ty będziesz broniłą siebie i dzieci - jemu zabraknie argumentów i wówczas albo sobie Was odpuści albo odbije się od dna, zauważając prawdziwy powód zejścia na dno.

Lenka29 - 2012-05-15, 10:03

Cytat:

Wyrzucilam z domu meza, ojca moich dzieci.


a ja myślę że to nie Ty go wyrzuciłaś , on sam się wyrzucił ...sam tak zadecydował
przecież wiedział ... "wystarczyło" nie pić . Wybrał inaczej ... sam wybrał ... Ty mu do gardła nie wlewałaś

wiem przez co przechodzisz i trzymam mocno kciuki , dbaj o siebie i o córeczki.

women88 - 2012-05-15, 16:44

Wrócilam wykończona fizycznie (duzo małą nosilam) ;-) ale z nowymi silami do walki :mrgreen:

Wiec tak.
Wszystkie te uczucia, watpliwosci o ktorych rano pisalam poszly sobie gdy odprowadzalam mala do przedszkola. Wrocilam znowu pewna siebie i swoich racji.
Utwierdzil mnie w tym jeszcze bardziej post Ani, ktory na szybko przeczytalam przed wyjsciem na autobus :) (dziekuje)

Terapeutka juz calkiem wybila mi z glowy glupie mysli, poczucie winy itp. :mrgreen:
Powiedziala ze bardzo dobrze zrobilam.
Skoro tak chce mam go spakowac i powiedziec ze to on nas zostawia, ze wybral alkohol a nie rodzine.
Mam byc stanowcza bo on wyczuwa lęk "jak pies" i trzeba "tupnac noga"
Ze owszem, sama moge sie utrzymac ale on ma dac pieniadze na dziecko.
Ze jakby sie opamietal (a ona ciagle twierdzi ze to bardzo prawdopodobne z tego co slyszy) i przyszedl do domu z postanowieniem leczenia to mam go przyjac ale byc na dystans.
Jak jednak bedzie pil i nie bedzie sie chcial leczyc pozostaje rozwod.

To oczywiscie tak ogolnie...

Terapia naprawde BARDZO pomaga.
Z ksiazek i innternetu mam juz spora wiedze, tutaj z forum ogromne wsparcie (wiedze tez) a jednak terapia to podstawa.

Nastepne spotkanie we wtorek o 13, a od 19 czerwca zamiast spotkan indywidualnych bedzie grupa z pania terapeutka.

********

Z tesciowa rozmawialam i mam jej poparcie, powiedziala ze juz nie bedzie mieszac bo wczoraj namieszala- przekonala go zeby juz nie pil i wrocil do domu- no i faktycznie tak zrobil a ja go nie wpuscilam ;-)

No dobra.
Ide nieco odpoczac i go spakuje :)

Lenka29 Dziekuje :)

Tomoe - 2012-05-15, 17:05

women88 napisał/a:

Ze jakby sie opamietal (a ona ciagle twierdzi ze to bardzo prawdopodobne z tego co slyszy) i przyszedl do domu z postanowieniem leczenia to mam go przyjac ale byc na dystans.
Jak jednak bedzie pil i nie bedzie sie chcial leczyc pozostaje rozwod.


Tak ci powiedziała terapeutka?
Na drugim spotkaniu z tobą, nie widząc na oczy twojego męża?
Jestem szczerze zdumiona... :shock: :shock: :shock:

Wybacz, ale po lekturze twoich ostatnich wpisów zaczynam podejrzewać, że ta twoja terapeutka i twoja terapia to jedynie wytwory twojej wyobraźni.

women88 - 2012-05-15, 17:28

Tomoe napisał/a:
Wybacz, ale po lekturze twoich ostatnich wpisów zaczynam podejrzewać, że ta twoja terapeutka i twoja terapia to jedynie wytwory twojej wyobraźni.


:shock: :shock: :shock:
Jak to wytwory mojej wyobrazni???

Tak, tak mi powiedziala i sama sie dziwie ale tak jest.
Ja jej powiedzialam co na tem temat sadze, ze juz nadzieji nie mam i nie chce miec a ona na to ze nadzieje jakas powinnam miec (zdziwilam sie). Powiedziala ze jest optymistka i widzi swiatelko w tunelu (ostatnio tez to mowila). Mam takie wrazenie jakby w tej terapii u niej ciagle byl wazny on, tzn. lecze sie ja, walcze o SIEBIE ale pomoc to ma takze jemu (choc niekoniecznie). Moze to dlatego ze zyje z trzezwym alkoholikiem? (podobno)
Zdaje sobie sprawe z tego ze to troche inaczej niz Wy piszecie ale ja wynosze z tej terapii to co chce- nie musze przeciez przyjmowac wszystkiego co ona mowi, tak?

Nie rozumiem dlaczego twierdzisz ze ja cos wymyslam.

Tomoe - 2012-05-16, 09:15

Oto powody mojego niedowierzania i nieufności wobec twoich słów:

Po pierwsze - żaden profesjonalny terapeuta nie posuwa się w swoich "diagnozach" tak daleko, aby oceniać szanse na wytrzeźwienie i na podjęcie leczenia przez alkoholika, którego nie leczy, co więcej - w ogóle go nie zna, bo na oczy go nigdy w życiu nie widział.
Takie "diagnozowanie" ma tę samą wartość, co wróżenie z fusów od kawy albo z kryształowej kuli.
Terapia współuzależnienia nie polega na wzbudzaniu u żony alkoholika nadziei na rychłe wytrzeźwienie tegoż alkoholika.
Terapia współuzależnienia nie polega także na dawaniu żonie alkoholika przez terapeutę rad, kiedy ona ma go wpuszczać do domu, a kiedy ma brać z nim rozwód.


Po drugie - opisując swoją pierwszą wizytę u terapeutki, napisałaś, że dostałaś od niej książkę "Trudna nadzieja" do przeczytania w domu i że na drugim spotkaniu miałyście rozmawiać o tej książce.
I co z ta książką? Przeczytałaś już tę książkę? Rozmawiałyście o niej?
Czego się dowiedziałaś o mechanizmach uzależnienia i współuzależnienia?
Ani słóweczka na ten temat nie wspominasz.

women88 - 2012-05-16, 10:15

Tomoe, czy to ja jestem terapeutka?
Pisze co ona mowila i wiem ze sie to kłóci z tym co Wy piszecie i z tym co wszedzie czytam.
Nie znam jej kompetencji i nie wiem skad ona czerpie taka a nie inna wiedze.
Naprawde nie zmyslam, nie wiem jak mam Ci to udowodnic.
Moze jednak ta terapeutka nie jest taka dobra po prostu? Dobrze mi sie z nia rozmawialo, udalo jej sie utwierdzic mnie w tym ze dobrze robie i na tym sie skupiam.
A tych slow o nadzieji tak powaznie nie wzielam do siebie bo wyraznie czzuje ze brak nadzieji jest mi potrzebny do tego by sie od niego oderwac i dzialac. To ta nadzeja mnie ciagle blokowala a teraz jej brak mnie nakreca.

Tak, kazala przeczytac mi "Trudna nadzieje" i przeczytalam ale gdy o to zapytala powiedzialam jej ze przeczytalam tydzien wczesniej i mialam zamiar jeszcze raz przeczytac ale nie wyszlo. Za to przeczytalam "Malzenstwo na lodzie" i jestem w trakcie czytania "Koniec wspoluzaleznienia". Na koniec spotkania powiedziala ze mam teraz z tych ksiazek wybrac cos co chcialabym omowic, moze mam jakies pytania itp.

O mechanizmach wiem juz sporo ale nie sadzilam ze mam tutaj sie "chwalic" ta wiedza.
Jakos w innych watkach nie widzialam zeby ktos pisal.

Tomoe, powiedz, po co bym to wszystko pisala gdyby to nie bylo prawda? Dla zabawy?

Nigdy nie sadzilam ze mnie ktos posadzi o cos takiego...

*************
Zadzwonilam do cioci m ze nie przyjedziemy na ta ich impreze.
Maz ma dzis przyjechac po rzeczy, czekaja od wczoraj spakowane.

Tomoe - 2012-05-16, 10:28

Ja ciebie o nic nie oskarżam ani nie posądzam.
Piszę o swoich odczuciach, ocenach, wątpliwościach.
O swojej nieufności i swoim niedowierzaniu wobec twoich słów.
A do swoich odczuć i ocen mam przecież prawo. :)

women88 - 2012-05-16, 11:59

W porządku Tomoe.

Byl po rzeczy.
Poryczalam jak wyszedl :cry:
Wiem ze nie powinnam ale to boli :-(

Byl mojej bratowej oczywiscie sie pochwalic i ona jest za nim.
Bedzie miala znowu sensacje do opowiadania po wsi...
No ale nic nie poradze a mam wieksze zmartwienia.
Nie pierwszy raz ludzie o mnie gadac beda :-|

kawanadmorzem - 2012-05-16, 12:51

women88 napisał/a:
W porządku Tomoe.

Byl po rzeczy.
Poryczalam jak wyszedl :cry:
Wiem ze nie powinnam ale to boli :-(

Byl mojej bratowej oczywiscie sie pochwalic i ona jest za nim.
Bedzie miala znowu sensacje do opowiadania po wsi...
No ale nic nie poradze a mam wieksze zmartwienia.
Nie pierwszy raz ludzie o mnie gadac beda :-|


rozumiem przechodzilam to. to nie koniec walki ale początek.
Masz terapie to dasz radę. A co Cię obchodzi co ludzie powiedzą?
do tej pory też gadali tez widzieli męża nawalonego pewnie slyszeli awantury. teraz musisz walczyc o siebie bo jemu nie pomożesz. wiem jak to jest,jak serce pęka a jednocześnie nie mozna już dluzej tego znieść.

anka799 - 2012-05-16, 13:02

women88 napisał/a:
Poryczalam jak wyszedl



women88 napisał/a:
Wiem ze nie powinnam

Mylisz się - powinnaś. Chce Ci się płakać to płacz. Przecież nikomu tym krzywdy nie robisz. Masz ochotę krzyczeć - jedź do lasu i krzycz dopóki echo nie będzie głośniejsze.
Womenko - pozwól sobie w końcu czuć. Nie zamrażaj się od środka. Jest dobrze, a że boli - no cóż nie zawsze życie jest proste, łatwe i przyjemne. Jak boli to dobrze, to znak, że łamiesz swoje schematyczne działanie, że zmienia się Twoje zachowanie. Początkowo długo będzie boleć, ale tak ma być. Dobrze się dzieje... Trzymaj się...

women88 napisał/a:
Byl mojej bratowej oczywiscie sie pochwalic i ona jest za nim.
Bedzie miala znowu sensacje do opowiadania po wsi...

A może on perfidnie to wykorzystał wiedząc, że bardzo zależy Tobie na tym, aby nie było plotek na Twój temat :?: Myślał, że chcąc tego uniknąć zmienisz zdanie... Nie uważasz, że może to być kolejna jego manipulacja :?: Nie daj się...

women88 napisał/a:
No ale nic nie poradze a mam wieksze zmartwienia.
Nie pierwszy raz ludzie o mnie gadac beda

I tak ma być womanko. Ludzie gadali, gadają i będą gadać. Ważne, że jesteś uczciwa wobec samej siebie i dzieci. I że postępujesz w zgodzie ze sobą, a nie ze względu na to co wypada, czy jak powinno się postąpić. Koniec z powinnościami. Liczy się Twoje życie, Twoje potrzeby i Twoim zadaniem jest dbać o to, aby w Twoim życiu było najlepiej Tobie.

Powodzenia.

women88 - 2012-05-16, 16:14

kawanadmorzem napisał/a:
A co Cię obchodzi co ludzie powiedzą?
do tej pory też gadali tez widzieli męża nawalonego pewnie slyszeli awantury


No nie obchodzi... juz wczesniej musialam sie nauczyc nie przejmowac sie ludzmi bo inaczej bym musiala sie wyprowadzic daleko...
Awantur zadnych nie bylo (tylko na samym poczatku maz mial z moim kuzynem awanture, pisalam o tym) tak wiec nie slyszeli ludzie, nawalonego nie widzieli bo on poki co sie swietnie kryje ale wystarczy ze moja szwagierka wredna wie co sie u nas teraz dzieje to zaraz bedzie o tym glosno...

Mniejsza o to.

anka799 napisał/a:
A może on perfidnie to wykorzystał wiedząc, że bardzo zależy Tobie na tym, aby nie było plotek na Twój temat Myślał, że chcąc tego uniknąć zmienisz zdanie... Nie uważasz, że może to być kolejna jego manipulacja


Hmm, watpie. On wie ze sie ludzmi nie przejmuje. Wydaje mi sie ze po prostu szukal kogos kto go poprze i utwierdzi ze zona okropne wredne babsko go zmusilo do spakowania rzeczy a on przeciez tylko sobie wypic by chcial czasem, co w tym zlego :lol:

*******

Bylam odebrac corcie z przedszkola.
Powiedzialam kuzynce jak sprawa wyglada, byla zaskoczona.
Ciesze sie bo to jedyna mi tak bliska kuzynka (i jeszcze jej starsza siostra) a zarazem osoba ktorej moge ufac i wreszcie z nia otwarcie porozmawialam.

Widze ze Ty Ania bardzo madra kobieta, pomagasz bardzo i postanowilam przeczytac Twoj watek.
I tak czytam a tam:

"gadanie o alkoholiźmie/uczuciach/zamierzeniach nie na grupie to zwyczajne "zapijanie" przez koalkę.
Poza tym jak nagadasz się z koleżanką nie będzie ci się chciało na grupie. I nie dowiesz sie jak wygląda sprawa naprawdę, bo z "koleżanką z terapii" rozmawiasz na poziomie współuzależnienia.
Są ciekawsze tematy niż wóda, z wódą, o wódzie, alko, z alko, bez alko.....
My mamy bezwzględny zakaz spotykania się poza grupą.
Jeżeli "coś" mam, muszę wytrzymać do grupy. (alkoholik też musi wytrzymać)"

:shock:
Nie wiedzialam.
Czyli mam z nikim o tym nie mowic?

****

W sumie tu tez pisze o nim... wciaz mysle o nim. Nie powinnam.
Postaram sie to zmienic.

women88 - 2012-05-16, 19:26

Zapomnialam napisac ze dzis pierwszy raz nie pozwolilam mu sie zobaczyc z mała.

Dzisiejszy dzien jest jakis dziwny.
Niby nie mysle o nim ale caly czas czuje jego obecnosc w glowie, nie umiem sie zrelaksowac, skupic na czyms co sprawia przyjemnosc a czytanie "konca wspoluzaleznienia" mnie meczy.

W sumie to dzis nastapil jakis przelom w moim zyciu wiec moze nie powinnam sie dziwic...

Jutro bedzie nowy, lepszy dzien :)

women88 - 2012-05-17, 09:36

I nastal nowy dzien... ale czy lepszy? Nie :-|

W nocy snil mi sie on, zmarla babcia, tata i w ogole jakies glupoty.
Obudzilam sie niewypoczeta, zdolowana, z 1000 mysli co bedzie.

W przedszkolu mala plakala, nie chciala mnie puscic, na sile ja odciagali ode mnie - nienawidze tego.
Probuje sobie powtarzac dobre mysli, wbijac je do glowy ale caly moj optymizm ktory mi ostatnio towarzyszyl zniknal.
O alkoholikach i wspoluzaleznieniu mam juz dosc czytania- zygac mi sie tym tematem juz chce.
Najchetniej bym uciekla, zapomniala o wszystkim.

Jeszcze do tego klawiatura w laptopie mi sie psuje :-/.

Powinno mi byc lepiej a jest do kitu.
Ciagle mam w glowie to jak dam rade, ile mam do zrobienia SAMA.
Czuje jakbym miala noz przy gardle, jak mi nie wyjdzie to co z nami bedzie.

Wiem ze od nastawienia duzo zalezy, czytalam niedawno ksiazke o tym.
Tylko ze jakos nie umiem samej siebie przekonac do wyparcia tych negatywnych mysli, uczuc.

Ide zabrac sie za porzadki.
Uporzadkuje na poczatek choc dom.
Sprobuje troche pokoj przemeblowac zeby miejsca wiecej sie zrobilo.

women88 - 2012-05-17, 10:05

Wiecie co mi w ostatnich dniach naprawde pomaga?

Kilka dni temu obejrzałam finał MBTM.
Pierwszy raz usłyszałam zespól Lemon i zakochałam się w ich muzyce i od tej pory słucham ich wręcz nałogowo ;-).
Teraz włączyłam, posłuchałam i :shock:
Jest mi o wiele wiele lepiej...
Magia

Czekam na płytę i koncert...
Wreszcie zespół na który nie będzie mi szkoda pieniędzy.
Uczta dla mej duszy.. :)

Wracam do roboty ;-)

women88 - 2012-05-17, 10:16

I tak teraz sobie mysle jaka jestem popaprana- pol godziny temu dol na calego a teraz sie z siebie smieje :lol:
anka799 - 2012-05-17, 10:34

woman88 napisał/a:
Czyli mam z nikim o tym nie mowic?

Można o tym porozmawiać, jeśli masz taką wielką chęć wyrzucić coś z siebie, jeśli masz zaufaną osobę. Przecież na spotkaniach al-anon również osoby z problemem współuzależnienia zwierzają się z problemów jakie napotykają w życiu obok osoby uzależnionej. Należałoby jednak porozmawiać na ten temat również z terapeutą. Spisać sobie gdzieś na kartce co czułam tego konkretnego dnia, jakie pojawiały się myśli, co miałam ochotę zrobić, a co zrobiłam... Należy przedyskutować takie sytuacje z terapeutą i przepracować je, aby wyciągnąć z nich właściwe wnioski, które w przyszłości w podobnej sytuacji ułatwią nam podjęcie właściwej decyzji.
Nawet na forum powstał wątek "wieszalnia" ;-) Czasami rozmowa jest nam potrzebna znacznie szybciej niż wyznaczona wizyta u terapeuty... Chyba, że masz taką możliwość aby "poza kolejnością" umówić się z terapeutą na indywidualne spotkanie (np. kiedy może ktoś wcześniej odwołał spotkanie).
Najważniejsze to przestać się wstydzić problemu, jaki dotknął moją rodzinę. Kolejną rzeczą jest poradzenie sobie z lękiem, który towarzyszy nam każdego dnia. Bardzo często ten lęk blokuje nasze działania (np. boję się, że on coś sobie zrobi, boję się gdzie on się podzieje, boję się że on straci pracę, itd). Głównie jest to strach o niego... Nie myślimy o sobie. Mamy tendencję do tego, aby całkowicie się poświęcić "dla dobra sprawy". W tym momencie gubimy siebie, gubimy z minuty na minutę. Tak zbierają się miesiące i lata, gdy same odstawiałyśmy swoje sprawy, potrzeby na boczny tor. Później ten tor jest już tak daleko odsunięty, że wrócenie na niego ponownie strasznie boli. Mamy wrażenie, że robimy coś wbrew sobie, ale tak naprawdę to my nabieramy odwagi do tego, aby być może po raz pierwszy w życiu zrobić coś w zgodzie ze samym sobą. Dlatego tak ważne są słowa z modlitwy o pogodę ducha: "Boże użycz mi pogody ducha abym godził się z tym czego nie mogę zmienić, odwagi - abym zmieniał to co mogę zmienić i mądrości - abym umiał odróżnić jedno od drugiego". Ludzie często mylą to, co mogą zmienić, z tym czego nie mogą zmienić (współuzależnieni szczególnie). Potrzeba nam tej pogody ducha, odwagi i mądrości. Ty też odnajdziesz te cechy - daj tylko czas czasowi na zmiany, jakie muszą nastąpić.

women88 napisał/a:
W nocy snil mi sie on, zmarla babcia, tata i w ogole jakies glupoty.
Obudzilam sie niewypoczeta, zdolowana, z 1000 mysli co bedzie.

Masz teraz trudny okres w swoim życiu - to zrozumiałe. Reaguje na to nie tylko Twoja świadomość, ale również podświadomość. Wszystko się buntuje, to naturalna reakcja. Oczyszczasz się. Alkoholicy kiedy czują głód alkoholowy mają czasami sny alkoholowe... Spokojnie - dasz radę...To nic złego.

women88 napisał/a:
Obudzilam sie niewypoczeta, zdolowana, z 1000 mysli co bedzie.

Alkoholik po śnie alkoholowym podobnie - piłem czy nie piłem :?: Sen był tak realny... Mam kaca - może jednak się upiłem wczoraj i nic nie pamiętam. Znowu chce mi się pić - na kaca klinowałem. Napić się czy nie :?: 1000 myśli co będzie :?: :?: :?: Jak zapiję poczuję się przez jakiś czas świetnie, odstresuję się. Jak wytrzeźwieję pomyślę co dalej...
A jak to się ma do Ciebie :?: Może sobie odpuszczę :?: Może on się opamięta :?: Może się wystarczająco wystraszył i teraz podejmie leczenie :?: Po co mam się męczyć :?: (Zapiję) Powiem mu żeby się wprowadził, żeby nie pił, on mi obieca poprawę i jakiś czas będzie miło, sympatycznie. A jak zapije :?: Pomyślę o tym poźniej... Ważne, że teraz przez chwilę poczuję się lepiej...

women88 napisał/a:
Powinno mi byc lepiej a jest do kitu.

Womanko - będzie lepiej i już jest tyle, że Ty jeszcze nie umiesz się z tego cieszyć. Alkoholikowi też mówią, że będzie lepiej, ale jak on na początku tej drogi musi się męczyć i ile wyrzeczeń go to kosztuje wie tylko on lub osoby z podobnym do niego problemem. Dla niego wcale nie jest lepiej. Dla niego to kara. Trzeźwość doceni dopiero po dłuższym okresie abstynencji i pracy nad sobą...
Nie zrażaj się chwilowym spadkiem formy. Pamiętaj o stanowczości i konsekwencji, a będzie tylko lepiej...

women88 napisał/a:
O alkoholikach i wspoluzaleznieniu mam juz dosc czytania- zygac mi sie tym tematem juz chce.
Najchetniej bym uciekla, zapomniala o wszystkim.

Mówisz jak alkoholik w fazie nawrotu: mam już dość tych ograniczeń, tych cierpień. Mam dość terapii i latania na mitingi. Chcę choć na chwilę o tym zapomnieć. Chcę zapić...

Nie jesteś z tym sama. Każda z nas przechodziła ten okres w czasie swojej terapii. Jutro już może być zupełnie inaczej, spokojniej, optymistyczniej, radośniej... Takie jest życie: radości i smutki, wzloty i upadki, powodzenia i niepowodzenia - przeplatają się. Pozwól sobie czuć to, co czuje się w takich momentach, ale nie bądź chwiejna jak chorągiewka przy wybieraniu celów, do jakich dążysz. Cel masz jeden - chcę wyrwać się z alkoholowej pułapki, z życia w cieniu i zgodnie z rytmem picia alkoholika, chcę się uwolnić od tych huśtawek emocjonalnych jakie on potrafi mi zafundować... Zmierzaj do tego celu. Niektóe sytuacje w Twoim życiu będą Ci to ułatwiały, dopingowały, a niektóre będą powodowały zastój, chwilowy bezruch. Bądź przygotowana na to i nie zrażaj się tym.

