To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
AKCJASOS.PL
Pierwszy Polski Portal Pomocy

Forum dla współuzależnionych "Tęczynki" - Współuzależniona walczy o lepsze jutro

women88 - 2011-10-05, 20:45
Temat postu: Współuzależniona walczy o lepsze jutro
Witam,

Zarejestrowałam się tutaj bo szukam pomocy, wsparcia.

Przepraszam ze tak duzo do przeczytania ale chcialam sie wygadac i przyblizyc moja sytuacje.

Po pierwsze, bo to chyba wazne... Jestem DDA. Moja mama byla alkoholiczka i popelnila samobojstwo jak mialam 9 lat :-( . Niewiele pamietam z dziecinstwa, jakbym podswiadomie wymazala z pamieci to co zle, jednak wiem ze to bardzo wplynelo na moja psychike i dorosle zycie... Brak pewnosci siebie, zle mysli na swoj temat (choc tak naprawde to wiem ze jestem wyjatkowo ladna i zgrabna i takie tam- glupia tez nie jestem) uczucie samotnosci i chec jaknajszybszego znalezienia bratnej duszy...

Szybko zwiazalam sie na powaznie z kims i w efekcie zaszlam w ciaze w wieku 19lat, jednak z tego zwiazku nic nie wyszlo.

Jak mala miala 7 miesiecy poznalam jego-
25latka z przeszloscia- jako nastolatek wpadl w bardzo zle towarzystwo, zaczal pic i jak mial 20lat trafil do wiezienia na 4 lata. Mowi ze to ze tam trafil go uratowalo- gdyby go nie zamkneli pewnie by sie zapil albo wpakowal w takie tarapaty ze by nigdy z wiezienia nie wyszedl. Gdy sie poznalismy byl pol roku po wyjsciu... Mimo tej jego przeszlosci widzialam ze to dobry czlowiek i super facet- z wieloma zaletami. Postanowilam dac mu szanse, szanse na normalne, szczesliwe zycie i rodzine.
Szybko postanowilismy zamieszkac razem. On pokochal od razu mala jak swoja corke... Mial dobra prace. Wszystko bylo super, bylismy szczesliwi.
Kilka miesiecy pozniej przyszedl pierwszy raz do domu pijany. Na drugi dzien byl na kacu, wypil w pracy i go zwolnili. No i sie zaczelo... Pracy znalezc nie mogl przez kilka miesiecy. Za to co dwa tygodnie... co tydzien... pozniej juz dwa razy w tygodniu jechal gdzies cos zalatwic i sluch o nim ginal- wylaczal tel i tyle go widzieli. Za kazdym razem gdy wytrzezwial przepraszal, mowil ze mu przykro...
W swieta sie poklocilismy bo zaczal pic piwa z moim tata (a to swieta wiec mi zalezalo zeby nie pil) i no i wtedy sie naprawde upil, poklocil z moim kuzynem i sie bili- moja szwagierka (zawsze chciala sie nas pozbyc bo chciala caly dom dla siebie) dorobila do tego jednak historie i efekt taki ze sie wyprowadzilismy tymczasowo z mojego rodzinnego domu do tesciow bo ona zaczela gadac ze z kryminalista nie bedzie mieszkac itp. itd. Zrozumial wtedy ze przez to jego picie ciagle problemy i ze nie moze pic, plakal ze mu ciezko... Ze przez alkohol stracil juz kilka lat zycia i nie chce tracic kolejnych. Przestal pic ale po 2 miesiacach znowu zaczal- wtedy z nim pogadalam na powaznie ze nie bede z nim jesli pije, ze albo przestanie definitywnie, bedzie sie leczyl, albo z nami koniec. No i przestal... Udalo sie wreszcie znalesc prace. Wrocilismy do mojego domu zeby sie opiekowac moja babcia... w maju sie okazalo ze jestem w ciazy- szczescie, euforia u obojga. Slub w sierpniu... Narodziny dzidzi. I tak oto nie pil od lutego 2010... Byly rozne momenty (moja babcia w szpitalu- on sie nia opiekowal, jej smierc, jego kolejna utrata pracy) ale nawet ten czas znosil i nie pil. Nawet nie wiecie jak sie cieszylam slyszac gdy mu ktos proponowal kieliszek "nie dzieki, nie pije". Mowil ze nie pije, ze nie chce i widzialam jak sie tym sam cieszyl- widzialam w nim sile. Tyle razy powtarzal ze to dzieki mnie, ze go uratowalam bo teraz ma dla kogo sie starac, jest szczesliwy. Kilka razy mowil ze ma kryzys, ze znow czuje ze zaczyna go ciagnac ale na tym sie konczylo. Doszlo do tego ze juz w ogole nie pamietalam o tym ze pil, powrocil blogi spokoj... Wierzylam ze tak pozostanie...