Będzie dobrze... Poradzisz sobie...
Ups, ale się rozpisałam :roll:

Lenka29 - 2012-05-17, 10:37

chyba nas tu więcej takich "poparanych" :) ze zmiennymi nastrojami

womenko tak Cię czytam i wraca do mnie to co przezywałam w marcu
też na wszystko chciało mi się rzygać , też wszystkiego miałam dość , wydawało mi się że wszystko jest źle cokolwiek nie zrobię
miałam wrażenie że jestem w jakimś transie .

Wiem jedno na pewno pisz ...pisz i czytaj , bo wierzę że w którymś z postów znajdziesz coś co poprawi Ci samopoczucie , jakiś kierunkowskaz ...coś dobrego dla Ciebie.

U mnie bardzo się zmieniło jak Krysia na mój post o tym że tata mnie nie kochał napisała ,że każdy człowiek ma prawo kochać i żyć po swojemu . Zrozumiałam że ja chciałam poustawiać wszystkich pod swoja linijkę ...mamę tatę i mojego alko .Wymyśliłam sobie jak mają mnie kochać nie pytając ich o zdanie. Teraz próbuję dać im żyć tak jak oni chcą i próbuję ich takimi akceptować i kochać .

Trzymaj się cieplutko :)

A ja jak miałam doła to jechałam ze scorpionsami na całą parę :)

Tomoe - 2012-05-17, 11:16

anka799 napisał/a:

Alkoholik po śnie alkoholowym podobnie - piłem czy nie piłem :?: Sen był tak realny... Mam kaca - może jednak się upiłem wczoraj i nic nie pamiętam. Znowu chce mi się pić - na kaca klinowałem. Napić się czy nie :?: 1000 myśli co będzie :?: :?: :?: Jak zapiję poczuję się przez jakiś czas świetnie, odstresuję się. Jak wytrzeźwieję pomyślę co dalej...
(...)

Alkoholikowi też mówią, że będzie lepiej, ale jak on na początku tej drogi musi się męczyć i ile wyrzeczeń go to kosztuje wie tylko on lub osoby z podobnym do niego problemem. Dla niego wcale nie jest lepiej. Dla niego to kara. Trzeźwość doceni dopiero po dłuższym okresie abstynencji i pracy nad sobą.


Droga Aniu, jako trzeźwa alkoholiczka muszę cię troszkę przystopować:
Proszę, nie myśl, nie mów i nie czuj "za alkoholika" i nie wypowiadaj się na forum "w imieniu alkoholika" jeśli sama alkoholikiem nie jesteś i nigdy nie byłaś. :)

Słyszałam, że silna potrzeba "zaglądania alkoholikowi do głowy i emocji i analizowania co on tam może mieć" to mechanizm współuzależnienia, a ty, Aniu, masz już przecież za sobą długą drogę zdrowienia.
Po co ci zatem te opisy myśli, emocji i zachowań alkoholika w takich czy innych sytuacjach?
I do czego one mogą się właściwie przydać współuzależnionym?

Akurat do moich doświadczeń i odczuć jako alkoholiczki twoje opisy mają się nijak.
Ani po żadnym swoim śnie alkoholowym nie myślałam i nie czułam się tak, jak ty to opisujesz.
Ani też początków swojego trzeźwienia nie wspominam jako kary czy męczarni.
:)

anka799 - 2012-05-17, 11:37

Tomoe, nie chciałam nikogo urazić postem, który napisałam.

Tomoe napisał/a:
Słyszałam, że silna potrzeba "zaglądania alkoholikowi do głowy i emocji i analizowania co on tam może mieć" to mechanizm współuzależnienia, a ty, Aniu, masz już przecież za sobą długą drogę zdrowienia.

Ja "nie wnikam w głowę" alkoholika. To, co napisałam w poście wynika z mojego doświadczenia w trakcie nadal kontynuowanej terapii (m.in. z uczestnictwa w otwartych mitingach Anonimowych Alkoholików, z książek jakie do tej pory przeczytałam, itd). W moim przypadku to raczej nie jest już mechanizm współuzależnienia (dzięki jego "rozbrojeniu"), a raczej zwykła ludzka wyrozumiałość dla problemu uzależnienia. A skoro, zarówno w uzależnieniu jak i współuzależnieniu występuje mechanizm zaprzeczania i iluzji, występują nawroty uznałam, że odniesienie naszej sytuacji do tego, co często opisują AA na mitingach otwartych (przynajmniej na takich, w których sama brałam udział) nie będzie czymś niestosownym. Poza tym, wiem że mi samej swego czasu takie podejście do sprawy pomogło w zbieraniu do kupy swojego życia i w wypracowaniu w sobie autentycznego współczucia dla związanego ze mną dawniej alkoholika (ojca mego dziecka) zamiast litości, która nie pozwalała mi się uwolnić.
Współczucie pozwala nam kierować się zasadami tzw. "twardej miłości", natomiast litość zabiera nam pewność siebie i dodaje jedynie chęci do wzięcia na siebie odpowiedzialności za kogoś, do wyręczania go, do użalania się nad jego losem...

Tak więc jeszcze raz: jeśli Ty Tomoe lub którakolwiek inna uzależniona osoba, czytając mój powyższy post, poczuła się urażona tym, co napisałam - przepraszam, ale zrobiłam to nieświadomie, mając zupełnie odmienne doświadczenia w kontaktach z osobami uzależnionymi.

Pozdrawiam

rollins - 2012-05-17, 11:56

women88 napisał/a:
Zapomnialam napisac ze dzis pierwszy raz nie pozwolilam mu sie zobaczyc z mała.


Hej,
Dlaczego nie pozwoliłaś mu się zobaczyć z córką...?

Pozdrawiam, Robert alkoholik

Tomoe - 2012-05-17, 12:01

anka799 napisał/a:
Tomoe, nie chciałam nikogo urazić postem, który napisałam.
(...)
Tak więc jeszcze raz: jeśli Ty Tomoe lub którakolwiek inna uzależniona osoba, czytając mój powyższy post, poczuła się urażona tym, co napisałam - przepraszam


Aniu, gdybym się poczuła urażona, napisałabym Ci otwarcie, że czuję się urażona.
Niczego takiego nie napisałam, więc nie rozumiem, skąd ten wniosek.

Chciałam ci jedynie swoją wypowiedzią zwrócić uwagę na fakt, że twoje opisy stanów wewnętrznych alkoholika (emocji, procesów myślowych) niekoniecznie muszą być prawdziwe i precyzyjne. I poprosić Cię, abyś takich analiz unikała, skoro sama alkoholiczką nie jesteś.

Pozdrawiam. :)

PS. Współczucie dla osób uzależnionych to oczywiście bardzo szlachetna postawa. Doceniam twoją szlachetność. :)

anka799 - 2012-05-17, 13:21

Tomoe napisał/a:
Aniu, gdybym się poczuła urażona, napisałabym Ci otwarcie, że czuję się urażona.
Niczego takiego nie napisałam, więc nie rozumiem, skąd ten wniosek.


Z tego:
Tomoe napisał/a:
jako trzeźwa alkoholiczka muszę cię troszkę przystopować

Tomoe napisał/a:
Akurat do moich doświadczeń i odczuć jako alkoholiczki twoje opisy mają się nijak.
Ani po żadnym swoim śnie alkoholowym nie myślałam i nie czułam się tak, jak ty to opisujesz.
Ani też początków swojego trzeźwienia nie wspominam jako kary czy męczarni.


Użyłam niefortunnie określenia "urażona". Po Twoim drugim poście zrozumiałam o co Ci chodziło, tak więc przepraszam po prostu za swoje nieprecyzyjne określenie wspominanych wcześniej stanów emocjonalnych znanych mi leczących się alko i nieusprawiedliwione uogólnienie na całą grupę osób uzależnionych.

Pozdrawiam :-)

Tomoe - 2012-05-17, 14:48

Aniu, nasza wymiana postów skłoniła mnie do bliższego zainteresowania się Tobą i Twoją historią.
Zaczęłam więc dzisiaj czytać Twój temat "Czy to nawrót współuzależnienia", który założyłaś w lipcu 2010 roku pod nickiem Anka79.

Na Twoje przeprosiny mogę Ci zatem odpowiedzieć przeprosinami, że dopiero teraz postanowiłam Cię bliżej poznać.
Ano, jak widać, nie ma tego złego... :-D


Pozdrawiam. :)

women88 - 2012-05-17, 15:44

rollins napisał/a:
women88 napisał/a:
Zapomnialam napisac ze dzis pierwszy raz nie pozwolilam mu sie zobaczyc z mała.


Hej,
Dlaczego nie pozwoliłaś mu się zobaczyć z córką...?

Pozdrawiam, Robert alkoholik


Poniewaz jego ostatnie kontakty z dziecmi mi sie nie podobaly.
Wpadal na 5minut, smierdzialo od niego, bywalo ze chwial sie na nogach i znikal zaraz a malutka za nim plakala. Czemu to sluzylo?
Raz dalam mu je zeby spedzil z nimi troche czasu, wydawalo sie ze jest "wczorajszy" a potem jak nie pil to sam przyznal ze nie powinien ich brac bo byl "w takim stanie"

Poza tym musialam postawic jakas granice rowniez w tej kwestii.
Teraz jest jasne- pil to z dziecmi nie siedzi.
Gdybym tak jasno nie postawila sprawy dalej by wpadal pod wplywem i byl zadowolony ze dobry z niego tatus bo dzieci odwiedza...

Na to ze jesli pil to z mala czasu nie spedzi odpowiedzial tylko "to moze kiedys..."

Chce by byl ich tata, by mial z nimi kontakt ale chce tez byc o nie spokojna.

Dzis mi sie przykro zrobilo bo 31 maja w przedszkolu bedzie dzien mamy i taty...
Pewnie sama bede.

Teraz mi napisal ze w przyszlym tygodniu wpadnie dokonczyc dzieciom pokoj, ze zrobi to DLA NICH.

Po cholere to tak podkresla...

anka799 - 2012-05-18, 08:37

women88 napisał/a:
Widze ze Ty Ania bardzo madra kobieta, pomagasz bardzo i postanowilam przeczytac Twoj watek.

:oops: :lol: Dziękuję :lol:

Tomoe napisał/a:
Aniu, nasza wymiana postów skłoniła mnie do bliższego zainteresowania się Tobą i Twoją historią.
Zaczęłam więc dzisiaj czytać Twój temat ...
... dopiero teraz postanowiłam Cię bliżej poznać.

:oops: Tym bardziej jest mi miło...

women88 napisał/a:
rollins napisał/a:
women88 napisał/a:
Zapomnialam napisac ze dzis pierwszy raz nie pozwolilam mu sie zobaczyc z mała.


Hej,
Dlaczego nie pozwoliłaś mu się zobaczyć z córką...?

Pozdrawiam, Robert alkoholik


Poniewaz jego ostatnie kontakty z dziecmi mi sie nie podobaly.
Wpadal na 5minut, smierdzialo od niego, bywalo ze chwial sie na nogach i znikal zaraz a malutka za nim plakala.

I bardzo słusznie. Mądra z Ciebie mamusia. Robisz postępy i uczysz się asertywności (mówienia nie, bronienia swoich racji przy uwzględnieniu praw drugiego człowieka, co udawadniasz tymi słowami:

women88 napisał/a:
Chce by byl ich tata, by mial z nimi kontakt ale chce tez byc o nie spokojna

I prawidłowo. Wymagaj od niego trzeźwych spotkań z dziećmi czy nawet z Tobą, żeby porozmawiać na jakikolwiek temat (np. dot. dzieci czy waszych wspólnych zobowiązań, spraw, które was łączą, itd). Jakiekolwiek relacje jego z Tobą i dziećmi mają być z daleka od odoru oparów trawionego alkoholu i zachowań pod jego wpływem.
Ja swoją konsekwencją doprowadziłam do tego, że alko początkowo bardzo zbulwersowany stawianiem przeze mnie "chorych" :mrgreen: granic na dzień dzisiejszy przestrzega ich skrupulatnie i mało tego - dziękuje za ich wprowadzenie i konsekwentne egzekwowanie.
Takie granice na pewno nie zaszkodzą Tobie ani dzieciom. W ten sposób chronisz je przed destrukcyjnym wpływem alkoholizmu rodzica na ich późniejszy rozwój. Ode mnie masz wielkiego plusa za stanowczość, konsekwencję, mądrość i odwagę. Trzymaj tak dalej.
Zdaję sobie też sprawę z tego, że zanim być może zanim wypowiedziałaś do niego te słowa w środku cała dygotałaś, bałaś się jego reakcji i ze strachem czekałaś na to co się stanie. To początki... Później będzie coraz łatwiej bronić się w ten sposób.

women88 napisał/a:
Dzis mi sie przykro zrobilo bo 31 maja w przedszkolu bedzie dzien mamy i taty...
Pewnie sama bede.

Czy tatuś wie o tym święcie w przedszkolu :?: Ja informowałam alko o tego typu datach, ale zaznaczałam, że jeśli ma zamiar uczestniczyć w tych uroczystościach to jego zadaniem jest w porę przerwać swój ciąg i w wyznaczonym dniu (choćby miał nawet na rzęsach chodzić ;-) ) nie wypić ani kropli alkoholu, żeby nie zionął w towarzystwie alkoholem i nie przyniósł dziecku wstydu. Najczęściej przychodził na spotkania, słuchając wierszyków, piosenek słuchał ich ze łzami w oczach, robił zdjęcia i kręcił filmiki kamerką choć ręcę strasznie mu się trzęsły... Po występach ściskał małego, obsypywał wyznaniami, że bardzo go kocha i ... odchodził ... Czasami jednak nie przychodził ... Nie mam żalu... Po prostu ... nie był w stanie "wyhamować". Mojego synka nigdy nie nastawiałam, że tatuś na pewno przyjdzie, że tatuś go nie zawiedzie. Żeby zaoszczędzić mu zawodów emocjonalnych w związku z zachowaniem taty wie, że dopóki tatuś nie zacznie się uczciwie leczyć, to niestety nie można na nim polegać, bo choroba jest od niego silniejsza... Womenko, poza tym nie do każdego dziecka przyjdzie oboje rodziców. Nie demonizuj :!: Twoje dziecko nie jest gorsze od innych dzieci tylko dlatego, że tata jest chory i nie przyszedł na występy. Ważne żeby wiedziało, że mama i tata je kocha. To daje dziecku poczucie bezpieczeństwa. Dbaj o świadomość tego u dziecka, a powinno być dobrze.
Womanko - my też musimy zaakceptować tą chorobę. To trudne - mnie początkowo dopingowała do działania nieopisana złość na alko (chociaż na początku zdrowienia jest to raczej wskazane, bo to złość i bezsilność motywuje nas najbardziej na początku do podejmowania drastycznych i potrzebnych kroków), ale później sama zaczęłam się stawać ofiarą swojej złości i zawziętości. Postanowiłam więc zmienić nastawienie do niego jako alkoholika, osoby chorej. Od tej pory jest mi zdecydowanie łatwiej funkcjonować obok niego, stać mnie też na współczucie (które naprawdę jest ważne) i nie zapominam o sobie i synku, stawiając na racjonalnej wysokości poprzeczkę, aby nie szukać powodów do jej nieuzasadnionego obniżania. Teraz już nie mylę współczucia z litością. Już wiem co to znaczy komuś współczuć i jak to się ma do mojej osoby. Przez długi okres czasu tłumaczyłam sobie, że ja współczuję alko i dlatego przyjmuję go do swojego domu kiedy o to prosi. Teraz wiem, że to było moje chore pojmowanie tego pojęcia. W tamtym czasie kierowała mną litość ( a niech stracę, niech pozna moje dobre serce, wezmę go do siebie, bo przecież ma taki chory dom, matka taka, ojciec taki, itd., u mnie będzie mu lepiej, może w końcu to doceni i zacznie się leczyć - i znowu nadzieja - do kolejnego zawodu).

women88 napisał/a:
Teraz mi napisal ze w przyszlym tygodniu wpadnie dokonczyc dzieciom pokoj, ze zrobi to DLA NICH.

Po cholere to tak podkresla...

No włąśnie po to, zby te słowa tkwiły w Twojej pamięci i cały czas bez przerwy odbijały się echem w Twojej głowie. On usilnie chce panować nad Twoimi myślami. Nie masz mieć czasu myśleć i skupiać się nad niczym innym tylko masz myśleć o nim. Masz się tak wokół niego zakręcić, że w końcu będziesz chciała aby dał Ci na jakiś czas spokój z tego typu tekstami, żebyś przyjęła go spowrotem i usłyszała jak ważna jesteś nadal dla niego, jak on bezgranicznie Cię kocha, jaka jesteś dla niego ważna. On chce znowu stworzyć Tobie iluzję udanego, sielankowego życia u jego boku...
Najlepsze wyjście z tej sytuacji - nie zwracaj uwagi na to, co mówi i w jaki sposób, żeby Ci dopiec, żeby Ci dogryźć, żeby Cię zranić. Włącz sobie blokadę na tego typu zagrywki z jego strony. Jeśli przekroczy pewną granicę określoną prawem - wzywaj Policję, nie wahaj się. Najgorzej jest wezwać ją po raz pierwszy, bo odzywa się w nas wstyd, ale jednym z koniecznych etapów w zdrowieniu jest pozbycie się tego wstydu, trzeba nad tym pracować.

Będzie dobrze... Zmierzasz w dobrym kierunku...

PS. Dziękuję za punkciki :-D

women88 - 2012-05-18, 08:56

Wczoraj z nim popisalam przez gg wieczorem.
Sama nie wiem po co.
W kazdym razie od niego sie dowiedzialam ze na jesien planuje wyjechac za granice, bedzie placil na dzieci i jakbym czegos potrzebowala to pomoze. Napisal ze "tego wroga nie da sie pokonac" i lepiej po prostu jak go z nami nie bedzie to nie bedziemy cierpiec. Zebym zmadrzala bo dla milosci nie mozna cierpiec i moze kiedys znajde kogos wlasciwego.

Chcialam sie zajac soba, dziecmi ale caly czas myslalam ze MOŻE KIEDYŚ on dołaczy i pojdziemy razem dalej...
Widze jednak ze on juz nawet nie chce.
Odpuscil sobie nas.
Wylam wczoraj dlugo :-(
Dzis tez ciagle mi sie chce ale wiem ze nie moge bo ledwo jako tako zatuszowalam opuchniete oczy...

W przedszkolu znowu cyrk, chyba wiekszy niz wczoraj.
poryczalam sie jak wyszlam.

I ja mam sobie poradzic???

Nie o tatkim zyciu marzylam.

To w sumie smieszne.
Tak bardzo pragnelam miec meza, dzieci- isc z kims przez zycie.
Tak sie tego nie moglam doczekac...
Inne moje kolezanki zajely sie studiami, zabawa a ja w tym czasie dzieci, slub.
One teraz zaczna zakladac rodziny a ja... zostane sama.
Nie tak mialo byc.

Mam dopiero 24lata i taki bagaz ze nie wiem jak go udzwigne...

Znow sie uzalam :roll:

Tomoe - 2012-05-18, 09:07

"Współczucie - stan emocjonalny, w którym jeden człowiek solidaryzuje się z inną osobą cierpiącą i wyraża głębokie ubolewanie okazywane komuś nieszczęśliwemu."
Taką znalazłam definicję.

Współczuję milionom ludzi na świecie, którzy są uzależnieni od alkoholu i innych substancji psychoaktywnych, którzy staczają się po równi pochyłej bez szans na ratunek, ponieważ nie mają świadomości swojej choroby i nie mają wiedzy o możliwościach jej leczenia.

Jeśli natomiast osoba uzależniona ma już wiedzę o swojej chorobie i ma wiedzę o tym, że może się leczyć, ale rezygnuje z leczenia i wybiera picie - takiej osobie nie współczuję.
Taka osoba dokonuje wyboru.
I jest to jej świadomy wybór.
Taka osoba ponosi odpowiedzialność za swój wybór.
Alkoholizm nie jest alibi, alkoholizm niczego nie usprawiedliwia.
Alkoholizm zobowiązuje.
Jeśli ktoś już wie że jest chory, ma taką świadomość, i wie, gdzie może się zwrócić po pomoc - ale odrzuca wiedzę, prawdę i pomoc, to ja takiej osobie nie współczuję.
:)

anka799 - 2012-05-18, 09:17

women88 napisał/a:
W kazdym razie od niego sie dowiedzialam ze na jesien planuje wyjechac za granice, bedzie placil na dzieci i jakbym czegos potrzebowala to pomoze. Napisal ze "tego wroga nie da sie pokonac" i lepiej po prostu jak go z nami nie bedzie to nie bedziemy cierpiec. Zebym zmadrzala bo dla milosci nie mozna cierpiec i moze kiedys znajde kogos wlasciwego.

Womenko - zakładając, że w sprawie wyjazdu mówi prawdę i w połączeniu z pozostałymi słowami, które wypowiedział - uważam, że to bardzo inteligentny alkoholik, mający świadomość swojego destrukcyjnego wpływu na Waszą przyszłość.
W to jednak trudno jest mi uwierzyć, że tak łatwo sobie Was odpuszcza i bez prób manipulacji czy też podjęcia leczenia rezygnuje z dotychczasowego życia.

Jestem skłonna utwierdzać Cię w przekonaniu, że jest to kolejna manipulacja z jego strony, bo czuje, że pali mu się grunt pod nogami. Nie masz pojęcia ile razy mój alko mówił, że wyjedzie za granicę, bo:
1) kiedy chciał pokazać jak bardzo nas kocha:
* musi zarobić dla nas, żebym ja mogła zacząć mu ufać, żeby mógł nam dać to, co chcemy.
* wyjadę i tam ze sobą skończę, bo nie zniosę świadomości, że możesz być z kimś innym i nasz syn może mieć innego tatę
2) kiedy chciał wywołać u mnie wyrzuty sumienia:
* wyjadę i nikt mnie nie znajdzie, pożegnaj się z alimentami, z nami koniec, Ty to rozwaliłaś, Tobie pomieszało się w główce, z wariatką nie będę
* ułożę sobie życie i zabiorę Ci syna, nie będzie go idiotka wychowywała

women88 napisał/a:
Nie o tatkim zyciu marzylam.