Niestety sie pomylilam.

Pojawily sie znowu problemy z praca- firma w ktorej pracowal zaczela upadac i nie chcieli mu juz umowy przedluzyc od sierpnia. Na poczatku lipca zaczal mnie zagadywac ze by wypil piwko z zona- ja oczywiscie kategorycznie odmowilam. To pojechal i sam sobie kupil... No i znowu sie zaczelo. Po 2 tygodniach nie wrocil do domu prosto z pracy... Wrocil w wiadomym stanie. Innym razem wrocil rano. Caly sierpien szukal znow pracy, oszczednosci sie skonczyly i wpadlismy w problemy finansowe (ktore zreszta trwaja nadal). No i we wrzesniu sie rozkrecilo... Pil juz co kilka dni mimo ze jakas prace znalazl. A ja glupia za kazdym razem jeden dzien sie gniewalam a w kolejnym dawalam sie omamic slodkim slowkom i wierzylam ze to ostatni raz.
Tak zle jak ostatnio nie bylo nigdy. Tak jak pisalam- kiedys, zanim mial przerwe w piciu pil co kilka dni. A teraz pije codziennie!!! Tzn tak jest od tygodnia. Tylko w niedziele mial przerwe. w nocy z soboty na niedziele sie wsciekl bo sciagnelam obraczke, rozwalil sobie palca u nogi bo gdzies kopnal... No i na drugi dzien powiedzial ze musi sie opamietac bo jest coraz gorzej... Zalozylam obraczke... no i co z tego jak w poniedzialek znowu wypil :roll: .

Pije codziennie i do pracy nie chodzi przez tego palca :-( (to taka byle jaka robota, przy kostce brukowej, robota raz jest, raz nie, z kasa roznie, umowa o dzielo... ale lepsze to niz nic)

Dzis rano powiedzialam mu ze jade do miasta i ze ma sie zajac dziecmi. Ubral je zeby zabrac przed dom- mysle dobrze. Jakie bylo moje zdziwienie gdy wychodziac na autobus zobaczylam ze starsza cora bawi sie w piasku z kuzynka, mlodsza w hustawce a maz siedzi z sasiadem i pije piwo! A ten sasiad to dno totalne, co bije zone jak mu nie chce dac na piwo!!!
Troche mnie nie bylo w domu, odstresowac sie chcialam i sobie pochodzilam po sklepach... Nie zauwazylam ze maz dzwonil niedlugo przed moim powrotem.
W domu sie okazalo ze chcial zebym mu fajki kupila. No to za pozno... Dalam mu wiec 10zl i pojechal. Bylam pewna ze wroci zaraz... A gdzie tam... Wrocil po 20 jakby nigdy nic (po 3h).
Oswiadczylam mu ze spi w pokoju obok bo ja z nim juz spac nie mam zamiaru i ze poki co ma to lozko ale jak tak dalej bedzie to sie to zmieni.
No i tyle.

Jestem przerazona ta sytuacja... Tak zle nigdy nie bylo ale wciaz wierze ze on sie opamieta. Tylko ze dopiero do mnie dotarlo ze do tej pory go wspieralam w piciu. Juz wiem ze musze to zmienic. Tylko czy bede miala na tyle duzo sily? Bardzo go kocham i tesknie za "normalnoscia" i jak nie pije dzien to w koncu mu ulegam, daje sie przytulic... Potrzebuje tego choc wiem ze to zle.

Jak nie pije jest wspanialym mezem i ze swieca takiego szukac (to zdanie wielu osob ;))- jestem z nim bardzo szczesliwa. Dlatego tez nie chce pozwolic by alkohol mi go zabral! Juz jedna osobe mi odebral ktora kochalam- matke.

Zdaje sobie sprawe ze mamy dzieci i obiecalam sobie ze one nie przezyja tego co ja!

Mamy straszne problemy finansowe- ja nie pracuje bo dzieci nie mam z kim zostawic a on chce stanac na nogi ale nie umie sie na dluzej w zadnej robocie zatrzymac. Ciagnie sie za nim przeszlosc. Nie ma wyksztalcenia, nie ma doswiadczenia bo ciagle inna robota- o prace nielatwo. Ilekroc wydaje sie ze juz bedzie pewna robota cos sie psuje (tak jak ostatnio z ta firma).
Jego te problemy finansowe dobijaja ale zamiast walczyc zeby to zmienic- wziac sie w garsc i szukac lepszej roboty, on dalej pije i jest coraz gorzej!

Dzis bylam zmuszona sprzedac u jubilera kolczyki ktore byly pamiatka po babci zeby moc zaplacic rachunki... ale co dalej?
Tak tragicznie to chyba nikt nie ma- 2 malych dzieci i zupelne uzaleznienie od meza alkoholika- nic sama nie moge zrobic bo sama nie mam wykrztalcenia (tzn srednie tylko) ani doswiadczenia a jak isc do pracy jak za opiekunke zaplace tyle co zarobie.

Musze myslec o sobie i o dzieciach.
To wiem.
Tylko latwo sie mowi a gorzej z realizacja...

Wygadalam sie. Przepraszam jesli to chaotyczne.

Niech ktos cos napisze.
Cokolwiek... :-|

milena - 2011-10-05, 21:18

Witaj!Myślę,że powinnaś zacząć od poznania tej choroby(uzależnienia).Wiesz już że alkohol zabiera wszystko co kochasz.Jednak jeśli twierdzisz że
women88 napisał/a:
ze on sie opamieta
to niewiele wiesz o uzależnieniu.Alkohol to przeciwnik bardzo potężny i chcąc go pokonać trzeba zejść z ringu.Bo z alkoholem się nie walczy.Jest to walka z góry przegrana.Wejdź do naszej czytelni.Poczytaj trochę .Dowiedz się z czym masz do czynienia.Z tego co piszesz to w dorosłe życie weszłaś z bardzo poważną dysfunkcją jaką jest DDA i współuzależnienie.Można sobie z tym poradzić ale do tego jest potrzebny fachowiec czyli terapeuta od uzależnień i współuzależnień.Takiej pomocy musisz poszukać w realu.Jak najszybciej poszukaj poradni "U" w twojej okolicy,bo zwłoka tylko pogorszy Twoją sytuację,nie mówiąc już o zdrowiu psychicznym.Są tez w każdej gminie Komisje rozwiązywania problemów Alkoholowych,gdzie możesz złożyć wniosek o leczenie męża.Od nas zawsze dostaniesz wsparcie i jakieś wskazówki,ale najważniejsza jest pomoc w realu.Do dzieła kobieto i nie czekaj bo jak Ty nie zadziałasz to samo się nic nie naprawi.Będzie tylko gorzej!
mamaoli14 - 2011-10-06, 06:04

Witaj,to prawda,ze bedzie tylko gorzej.U mnie tez zaczynalo sie niewinnie,potem przychodzil juz nawalony pare razy w tygodniu,poczym rano na kacu sam mowil do siebie(ale tak,zebym ja slyszala)ze juz koniec,ze tak fatalnie sie czuje,a wieczorem znowu bomba.Ile razy grozilam,prosilam i nic.Kiedys wrocil pijany,wiec zadzwonilam po policje nie zabrali go co prawda na dolek,ale zabronili mu wejsc do domu przez cala noc.
Powiedzialam mu pozniej ,ze zawsze tak bede robila,gdy przyjdzie pijany,no to poprostu nie wracal na noc i tyle.
Gdy ostatnio wzial pieniadze za robote tez nie wrocil(a tez mamy cholerne problemy finansowe)powiedzialam DOSC zabralam rzeczy,dzieci ,nawet telewizor,zeby nie przepil,ogolocilam kuchnie i wprowadzilam sie do mamy.Jest mi ciezko jak cholera,ale niech zobaczy,niech sam sobie radzi,gdy nie czasem nie bylo ani zlotoweczki on wiedzial,ze ja zawsze cos wykombinuje i ze chlebek i maselko beda,a on wolal pieniadze przechlac,no to prosze bardzo niech kupi sobie chlebus,papieroski a nie piwo,chociaz jestem pewna ze zamiast chleba kupil by sobie piwo,ale co mnie to juz obchodzi.....

women88 - 2011-10-06, 08:37

Jakie to smutne :-(


Napisalam ze mam nadzieje ze sie opamieta bo sam juz raz sobie postanowil i wytrwal prawie 1,5 roku... Wtedy na poczatku jego trzezwienia byl za tym by pojsc na grupe AA, powiedzial wtedy ze sam nie da rady a ze ja nie jestem w stanie mu pomoc i tego nie zrozumiem, ze tam na spotkaniach jest inaczej- staralam sie to zrozumiec ale faktycznie nie rozumialam- dlaczego maja mu pomoc obcy ludzie a nie wlasna zona? Przeciez ze mna tez moze pogadac, wszystko powiedziec... No ale nie poszedl bo tu na miejscu nie chcial isc (mieszkamy w malej miejscowosci, zaraz by sie roznioslo ze tam chodzi- sama nie chcialam...) a do miasta za bardzo nie bylo jak dojezdzac w tamtym czasie. Pozniej widzialam ze sie trzyma i jakos pomysl z AA poszedl w zapomnienie... Bo po co skoro widze ze jest taki silny? Jaka ja glupia bylam.