A myślisz, że ja wymarzyłam sobie takie życie dla siebie i syna :?: Tylko bajki kończą się happy endem. W życiu nie zawsze tak łatwo osiągnąć szczęśliwe zakończenie. Tylko wiesz co jest ciekawsze :?: Że szczęście pojmowane przez nas nie zawsze okazuje się naszym szczęściem, a to co spostrzegamy jako pech, życie pod górkę - jest szansą na osiągnięcie szczęścia w przyszłości. Żeby to osiągnąć potrzebny jest nam bagaż doświadczeń i właściwych wniosków z sytuacji, które dzieją się tu i teraz. Po czasie to docenisz. Ja jestem wdzięczna Bogu za swoje współuzależnienie. Ono uczy mądrości i pokory. Uczy nas życia prawdziwego - nie iluzji, że życie jest bajką. Dzięki zdrowieniu ze współuzależnienia nauczyłam się cieszyć życiem. Wiem, że wszystko co nas spotyka jest nam do czegoś potrzebne w życiu. Ludzi, których spotykamy na swojej drodze wnoszą jakiś sens w nasze życie. Wzbogacają nas i nasze doświadczenia.

Womenko - przeczekaj to, co on napisał, nie podejmuj żadnych decyzji, trwaj w tym co postanowiłaś. Czas pokaże co się stanie. Trzymaj się.

women88 - 2012-05-18, 09:20

anka799 napisał/a:
PS. Dziękuję za punkciki


Aniu, gdybym mogla to bym jakos inaczej wyrazila jak jestem Ci wdzieczna za to co piszesz.
Bardzo, bardzo pomagasz.

Teraz tez mi uswiadomilas ze ta nasza rozmowa wczorajsza to byla glupota.
Po co z nim pisalam jak byl pod wplywem...
Popelnilam chyba błąd.

Jednak moge sie w sumie pochwalic tym ze nie pisalam z nim jak kiedys.
Kiedys jak mi napisal ze musi odejsc to go błagalam zeby zostal.
Teraz tylko napisalam ze szanuje jego decyzje.
Ze przykro mi ze tak wyszlo ale musze sie z tym pogodzic i zycze mu powodzenia.

Mi juz Aniu udalo sie zaakceptowac te chorobe i odroznic wspolczucie od litosci.
Kiedys sie nad nim litowalam.
Teraz wspolczuje bardzo ale sie nie lituje...

Dzis rozczulam sie nad soba bo żal mi tego jak było, żal mi tego jakby mogło być.
To naprawde wspanialy mąż i tata.
I przykro że alkohol zabiera mi już drugą ukochaną osobę...

Jednak godze sie z tym na co nie mam wpływu...

Mąż nie wie o tym swiecie w przedszkolu.
Nie wiem czy mu napisac czy zaczekac az sie pojawi tylko nie wiem kiedy...

Tomoe - 2012-05-18, 09:37

anka799 napisał/a:

A myślisz, że ja wymarzyłam sobie takie życie dla siebie i syna :?: Tylko bajki kończą się happy endem. W życiu nie zawsze tak łatwo osiągnąć szczęśliwe zakończenie.


Aniu, po lekturze twojego tematu i po przeczytaniu tych słów, które cytuję, mam pytanie:
Czy ty autentycznie czujesz, czy naprawdę w głębi siebie masz taką pewność, że twój związek z ojcem twojego dziecka jest definitywnie zakończony i należy już nieodwołalnie do przeszłości?
Czy też nadal jesteś związana uczuciowo z tym człowiekiem i masz w głębi duszy tę odrobinkę nadziei, że kiedyś tam on się jednak obudzi, coś do niego dotrze, wytrzeźwieje - a wtedy, być może, będziecie jeszcze razem?
:)

anka799 - 2012-05-18, 09:44

women88 napisał/a:
Jeśli natomiast osoba uzależniona ma już wiedzę o swojej chorobie i ma wiedzę o tym, że może się leczyć, ale rezygnuje z leczenia i wybiera picie - takiej osobie nie współczuję.
Taka osoba dokonuje wyboru.
I jest to jej świadomy wybór.
Taka osoba ponosi odpowiedzialność za swój wybór.
Alkoholizm nie jest alibi, alkoholizm niczego nie usprawiedliwia.
Alkoholizm zobowiązuje.
Jeśli ktoś już wie że jest chory, ma taką świadomość, i wie, gdzie może się zwrócić po pomoc - ale odrzuca wiedzę, prawdę i pomoc, to ja takiej osobie nie współczuję.

Tomoe - trudno się z Tobą nie zgodzić w tym co piszesz... Ja jednak widząc jak było z moim współuzależnieniem (i wielu innych znanych mi osobiście koalek i tych forumowych) wiem, że trudno ostatecznie (przy pierwszym podejściu) złamać schematy, w których funkcjonowało się kilka, kilkanaście czy kilkadziesiąt lat. Sama też miałam nieraz potężne nawroty współuzależnienia. Choć wiedziałam, od dawna, że mogę skorzystać z terapii (rozpoczynałam i przerywałam), studiowałam resocjalizację (jednym z szeroko omawianych i dyskutowanych tematów był alkoholizm i współuzależnienie) a jednak trudno było mi przyjąć tą pomoc. To nie był mój czas. Znajomi też mówili: głupia jesteś, zostaw go, kantuje, okrada, pije, oszukuje, wyzywa, bije. Co Ty jeszcze z nim robisz :?: Po co z nim siedzisz :?:
A skoro ja, dopiero po długim czasie od tego, byłam w stanie świadomie i odpowiedzialnie tą pomoc przyjąć, to dlaczego nie mam współczuć osobie uzależnionej, która wie już o swoim problemie, wie gdzie szukać ratunku, wie jak się leczyć, ale nie jest gotowa zerwać z nałogiem pomimo prób mniej lub bardziej uczciwych i szczerych :?:
Krysia często pisze: "ziarenko zostało zasiane". No właśnie, coś w tej głowie uzależnionego zawsze pozostanie. Jak dojrzeje do przyjęcia pomocy - to może wówczas odniesie jego leczenie pożądany skutek.
W tym miejscu, w tej sytuacji mam inne zdanie niż Ty, ale to tylko moje zdanie.

women88 - 2012-05-18, 09:46

anka799 napisał/a:
Womenko - zakładając, że w sprawie wyjazdu mówi prawdę i w połączeniu z pozostałymi słowami, które wypowiedział - uważam, że to bardzo inteligentny alkoholik, mający świadomość swojego destrukcyjnego wpływu na Waszą przyszłość.


To akurat prawda.
On Aniu ma tą świadomośc i widzę, ze po prostu się poddał w walce z tą chorobą.
On się już przecież leczył, chodził na AA itp. próbował sam z tym walczyć a teraz uznał że już ratunku nie ma, że z tym nie wygra.
Wybrał więc hmm mniejsze zło?
Odejdzie to nie bedzie nas przynajmniej ranil- tak wczoraj napisal.
I nie sadze by wczoraj manipulowal- sam mi w pewnym momencie napisal bym sie trzymala tego co postanowilam bo widzi ze miekne.
Byl pod wplywem ale czulam ze to wszystko na serio...

Dlatego tak bolalo to wszystko.
Bo to dla mnie znak ze juz naprawde koniec.

Nie podejmuje zadnych decyzji, robie dalej swoje, spokojnie.
Mam myslec o SOBIE.
Wiec juz dosyc o nim.

Minie chyba jednak sporo czasu zanim naucze sie cieszyc tym nowym zyciem :) .

Teraz sie zastanawiam czy skupic sie najpierw na prawku czy zajac sie hobby- na jedno i drugie potrzebna kasa...
Prawko potrzebne ale hobby pomoze mi zajac mysli i pozwoli rozwinac sie.
Sama nie wiem...

Aniu, nie wiem co napisać... JESTEŚ WIELKA.

Tomoe - 2012-05-18, 09:53

anka799 napisał/a:

Krysia często pisze: "ziarenko zostało zasiane". No właśnie, coś w tej głowie uzależnionego zawsze pozostanie. Jak dojrzeje do przyjęcia pomocy - to może wówczas odniesie jego leczenie pożądany skutek.
W tym miejscu, w tej sytuacji mam inne zdanie niż Ty, ale to tylko moje zdanie.


Czyli, jak rozumiem, nadal czujesz się uczuciowo związana z tym człowiekiem i masz nadzieję na jego "przebudzenie". Czy na kontynuację waszego związku również masz nadzieję?

Jeśli kierujesz się "czystym współczuciem" to odpowiedz mi, jak by się poczuła, gdybyś go spotkała na ulicy trzeźwego - ale w towarzystwie innej kobiety?

anka799 - 2012-05-18, 10:08

Tomoe napisał/a:
Aniu, po lekturze twojego tematu i po przeczytaniu tych słów, które cytuję, mam pytanie:
Czy ty autentycznie czujesz, czy naprawdę w głębi siebie masz taką pewność, że twój związek z ojcem twojego dziecka jest definitywnie zakończony i należy już nieodwołalnie do przeszłości?

Na dzień dzisiejszy nasz związek jest definitywnie zakończony. Nasze relacje określiłabym na dzień dzisiejszy jako poprawne. Ponad rok temu łączył nasz jeszcze seks - teraz nie łączy nas nawet łóżko.
Co do przyszłości - nie wiem. Zyję bardzo aktywnie, mam wielu znajomych, na żaden związek nie jestem zdecydowana ani gotowa.
On mieszka z rodzicami (od ponad roku), w tym czasie kilka razy podejmował samodzielnie leczenie (pomimo, że wyrok o zobowiązaniu go do leczenia i dozorze kuratora stracił już swoją moc działania - upłynęły 2 lata), ale niestety nie z takim skutkiem, jaki byłby najbardziej pożądany.

Tomoe napisał/a:
Czy też nadal jesteś związana uczuciowo z tym człowiekiem i masz w głębi duszy tę odrobinkę nadziei, że kiedyś tam on się jednak obudzi

Nadzieja na definitywne zakończenie przez niego picia jest - bo póki człowiek żyje ma szansę wyjść z tego. Nie skreślam człowieka i wierzę że każdy może się zmienić (wystarczy, że będzie chciał). Osoby, które spotykam na swojej drodze, zarówno zawodowej jak i życiowej, tylko utwierdzają mnie w tym przekonaniu.

Tomoe napisał/a:
coś do niego dotrze, wytrzeźwieje - a wtedy, być może, będziecie jeszcze razem?

Nie zastanawiam się nad tym, aby nie rozbujać swojej wyobraźni do granic trudnych do opanowania (a wiem, że będąc osobą współuzależnioną mam do tego tendencje). W związku z czym jestem ostrożna w tego typu deklaracjach czy tak dalekosiężnych planach, które nie zależą ode mnie.
Co będzie - czas pokaże. Wiele razy piszę to koalkom na tym forum. Sama też się tym kieruję.

women88 - 2012-05-18, 10:31

Tak sie przygladam Waszej dyskusj...

Tomoe, mam rozumiec ze do alkoholika z ktorym sie zylo iles tam lat, ktorego sie kochalo, po terapii nie mozna juz czuc nic poza współczuciem?

Jaki wiec sens maja zwiazki z trzezwymi alkoholikami?
Kobiety z nimi są bo im wspolczuja? Musza cos do nich czuc.

Ja to rozumiem tak:
My wspoluzaleznione zylysmy tą nadzieja ze on przestanie pic. To bylo nasze zycie...
Po terapii zyjemy juz wlasnym zyciem, nie katujemy sie tym czy on pije czy nie, ale jakies uczucia moga jeszcze nam towarzyszyc (moga oczywiscie tez zginac)... i nie wykluczamy ze moze kiedys... i to nie zbrodnia moim zdaniem.

Nigdzie nie czytalam ze alkoholik ma byc dla nas jak obcy.
Jesli jestem w bledzie to prosze powiedziec :mrgreen:

Jestem bardzo ciekawa co kahape ma do powiedzenia w tym temacie.
Bo przeciez gdy maz wyciagnal do niej reke nie kopnela go w tylek tylko zaryzykowala, prawda?

Tomoe - 2012-05-18, 10:48

Dopóki związek nie jest definitywnie zakończony na płaszczyźnie uczuciowej - dopóty ten związek trwa.
Trwa niezależnie od tego, czy dwoje ludzi mieszka razem, czy nie, czy uprawiają seks, czy nie uprawiają, czy mają wspólne wydatki, finanse itp.
Dopóki kobieta czuje się emocjonalnie związana z mężczyzną - dopóty jej związek z tym mężczyzną trwa.
I to nie dotyczy tylko związków z alkoholikami.
To dotyczy każdego związku kobiety i mężczyzny.
Dlatego, Aniu, pozwolę sobie zauważyć, że ty nadal jesteś w związku z ojcem twojego dziecka.
To jest dziwny związek i niekoniecznie szczęśliwy - ale więź między wami nadal istnieje. Prawda?

A trudno przecież zaczynać nowy etap w życiu - dopóki się nie zamknie i nie zakończy poprzedniego. :)

Tomoe - 2012-05-18, 11:11

anka799 napisał/a:

Na dzień dzisiejszy nasz związek jest definitywnie zakończony.


To zdanie zawiera wewnętrzną sprzeczność.
Jeśli coś jest "definitywnie" zakończone - to nie "na dzień dzisiejszy" z możliwością otwarcia w dniu jutrzejszym, tylko jest zakończone raz na zawsze. :)

rollins - 2012-05-18, 11:27

Jeżeli kogoś kochałem, jeżeli ktoś był dla mnie całym światem, jeżeli mamy razem dzieci, to niezależnie od tego, co się potem wydarzyło, jak bardzo się od siebie oddaliliśmy i teraz nie jesteśmy razem, nie dzielimy mieszkania, nie mamy wspólnych spraw, to taka osoba pozostanie w moim sercu do końca moich dni na tym łez padole.
Czy to oznacza, że nie mam szans zacząć nowego etapu w swoim życiu?

Pozdrawiam, Robert alkoholik

Tomoe - 2012-05-18, 11:35

rollins napisał/a:
taka osoba pozostanie w moim sercu do końca moich dni na tym łez padole


Wybacz, ale nie zrozumiałam co konkretnie masz na myśli.

anka799 - 2012-05-18, 11:50

Tomoe napisał/a:
Jeśli kierujesz się "czystym współczuciem" to odpowiedz mi, jak by się poczuła, gdybyś go spotkała na ulicy trzeźwego - ale w towarzystwie innej kobiety?

Po pierwsze myślę, że ucieszyłabym się z faktu, że zdecydował się na życie bez alkoholu, że odnalazł sens w takim życiu. Poza tym, od ponad roku, każdy z nas wie, że taka sytuacja może nastąpić (możemy związać się z kimś innym). Ja przygotowywałam się również wewnętrznie na taką sytuację od dawna. Mam podstawy do tego, aby sądzić, że nie zabolałoby mnie to dzisiaj i w przyszłości też raczej nie, ale nasze emocje są reakcją na konkretny bodziec, wobec czego takie "gdybanie" nie jest miarą tego, co naprawdę poczujemy w takiej sytuacji. Trzeba znaleźć się w danym miejscu, czasie, okolicznościach, itd.

Nie znam go jakim jest człowiekiem trzeźwym, nie wiem jak radziłby sobie w sytuacjach trudnych aby nie wypić, nie wiem czy byłby czuły jak w fazie miodowego miesiąca czy byłby gburem i chamem. Po pewnym czasie trzeźwości stałby się innym człowiekiem, jakim? Nie chcę się nad tym zastanawiać. Mam więcej spraw przyziemnych i wymagających ode mnie realnych działań czy decyzji.

Czas pokaże...

Tomoe napisał/a:
Dopóki związek nie jest definitywnie zakończony na płaszczyźnie uczuciowej - dopóty ten związek trwa.

Tomoe napisał/a:
Dopóki kobieta czuje się emocjonalnie związana z mężczyzną - dopóty jej związek z tym mężczyzną trwa
Tomoe napisał/a:
Dlatego, Aniu, pozwolę sobie zauważyć, że ty nadal jesteś w związku z ojcem twojego dziecka.
To jest dziwny związek i niekoniecznie szczęśliwy - ale więź między wami nadal istnieje. Prawda?
A trudno przecież zaczynać nowy etap w życiu - dopóki się nie zamknie i nie zakończy poprzedniego.

Tomoe - ja nie "czuję się emocjonalnie związana". Emocje może wywołać w nas każdy człowieka (znany i nieznany). Moje emocje może wywołać osoba nietrzeźwa na ulicy, kobieta z dzieckiem żebrząca przed marketem, szef w pracy, rodzic. Ważne, że radzę sobie z uczuciami, potrafię dać sobie i czas, zastanowić się i po opanowaniu emocji racjonalnie działać. Do jego aktualnego picia czy nie-picia potrafię podchodzić bez emocji, obojętnie, ale jako do człowieka, do relacji jakie z dobrowolności bądź czasami konieczności między nami zachodzą nie zawsze ten stosunek jest obojętny. Jeśli bym tak powiedziała przyznałabym się do tego, że zamrażam je w sobie i nie chcę czuć tego co czuję w danej sytuacji, w kontakcie z jakąkolwiek osobą. Ważne jest to, że umiem sobie radzić z własnymi emocjami, że nie pozwalam aby emocje jakie bodziec we mnie wywołał zdominowały moje myśli, zachowania i działania, żeby wpływały przez dłuższy czas na mój nastrój, itd.

rollins napisał/a:
Jeżeli kogoś kochałem, jeżeli ktoś był dla mnie całym światem, jeżeli mamy razem dzieci, to niezależnie od tego, co się potem wydarzyło, jak bardzo się od siebie oddaliliśmy i teraz nie jesteśmy razem, nie dzielimy mieszkania, nie mamy wspólnych spraw, to taka osoba pozostanie w moim sercu do końca moich dni na tym łez padole.

Zgadzam się Rollins co do joty z tym, co napisałeś.

Tomoe - 2012-05-18, 12:20

anka799 napisał/a:

Emocje może wywołać w nas każdy człowieka (znany i nieznany). Moje emocje może wywołać osoba nietrzeźwa na ulicy, kobieta z dzieckiem żebrząca przed marketem, szef w pracy, rodzic.


Mam na ten temat inne zdanie.
Moje emocje powstają we mnie, moje emocje - to moje wewnętrzne reakcje na otaczający mnie świat.
Nikt ich we mnie nie "wywołuje".
:)

Myślę, Aniu, że na wiele, wiele spraw ty i ja mamy odmienne spojrzenia.
Pewnie dlatego, że nasze "ścieżki zdrowienia" były i są inne.
A może dlatego, że każda z nas nieco inaczej wykorzystała swoją "terapeutyczną" skrzyneczkę z narzędziami. :)

Poraziło mnie podczas lektury twojego tematu to, co napisałaś o początku twojego życia z ojcem twojego dziecka - to, że zamieszkałaś z nim gdy znalazłaś się w sytuacji przymusowej, bo twój własny ojciec zamknął ci drzwi przed nosem i nie wpuścił cię do domu.

Czy myślałaś o zrobieniu terapii DDA? O sięgnięciu do źródeł twoich problemów?

rollins - 2012-05-18, 12:29

Tomoe napisał/a:
rollins napisał/a:
taka osoba pozostanie w moim sercu do końca moich dni na tym łez padole


Wybacz, ale nie zrozumiałam co konkretnie masz na myśli.


Mam nadzieję, że wyjaśniłem w naszej rozmowie :)

Pozdrawiam, Robert alkoholik

Tomoe - 2012-05-18, 12:34

Ważne żebyś ty miał jasność i dobre rozeznanie w swoich uczuciach, Robercie. :)
anka799 - 2012-05-18, 12:43

Tomoe napisał/a:
Moje emocje powstają we mnie, moje emocje - to moje wewnętrzne reakcje na otaczający mnie świat

Zgadzam się z tym.

Tomoe napisał/a:
Nikt ich we mnie nie "wywołuje".

Skoro są to reakcje na otaczający świat to właśnie coś z tego świata wywołuje emocję, czyli gwałtowną reakcję (pozytywną lub negatywną). Mogą to być ludzie (np. współczucie, odraza, niechęć), zjawiska (podziw, strach - np. w odniesieniu do burzy), sytuacje (trema - wystąpienie publiczne, panika - wypadek na drodze).
Więc, jeśli o to chodzi mam inne zdanie.

Tomoe napisał/a:
Myślę, Aniu, że na wiele, wiele spraw ty i ja mamy odmienne spojrzenia

Być może - nie znam Ciebie na tyle, ale jak widać na przykładzie naszych powyższych postów w niektórych sprawach nasze poglądy nie są spójne. Szanuję jednak Twój punkt widzenia i cenię naszą dyskusję.

Womanko, mam nadzieję, że nie czujesz aby Twój wątek był za naszą sprawą "zaśmiecany". Może kiedyś ta dyskusja zachęci Cię do wyciągnięcia jakichś wniosków dla siebie.

Tomoe napisał/a:
Czy myślałaś o zrobieniu terapii DDA? O sięgnięciu do źródeł twoich problemów?

Mój ojciec w czasie mojego dzieciństwa nie był uzależniony, ale moja rodzina od zawsze była dysfunkcyjna. Temat ten przerabiałam i czasami wracam do niego podczas terapii indywidualnej.
Na swój temat nie chcę jednak Tomoe pisać w wątku Womenki, bo ona ma zupełnie inne problemy..., a to ona jest tutaj najważniejsza...

Pozdrawiam

Tomoe - 2012-05-18, 12:51

Zatem może wrócimy do rozmowy na twój temat, Aniu, dopiero wtedy gdy wrócisz kiedyś do prowadzenia własnego wątku?
Zresztą nie odczuwam już potrzeby koncentrowania się na tobie. :)

Natomiast co do reakcji emocjonalnych - zauważ, proszę, że w kontakcie z tą samą osobą lub sytuacją reakcja emocjonalna może być diametralnie różna.
Tu nic nie działa "z automatu" jak u psów Pawłowa.
Dlatego nadal będę twierdziła, że "wywoływaczem" moich emocji jest moje wnętrze, a nie otaczający mnie świat i ludzie. :)

women88 - 2012-05-18, 13:13

anka799 napisał/a:
Womanko, mam nadzieję, że nie czujesz aby Twój wątek był za naszą sprawą "zaśmiecany". Może kiedyś ta dyskusja zachęci Cię do wyciągnięcia jakichś wniosków dla siebie.


Nie :-D
Podoba mi sie, ze ta dyskusja sie pojawila.
Ja póki co do tematu się odniesc nie potrafie. Może kiedyś...

Popłaciłam rachunki i mam jasna sytuacje :) , jak dobrze zagospodaruje pieniedzmi to w tym miesiacu zostanie mi 500zl a w przyszlym nawet 1000 na prawko lub cos innego.
Od tego miesiaca place podwojnie raty naszych dwoch kredytow by sie ich pozbyc poki mam rente a jeszcze polowa do splaty zostala...

Byle do przodu :) .

anka799 - 2012-05-18, 13:13

Tomoe napisał/a:
Natomiast co do reakcji emocjonalnych - zauważ, proszę, że w kontakcie z tą samą osobą lub sytuacją reakcja emocjonalna może być diametralnie różna.
Tu nic nie działa "z automatu" jak u psów Pawłowa.

Oczywiście, że tak. My i nasze emocje nie żyjemy w próżni. Czasami różne emocje mogą się nakładać. Nie uporamy się z jedną, a już pojawia się następna. Emocje mogą wywołać w nas określony nastrój, jeśli dołożyć do tego nasz stan fizyczny, psychiczny, intelektualny - nasze emocje mogą być zupełnie inne w odniesieniu do tych samych osób, zjawisk czy sytuacji.
Przy założeniu, że jesteśmy osobami zrównoważonymi, nasze emocje będą bardziej przewidywalne i emocje-reakcje nie będą tak skrajne jak u osoby rozchwianej emocjonalnie. Każda z nas świetnie zna i pamięta huśtawki emocjonalne jakie przeżywałyśmy. Od śmiechu do łez, od miłości do nienawiści. Natłok emocji, z którymi nie umiałyśmy sobie radzić rodził frustrację. Znacznie pogarszał się nasz stan psychiczny, łapałyśmy stany depresyjne - przez nieumiejętność radzenia sobie z emocjami.

Tomoe napisał/a:
Dlatego nadal będę twierdziła, że "wywoływaczem" moich emocji jest moje wnętrze, a nie otaczający mnie świat i ludzie

Ja z kolei uważam, że autosugestią mogę w pewien sposób wpłynąć na intensywność przeżywanej emocji, ale nie potrafię jej wywołać. Jeśli mogłabym ją wywołać to również mogłabym ją stłumić (a same wiemy jakie są skutki tłumienia w sobie emocji i że po prostu tak się nie da, one w nas zalegają i niszczą od środka). A stosując autosugestię mogę się nakręcać lub łagodzić, koić, uspokajać swoją reakcję, aby jak najszybciej wrócić do stanu emocjonalnego, jaki jest dla mnie normą.

anka799 - 2012-05-18, 13:23

women88 napisał/a:
Popłaciłam rachunki i mam jasna sytuacje

Zrobiłaś to, co było w tej chwili konieczne. Realizujesz obowiązki, nie zaniedbujesz ich. Na tym się skupiaj. Rachunki to jedna z ważniejszych rzeczy.

women88 napisał/a:
jak dobrze zagospodaruje pieniedzmi to w tym miesiacu zostanie mi 500zl a w przyszlym nawet 1000 na prawko lub cos innego.

Wierzę, że Ci się uda. Nie uwzględniaj jednak w tych wydatkach żadnych niezaplanowanych środków na Twojego alko. Nie spłacaj jego długów, nie pożyczaj mu pieniędzy pod żadnym pretekstem.
Ja dopóki dawałam się manipulować, dawałam mu pieniądze ciągle na coś mi brakowało mimo, że wcześniej zgodnie z planami powinno mi wystarczyć. Teraz wiem, że to co zaplanuję to z reguły udaje mi się zrealizować, chyba że nierealnie obliczę koszt jakiegoś przedsięwzięcia. Super Womenko.

Tomoe - 2012-05-18, 16:04

anka799 napisał/a:

Tomoe napisał/a:
Dlatego nadal będę twierdziła, że "wywoływaczem" moich emocji jest moje wnętrze, a nie otaczający mnie świat i ludzie


Ja z kolei uważam, że autosugestią mogę w pewien sposób wpłynąć na intensywność przeżywanej emocji, ale nie potrafię jej wywołać. Jeśli mogłabym ją wywołać to również mogłabym ją stłumić


Nie miałam na myśli autosugestii.
Może przytoczę fragment książki "To, jak się czujesz, zależy od Ciebie", który moją tezę lepiej zobrazuje:

"Możesz wybierać swoje emocje
Wielu ludzi myśli, że emocje spadają na nas jak grom z jasnego nieba. Osoby te zrzekają się odpowiedzialności za swoje uczucia. Niektórzy szczerze wierzą, że przyczyną ich uczuć są inni ludzie lub sytuacje. W rzeczywistości jednak mamy znacznie większą kontrolę nad swoimi emocjami, niż nam się wydaje.
Na naszą reakcję emocjonalną składają się:
* nasze zmysły (wzrok, słuch itd.),
* nasza percepcja,
* historia naszego życia,
* nasze przekonania,
* nasze myśli,
* nasze odczucia fizyczne
* i nasz cel
(to, co próbujemy osiągnąć za pomocą naszej emocji)."

No nic, ewentualną kontynuację tych rozważań pozostawię na inne miejsce i inny czas. :)

women88 - 2012-05-18, 20:26

Ja wlasnie wrocilam z dziecmi od kuzynki.
Milo bardzo spedzilysmy pol dnia.
Teraz znowu czuje pustke :-| ale przynajmniej jutro sama nie bede bo kuzynka nas zaprosila, super.
Jak to dobrze ze ich mam...

women88 - 2012-05-21, 20:07

Co u nas.
Minelo kilka bardzo mile spedzonych dni :-D
Spedzilam je z rodzina, u kuzynki.
Maz sie nie odzywal a ja o nim praktycznie nie myslalam.

Dzis rano corcia w przedszkolu wymiotowala i odebralam ja szybko ale pozniej czula sie juz dobrze wiec postanowilam odwiedzic tesciow.
w autobusie zadzwonil maz, pytal jak sie mala czuje itp. Okazalo sie ze brat mu powiedzial o tym wymiotowaniu itp.
Pozniej zadzwonil zeby z mala porozmawiac. Przeprosil ze nie zrobi mi remontu bo mial wypadek na quadzie i nie moze chodzic-cos tam ma zerwane w nodze. Z tego powodu tez ma urlop. Chce sprzedac quada bo nie powinien jezdzic. Powiedzialam ze bardzo dobrze bo chce kupic auto i prawko zrobic a on na to ze ma znajomego instruktora i mi oplaci jazdy, chce mi pomoc :lol:. Ja mu podziekowalam- nic od niego nie chce. Powiedzialm mu o dniu mamy i taty w przedszkolu- powiedzial ze bedzie.
Mama w trakcie naszej rozmowy zawolala zeby na kawe wpadl :shock: ale on na to ze nie moze przez ta noge.
Jednak przyjechal. Dziewczynki sie bardzo cieszyly. Ja z nim nie gadalam.
Dal mi 100zl ze mam kupic K. zabawke o ktorej marzy (akurat planowalam kupic jej na urodziny,nie teraz), jej o tym powiedzial i ona w skowronkach i nie mam wyjscia :roll:
Powiedzial ze jak wydobrzeje noga to wyjezdza do czech do pracy w kopalni bo tu na mieszkanie nie zarobi itp.
jakos przykro mi sie tego sluchalo wiec wyszlam :roll:
Jak wrocilam to juz go nie bylo.
Pozniej zadzwonil jeszcze z propozycja pracy- odmowilam, powiedzialam ze sobie dam rade.
Jeszcze pozniej napisal smsa "widze ze Ci zle beze mnie"
Napisalam mu ze go kocham i myslalam ze sie bedzie leczyl i sie wszystko ulozy ale odszedl, nie jest mi latwo ale zyje dalej.
On na to ze "tez mnie kocha ale... niewazne i mam dbac o dzieci" lol

Zaczely sie podchody.
Co on mysli ze mu zaraz powiem ze ma wracac???

Wrocilam do domu i sie dowiedzialam ze tesc z nim jedzie zaraz do szpitala z ta noga.
A mieli nie pomagac :roll:

Tak w ogole to wszystko super.
Przeczytalam dopiero polowe "Konca wspoluzaleznienia" bo malo w domu jestem ale moge smialo powiedziec ze ta ksiazka to lektura obowiazkowa dla kazdej wspoluzaleznionej i jak najszybciej powinno sie ja przeczytac. Swietna jest. Mi bardzo pomaga :-D

Jutro jade do miasta na terapie i male zakupy dla siebie i dziewczynek, polatam sobie po sklepach.
Juz nie moge sie doczekac :mrgreen:

Tomoe - 2012-05-21, 20:26

women88 napisał/a:

Zaczely sie podchody.


A kto je zaczął? :)
Bo same się nie zaczęły.
Samo to się tylko grzmi i błyska.

Ja jasno widze, kto zaczął te podchody.
A ty widzisz? :)

women88 - 2012-05-21, 21:58

Tomoe napisał/a:
Ja jasno widze, kto zaczął te podchody.
A ty widzisz?


No przeciez nie ja.
On zaczyna.

Zgubil telefon (mama dzwonila). Musialam karte blokowac. I go znalazl :roll:
Wlasnie dzwonil ze ma noge w gipsie na 2 tygodnie i ma zakaz chodzenia.
A mnie to lotto.
Jutro mu tylko odblokuje ta karte i niech sobie radzi.

Tomoe - 2012-05-21, 22:25

women88 napisał/a:

Tak w ogole to wszystko super.


No to super że wszystko super. :-D

women88 - 2012-05-21, 22:39

Hmm, to nie ja do niego wydzwanialam itd.
Jednak masz racje bo moglam nie odbierac itp.
Dalam sie wciagnac znowu w jego gre.
Dzieci za nim tesknia wiec cieszylam sie ze do nich przyjechal... jednak nie tak chyba powinno byc.
Sama juz nie wiem. Pogubilam sie.

Ide spac :-)

anka799 - 2012-05-22, 08:13

women88 napisał/a:
Hmm, to nie ja do niego wydzwanialam itd.
Jednak masz racje bo moglam nie odbierac itp.
Dalam sie wciagnac znowu w jego gre.

To prawda. Dałaś się wciągnąć.

women88 napisał/a:
Dal mi 100zl ze mam kupic K. zabawke o ktorej marzy (akurat planowalam kupic jej na urodziny,nie teraz), jej o tym powiedzial i ona w skowronkach i nie mam wyjscia

Jaki on dobry tatuś. Nie liczy się z Tobą. Co wówczas poczułaś :?: Powiedziałaś mu o tym czy przemilczałaś i uznałaś, że tak już musi być :?:

women88 napisał/a:
Zgubil telefon (mama dzwonila). Musialam karte blokowac. I go znalazl

women88 napisał/a:
A mnie to lotto.

Jakie lotto :?: Womenko - czy to Twój telefon, że musiałaś blokować kartę :?: Chłoniesz jak gąbka wieści o nim... (sama tego chcesz, nie odcinasz się od informacji z nim związanych).

women88 napisał/a:
Jutro mu tylko odblokuje ta karte i niech sobie radzi.

Pozwól, że w odpowiedzi na ten cytat odpowiem Twoim cytatem:

women88 napisał/a:
A mieli nie pomagac :roll:

No właśnie, miałaś nie pomagać. Niech on sobie radzi. Niech dba o swoje rzeczy albo niech szuka ich dokładnie, a nie wywołuje od razu burzę. "Mamo dzwoń szybko do niej. Niech ratuje, niech coś wymyśli. Tylko szybko, ta sprawa nie może czekać :!: Niech ona mnie ratuje. Niech ona w końcu się mną zainteresuje :!:

women88 napisał/a:
Jeszcze pozniej napisal smsa "widze ze Ci zle beze mnie"
Napisalam mu ze go kocham i myslalam ze sie bedzie leczyl i sie wszystko ulozy ale odszedl, nie jest mi latwo ale zyje dalej

Kochany - wręcz przeciwnie. Mamy z dziećmi spokój w domu, nikt się nie zatacza, nie trzeba obawiać się pijanego, ożna głośno się śmiać, biegać, skakać, krzyczeć, zapraszać gości bez obawy, że najemy się wstydu, można spokojnie spać bez oczekiwania na powrót pijanego męża, można obejrzeć sobie w TV to na co naprawdę ma się ochotę, można zjeść śniadanie, obiad i kolację o w miarę stałej porze ze wszystkimi domownikami przy jednym stole, itd, itd. Womenko - nie dostrzegasz tego :?: Czy to nie jest ważne i piękne :?: Ten spokój, harmonia, brak lęku, luz, swoboda, ciepło, przewidywalność...

kahape - 2012-05-22, 12:00

women88 napisał/a:
Dalam sie wciagnac znowu w jego gre......
Sama juz nie wiem. Pogubilam sie.
właśnie, jeszcze się gubisz. Dlatego..... dasz sobie na wstrzymanie z nim CAŁKOWITE!
Zero, zero kontaktu.... aż będziesz mocniejsza, pewniejsza. Będziesz wiedziała co... w Tobie, z Tobą, dla Ciebie.
anka799 napisał/a:
Kochany - wręcz przeciwnie. Mamy z dziećmi spokój w domu, nikt się nie zatacza, nie trzeba obawiać się pijanego, można głośno się śmiać, biegać, skakać, krzyczeć, zapraszać gości bez obawy, że najemy się wstydu, można spokojnie spać bez oczekiwania na powrót pijanego męża, można obejrzeć sobie w TV to na co naprawdę ma się ochotę, można zjeść śniadanie, obiad i kolację o w miarę stałej porze ze wszystkimi domownikami przy jednym stole, itd, itd. Womenko - nie dostrzegasz tego :?: Czy to nie jest ważne i piękne :?: Ten spokój, harmonia, brak lęku, luz, swoboda, ciepło, przewidywalność...
tak właśnie!! Tak teraz mamy!!
women88 napisał/a:
Jestem bardzo ciekawa co kahape ma do powiedzenia w tym temacie.
Bo przeciez gdy maz wyciagnal do niej reke nie kopnela go w tylek tylko zaryzykowala, prawda?
zastanawiałam się co ci napisać.
Nie, nie konęłam go, ja..... wogóle nic jemu nie zrobiłam. Zostawiłam samemu sobie. Zajęłam się sobą, dziećmi...

Bo, to było tak. Od rana zajmowałam się innymi. Latałam żeby wszystko zdążyć, dogodzić wszystkim, zrobić wszystko na czas. Pomagałam, karmiłam, odprowadzałam, sprzątałam......
Nie zadbałam o siebie aby najpierw się "umyć, ubrać, nakarmić... Zimą włożyć buty, jakiś płaszcz...."
A potem marzłam, stopy miałam obtarte, żołądek pusty, Płakałam z bezsilności, zmęczenia....
A przecież nikt mi nie kazał, nie zmuszał. Tylko, że ja nie wiedziałam co POWINNAM zrobić? Kiedy? dlaczego i.... czy mam jakiś wybór? Zgadywałam. Nie czułam tego.
Wydawało mi się, że skoro jestem ŻONĄ to powinnam....
Skoro jestem MATKĄ to...
Skoro jestem CÓRKĄ to...
Skoro jestem SĄSIADKĄ, KOLEŻANKĄ......
Ale w tym wszystkim nie było mnie samej - Krysi. Tylko! i AŻ!!! człowieka, kobiety....

Dzisiaj, po terapii zanim zacznę zajmować się innymi najpierw zadbam o siebie (wstanę wcześniej)
- umyję się i umaluję (tak jak lubię)
- ubiorę się - w coś, co mi sie podoba
- zjem - posiłek, który mi smakuje
- zajmę się rzeczą, sprawą, która sprawia mi przyjemność. Taką czynnością jest moja praca, do której lecę na skrzydłach 12 rok :mrgreen: :mrgreen:
Mam dużo luster w pracy. Kiedy na nie patrzę - widzę zadbaną, uśmiechniętą kobietę, zadowoloną,
Nie :arrow: żonę, matką... widzę SIEBIE!

A ty kogo widzisz w lustrze womenko?
pozdr

kahape - 2012-05-22, 12:40

anka799 napisał/a:
"Mamo dzwoń szybko do niej. Niech ratuje, niech coś wymyśli. Tylko szybko, ta sprawa nie może czekać :!: Niech ona mnie ratuje. Niech ona w końcu się mną zainteresuje :!:
jakbym mojego męża widziała. A przecież nie pije ponad 4 lata.
Ale on ma to z domu..... kobieta/matka/żona/córka ma się nim "zaopiekować".
Kiedy chlał nie zajmował się domem, dziećmi, bo.... był obecny/nieprzytomny.
Takie miałam wytłumaczenie.
Dzisiaj, dalej nie zajmuje się domem, dziećmi bo.... NIE CHCE! Tak po prostu.
Jego zdziwienie - "trzy baby w domu i nie posprzątane/ugotowane/wyprane...??? " pozostało bez zmian.
On dalej chce mieć opiekunkę za żonę, nie partnerkę. A ja już opiekunką nie chcę być i nie będę.
Kiedyś naiwnie myślałam, że to wszystko przez wódę.
Rozumiesz womenko? Jedyne rozwiązanie to zająć się sobą.
Nie wiesz jakim jest facetem ten twój mąż. Nie znasz go na trzeźwo. Nie wiesz co wyniósł z domu, jaki bagaż, jak patrzy na małżeństwo? Związek ma być partnerski czy raczej usługowo-podawczy?
I kim ty chcesz/umiesz/potrafisz być w tym związku? Partnerką czy służącą?

Dzisiaj stwierdzam, że "wyprowadzenie" wódy z faceta to zwyczajny pryszcz. Bal zaczyna sie później.
Ale wóda przede wszystkim musi wypaść jako pierwsza, bo bez tego nic nie da się zrobić.
A tak jest szansa, że jednak można się jakoś dogadać.

Takie oderwanie, zajęcie się sobą PILNOWANIE WŁASNEGO NOSA stosuję do dziś.
I kiedy "złość zaczyna wychodzić mu uszami" i ucieka na działkę na kilka dni :shock: , ja sobie żyję spokojnie.
Życie przecież toczy się dalej, z mężem lub.... bez niego.

Z alkoholikiem związek jest trochę inny. To jest facet jakby.... "na wózku" :arrow: na nartach jeździł nie będzie (odpadają np.imprezy, wycieczki alkoholowe)
Ale życie z takim facetem też jest interesujące.
Poza tym każdy ma jakieś ograniczenia, większe lub mniejsze.
pozdr

women88 - 2012-05-24, 10:14

anka799 napisał/a:
women88 napisał/a:
Hmm, to nie ja do niego wydzwanialam itd.
Jednak masz racje bo moglam nie odbierac itp.
Dalam sie wciagnac znowu w jego gre.

To prawda. Dałaś się wciągnąć.

women88 napisał/a:
Dal mi 100zl ze mam kupic K. zabawke o ktorej marzy (akurat planowalam kupic jej na urodziny,nie teraz), jej o tym powiedzial i ona w skowronkach i nie mam wyjscia

Jaki on dobry tatuś. Nie liczy się z Tobą. Co wówczas poczułaś :?: Powiedziałaś mu o tym czy przemilczałaś i uznałaś, że tak już musi być :?:

Przemilczałam choc mnie tym wkurzyl :roll: Dzis bym zrobila inaczej, nie wiem czemu ale wtedy sie mi w ogole nie chcialo do niego gadac a widzac radosc malej poczulam sie skolowana

women88 napisał/a:
Zgubil telefon (mama dzwonila). Musialam karte blokowac. I go znalazl

women88 napisał/a:
A mnie to lotto.

Jakie lotto :?: Womenko - czy to Twój telefon, że musiałaś blokować kartę :?: Chłoniesz jak gąbka wieści o nim... (sama tego chcesz, nie odcinasz się od informacji z nim związanych).

To jego telefon ale umowa jest na mnie wiec to ja bym miala pozniej problemy, nie on.
Dlatego zablokowalam. Tylko nie wiem po co ja odblokowalam. Na rachunek przeciez musi mi dac.
Co do tego ze sie nie odcinam to fakt... :-| próbuje ale ciagle do konca nie umiem, nie chce choc wiem ze to konieczne


women88 napisał/a:
Jutro mu tylko odblokuje ta karte i niech sobie radzi.

Pozwól, że w odpowiedzi na ten cytat odpowiem Twoim cytatem:

women88 napisał/a:
A mieli nie pomagac :roll:

No właśnie, miałaś nie pomagać. Niech on sobie radzi. Niech dba o swoje rzeczy albo niech szuka ich dokładnie, a nie wywołuje od razu burzę. "Mamo dzwoń szybko do niej. Niech ratuje, niech coś wymyśli. Tylko szybko, ta sprawa nie może czekać :!: Niech ona mnie ratuje. Niech ona w końcu się mną zainteresuje :!:

women88 napisał/a:
Jeszcze pozniej napisal smsa "widze ze Ci zle beze mnie"
Napisalam mu ze go kocham i myslalam ze sie bedzie leczyl i sie wszystko ulozy ale odszedl, nie jest mi latwo ale zyje dalej

Kochany - wręcz przeciwnie. Mamy z dziećmi spokój w domu, nikt się nie zatacza, nie trzeba obawiać się pijanego, ożna głośno się śmiać, biegać, skakać, krzyczeć, zapraszać gości bez obawy, że najemy się wstydu, można spokojnie spać bez oczekiwania na powrót pijanego męża, można obejrzeć sobie w TV to na co naprawdę ma się ochotę, można zjeść śniadanie, obiad i kolację o w miarę stałej porze ze wszystkimi domownikami przy jednym stole, itd, itd. Womenko - nie dostrzegasz tego :?: Czy to nie jest ważne i piękne :?: Ten spokój, harmonia, brak lęku, luz, swoboda, ciepło, przewidywalność...

No tak, roznice widze. Wreszcie moge cos zaplanowac i to tylko ode mnie zalezy jak bedzie. Głownie widze to w finansach bo z nim moglam sobie planowac wydatki na miesiac a i tak zawsze wychodzilo inaczej bo cos wymyslil, rozrzutny jest i nie umie pieniedzmi zarzadzac. Teraz ja sama, z polowa tych pieniedzy jestem w stanie odlozyc cos...


kahape napisał/a:

Mam dużo luster w pracy. Kiedy na nie patrzę - widzę zadbaną, uśmiechniętą kobietę, zadowoloną,
Nie :arrow: żonę, matką... widzę SIEBIE!

A ty kogo widzisz w lustrze womenko?
pozdr


Kiedyś też widziałam rozżaloną żonę, matkę która o sobie myśli na samym końcu albo wcale...
Od jakiegoś czasu już tak nie jest ))
Widzę zadowoloną, fajną kobitkę, która dba o siebie i ma świadomość że dzieci mając uśmiechniętą mamusię też będą szczęśliwe :-D
kahape napisał/a:
Nie wiesz jakim jest facetem ten twój mąż. Nie znasz go na trzeźwo. Nie wiesz co wyniósł z domu, jaki bagaż, jak patrzy na małżeństwo? Związek ma być partnerski czy raczej usługowo-podawczy?
I kim ty chcesz/umiesz/potrafisz być w tym związku? Partnerką czy służącą?


Hmm, tak sie sklada ze ja popelnilam blad.
On przyszedl z domu w ktorym wasnie rodzice tworza zwiazek partnerski. Sam pomagal w domu tez w obowiazkach mamie. Na poczatku pomagal mi ale wkurzalo mnie to strasznie ze nieraz mnie w czyms wyreczal- bo zrobi to szybciej, lepiej. Czulam sie jakas niedorobiona i w koncu mu zaczelam mowic ze sama wszystko zrobie. Tym bardziej ze on pracowal a ja nie... No i tak zostalo- jemu sie zrobilo wygodnie a mnie zaczelo wkurzac ze pomocy nie ma :roll: . Tu akurat moge sobie dziekowac za glupote :lol: Kim chce byc w zwiazku? Jasne ze partnerka... ale o czym tu mowic. Zwiazku juz nie ma i nie bedzie :-|

Co u mnie....
Wtorek mialam tak intensywny ze wieczorem ledwo chodzilam ;-)
Bylam u terapeutki- wizyta okej. Znowu mialam wrazenie ze rozmowa kreci sie ciagle wokol niego.
W sumie to cala wizyte terapeutka mnie utwierdzala w tym ze dobrze robie, ze innej drogi nie ma- bo widzi ze miekne, ze on mną manipuluje. O dzieciach mowilysmy.
Myslalam by sie z nia umowic dopiero za 2 tygodnie ale ona stwierdzila ze jednak powinnam z nia miec kontakt czesciej.
Pozniej bylam u rodzicow i u kuzynki. Bylo super.

Mezowi napisalam smsa wczoraj zeby sie ze mna nie kontaktowal, nie pisal do mnie bo nie bede odpisywac.
To potem mi napisal ze mam fajna taktyke, ze ze zlosci go od dzieci odsuwam i ze kiedys moze im to wytlumacze i takie tam ;-). Potem zas pisal ze kocha i ze przyjdzie taki dzien ze sie usmiechne na jego widok. Nie wiem co poeta mial na mysli :lol:.
Nie odpisywalam.

Faktycznie sie boje czy dzieci nie beda mialy kiedys do mnie zalu itp. ale wiem ze lepsze dla nich jest by nie mialy ojca niz wychowywaly sie przy alkoholiku...

M ma fajny opis na gg: "Kocham ku.wy i chleb ze smalcem..."

Z jednej strony to przykre a z drugiej mnie umacnia... bo jak widze co on ma we łbie to wiem że dobrze robie ;-)

Wiem ze powinnam sie odciac zupelnie- nie czytac smsow, gg wylaczyc.
Nie umiem jeszcze...

Lece do porzadkow bo mala sie obudzi niebawem a po poludniu mysle ze znowu gdzies pojdziemy jak sie pogoda utrzymie :)

anka799 - 2012-05-24, 12:32

women88 napisał/a:
Przemilczałam choc mnie tym wkurzyl Dzis bym zrobila inaczej, nie wiem czemu ale wtedy sie mi w ogole nie chcialo do niego gadac a widzac radosc malej poczulam sie skolowana

Womenko - na razie trudno będzie Ci nazwać inne uczucia niż smutek, zmartwienie, złość, itp, a co dopiero mówić o tych uczuciach. To jednak bardzo ważne. Zwracaj na to uwagę. Jeśli coś co ktoś powiedział/zrobił spowodowało Twoją złość czy inne emocje naucz się tej osobie o tym mówić. To trudna praca, ale wykonalna. Potrzeba też na to czasu. Jeśli coś Ci się nie podoba to stanowczo nie godź się z tym. Wyrażaj w słowach swój sprzeciw, nie miną, nie fochem a słowem. Sama przekonasz się jak to ułatwia życie. Nie myśl o tym czy komuś będzie przykro gdy usłyszy Twój sprzeciw, czy go to zaboli czy rozczaruje co usłyszy, czy wypada tak powiedzieć. Broń siebie. Jak zaczniesz szanować siebie to inni też zaczną Cię szanować i liczyć się z Twoim zdaniem. Przekonają się, że masz coś ciekawego do powiedzenia, że Twój punkt widzenia też jest wartościowy, że nie jesteś szarą myszką, którą można przestawić razem z miotłą w byle jaki kąt, a ona nawet nie piśnie. Uwierz w siebie.

women88 napisał/a:
No tak, roznice widze. Wreszcie moge cos zaplanowac i to tylko ode mnie zalezy jak bedzie. Głownie widze to w finansach bo z nim moglam sobie planowac wydatki na miesiac a i tak zawsze wychodzilo inaczej bo cos wymyslil, rozrzutny jest i nie umie pieniedzmi zarzadzac. Teraz ja sama, z polowa tych pieniedzy jestem w stanie odlozyc cos...

No właśnie więc po co tworzyć mu iluzję, że jest niezastąpiony, że Ty bez niego zginiesz, że i tak go potrzebujesz. Świetnie radzisz sobie sama. Jeśli będzie potrzebna Ci męska pomoc zadzwonisz po brata, wujka, sąsiada, ojca, kolegę, szwagra, itd. Po każdego mężczyznę, ale nie po niego.

women88 napisał/a:
Na poczatku pomagal mi ale wkurzalo mnie to strasznie ze nieraz mnie w czyms wyreczal- bo zrobi to szybciej, lepiej. Czulam sie jakas niedorobiona i w koncu mu zaczelam mowic ze sama wszystko zrobie. Tym bardziej ze on pracowal a ja nie... No i tak zostalo- jemu sie zrobilo wygodnie a mnie zaczelo wkurzac ze pomocy nie ma .

Niezły paradoks :roll: U mnie było podobnie :roll: :-/ Lekcja na przyszłość dla Ciebie i temat do pracy na teraz: moje poczucie wartości - czy jestem coś warta, w czym jestem dobra, jakie mam mocne strony, itd.

women88 napisał/a:
Bylam u terapeutki- wizyta okej. Znowu mialam wrazenie ze rozmowa kreci sie ciagle wokol niego.

Womenko - na terapię chodzisz od niedawna. Twoje emocje wiążą się głównie z alko, w związku z czym pytania w kontekście jego osoby padają, ale czy Ty je właściwie interpretujesz? Jak przypomnę sobie moje dawne spotkania z terapeutką to ona zadawała mi pytanie dot. mnie i alko, a ja w głębi duszy tylko na nie czekałam, bo w opowiadaniu na JEGO temat byłam najlepsza :oops: Padało pytanie o emocje wiele razy a z moich ust padały nieprawdziwe odpowiedzi, gdy miałam je uzasadnić (straszny problem z tym miałam kiedyś) zaczynałam się gubić. Gdy opisywałam co zrobiłam, co myślałam wychodziło na to, że nie czułam tego co mówiłam, że czułam (najczęściej właśnie omawiane już w Twoim temacie współczucie i litość, poczucie winy). Mało tego - ja za żadne skarby nie chciałam się przyznać, że się lituję (ja mam go gdzieś, nie zależy mi na nim), że mam poczucie winy (mówiłam: niczego nie żałuję, wiem przecież że tak powinnam zrobić; myślałam: ale jak bym tak nie zrobiła to może już jutro by nie pił, zacząłby terapię, a jak coś sobie zrobi bo nie wpuściłam go do domu albo nie pozwoliłam spotkać się z synem).

women88 napisał/a:
Mezowi napisalam smsa wczoraj zeby sie ze mna nie kontaktowal, nie pisal do mnie bo nie bede odpisywac

Napisałaś tak sama od siebie czy w odpowiedzi na jego wiadomość :?: Jak sama od siebie to źle, sama wymusiłaś to żeby cokolwiek do Ciebie napisał (nieważne co, coś po prostu). Jak w odpowiedzi na coś - jest to do przyjęcia, ale czy jesteś w stanie to zrealizować :?: Chyba, że chodziło jedynie o wczorajsze pisanie Wasze, ale tego nie napisałaś.

women88 napisał/a:
Faktycznie sie boje czy dzieci nie beda mialy kiedys do mnie zalu itp. ale wiem ze lepsze dla nich jest by nie mialy ojca niz wychowywaly sie przy alkoholiku...

No i tego się trzymaj. Wierz mi, że tak będzie znacznie lepiej dla zdrowia i rozwoju Waszych dzieci. Nie myśl w inny sposób.

women88 napisał/a:
Wiem ze powinnam sie odciac zupelnie- nie czytac smsow, gg wylaczyc.
Nie umiem jeszcze...

Spróbuj dzisiaj, tylko dzisiaj...

women88 - 2012-05-25, 09:20

Ale mialam wczoraj popoludnie :-(
Malutka siedziala na rowerku i sie przewrocil- rozciela sobie czolko na srodku, dosc gleboko :cry:
Najpierw bieglam z wozkiem 15minut do przychodni zeby ktos ja obejrzal, potem dzwonilam za autem zeby do miasta zajechac na izbe przyjec a byl problem. W koncu z kuzynkami zajechalam. Skonczylo sie na jednym szwie- niby malo ale... Mam nadzieje ze blizna bedzie malo widoczna bo to sam srodek czolka.
Przejelam sie strasznie tym co sie stalo i mialam zal do siebie ze jej nie upilnowalam (a stalam obok) i ze bedzie juz zawsze miala blizne. Myslalam momentami, co ze mnie za matka??? W ogole sie rozkleilam bo za duzo tego wszystkiego ostatnio.
Moze ktos inny by sie tym tak nie przejal i machnal reka "to tylko blizna" ale ja nie umialam...
Jedno wiem napewno :arrow: brak prawka przy dzieciach to jest tragedia...

Napisalam mezowi o tym co sie stalo to zaraz oddzwonil i z geba na mnie "nie umiesz dziecka upilnowac??!!!" wiec mu powiedzialam ze jak nie ma nic madrego do powiedzenia to niech nie dzwoni i ze wiecej go nie bede o niczym informowac jak tak reaguje i sie rozlaczylam. Po paru minutach pisal smsy z przeprosinami, ze go ponioslo, ze to jego oczko w glowie itp.

Noc mialam ciezka bo mala miala straszna goraczke (od szczepionki), w dodatku chorobsko mnie lapie.
Jakos jednak funkcjonuje ;-)

Nastroj mam dobry :mrgreen:
Mysle pozytywnie :)
Bedzie dobrze.

women88 - 2012-05-27, 09:55

Wczoraj bylam u tesciowej na dzien mamy- bylo milo :-D

Maz podobno rano wczoraj dzwonil do mamy, plakal strasznie ze juz ma dosc, ze chce sie leczyc i idzie na odwyk w poniedzialek- ze mu to ktos zalatwil i go kolega zawiezie. Ze sprobuje ostatni raz a jak mu teraz sie nie uda to pojdzie tam gdzie R. (jego przyjaciel,powiesil sie)
Hmm, nie wiem czy to mozliwe by "ktos mu zalatwil", terminy sa chyba itp.
Nie myslalam o tym przez caly dzien, nie robie sobie absolutnie nadzieji ale jednak gdzies to we mnie musialo siedziec bo sny mialam zwiazane z mm i ilekroc sie przebudzilam to mysli krecily sie wokol niego.

Dzis siedze w domu bo fizycznie czuje sie fatalnie, chorobsko mnie calkiem rozlozylo :-/.

Psychicznie za to jest ciągle super.
Jest mi dobrze tak jak jest.
Wspanialy jest ten spokoj.

Teraz tylko musze sie wyleczyc by wreszcie jazdy wykupic.
Tak wiec kierowcy podbeskidzia strzezcie sie- nadchodze :lol:

Tomoe - 2012-05-27, 12:02

Cześć, womenko.
Powiem ci coś jako trzeźwa alkoholiczka.

Kiedy ja miałam naprawdę dość picia - to nic nikomu nie mówiąc wzięłam d**ę w troki i poszłam do najbliższego ośrodka terapeutycznego prosić o pomoc.
I zarejestrowałam się na wizytę u terapeuty, na którą czekałam 5 dni.

Alkoholik, który ma dość picia, idzie po pomoc, a nie dzwoni do mamusi, nie użala się nad sobą, nie obiecuje, że coś tam coś tam zrobi "od poniedziałku" i nie szantażuje samobójstwem.

Ten twój - tak na moje trzeźwe oko - jeszcze wcale nie ma dość. Nadal urządza teatrzyki jednego aktora, licząc na to, że zrobi wrażenie na publiczności.

Im więcej słów - tym mniej czynów.

Miłej niedzieli. :)

women88 - 2012-05-27, 12:56

Pewnie masz racje Tomoe :->

Ja sie ciesze z tego ze ta informacja nie wzbudzila we mnie zadnych emocji (kiedys bym pewnie od razu sie ucieszyla bardzo), ze ciagle patrze siebie a to czy on pojdzie czy nie pojdzie to jego sprawa.

Ja patrze siebie.

Tesciowa bardzo przezywa to co sie z nim dzieje, w jakim jest stanie.
Ja jakos przestalam. Widze ogromna roznice pod tym wzgledem i jest mi z tym tak dobrze...
Chyba powolutku ide do przodu :)

women88 - 2012-05-27, 21:06

Dzwonil do mnie maz. Jedzie rano do Miedzybrodzia (szpital psychiatryczny). Chcial isc na oddzial do Gorzyc bo juz tam byl ale musialby czekac 2 tygodnie a mowi ze nie wytrzyma tyle, ze musi gdzies sie zglosic natychmiast. Widze ze powaznie jest w rozsypce, nigdy nie byl w takim stanie i nie sadze by byl to tearzyk.
Powiedzial ze sie odezwie za jakis czas jak z nim bedzie lepiej choc przyznal tez ze poki co nie wierzy ze bedzie jeszcze kiedys dobrze.

Czas pokaze.

Niech kazde z nas robi co trzeba.

Ja wymeczona choroba i wkurza mnie to ze stoje w miejscu z prawkiem przez to bo nie umiem sie skupic na nauce :-/
Poszerzam za to wciaz wiedze o wspoluzaleznieniu a jak juz nie moge to jakies bzdurne plotki w internecie czytam dla relaksu (a rzadko mnie to interesuje) :lol:

Tomoe - 2012-05-27, 21:16

Fajnie, tylko że w szpitalu psychiatrycznym w Międzybrodziu nie leczą alkoholizmu.
Tam nie oddziału odwykowego ani nawet oddziału detoksykacyjnego.
To nie jest miejsce dla alkoholika, tylko dla osoby chorej psychicznie.

women88 - 2012-05-28, 09:53

Tomoe napisał/a:
Fajnie, tylko że w szpitalu psychiatrycznym w Międzybrodziu nie leczą alkoholizmu.
Tam nie oddziału odwykowego ani nawet oddziału detoksykacyjnego.
To nie jest miejsce dla alkoholika, tylko dla osoby chorej psychicznie.


Jest tam oddzial odwykowy Tomoe.
Wiem to napewno bo ostatnio kuzynka mi opowiadala jak to z jej mama bylo- ze sie zglosila do OLU w Zywcu i tam wyslali ja na odwyk do Miedzybrodzia. To bylo 4lata temu.
Z reszta meza podobno z Gorzyc tam pokierowali.

Dobra. Mniejsza o to ;-)

Ide sie truskawami obzerac :mrgreen:
Jak ja kocham truskawki :mrgreen: :mrgreen: :mrgreen:

sloneczko - 2012-05-28, 11:28

Tomoe napisał/a:
Fajnie, tylko że w szpitalu psychiatrycznym w Międzybrodziu nie leczą alkoholizmu.
Tam nie oddziału odwykowego ani nawet oddziału detoksykacyjnego.
To nie jest miejsce dla alkoholika, tylko dla osoby chorej psychicznie.

Cytat:
Państwowy Zakład Leczniczo - Opiekuńczy w Międzybrodziu Bialskim
pomoc medyczna - detoksykacja dla osób z problemem alkoholowym
Międzybrodzie Bialskie ul. Graniczna 7, tel. (033) 866 –13 – 49

dane ze strony http://www.zywiec.pl/alko...&id=8&Itemid=61

Warto sprawdzic zanim sie cos napisze.

women88 - 2012-05-28, 12:48

sloneczko napisał/a:
Tomoe napisał/a:
Fajnie, tylko że w szpitalu psychiatrycznym w Międzybrodziu nie leczą alkoholizmu.
Tam nie oddziału odwykowego ani nawet oddziału detoksykacyjnego.
To nie jest miejsce dla alkoholika, tylko dla osoby chorej psychicznie.

Cytat:
Państwowy Zakład Leczniczo - Opiekuńczy w Międzybrodziu Bialskim
pomoc medyczna - detoksykacja dla osób z problemem alkoholowym
Międzybrodzie Bialskie ul. Graniczna 7, tel. (033) 866 –13 – 49

dane ze strony http://www.zywiec.pl/alko...&id=8&Itemid=61


O, tu nawet widze jest czarno na bialym ;-)

Meza nie przyjeli dzis, ma w piatek sie zjawic.
Do tego czasu bedzie chyba u rodzicow (tata go zawozil).

Ciesze sie bo czuje wyraznie ze nie zyje tym co z nim, jego leczeniem, nie przezywam czy go przyjeli czy nie.
Nie martwie sie czy w piatek pojedzie itp. itd.

Mam swoje zycie :)

Musze sie pochwalic ze ucze sie panowac nad swoimi emocjami, tzn nastrojem czy jakby to nazwac ;-)
Byl moment ze czulam coraz wieksza zlosc ze jestem chora bo mam rozne plany i wszystko lezy... do tego mala marudzi jak rzadko. Dotarlo do mnie jednak szybko ze sie bez sensu nakrecam i powiedzialam sobie "stop". No i zlosc i zly nastroj zniknal jak reka odjal :-)
Moze to bzdura ale kiedys sie tak nakrecalam az do wybuchu :-P albo dlugo trwalo az mi przeszlo a teraz chwila moment i po sprawie ;-)

No, koniec wywodów c:)

Tomoe - 2012-05-28, 13:11

sloneczko napisał/a:

Warto sprawdzic zanim sie cos napisze.


Owszem, sprawdzałam. Najpierw tutaj:

http://katalog.mediweb.pl...kie,j14976.html

Nic tam nie ma o detoksykacji ani o oddziale odwykowym.

Następnie sprawdzałam na liście placówek lecznictwa odwykowego w województwie śląskim, opublikowanej na stronie internetowej Państwowej Agencji Rozwiązywania Problemów Alkoholowych.
Nie figuruje na tej liście szpital psychiatryczny w Międzybrodziu.
Proszę sprawdzić:

http://www.parpa.pl/index...id=67&Itemid=10

Jak widać - różne informacje można znaleźć w różnych źródłach.
Dzwonić do szpitala i sprawdzać czy mają detoks i odwyk - nie zamierzam. :)

sloneczko - 2012-05-28, 13:30

Sprawdzilam. Faktycznie - info jest rozbiezne.
Dzwonic jednak nie bede :mrgreen:

Tomoe - 2012-05-28, 13:33

Z mojej strony pas. :)

Zwłaszcza że delikwent z przyczyn nam nieznanych nie został do tego szpitala przyjęty. :)

women88 - 2012-05-28, 15:56

Tomoe napisał/a:
Z mojej strony pas. :)

Zwłaszcza że delikwent z przyczyn nam nieznanych nie został do tego szpitala przyjęty. :)


Po co w ogole to "dochodzenie"?
Tak jak pisalam- moja ciocia byla tam na odwyku 4 lata temu i skierowal ja tam OLU w Zywcu.
Tez czekala kilka dni wiec moze tak to wyglada, moze nie ma miejsc?
Nie bede wiecej nikogo przekonywac do swych racji bo do szczescia mi to niepotrzebne :)

Zaczynam sie jednak zastanawiac po co w ogole tu cos pisze...

Tomoe - 2012-05-28, 17:05

women88 napisał/a:

Zaczynam sie jednak zastanawiac po co w ogole tu cos pisze...


A wiesz, że "po co" to jest bardzo dobre pytanie... :)
To jest pytanie o twój cel i o twoje oczekiwania wobec forum.
Sama jestem ciekawa jaki masz cel i oczekiwania.
:)

women88 - 2012-05-28, 17:49

Tomoe napisał/a:
women88 napisał/a:

Zaczynam sie jednak zastanawiac po co w ogole tu cos pisze...


A wiesz, że "po co" to jest bardzo dobre pytanie... :)
To jest pytanie o twój cel i o twoje oczekiwania wobec forum.
Sama jestem ciekawa jaki masz cel i oczekiwania.
:)


Hmm, pisanie tu jest forma pamietnika, pozwalalo nie raz wyrzucic cos z siebie- wczoraj przeczytalam caly swoj watek- fajnie sobie wspomniec jak bylo i wyciagnac jakies wnioski.
Poza tym wiele razy Wasze slowa mi pomogly i sa wsparciem.

Odnosze jednak wrazenie ze nie jestem odbierana powaznie i to nie jest fajne.
Najpierw niby wymyslilam sobie terapie swoja... teraz pisze ze jestem pewna tego oddzialu bo ciocia moja tam byla na odwyku a i tak ciagle watpicie, sprawdzacie. Bez sensu troche.

staaw - 2012-05-30, 06:32

women88 napisał/a:

Odnosze jednak wrazenie ze nie jestem odbierana powaznie i to nie jest fajne.

Według mnie mocno przesadzasz. :)
women88 napisał/a:
teraz pisze ze jestem pewna tego oddzialu bo ciocia moja tam byla na odwyku a i tak ciagle watpicie, sprawdzacie. Bez sensu troche.

To ma sens. Gdybyśmy wierzyli w to co mówi czynny (współ)uzależniony, oznaczało by że musimy oddać kasę za nasze leczenie :)

sloneczko - 2012-05-30, 11:09

staaw napisał/a:
women88 napisał/a:
teraz pisze ze jestem pewna tego oddzialu bo ciocia moja tam byla na odwyku a i tak ciagle watpicie, sprawdzacie. Bez sensu troche.

To ma sens. Gdybyśmy wierzyli w to co mówi czynny (współ)uzależniony, oznaczało by że musimy oddać kasę za nasze leczenie :)

Poszuklam w kontraktach NFZ, bo nie znosze niedomowien.
Państwowy Zakład Leczniczo - Opiekuńczy w Międzybrodziu Bialskim nie ma w tym roku kontraktu ani na detox ani na leczenie stacjonarne uzaleznien.
Nie mam pojecia co bylo rok albo 4 lata temu.

Womenko - weryfikuje informacje po prostu. Wiara ma swoje miejsce w swiatyni (dowolnej). W kontaktach miedzyludzkich mozna byc lub nie byc wiarygodnym.

Edit - literowki

anka799 - 2012-05-30, 11:59

Womenko - na podstawie tego, co piszesz uważam, że nie jesteś szczera sama ze sobą. Oszukujesz się. Robisz z siebie twardzielkę, na którą nic nie ma wpływu i która jest już całkowicie obojętna na wszystko, co dotyczy alko. Moje stanowisko jest takie, że mrozisz się w sobie, wypierając/zaprzeczając uczuciom, które się budzą i w przypadku niepowodzenia strasznie Cię to zaboli i odezwą się ze zwielokrotnioną siłą... Poniżej cytaty właściwie z dwóch dni, które myślę, że uzasadnią mój punkt widzenia:

women88 napisał/a:
Mąż podobno wczoraj dzwonił do mamy, płakał strasznie że już ma dość, że chce się leczyć i idzie na odwyk w poniedziałek - że mu to ktoś załatwił i go kolega zawiezie. Że spróbuje ostatni raz a jak mu teraz się nie uda to pójdzie tam gdzie R. /.../

Zauważyłaś próbę szantażu emocjonalnego i manipulacji ze strony alko, a w dalszej kolejności także ze strony jego matki :?:

women88 napisał/a:
Dzwonił do mnie mąż. Jedzie rano do Międzybrodzia /.../ Chciał iść na odwyk do Gorzyc bo już tam był ale musiałby czekać 2 tygodnie a mówi, że nie wytrzyma tyle, że musi gdzieś się zgłosić natychmiast.

Przecież chce nie-pić tak :?: Nie wytrzyma dwóch tygodni, a po leczeniu kolejnym wytrzyma całe życie :?: Zauważ, że leczenie można również podejmować ambulatoryjnie nawet w oczekiwaniu na wyznaczony termin leczenia stacjonarnego. Poza tym niesamowite wsparcie dają osoby na mitingach AA (tam nikt nie żąda zaświadczenia, że masz wyznaczoną datę leczenia czy jesteś już w trakcie). On czeka nic nie robiąc (i uważam, że póki co nie ma zamiaru nic robić - mogę się mylić, ale moje doświadczenia spowodowały, że jestem naprawdę bardzo ostrożna w tej kwestii). On manipuluje i ma świadomość, że w Tobie rodzi się ogromna nadzieja i że go nie skreślisz...

women88 napisał/a:
Meza nie przyjeli dzis, ma w piatek sie zjawic.
Do tego czasu bedzie chyba u rodzicow (tata go zawozil).

Womenko - Ty znasz każdy najdrobniejszy szczegół związany z jego osobą :!: :roll: Co Cię obchodzi gdzie będzie :?: Jak u rodziców to może ktoś go "upilnuje", żeby się nie napił :?: Będziesz spokojniejsza, tak :?: Skoro nie Ty to niech ktoś inny się nim opiekuje, tak :?: Poza tym - pisałaś, że wizytę miał już umówioną, tak :?: Skoro ma się wizytę umówioną to ludzi się nie odsyła ot tak, prawda :?: Gdyby musiał jechać na drugi koniec Polski do szpitala i odesłaliby go z kwitkiem, to skarga jak nic, prawda :?: Odległość nie gra roli - termin był, warunki do przyjęcia spełnione więc o co chodzi :?: Może te warunki do przyjęcia nie były spełnione (trzeźwość, skierowanie) :?: Umawiając termin musiał wiedzieć w jakim musi być stanie i jakie dokumenty musi posiadać przy sobie. Przecież tak mu zależało... :roll:

No i kwestia Twojej "całkowitej obojętności":
women88 napisał/a:
Hmm, nie wiem czy to możliwe by "ktoś mu załatwił", terminy są chyba, itp.

Po co te pomysły :?: Po co te dociekania :?: "Mnie to nie interesuje kiedy i jak będziesz się leczył. Zobaczę efekty po dłuższym okresie leczenia. Reszta naprawdę mnie nie interesuje. Tak będzie lepiej dla mojego własnego zdrowia."

women88 napisał/a:
Nie myślałam o tym przez cały dzień, nie robię sobie absolutnie nadzieji ale jednak gdzieś to we mnie musiało siedzieć bo sny miałam związane z mm i ilekroć się przebudziłam to myśli kręciły się wokół niego

Absolutnie żadnych nadziei sobie nie robisz :?: Jesteś uczciwa ze sobą czy fałszujesz swój własny obraz mechanizmem iluzji i zaprzeczeń :?: Dlaczego nie mogłaś spokojnie spać :?: Powodem były wspomniane przez Ciebie sny :?: Podświadomość odbija nasze wnętrze. Womenko - to obsesja myślenia o drugim człowieku, to współuzależnienie. Powodem uważam mogła być m.in. nadzieja, myślenie życzeniowe - jak to będzie jak już przestanie pić, itd.

women88 napisał/a:
Ja się cieszę, że ta informacja nie wzbudziła we mnie żadnych emocji /.../

To co się dzieje z Tobą, z Twoim ciałem świadczy o czymś zupełnie innym. W Tobie gotuje się od emocji (dobrych i złych; nadzieje i obawy).

women88 napisał/a:
Widzę że poważnie jest w rozsypce, nigdy nie był w taki stanie i nie sądzę by był to teatrzyk

Analizujesz go. Jest w rozsypce, bo nie spodziewał się takiej stanowczości z Twojej strony. Jest przekonany, że zmiękniesz, ale męczy go ten czas oczekiwania. On chce żeby to się stało teraz, już :!:
Im dłużej będziesz wierzyła w to, że jest to teatrzyk - tym lepiej dla Ciebie...

women88 napisał/a:
Ciesze sie bo czuje wyraznie ze nie zyje tym co z nim, jego leczeniem, nie przezywam czy go przyjeli czy nie.
Nie martwie sie czy w piatek pojedzie itp. itd.

Mam swoje zycie

Tu zupełnie się z tym nie zgodzę... :-/ Zaprzeczasz wszystkiemu co się dzieje z Tobą - jest tylko on, on i on oraz wszystko co z nim związane :!: Bycie szczerą i uczciwą sama ze sobą jest jedną z najtrudniejszych umiejętności, których nabywa się w trakcie terapii. Ty nadal nie chcesz przełamać tej bariery... Dlaczego :?: Czego się boisz :?: Krytyki, "kopniaków", że okaże się iż Twoja tożsamość (wewnętrzne postrzeganie siebie) zostanie zburzona :?:

Womenko - przestań żyć w kłamstwie :!:

anka799 - 2012-05-30, 12:04

women88 napisał/a:
ciagle watpicie, sprawdzacie. Bez sensu troche

Też tak uważam... Co nas obchodzi jego leczenie :?: A tym bardziej nie powinno ono obchodzić Ciebie. Dlatego lepiej będzie dla Ciebie Womenko, jak nie będzie Cię wogóle interesował temat związany z jego leczeniem.
I powtórzę Tobie to, co mi napisał kiedyś Koos: możesz zacząć z nim rozmawiać po dwóch latach jego nie-picia. To dobra rada.

Pozdrawiam

anka799 - 2012-05-30, 12:27

sloneczko napisał/a:
Państwowy Zakład Leczniczo - Opiekuńczy w Międzybrodziu Bialskim nie ma w tym roku kontraktu ani na detox ani na leczenie stacjonarne uzaleznien.

Choć niewątpliwie jest to kolejny dowód na to, aby nie wierzyć słowom alkoholika i bronić się przed nadzieją. Aby bronić się też przed informacjami o chęci leczenia i jego ewentualnym przebiegu.

anka799 - 2012-06-12, 08:54

Cześć :-D
Womenko co u Ciebie słychać :?: Napisz coś. Jak dzieciaczki :?: Córusia bawi się upragnioną lalką :?: :-D

women88 - 2012-07-13, 12:00

Witajcie po dłuuugiej przerwie...

Nie pisałam bo czułam ze musze odpoczac od forum- tym bardziej ze dotarlo do mnie ze bylo tak jak pisala Ania- oszukiwalam sama siebie, twardzielke z siebie robilam nieswiadomie zamrazajac swoje uczucia...

Co u mnie?

Zaczne moze od tego ze pozwolilam mezowi wrocic do domu, w czasie gdy zalatwial terapie w Gorzycach (z Miedzybrodziem jednak nie wyszlo bo tam tylko detoks) i czekal na termin. Przez ten czas intensywnie pracowalismy w ogrodzie, wyremontowalismy pokoj dziewczynkom i spedzalismy czas we czworke.
Teraz maz jest od 27 czerwca na terapii w Gorzycach.

Ja od 19 czerwca mam we wtorki spotkania grupowe z terapeutka- od 16.00 do 18.30.
Musze przyznac ze nie wyobrazam sobie juz bez tej grupy zycia!!!
Czekam na ten dzien z taka niecierpliwoscia ze szok...
Bardzo bardzo pomaga mi te 2,5h i wychodze stamtad jak nowonarodzona...
Zaluje tylko ze nie wymienilam sie z nikim kontaktem poki co (ostatnio mialam ale musialam leciec na autobus) bo czuje sie strasznie samotna, nie mam z kim pogadac.

Ostatnio mam gorsze dni, stresuje sie o kase- tym co bedzie jak maz wroci (czy prace znajdzie), czy ja bede miala jeszcze rente we wrzesniu, czy mi sie w koncu uda tez robote znalezc, nie mam do kogo wyjsc i rozne takie.... jakos przygniata mnie to i zaczynam znowu w jakas beznadzieje wpadac.

Niedobrze :-/

Tomoe - 2012-07-13, 12:48

Witaj po przerwie.
Znam ośrodek w Gorzycach, jeździłam tam kiedyś w odwiedziny do mojego byłego faceta. Znam także księdza, który tam teraz pracuje z uzależnionymi i miałam okazję poznać jednego z terapeutów.
Jest tam bardzo piękny park, z jeziorem i łabędziami. Jest gdzie spacerować, są też ławeczki, na których można posiedzieć.
Piszę ci o tym na wypadek, gdybyś się wybierała w odwiedziny.

Natomiast nie chcę się wypowiadać na temat skuteczności terapii, bo akurat mój były facet wrócił do picia po sześciu dniach od wyjścia z tego ośrodka.
Co oczywiście nie znaczy, że z twoim mężem musi być tak samo.

Fajnie, że chodzisz na terapię grupową. :)

Pozdrawiam

kahape - 2012-07-13, 12:49

women88 napisał/a:
mam we wtorki spotkania grupowe z terapeutka- od 16.00 do 18.30.
ha ha ha ja też miałam we wtorki od 16.00
women88 napisał/a:
Zaluje tylko ze nie wymienilam sie z nikim kontaktem poki co
grupa się skończyła ale kontakty nasze... trwają dalej. Jutro właśnie spotykamy sie o 14.00 na kawie w kawiarni. Na co dzień dzwonimy do siebie, odwiedzamy się, grilujemy ...
Wszystkie, cała dziesiątka :mrgreen:
pozdr

women88 - 2012-07-15, 20:34

Coraz bardziej zaluje ze nie mam kontaktu z zadna z dziewczyn z grupy.
Tak bardzo potrzebuje z kims pogadac.

Bylam u tesciow przez weekend, mieli rocznice slubu, rodzinki sie troche zjechalo- bylo milo.
Wrocilam do domu i okazuje sie ze brat sie w nocy awanturowal z zona strasznie, coraz czesciej sie to zdarza a teraz tez pije. Tylko czekac jak sie pozabijaja...

Moj maz przez ostatni tydzien ma ciezkie dni. Wyraznie widze ze miesiac miodowy sie skonczyl... Ciagle ma dola.
Wczoraj sie nie odzywal. Dzis do niego pisalam rano, wrocilam niedawno i zapytalam czy zadzwoni. Zadzwonil i juz wiedzialam ze jest cos bardzo nie tak... Nie chcial powiedziec ale w koncu wyszlo ze chcial (probowal?) wczoraj popelnic samobojstwo.
Nic nie chcial prawie mowic ale powiedzial ze tym razem wzial sie porzadnie za terapie i jest cholernie ciezko.
Przerazona jestem... Spodziewalam sie ze moze zaczac pic itp. ale nie tego ze moze chciec sobie cos zrobic podczas terapii.

Wiem tyle ze przestaje sie z nim kontaktowac- w ostatnich dniach to ja pisalam co tam slychac, czemu sie nie odzywa a dzis wyszlo na to ze go drazni to jak ma dola a ja pisze i musi odpisywac albo to ze teraz go za jezyk ciaglam. Powiedzial ze sie zajmuje teraz soba, ze chce trzezwiec a przez moje "p...lenie" moze znowu isc na dno (to akurat pisal rano bo troche mu trulam ze milczy).

Chyba sie nie nadaje do zycia z alkoholikiem...

Jeszcze tylko jutro i wtorek... uff
Musze sie wziac za siebie bo jakos ostatnio ze mna tez kiepsko psychicznie...- nie mialam gdzie wyjsc, z kim pogadac, z kasa krucho. Za dlugo juz.

anka799 - 2012-07-16, 08:10

women88 napisał/a:
Dzis do niego pisalam rano, wrocilam niedawno i zapytalam czy zadzwoni
women88 napisał/a:
w ostatnich dniach to ja pisalam co tam slychac, czemu sie nie odzywa
women88 napisał/a:
troche mu trulam ze milczy

Nie narzucaj się. Po co do niego wypisujesz? Po co wymuszasz na nim odpowiedź na smsa, telefon? Będzie miał ochotę to się odezwie. Daj mu pomyśleć...

Poza tym, nie wiem jak w tym szpitalu, gdzie Twój mąż przebywa, ale w jednym ze szpitali gdzie przebywał ojciec mojego syna pacjenci mieli zakaz posiadania, a tym bardziej korzystania z telefonów komórkowych. Wówczas ja nie byłam tak tego świadoma, że jest pewien regulamin i alkoholik musi poddać się i zaakceptować pewne ograniczenia (dla mnie to było chore, nie widziałam nic złego w kontaktowaniu się z nim nawet po kryjomu). Dopiero po latach dostrzegłam sens wprowadzenia tego zapisu do regulaminu. Zorientuj się jak jest w tym szpitalu i jeśli jest taki zakaz to wymuś na mężu aby się dostosował do tego zakazu. Ty potrzebujesz czasu dla siebie i on również.

women88 napisał/a:
Powiedzial ze sie zajmuje teraz soba, ze chce trzezwiec a przez moje "p...lenie" moze znowu isc na dno

Daj mu od siebie odpocząć :roll: Zauważ jaka jesteś dla niego męcząca. Osaczasz go. Chcesz znać każdy jego ruch. Nic mu się tam nie stanie. Jest pod dobrą opieką. Pozwól mu coś poczuć. Jego leczenie to jego sprawa. Ty zajmij się swoim leczeniem.

women88 napisał/a:
Chyba sie nie nadaje do zycia z alkoholikiem...

Przy takich zachowaniach, jakie prezentujesz ani Tobie ani jemu nie będzie łatwo. Zerwij smycz, na której go trzymasz. Pracuj nad zmianą siebie. Chcąc wyjść ze współuzależnienia m.in. nad tym powinnaś pracować.

women88 napisał/a:
Nie chcial powiedziec ale w koncu wyszlo ze chcial (probowal?) wczoraj popelnic samobojstwo.
Nic nie chcial prawie mowic ale powiedzial ze tym razem wzial sie porzadnie za terapie i jest cholernie ciezko.

I po co Ci było uzyskać taką informację? Masz za mały chaj emocjonalny. Znowu musisz się nakręcać? Zastanów się uczciwie. Chcesz wrócić do równowagi czy zależy Ci na utrzymaniu wahań góra-dół, niebo-piekło?

women88 napisał/a:
Spodziewalam sie ze moze zaczac pic itp. ale nie tego ze moze chciec sobie cos zrobic podczas terapii.

I dlatego dzwonisz do niego, aby go sprawdzić czy nie popija? Tak by było lepiej, gdyby wrócił do picia? Wróciłoby coś co dobrze znasz? A tak to nie wiadomo jak żyć i jak postępować? Zajmij się swoją terapią a jego zostaw w spokoju.

women88 - 2012-07-16, 09:50

To nie tak. Nie pisalam do niego zeby go sprawdzac itp.

Nasz kontakt odkad tam jest to 1 sms dziennie, czy kilkuminutowa rozmowa raz dziennie. Ja do niego nie pisalam,nie dzwonilam- dopiero jak on nawiazal kontakt po zajeciach. Czasem nawet wcale nie mielismy kontaktu.

I bylo okej.

Dopiero ostatnio sie to zmienilo.
Mi zaczela strasznie doskwierac samotnosc, nie mialam do kogo sie odezwac (poza wtorkiem), do kogo zadzwonilam to nie mial czasu sie spotkac.
Doszly problemy z bratem, kasa.... i potrzebowalam chociaz tych paru minut kontaktu z mezem. Tylko ze on akutat wpadl w tego dola. Nie odzywal sie wiec to ja pisalam- nie sadzilam ze ten jeden sms z pytaniem jak tam to jest problem.
Nie zdawalam sobie sprawy do wczoraj...

Teraz juz wiem ze lepiej bym nie pisala.

Wieczorem sam od siebie napisal zebym go zrozumiala, ze musi sie poskladac a jest z nim gorzej niz zle, ze pomoc mu moga tylko specjalisci, ze rozmawial z kierowniczka i ze to co sie stalo w sobote to przez to jaki zawsze chcial byc twardy a teraz to wszystko wychodzi, ma nawal mysli, problem z emocjami itp.
A chwile temu dzwonil. Mowil zebym byla dobrej mysli, ze chce mu sie zyc tylko musi sobie poradzic z emocjami. Powiedzial ze to cud ze stalo sie jak sie stalo (nie wiem o co chodzi bo go nie wypytywalam o nic, co zrobil, bez przesady) i ze zyje a ja mam sie zajac swoja terapia dlatego tak z tym kontaktem moze lepiej bedzie jak go ograniczymy.

No musze sie jakos odciac...

Na pierwszych spotkaniach grupy sie prawie nie odzywalam, nie czulam potrzeby.. a na ostatnim mowilam najwiecej. Jutro tez pewnie sie rozgadam... i jak wyjde to bedzie mi lepiej. Ale co z tego skoro z moja psychika nic nie jest lepiej?

Chyba tak naprawde nic nie zmienilam do tej pory.

A moze chodzi o co innego.
Za duzo ostatnio zlych rzeczy (duzo by mowic)...
I sobie z tym wszystkim nie radze, dusze to w sobie i coraz gorzej tez z moja psychika.
Wydaje mi sie ze ta grupa to za malo.
Szkoda ze nie moge na DDA chodzic bo tu tez pies pogrzebany...


Ech. Czas za porzadki sie zabrac.

anka799 - 2012-07-16, 10:15

women88 napisał/a:
Czasem nawet wcale nie mielismy kontaktu.

I bylo okej.

Dopiero ostatnio sie to zmienilo.
Mi zaczela strasznie doskwierac samotnosc

Womenko - ale przecież Twój mąż nie jest lekarstwem na Twoją samotność. Ty masz nauczyć się żyć tak, że będzie Tobie dobrze z nim czy też bez niego. Staraj się znaleźć inne sposoby walki czy choćby neutralizacji takich uczuć jak np. samotność. Masz dzieci - kiedy dopada Cię taki stan postaraj się poświęcić im więcej uwagi. Poczytaj książkę, weź kąpiel i zastanów się nad sobą. Brakuje Tobie przyjaciół, ale na wszystko przyjdzie czas. Wymienisz się telefonami i będzie łatwiej znaleźć Ci być może przyjazną duszę. Pamiętaj jednak, żeby nie wieszać się też na tej osobie, żeby nie żądać od niej poświęcania się, dyspozycyjności o każdej porze dnia i nocy. Po prostu czasami warto pogodzić się z tym, że nie każdy musi być na każde nasze zawołanie. My też musimy akceptować to, że ktoś nam powie "nie". My same też musimy nauczyć się mówić "nie". Potrafisz to? Ja długo nie potrafiłam, ale teraz jest już coraz lepiej.

women88 napisał/a:
Doszly problemy z bratem

Masz za mało swoich nierozwiązanych problemów, że zamartwiasz się problemami innych? To nie jest sposób na ucieczkę od swoich własnych. Im bardziej skupisz się na swoich problemach tym więcej czasu poświęcisz na ich dojrzałe rozwiązanie. Skup się głównie na sobie. Problemy brata są jego problemami i ewentualnie jego rodziny. Świata nie uzdrowisz, nie zmienisz. Możesz zmienić tylko siebie.

women88 napisał/a:
Ale co z tego skoro z moja psychika nic nie jest lepiej

Jeśli czujesz się tak źle i jesteś w takiej rozsypce to może warto by było żebyś skorzystała z wizyty u psychiatry, który lekami przywróciłby pewną równowagę psychiczną. Pomyśl o tym...

women88 napisał/a:
Doszly problemy z bratem, kasa.... i potrzebowalam chociaz tych paru minut kontaktu z mezem. Tylko ze on akutat wpadl w tego dola. Nie odzywal sie wiec to ja pisalam- nie sadzilam ze ten jeden sms z pytaniem jak tam to jest problem.

I tak szczerze, co Ci dała rozmowa z nim? Samotność Cię opuściła czy wręcz spotęgowało się to uczucie po takim zakończeniu rozmowy? Womenko - tego typu rozmowy i szukanie "w jego ramionach" ratunku dla siebie jest dla Ciebie na chwilę obecną bardzo niebezpieczne. Jego odmowa może utwierdzać Cię w przekonaniu, że dla nikogo nie jesteś ważna, że nikt nie ma ochoty Ciebie wysłuchać, że dla nikogo nie jesteś ważna, że tak bardzo się starasz, że wspierasz go, a on tego wsparcia Tobie nie daje. To może rodzić dalej żal i całą masę innych negatywnych emocji... Nie jest to Tobie teraz potrzebne. Jesteś ważna, jesteś potrzebna, jesteś wartościowa... Znajduj zdrowe sposoby radzenia sobie ze swoimi emocjami...

Powodzenia.

rollins - 2012-07-16, 11:40

Cześć,
Czy tylko ja tutaj widzę kolejną manipulację alkoholika?!
Wzbudzanie poczucia winy, kierowanie całej uwagi na siebie, użalanie się nad sobą i szukanie powodów, przez które znowu można się nawalić?

To cud, że się stało, jak się stało i żyję! - a Ty Womenko zadręczaj się i kombinuj. Żyrandol się oberwał pod ciężarem Twojego męża wiszącego na skręconym prześcieradle, czy proszki, których się nałykał okazały się często stosowanym w szpitalach ziołowym placebo na sen? A może mu się to tylko przyśniło? Tak, tak, ja też kiedyś byłem już prawie gotów skoczyć w objęcia azteckich demonów, które zaglądały mi przez okno. I już bym skoczył, tylko budzik wziął i zadzwonił, niech go szlag trafi!
A w ogóle, to Książę Pan trzeźwieć powziął zamiar i to Twoje pierd@lenie może go tylko na dno ściągnąć! A Ty się już biczuj, że mu dupę trułaś!

Nawał myśli i problemy z emocjami, miałem, a jakże. I miewam nadal. A czasem jest gorzej niż źle. I wiesz, co to zwykle jest? Świadomie, czy podświadomie chlać mi się chce i tyle...

Pozdrawiam, Robert alkoholik

women88 - 2012-07-17, 10:26

Hmm, tylko w jakim celu by miał zwracać na siebie uwage?
On sie nie chcial ze mna kontaktowac, nie chcial o tym mowic wiec mi to troche nie pasuje.
Wiem z przez cale zycie mial w glowie ze musi byc twardziel bo jest facetem, zawsze dusil w sobie wszystko i uciekal w alkohol. No a teraz jednak musi sie zmierzyc z tym wszystkim... Przypomina mi sie watek Obcego...
No ale moze byc tak (i pewnie jest) ze to glod sie tak objawia a on sobie nie zdaje sprawy z tego.
Nie siedze w jego glowie wiec bez sensu te rozwazania ;-).

Wczoraj zajelam sie porzadkami i sie wyciszylam.
Tylko zauwazylam ze znow mam taka "skorupe"- niby jestem twarda, nic mnie nie rusza :-|.
Wcale mi sie to nie podoba bo to nie jest naturalne i tylko pozornie jest ok.
Nie wiem jak to zmienic.

O 15 jade na grupe i tym dzis zyje :-D :-D :-D
Dzis juz napewne wezme kontakt od kobitek :->

kahape - 2012-07-17, 10:50

women88 napisał/a:
Hmm, tylko w jakim celu by miał zwracać na siebie uwage?
od lat trąbią, że alkoholik to.... "król dzidziuś". Chce być w centrum, chce być pępkiem świata. Domaga się uwagi, zainteresowania...
Tak nakręca atmosferę (świadomie czy nieświadomie) żeby tak się stało.

cyt...."Poznam w celach matrymonialnych panią w odpowiednim wieku, pragnącą nieść odpowiedzialność za wszystko i wszystkich. Będę dla niej ofiarą losu i nieudacznikiem>>.
Spotkaniu takich osób towarzyszy często uczucie określane jako «zakochanie się». Większość małżeństw alkoholików to efekt tego typu spotkań" - pisze w swej książce Tommy Hellsten." kcyt
http://forum.akcjasos.pl/viewtopic.php?t=1856
pozdr

women88 - 2012-07-17, 11:32

Pewnie macie racje...

Ja się właśnie powyłam bo tyle czekam i się okazuje ze nie mogę jechać na grupę bo u teściów wszystkich jelitowka dopadła i nie mam z kim dzieci zostawić.

Chyba zwariuje przez ten tydzien :cry: :cry: :cry:

Edit: Bede twarda, nie zwariuje.
Przywyklam do tego ze musze o sobie zapominac :-/

kahape - 2012-07-17, 12:16

women88 napisał/a:
Przywyklam do tego ze musze o sobie zapominac :-/
to najwyższy czas... odwyknąć.
Przez ten tydzień poczytasz artykuły w czytelni, może jakąś książkę na temat współ.... aby czas nie został stracony.
Bo... nie wiem czy wiesz ale...
"NIKT NIE NADEJDZIE"
Nie pojawi się nikt, kto mnie wybawi, naprawi moje życie, rozwiąże moje problemy.
Jeżeli sam czegoś nie zrobię, nic się nie polepszy.
Nathaniel Branden
pozdr

women88 - 2012-07-17, 12:20

kahape napisał/a:
women88 napisał/a:
Przywyklam do tego ze musze o sobie zapominac :-/
to najwyższy czas... odwyknąć.
Przez ten tydzień poczytasz artykuły w czytelni, może jakąś książkę na temat współ.... aby czas nie został stracony.
Bo... nie wiem czy wiesz ale...
"NIKT NIE NADEJDZIE"
Nie pojawi się nikt, kto mnie wybawi, naprawi moje życie, rozwiąże moje problemy.
Jeżeli sam czegoś nie zrobię, nic się nie polepszy.
Nathaniel Branden
pozdr


Tak, wiem...

Nie wiem co sie ze mna stalo.
Bylo juz naprawde dobrze a teraz...
Artykuly czytalam, ksiazki tez ale chyba czas ta wiedze odswiezyc bo zachowuje sie jakbym o wszystkim zapomniala.

women88 - 2012-07-17, 17:28

Pan Pępuś Świata mnie tak dziś wkurzył że dziękuję- nie mam zamiaru czytać więcej jego smsa a już tym bardziej odbierać telefonów.

Wyraźnie się mu coś z główką porobiło a ja nie mam ochoty się denerwować więcej.
W tyłku to mam.

Szkoda że nie ma mnie teraz tam gdzie powinnam ale byle do przyszlego tygodnia ;-)

women88 - 2012-07-18, 10:53

Znowu wsiaklam w to wspoluzaleznienie na maxa- wczoraj mowilam ze nie bede juz czytac a jednak przeczytalam- i po tym co przeczytalam juz calkiem ze mna zle ;((
Dzis dzwonilam do WOLO zeby sie dowiedziec czy przerwal leczenie bo wierzyc mi sie nie chce by on to pisal na trzezwo- ale nie udzielili mi informacji.

Jestem w rozsypce, to fakt... ciezko mi sie czymkolwiek zajac.

Wiem ze ta grupa to za malo.

Potrzebuje pomocy kogos jeszcze, moze faktycznie jakichs lekow choc sie boje bo tesciowa sie uzaleznila...
Do kogo sie zglosic???

Kto mi pomoze naprawic ta popaprana psychike i wreszcie zaczac zyc jak normalny czlowiek???

women88 - 2012-07-18, 11:26

Wiem, że jestem sobie winna mojego obecnego stanu bo prawda taka że przez te wszystkie tygodnie gdy mnie tu nie bylo skupilam sie na tych wszystkich pracach w domu i cieszylam czasem z mezem (heh) i dziecmi a te wtorkowe spotkania pomagaja ale bez pracy nad soba nic nie zmieniaja.

A ja przestalam pracowac nad soba.
Przestalam poglebiac wiedze i ja wprowadzac w zycie.
I mam teraz co chcialam :roll:

Aurelia - 2012-07-18, 11:50

ja zajmuje sie czyms przez sile myje podlogi albo sprzatam zabawki malej a to moge robic przez caly czas :-D

duzo lepiej mi jak widze lad i porzadek obok siebie. lubie tez napic sie czegos cieplego to udowodnione ze uspokaja podobno wracamy wtedy do zycia plodowego ;))) tak jak pozycja emrionalna do spania itd.

jak sie czyms zajme to zaraz mija napiecie ale najlepiej czuje sie jak wychodze z domu na caly dzien na uczelnie wtedy nie mam zadnych stresow przez caly dzien


ciezko mi robic cos dla siebie ale posprzatac pozamiatac itd to odwraca uwage. przy nakladaniu maseczek na twarz malowaniu paznokci czy cos takiego za duzo mysle

Aurelia - 2012-07-18, 11:58

women88 napisał/a:
Znowu wsiaklam w to wspoluzaleznienie na maxa- wczoraj mowilam ze nie bede juz czytac a jednak przeczytalam- i po tym co przeczytalam juz calkiem ze mna zle ;((
Dzis dzwonilam do WOLO zeby sie dowiedziec czy przerwal leczenie bo wierzyc mi sie nie chce by on to pisal na trzezwo- ale nie udzielili mi informacji.

Jestem w rozsypce, to fakt... ciezko mi sie czymkolwiek zajac.

Wiem ze ta grupa to za malo.

Potrzebuje pomocy kogos jeszcze, moze faktycznie jakichs lekow choc sie boje bo tesciowa sie uzaleznila...
Do kogo sie zglosic???

Kto mi pomoze naprawic ta popaprana psychike i wreszcie zaczac zyc jak normalny czlowiek???



Womenko dlaczego tam dzwonilas? przeciez to jego sprawa- leczenie. ja meza nigdy nie sprawdzalam czy jedzie na terapie czy nie jedzie. jemu ma zalezec

kahape - 2012-07-18, 12:04

Przestań rządzić, decydować, kontrolować :evil:
women88 napisał/a:
Dzis dzwonilam do WOLO zeby sie dowiedziec czy przerwal leczenie bo wierzyc mi sie nie chce by on to pisal na trzezwo- ale nie udzielili mi informacji.
kpw?
women88 napisał/a:
A ja przestalam pracowac nad soba.
Przestalam poglebiac wiedze i ja wprowadzac w zycie.
I mam teraz co chcialam :roll:
jeżeli radzą nie czytaj jego smsów, nie słuchaj jego gadki, nie wdawaj się w dyskusję.......... to po prostu
NIE RÓB TEGO!!!!
Proste jak budowa cepa.
pozdr

Tomoe - 2012-07-18, 12:40

women88 napisał/a:

A ja przestalam pracowac nad soba.


A może nigdy nie zaczęłaś? :)

women88 - 2012-07-18, 13:16

Aurelia- Sprzątanie to ostatnio mój sposób... Dzwonie do kuzynki, nie może się spotkać to biorę się za porządki i jest mi lepiej- tzn. rozładowuje sie, nie myślę za dużo... Ale ile można sprzątać? Dzieci cieszą, bardzo, ale trzeba zrobić coś dla siebie, spotkać się z ludźmi, pośmiać się- tego mi ostatnio brakowało.

Odkąd mąż jest w Gorzycach nie miałam zamiaru tam dzwonić, kontrolować- do głowy mi to nie przyszło.

Byliśmy już dawno umówieni że mu ok.20-tego wyślę kasę na fajki i jedzenie ale patrząc na to co pisał w smsach wczoraj i dzisiaj, na to jak na mnie i na teściową nawrzeszczał były wątpliwości czy on jest nadal w ośrodku.
Teściowa mi podsunęła pomysł by się zapytać bo żonie powiedzą.
No to zadzwoniłam i mnie babka splawila, trudno- moglam probowac na innym oddziale (bo nawet nie wiem na ktorym jest, są 3) ale nie probowalam.

Tesciowa pozniej tam dzwonila i udalo jej sie pogadac z terapeuta, maz jest w osrodku ale fakt,ma straszny kryzys i takie tam....

Ja juz NAPRAWDĘ przestaje czytać jego smsy.

Wracam dziś do lektury ksiazek i artykułów...

Nie znacie kogoś kto mi zrobi pranie mózgu i poukłada się tam wszystko jak należy? ;-)
Myślę nad tym psychologiem, może dobrze by było.
Bo na grupie mówimy o tym co przeżywałyśmy ostatnio, o swoich uczuciach- ale to chyba za malo?

Tomoe Może i tak... choć wydawało mi się że zmieniłam już sporo- pisałam o tym. Sama już nie wiem.

Tomoe - 2012-07-18, 13:30

Dziwne że ta straszna jelitówka, która rzekomo wczoraj uniemożliwiła twojej teściowej opiekę nad twoimi dziećmi, a tobie uniemożliwiła udział w zajęciach grupy, nie przeszkadza twojej teściowej w bardzo (aż za bardzo) aktywnym zajmowaniu się sprawami twojego męża i w wydzwanianiu do ośrodka w jego sprawach?

Ten facet ma pięć latek i dwie mamusie? :roll:

women88 - 2012-07-18, 13:49

Teściowa z teściem nie jest chora ale poza teściową chory jest jej syn, synowa i wnuk (ktory jest w szpitalu a od niego sie zaczelo) siostra z dziećmi która przyjechała w odwiedziny na kilka dni (rocznica slubu tesciow). Zawsze jest możliwe że teściowie by przyjechali do nas i dziewczynki się zaraziły bo nie trzeba byc chorym by zarazac... W kazdym razie to bylo zbyt ryzykowne.

A teściowa dzwonila by sie nie okazalo ze poslemy mu kase a on bedzie gdzies chlal.
Czy z jakichs innych powodow to nie wiem, nie moja sprawa.

kahape - 2012-07-18, 14:05

women88 napisał/a:
Bo na grupie mówimy o tym co przeżywałyśmy ostatnio, o swoich uczuciach- ale to chyba za malo?
to... najważniejsze.
Masz ten cichutki głosik w sobie. Tylko go nie słuchasz/słyszysz.
Np. Teściowa kazała żeby zadzwonić do ośrodka.... Co chciałaś zrobić naprawdę?
Byłaś pewna, że chcesz tam zadzwonić? Serce się rwało do ukochanego?
Było ci obojętne?
A może uważałaś, że... żona powinna zadzwonić?? Że wypadałoby?
Coś tam co prawda obiecałaś, ale on tez obiecywał wiele....

Jeżeli nie byłaś pewna na 100% trzeba było zatrzymać się na chwilę, zastanowić się, pomyśleć...
Zapytać siebie- czy naprawdę tego chcę? Przecież jutro też jest dzień.

To... jakbyś wkładała rękę do głębokiej dziury.
Jeżeli na 100% nie jesteś pewna co w niej jest :arrow: nie rób tego!!!

Dobrze jest... "nie udawać", nie grac roli np. dobrej żony, dobrej synowej....
Niech się dzieje co chce! Przecież świat się nie zawali.

Womenko, czy ty rozumiesz o czym ja piszę?
Tym się trzeba kierowac w życiu.
pozdr

women88 - 2012-07-18, 14:06

Teraz tak czytam wczorajszego posta i widzę że napisalam "wszystkich dopadla jelitowka". Przepraszam za wprowadzenie w błąd bo skoro dwie osoby są zdrowe to nie wszyscy...
Czasami jak sie tu cos chce napisac zwięźle (w dodatku w emocjach) to wychodzi nie tak jak powinno. Muszę się bardziej przykładać do tego jak piszę.

Kahape No tak, to byl pomysl teściowej i nie byłam do końca przekonana. Szybko odpuściłam jak usłyszałam odmowę i było okej. Później teściowa pytala czy dzwoniłam i powiedziala ze to trzeba byc stanowczym itp. Ponoć się uparła i przekonywała tam kogoś żeby udzielili informacji itp. (mam z niej przyklad brac) A ja jakos nie mialam parcia na to...

To mowisz ze jak nie jestem przekonana na 100% to mam tego nie robic...
W sumie nie jestem mala dziewczynka by robic to czego inni oczekuja.

kahape - 2012-07-18, 14:15

women88 napisał/a:
Muszę się bardziej przykładać do tego jak piszę.
chciałaś mieć pranie...... przecież :mrgreen: :mrgreen: :mrgreen:
"Głowa" musi być spokojna, konkretna, bez nadinterpretacji, wyolbrzymiania, uogólniania...
Też tak miałam, spoko, szaleństwo myśli.
Ale to ważne - bo rozwiązanie jest jak zwykle gdzie indziej i wszystko zaczyna się w... głowie.
Buziuchna.
pozdr

Tomoe - 2012-07-18, 14:34

women88 napisał/a:

A teściowa dzwonila by sie nie okazalo ze poslemy mu kase a on bedzie gdzies chlal.


No dobrze, zadzwoniła, okazało się, że on jest na terapii, więc możecie mu spokojnie wysłać pieniądze na adres ośrodka. Czy tak? O to chodziło? Uspokoiło was to?

No to sobie wyobraź, że on dostaje te pieniądze, po czym zabiera wszystkie swoje rzeczy i w środku dnia, spokojniutko, wychodzi sobie z ośrodka przez główną bramę i idzie do najbliższego sklepu albo knajpy żeby się napić. Nikt go nie zatrzyma, nikt mu nie zabroni wyjść, bo to jest szpital, a nie areszt ani więzienie.
Czy jesteście w stanie temu zapobiec?
Będziecie trzymać warty pod bramą?

kahape - 2012-07-18, 14:45

women88 napisał/a:
To mowisz ze jak nie jestem przekonana na 100% to mam tego nie robic...
yes!!!
women88 napisał/a:
W sumie nie jestem mala dziewczynka by robic to czego inni oczekuja.
yes!! yes!! yes!!!
women88 napisał/a:
powiedziala ze to trzeba byc stanowczym itp
teściowa nie musi mi mówić...kim mam byc. Sama wiem najlepiej.
women88 napisał/a:
mam z niej przyklad brac
znalazła się mądrala, gwiazda.... A dlaczego mam brać z niej przykład? Czy ona jest lepsza ode mnie? W czym?
Jestem taką samą kobietą jak ona, ani lepszą ani gorszą. Też mam... dwie ręce i dwie nogi.
Jestem trochę młodsza, ale czy to znaczy że... nie wiem, nie umiem, nie potrafię??

Każdy żyje tak jak lubi, jak chce, jak czuje. Każdy dokonuje wyboru i ma do niego PRAWO!
To, że teściowa dokonała takiego wyboru to wyłącznie jej sprawa, ja mogę wybrać inaczej.
Nie jestem nią(np.Marią) jestem sobą! (np.Iwonką).
Womenko, kpw? - "Mamuniu" chcesz, sama zadzwoń!
pozdr

Aurelia - 2012-07-18, 15:18

Womenko ja nie bardzo z kim mam sie spotykac mam dwie kolezanki z uczelni i kolege ale teraz juz nie widze ich co dwa tygodnie

Sasiadka prawie w moim wieku mi wyjechala do innego miasta. Bardzo dobra uczciwa dziewczyna.

reszte znajomych- stracilam przez zdrade meza :roll: byly w to konkretnie zamieszane :roll:


ja czerpie przyjemnosc z rozmowy z babcia na przystanku, z kasjerka w sklepie. kazde slowo z kims itd jest przyjemne :) kolezanek z placu zabaw dla dzieci tez jeszcze nie mam mala jakos nie bardzo sie nadaje na to ale Ty? Masz juz wieksze dziecko 4 lata. Nie ma nikogo fajnego z grupy przedszkolnej dziecka :-D ? Moze to glupie co napisalam ale przeciez mozliwe byc znajoma z mama kolegi/kolezanki Twojego dziecka.

women88 - 2012-07-18, 15:19

Tomoe napisał/a:
No to sobie wyobraź, że on dostaje te pieniądze i idzie do najbliższego sklepu albo knajpy żeby się napić.
Czy jesteście w stanie temu zapobiec?
Będziecie trzymać warty pod bramą?


Nie, nie jestem w stanie temu zapobiec i wiem że może tak być.

Kase mu przelalam a czy kupi za to jedzenie czy jednak glod wygra to czas pokaze.

Aurelia - 2012-07-18, 15:28

Womenko ja mam problem z moja matka taki jak ty z tesciowa.

Moja matka wszystko robi za mnie, mowic mi co robic, jak robic. Czasem nawet nie informuje co robi w moim imieniu. Nie moge z nia porozmawiac nawet konczy sie awanturami a ja chociaz z matka chce miec spokoj. Ona zawsze wszystkich kontrolowala ;|

Odpuszczam i nie slucham wiem ze dopoki tu mieszkam nie moge hmm za bardzo fikac. Ale ty? Mieszkasz sama nie dawaj ingerowac tak w malzenstwo w Twoje sprawy. Ja tak odcielam swoja tesciowa. I teraz nie mam problemu kiedys wydzwaniala do mnie czy maz moj jest w domu czy wrocil pijany czy trzezwy itd powiedzialam stop nie zycze sobie tego - takie dzwonienie wypytywanie powodowalo tylko stresy nawet jak x miesiecy nie pil.

women88 - 2012-07-18, 15:40

Aurelia napisał/a:
Womenko ja nie bardzo z kim mam sie spotykac ale Ty? Masz juz wieksze dziecko 4 lata. Nie ma nikogo fajnego z grupy przedszkolnej dziecka :-D ?


Oj, nie mam takiej mozliwosci. Do przedszkola sie przychodzi na pare minut wiec jak? Akurat moja mała sie tam przyjazni z coreczka mojej kuzynki i to z nia utrzymuje kontakt ale ostatnio nie ma czasu.

Mam taka dobra znajoma ale ona tez zapracowana, jest mama blizniaczek i rzadko sie widujemy.

Mam nadzieje na znajomosci z grupy terapeutycznej- fajne osoby poznalam- wiadomo, swietnie sie rozumiemy- jednak mialysmy sie wymienic kontaktami wczoraj i nie dotarlam :-|

Jak wreszcie pracowac zaczne to bedzie lepiej ale poki co malo mam znajomych i to czasami doskwiera...

Co do tesciowej to u mnie jest troche inaczej, nie mam nic do niej i jestem jej wdzieczna bo duzo nam pomogła. Jej minus to chyba wlasnie to, ze uwaza ze skoro jest starsza, doswiadczona to zawsze ma racje i powinnam ja nasladowac. Ale nie jest to jakies bardzo uciazliwe.

Nie mam juz rodzicow i ciesze sie ze tesciow mam jakich mam...

Aurelia - 2012-07-18, 15:48

women88 napisał/a:
Aurelia napisał/a:
Womenko ja nie bardzo z kim mam sie spotykac ale Ty? Masz juz wieksze dziecko 4 lata. Nie ma nikogo fajnego z grupy przedszkolnej dziecka :-D ?


Oj, nie mam takiej mozliwosci. Do przedszkola sie przychodzi na pare minut wiec jak? Akurat moja mała sie tam przyjazni z coreczka mojej kuzynki i to z nia utrzymuje kontakt ale ostatnio nie ma czasu.

Mam taka dobra znajoma ale ona tez zapracowana, jest mama blizniaczek i rzadko sie widujemy.

Mam nadzieje na znajomosci z grupy terapeutycznej- fajne osoby poznalam- wiadomo, swietnie sie rozumiemy- jednak mialysmy sie wymienic kontaktami wczoraj i nie dotarlam :-|

Jak wreszcie pracowac zaczne to bedzie lepiej ale poki co malo mam znajomych i to czasami doskwiera...


nie chodzi o czestosc widywania sie z kims a jakosc :) ja tez czesto nie wychodze z kims oni maja swoje zycie obowiazki przeciez.

Oj w przedszkolu mozna naprawde kogos poznac moja mama miala sporo znajomych z przdszkola/szkoly. Dzieci idealnie posrednicza w poznawaniu innych :) sprobuj zagadac kiedys z jakas mama dziecka :)

Ja czesto rozmawiam z obcymi dzieki Malej a to glupia mine zrobi a to zaczepia inne dziecko w wozku itd Takie przelotne pogadanie z kims tez jest wartosciowe. Takie niezobowiazujace od razu do znajomosci

kahape - 2012-07-18, 17:51

Napisałas w innym wątku
women88 napisał/a:
A ja bym napisała że nie można żyć wiecznie na rencie a dom trzeba mieć za co utrzymać
ty masz rentę rodzinną, ja mam inwalidzką. A mimo to poszłam do pracy, dzisiaj mam własną firmę. Tobie też się uda.
Mam nadzieję, że mrużysz oczy, zaciskasz zęby, pięści... i mówisz kurcze :arrow: ja wam jeszcze pokażę! :mrgreen: :mrgreen: :mrgreen:
pozdr

anka799 - 2012-07-19, 10:34

women88 napisał/a:
Kase mu przelalam

Mam nadzieję, że nie tyle, że on będzie sobie żył jak pączek w maśle, a Ty z dziećmi będziesz się martwiła jak tu przeżyć kolejny dzień :?: Wam też należą się przyjemności... Przede wszystkim liczysz się Ty i dzieci...

women88 - 2012-07-19, 11:45

anka799 napisał/a:
women88 napisał/a:
Kase mu przelalam

Mam nadzieję, że nie tyle, że on będzie sobie żył jak pączek w maśle, a Ty z dziećmi będziesz się martwiła jak tu przeżyć kolejny dzień :?: Wam też należą się przyjemności... Przede wszystkim liczysz się Ty i dzieci...


Pieniędzy mi nie braknie choć tak się składa że włączyło mi się znowu takie coś że boję się na siebie wydać jakieś pieniądze, bo tyle ważniejszych wydatków- w ostatnim miesiącu remont i wyposażenie pokoju dzieci, teraz wymiana okien w sierpniu (okna już zapłacone ale jeszcze parapety trzeba bedzie zamówić, pianki kupic itp), urodziny coreczki, na prawko tez by trzeba w koncu odłożyć, jakies kompetencje zdobywac a rachunków nie ubywa. I to wszystko z mysla ze maz juz pracy nie ma.

Wiem że to nie jest dobre bo jak bede znowu sobie odmawiac wszystkiego to nie bede sie fajnie czuła (super mi było jak sobie pozwalałam na różne przyjemności) ale są priorytety...

Aurelia - 2012-07-19, 12:21

o materdeo nie odmawiaj sobie jak nie masz wiekszych problemow z kasa


ja nie mam nic, mam w portfelu jakies 100zl mleko Malej kosztuje 23zl puszka pije dla alergikow mleko, jakies sloiczki, pampersy, chusteczki i juz kasy nie bedzie. I ja sobie odmawiam bo na serio nie stac mnie na cos typu blyszczyk albo nawet jakas drozsza zachcianke jedzeniowa. jakbym miala jakies normalne pieniadze to na pewno bym sobie odmawiala i nie odmawialam sobie wtedy... ze 100zl majac dziecko nie moge sie rozpieszczac.

women88 - 2012-07-19, 12:40

Aurelia napisał/a:
o materdeo nie odmawiaj sobie jak nie masz wiekszych problemow z kasa


ja nie mam nic, mam w portfelu jakies 100zl mleko Malej kosztuje 23zl puszka pije dla alergikow mleko, jakies sloiczki, pampersy, chusteczki i juz kasy nie bedzie. I ja sobie odmawiam bo na serio nie stac mnie na cos typu blyszczyk albo nawet jakas drozsza zachcianke jedzeniowa. jakbym miala jakies normalne pieniadze to na pewno bym sobie odmawiala i nie odmawialam sobie wtedy... ze 100zl majac dziecko nie moge sie rozpieszczac.


U mnie się to właśnie z tego bierze że zawsze brakowało...
Przez cale zycie w sumie sobie wszystkiego odmawialam- najpierw bo tacie brakowalo, pozniej bo z mezem bylo jak bylo. W sumie to w tym roku sie to zmienilo na kilka miesiecy bo i on mial prace i ja rente... ale teraz znowu czuje ze musze myslec o wazniejszych rzeczach niz "moje przyjemnosci".

Postaram sie to jakos pogodzic by bylo dobrze ale problem w tym ze ja nawet sie nie ciesze jak cos sobie kupuje, bo nie powinnam :roll:

Napewno pojde do fryzjera bo planuje od kilku miesiecy :-)
To Wam obiecuje :-P

Edit: W sumie przypomniala mi sie taka zaslyszana historia o pani, ktora po wojnie odmawiala sobie i ciagle chowala chleb pod poduszke bo bala sie ze znowu nie bedzie co jesc... u mnie chyba jest podobnie c:)

kahape - 2012-07-19, 12:58

To po jasną cholerę przelałaś mu kasę? Przecież jemu tam niczego nie brakuje, ma wikt i opierunek.
Nie ma na przyjemności???? Noooo to są właśnie konsekwencje swojego działania- jakby sie nie przechlało/przepuściło to teraz kasa by była.
Po co on ma oszczędzać? Jak mu zabraknie :arrow: dostanie od ciebie, nieprawda?

Ja też bym chciała trochę, jak już tak rozdajesz gotówkę ("wyrzucasz przez okno")
pozdr

women88 - 2012-07-19, 13:15

Kahape, nie wydaje mi sie by 4 kromki chleba+kawalek margaryny dla doroslego faceta to byl wystarczajacy wikt (to chyba kolacja)- ja sobie nie wyobrazam tak jesc przez 6 tygodni. Tym bardziej na glodzie- wiadomo ze alkoholik nie moze byc glodny itp.itd.
W czerwcu maz mial jeszcze wyplate wiec tez na to patrze.
Wiecej mu nie posle, to ma mu wystarczyc do konca.

Tomoe - 2012-07-19, 13:20

Kochanie, a coś ty taka litościwa nagle się zrobiła?

Jak twój ukochany mężuś ci z konta ukradł 550 złotych i przepił te pieniądze, to się wtedy nie zastanawiał, co jego rodzina będzie jeść, prawda?

Tomoe - 2012-07-19, 13:30

Oj, da ci on jeszcze w życiu popalić, oj da... :roll:

Ale cóż... skoro sama się o to prosisz...
To potem nie jęcz i się nie użalaj nad swoim zasmarkanym losem.

Masz dwoje małych dzieci, z dwoma mężczyznami, z których ten drugi jest alkoholikiem, na odwyku, z kryminalną przeszłością. Masz dopiero 24 lata. Nigdy nie pracowałaś zawodowo.


To są trzy zdania o tobie.
Przeczytaj je uważnie i pomyśl: gdybyś to samo przeczytała o obcej kobiecie - co ty byś sobie o niej pomyślała?

Aurelia - 2012-07-19, 13:43

women88 napisał/a:
Kahape, nie wydaje mi sie by 4 kromki chleba+kawalek margaryny dla doroslego faceta to byl wystarczajacy wikt (to chyba kolacja)- ja sobie nie wyobrazam tak jesc przez 6 tygodni. Tym bardziej na glodzie- wiadomo ze alkoholik nie moze byc glodny itp.itd.
W czerwcu maz mial jeszcze wyplate wiec tez na to patrze.
Wiecej mu nie posle, to ma mu wystarczyc do konca.


jak moj maz byl na odwyku to nikt go ani nie odwiedzal ani mu nie wysylal kasy, nie wozil jedzenia itd.

i jakos przezyl xD zarcia im nie brakowalo MONAR dostawal tyle jedzenia od sklepow itd na terminie zywnosc od razu do zjedzenia. opychal sie jak bak. swieze owoce itd.

jedynie co to nie mial za co kupic fajek itd ale podobno wysylali ich na odsniezanie jakis osiedli i mial troche grosza.

kahape - 2012-07-19, 13:58

women88 napisał/a:
Tym bardziej na glodzie- wiadomo ze alkoholik nie moze być glodny itp.itd.
o jakim głodzie mówisz? Raz chyba o alkoholowym a raz o ..."żoładkowo-pokarmowym". Zdecyduj się.

Pamiętam, że jak mój mąż chlał, to jedzenie mogło dla niego nie istnieć. I.... przeżył. Twój ukochany tez przeżyje.
Wróci, stwierdzi, że wcale nie jest taka straszna sprawa i można dalej chlać. Potem jak znów przycisną..... odpocząć na odwyku.

A poza tym.... BYŁO NIE CHLAĆ!!!! nie musiałby łazić po żadnych odwykach.
pozdr

maja - 2012-07-19, 14:26

Cytat:
Kahape, nie wydaje mi sie by 4 kromki chleba+kawalek margaryny dla doroslego faceta to byl wystarczajacy wikt (to chyba kolacja)- ja sobie nie wyobrazam tak jesc przez 6 tygodni. Tym bardziej na glodzie- wiadomo ze alkoholik nie moze byc glodny itp.itd.

a czy terapia zamknięta ,to wczasy,gdzie wypocznie,odkarmią i z nowymi siłami wypuszczą?
Czy ty się za bardzo nie rozczulasz nad tym swoim facetem Women?
Bo ma doła, bo głodny,samotny.....czy on żałuje Ciebie?

anka799 - 2012-07-19, 14:31

women88 napisał/a:
Wiecej mu nie posle, to ma mu wystarczyc do konca

Tego się trzymaj. To, co się stało to się nie odstanie. Potraktuj to jako nauczkę na przyszłość i tym razem wyciągnij wnioski.

Tomoe napisał/a:
Jak twój ukochany mężuś ci z konta ukradł 550 złotych i przepił te pieniądze, to się wtedy nie zastanawiał, co jego rodzina będzie jeść, prawda?

Tomoe ma rację :roll: Zapomniałaś już o żalu, a kiedy on Cie zawiedzie ten sam żal skrywany od długiego czasu wylezie z poczwórną mocą... Stąd też te Twoje doły...

kahape napisał/a:
Pamiętam, że jak mój mąż chlał, to jedzenie mogło dla niego nie istnieć. I.... przeżył

Ojciec mojego syna miał identycznie :roll:

women88 napisał/a:
Napewno pojde do fryzjera bo planuje od kilku miesiecy
To Wam obiecuje

Zdążysz jeszcze w lipcu 2012 roku :?: Dobrze by było... Napisz jaką fryzurkę zrobiłaś... Zaraz poprawi Ci się humor. Zmień siebie kiedy go nie ma, to czas dla Ciebie, a on niech Ci nie zawraca gitary :evil:

women88 - 2012-07-19, 15:58

Ale po mnie pojechałyście :mrgreen:

Macie racje.

Moje postepowanie sie wzielo z tego, ze skoro sam od siebie postanowil sie leczyc to teraz trzeba go w tym wspierac...

Cos mi sie pomieszalo :lol:

On ma patrzec siebie a ja siebie- wbic to sobie musze do łba.

Co do fryzjera to tak- mysle by pojsc teraz, w najblizszych dniach.
Planuje po tym wizyte u fotografa by wzbogacic swoje cv aktualnym zdjeciem ;)

kahape - 2012-07-19, 16:16

women88 napisał/a:
Planuje po tym wizyte u fotografa by wzbogacic swoje cv aktualnym zdjeciem ;)
oraz zmianę tytułu mojego wątku.

Nie...." współuzależniona CHCE walczyć o lepsze jutro"

Ale... "współuzależniona WALCZY!!!!! o lepsze jutro".

Mała różnica, a jednak. Pokazuje inny sposób myślenia.
"Chcieć" to można dużo... :arrow: planować, zamierzać...
Co innego zrobić krok do przodu i... zacząć działać!! :evil:
Prawda womenko?
Buźka.
pozdr

women88 - 2012-07-19, 16:41

kahape napisał/a:
women88 napisał/a:
Planuje po tym wizyte u fotografa by wzbogacic swoje cv aktualnym zdjeciem ;)
oraz zmianę tytułu mojego wątku.

Nie...." współuzależniona CHCE walczyć o lepsze jutro"

Ale... "współuzależniona WALCZY!!!!! o lepsze jutro".

Mała różnica, a jednak. Pokazuje inny sposób myślenia.
"Chcieć" to można dużo... :arrow: planować, zamierzać...
Co innego zrobić krok do przodu i... zacząć działać!! :evil:
Prawda womenko?
Buźka.
pozdr


A jak zmienic tytuł wątku? c:)

Dałaś mi do myślenia.

Myślałam że zaraz bede mogła napisac ze we wtorek ide sie obciac ale dzwonilam do "zaufanej" fryzjerki i akurat zaczyna w poniedzialek tydzien urlopu- ja to zawsze umiem trafic ;-) . Chyba wiec do innego salonu sie wybiore.

kahape - 2012-07-19, 16:45

women88 napisał/a:
A jak zmienic tytuł wątku? c:)
ja ci zmienię, tylko powiedz/napisz.
Tytuł dużo mówi o człowieku, sytuacji, marzeniach...
pozdr

women88 - 2012-07-19, 19:50

kahape napisał/a:
women88 napisał/a:
A jak zmienic tytuł wątku? c:)
ja ci zmienię, tylko powiedz/napisz.
Tytuł dużo mówi o człowieku, sytuacji, marzeniach...
pozdr


Proszę więc Szanowną Szefową o zmianę :mrgreen:

kahape - 2012-07-20, 14:05

women88 napisał/a:
Proszę więc Szanowną Szefową o zmianę :mrgreen:
zrobione. Tytuł zobowiązuje, zatem.... działaj. Pokaż, że naprawdę walczysz o lepsze jutro. Cokolwiek to oznacza.
pozdr

women88 - 2012-07-20, 15:48

Dziękuję :mrgreen:

Zdecydowanie lepiej z tym nowym tytułem :)

Działam, działam.
Powolutku ale do przodu ;)

kahape - 2012-07-20, 17:40

:evil: :evil: :evil: popatrzymy na ciebie, nie bój żaby.
Masz to jak w banku :mrgreen: :mrgreen: :mrgreen:
pozdr

women88 - 2012-07-23, 11:27

Dni mijają.

Jestem niby skupiona na sobie- zaczęłam dbać o swoje odżywianie, wróciłam do ćwiczeń, planuję wizytę u fryzjera itp. myślę nad rozwojem osobistym.
Spędzam czas z dziećmi...
To wszystko mnie cieszy.
W większości czuję się zupełnie normalnie, zwyczajnie czerpię radość z drobnych rzeczy, jak każdy człowiek. Jestem wesoła, pogodna.

O nim nie myślę.
No może tylko trochę- czasem wpadnie jakaś myśl co z nim, tęsknota... ale zawsze to od razu wypieram. Nie chcę o nim myśleć. Wiem że jednak ciągle siedzi w mej głowie (sercu?) bo śni mi się...

Dotarło do mnie że moim problemem tak naprawdę nie było uzależnienie męża.

Problem miałam ze sobą już dawno, dawno, chyba zawsze.
Wtedy gdy już chyba jako dwunastolatka "umieralam" z samotności i wieczorami fantazjowałam o wielkiej miłości.
Wtedy gdy w szkole "zakochiwałam sie" w kazdym chłopaku który okazał mi więcej zainteresowania.
Wtedy gdy usilnie szukałam kogoś kto mnie pokocha przez internet i związałam się na poważnie z ojcem mojej pierwszej córeczki, tkwiłam w tym związku, przez długi czas znosiłam wszystkie jego odchyły,kontrolowanie mnie, chorobliwą zazdrość...
Wreszcie do czasu jak poznałam mojego męża i sama stałam się osobą kontrolujaca jego kazdy ruch, skupiajaca na nim swoja cala uwage, osaczajaca i niewyobrazajaca sobie bez niego zycia...
Gdzie w tym wszystkim byłam ja, moje potrzeby, marzenia?
Zapomniałam o nich.
Jarałam się ich miłością, tym jak okazują mi zainteresowanie, dają to czego potrzebuję.
To jest niewyobrażalne jak zmienia się myślenie gdy mąż jest przy mnie, nie pije- tak było też ostatnio- byłam jakby na haju, liczyło się tylko to że jest, że możemy spędzić czas razem w czwórkę. Nawet jak pojechał to ciągle był w myślach. Dopiero ostatnio gdy znowu zaczął chlać (chyba) poczułam jakby mnie ktoś w łeb rąbnął i jakbym się przebudziła z tego chorego stanu.

Jestem nie tylko współuzależniona ale i uzależniona od miłości i nie mam pojęcia co z tym fantem zrobić- poczytać muszę.
Teraz to już całkiem się czuję nienormalna :lol:

Uciekam do dzieci.

Jutro wtorek huuurrrraaaaa ))

kahape - 2012-07-23, 12:54

Cytat:
Jestem nie tylko współuzależniona ale i uzależniona od miłości i nie mam pojęcia co z tym fantem zrobić- poczytać muszę.
Teraz to już całkiem się czuję nienormalna :lol:
spoko, "odkryty dywanik" zaskakuje, bardzo często. Z wierzchu piękny, kolorowy, puchaty, mięciutki .... przykrywał wszystko, a pod spodem zwykły bajzel.
Pomału, pomalutku, spokojnie :arrow: pozamiataj, posprzątaj, umyj, znów pozamiataj, umyj - bo stare ciągle wyłazi i wyłazi..
Może zacząć pisać dzienniczek uczuć?
pozdr

iruda - 2012-07-23, 13:29

women88 napisał/a:

Jestem nie tylko współuzależniona ale i uzależniona od miłości i nie mam pojęcia co z tym fantem zrobić- poczytać muszę.
Teraz to już całkiem się czuję nienormalna :lol:


Ja to jeszcze na dokładkę, poza romantyczną obsesją, odkryłam po czasie moje obsesje seksualne, których mój mąż był po prostu legalnym dawcą; dlatego tak trudno mi sie było od niego oderwać, bo im więcej on sie pogrążał w swoim erotomanskim świecie, tym między innymi mniej go było dla mnie.
W swojej nowej ksiazce "Współuzależnienie. Przewodnik dla nowego pokolenia" nazywa takie osoby (uzależnione + współuzależnione) podwójnie uzależnionymi.
Nie ma lekko. :mrgreen:
Ale nadzieja jest, ponieważ wspólnota uzależnionych od seksu i milości oraz grupy terapeutyczne działają i to całkiem nieźle.
Tylko napracować nad sobą sie trzeba i ja w pewnym momencie nie wiedziałam, za co sie łapać najpierw.

rollins - 2012-07-23, 13:44

iruda napisał/a:
Tylko napracować nad sobą sie trzeba i ja w pewnym momencie nie wiedziałam, za co sie łapać najpierw.

To ja tak mam teraz.
I jak do niedawna rzeczą najważniejszą było dla mnie utrzymać abstynencję, ogarnąć głody, ustabilizować choć trochę rozhuśtane emocje itd., tak teraz mam taki Sajgon w głowie, że czasem, choć ty w kącie siadłszy płacz...

Pozdrawiam, Robert alkoholik

anka799 - 2012-07-23, 14:59

women88 napisał/a:
Jestem nie tylko współuzależniona ale i uzależniona od miłości i nie mam pojęcia co z tym fantem zrobić- poczytać muszę.
Teraz to już całkiem się czuję nienormalna

Spokojnie Ewka. Pozwól sobie poznać prawdę o sobie i o swoim związku... Co możesz zmienić już teraz :?: Od czego możesz zacząć :?:

women88 - 2012-07-23, 20:50

Co tu napisac....

Po napisaniu posta umowilam sie z kuzynka.
Niedługo pozniej wyszlam zadowolona z dziecmi... na moscie blisko domu spotkalam kogo- małżonka we własnej osobie :evil:
Odbylismy krotka rozmowe w której moj mężuś powiedzial ze to co ostatnio pisal to prawda- ze od dawna mnie zdradzal i nie chce juz tego ukrywac, ze chcialby prosic mnie o wybaczenie ale wie ze znow to pewnie zrobi i znow bedzie ukrywal. Proponowal bysmy poszli do domu i porozmawiali.
Co ja na to? Najpierw sie powyłam... a potem powiedzialam zeby szedl w cholere i poszlam do kuzynki.
Tam z poczatku troche poplakalam ale pozniej juz normalnie sie smialam i milo spedzilysmy czas.

Wrocilam niedawno.
On byl w domu, teraz gdzies polazl po telefonie...

Nie wiem co dalej,
Gdy jest obok czuje w srodku wulkan, taka wscieklosc ze moglabym go rozszarpac...

Jutro bede w miescie- jak mi sie uda to zalicze fryzjera i pazury sobie zrobie...

Aurelia - 2012-07-23, 21:22

No to ladnie

Wspolczuje bo wiem co mozesz teraz czuc.

Wiesz tak naprawde to zazdroszcze chociaz szczerosci- powiedzial Ci wprost. Moj sie wypiera jak debil nie ma nawet jaj zeby sie przyznac :roll:


To samo mam ze swoim jak jest blisko to mnie rozsadza wkur***nie takie ze nie wiem co ze soba zrobic. Za duzo mam zalu, zlosci itd.... Jak go nie ma to jestem spokojniejsza, weselsza.

Rob pazury i wlosy :) Ja mam nadzieje, na wlosy u siebie w niedlugim czasie.

masza123 - 2012-07-23, 21:30

to dlaczego ich nie zostawiacie?
Aurelia - 2012-07-23, 21:36

masza123 napisał/a:
to dlaczego ich nie zostawiacie?


moj ze mna nie mieszka, umowilam sie na termin co do dawania kasy na dziecko, jesli nie bedzie dawal ide zlozyc alimenty

sama nie wiem czego chce- ide odwirowac mozg dowiem sie to zaczne dzialac.

musze zaczac odrozniac co ja chce a co chca inni zebym robila. wyhacze roznice zaczne dzialac

anka799 - 2012-07-24, 10:59

women88 napisał/a:
na moscie blisko domu spotkalam kogo- małżonka we własnej osobie
women88 napisał/a:
Wrocilam niedawno.
On byl w domu, teraz gdzies polazl po telefonie...

Czy to oznacza, że on przerwał terapię :?: Jaką mieliście "umowę" :?: Że po UKOŃCZENIU terapii wraca do domu, tak :?: Skoro (być może) jej nie ukończył dlaczego ponownie zamieszkał z Tobą :?:

women88 napisał/a:
Gdy jest obok czuje w srodku wulkan, taka wscieklosc ze moglabym go rozszarpac...

Ewa - czy Ty wiesz, że to Twój instynkt samozachowawczy daje Ci znaki, że nie jesteś gotowa na chwilę obecną, aby tworzyć z nim rodzinę :?: Znowu zabijasz i nie chcesz słyszeć tego, co on Ci podpowiada... On Ci radzi rozstać się z nim, nie tworzyć z nim przyszłości...

women88 napisał/a:
Odbylismy krotka rozmowe w której moj mężuś powiedzial ze to co ostatnio pisal to prawda- ze od dawna mnie zdradzal i nie chce juz tego ukrywac, ze chcialby prosic mnie o wybaczenie ale wie ze znow to pewnie zrobi i znow bedzie ukrywal.

Zabolało :?: Na pewno :-| Wywołało złość :?: Pewnie też :evil: Powstał żal :?: Myślę, że tak, trochę wspólnie przeżyliście, a tu taka "sensacja"... :shock: Jak to wszystko przeżyć :?: Sam płacz nie rozwiąże problemu...

Chcesz dalej być ofiarą :?: Gdzie Twoje dno :?: Zostało Ci jeszcze trochę szacunku do samej siebie :?: Złość potrafi być bardzo konstruktywna, może zmobilizować do działania. Tym bardziej, że ta którą teraz odczuwasz niesie ze sobą ogromny ładunek energii
women88 napisał/a:
moglabym go rozszarpac...
. Wykorzystaj ją we właściwym kierunku (nie pozwól, aby stała się dla Ciebie wręcz autodestrukcyjna, a wykorzystaj ją do stanowczego i odważnego działania)...
Skup się na sobie i dzieciach i tym co dla WAS (Ciebie i dzieci) będzie najlepsze.

To dobry moment do działania :idea: Paradoksalnie, może to być dla Ciebie szansa. Nie oglądaj się za siebie ani na to, co powinnaś czy co pomyślą ludzie. DZIAŁAJ :!:

Eulalia - 2012-07-24, 11:19

women88 napisał/a:
Nie wiem co dalej,


Jak to co? Będziecie żyli długo i szczęśliwie.... :evil:
On będzie pił, zdradzał, bił, pomiatał, wykorzystywał, okradał...
A TY... no cóż, sama sobie na to odpowiedź.
Co TY będziesz robić? Ile zniesiesz jeszcze? Gdzie jest Twoje dno?


Przypomnij, kto u kogo mieszka, kto jest gdzie zameldowany ?

anka799 - 2012-07-24, 11:31

women88 napisał/a:
Nie wiem co dalej

Paszoł won :evil:
women88 napisał/a:
chcialby prosic mnie o wybaczenie ale wie ze znow to pewnie zrobi i znow bedzie ukrywal

Więc po co się błaźnić (ten to ma mniemanie o sobie :evil: ) Zrobi to ponownie (już teraz bierze to pod uwagę) i Tobie też już to zaznacza, żebyś czasem nie miała o to w przyszłości do niego wątów. On to potrafi być szczery i ustawić się w życiu.
Jeśli po tych słowach przełkniesz ból, żal, złość, upokorzenie to on Cię wykończy dziewczyno...

Aurelia - 2012-07-30, 19:47

Womenko co u Ciebie? nic nie piszesz od kilku dni
Eulalia - 2012-07-31, 09:59

Również czekam na jakieś informację....

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group