Czytalam tutaj wczoraj kilka watkow- oczywiscie jakbym czytala o sobie...
To wyczekiwanie, zlosc i bol na wyczuty alkohol (nawet jak wypil 1 piwo)...

Czuje ze we mnie cos peklo. Czuje ze sie zmieniam.
Kiedys, 2lata temu, potrafilam przeplakac pol nocy jak on nie wracal do domu.
Trzy razy mu dalam w twarz (on mi nie oddal, powiedzial ze jesli by sie to kiedys zdarzylo, bedziemy sie musieli rozstac bo on tego nie zniesie ze udezyl kogos kogo kocha), raz mu piwem chlustnelam w twarz... Tyle emocji, zlosci...
Teraz juz tak nie wyczekuje.
Wczoraj rano wyzwalam go od idiotow, pijakow- zrobilam mu jeszcze kazanie jak wrocil- ze moze sobie juz robic co chce, niech sobie pije i sie zapije i ******** nie bedzie.

Dzis juz nie mam ochoty gadac. Koniec. Powiedzialam co chcialam.

Spisalam sobie numer do poradni dla osob uzaleznionych i wspoluzaleznionych z pobliskiego miasta. Nie ma daleko wiec dam rade... Musze tylko pogadac z tesciowa zeby mi zostawala z dziecmi wtedy jak bede jezdzic (ona sama kiedys chodzila na taka grupe przez mojego meza wiec zrozumie). Wiem ze tego potrzebuje bo sie w tym jeszcze gubie. Niby cos sie we mnie zmienilo ale wiem ze jeszcze dluuuuuga droga przede mna.

Wstal i przyszedl to pokoju zadowolony i polozyl sie za mna (ja na laptopie pisalam), po paru minutach zaczal mnie po ramieniu glaskac i mowi zebym sie przytulila to powiedzialam ze nie chce. On na to "bedzie ci lepiej". To ja na to ze nie bedzie mi lepiej i koniec z tym, dopoki nie pojdzie sie leczyc nie bede z nim i to jego wybor.
On na to przykryl sie kocem i spi.....

Tak poza tym traktuje go jak powietrze. Dobrze robie?

3letnia cora jak przyszedl mowi "tatus troche popil" :shock: , on na to "co??" (tez zaskoczony) ale ona nie powtorzyla tylko juz o czym innym zaczela mowic.
Ona juz widzi co sie dzieje... tylko ze poki co dla niej to chyba nic zlego.

women88 - 2011-10-06, 09:04

To, co mnie udeza w Waszych postach (czytam teraz watek kashmir) to to, ze Waszym zdaniem alkoholik wszystko robi zeby zmanipulowac- troszczy sie, stara zeby omamic??? Wychodziloby na to ze nie kocha?

Wiem jaki maz byl przez te 1,5 roku jak nie pil. Nikt mi nie powie ze nie kochal bo to bylo widac.
Jak teraz ma dni ze nie pije to widze to samo- choc tu jestem w stanie uwiezyc ze to jakas gra.

To co, alkoholik nie jest w stanie kochac?
Nigdy? Nawet jak sie leczy?
Nigdy juz od niego nie otrzymam tego czego pragne- milosci, szczerosci?
Mam sie nie ludzic?

Niech mi to ktos wyjasni....

Anonymous - 2011-10-06, 09:24

Ja alkoholik umiałem kochać i umiem kochać,lecz gdy piłem,alkohol był najważniejszy, potrafiłem krzywdzic kochane osoby,bo nie umiałem sobie poradzić z obsesją picia,to było tak silne,że moje życie koncetrowało się wokół alkoholu,miałem wyrzuty sumienia krzywdząc najbliższe osoby i zapijałem to i tak w kółko...Dopiero leczenie uwolniło mnie od alkoholu, poznałem swoje uczucia,radzę sobie z emocjami i jestem sobą,jestem wolny,alkoholm mną władał...
maja - 2011-10-06, 10:24

Witaj women,fajnie ,że do nas dołączyłaś :)
women88 napisał/a:
Jego te problemy finansowe dobijaja ale zamiast walczyc zeby to zmienic- wziac sie w garsc i szukac lepszej roboty, on dalej pije i jest coraz gorzej!

Twój m jest w magicznym kole uzależnienia...on już nie potrafi walczyć,wziąć się w garść ,każde chęci,uczucia zabija chęć ....picia. :-/
To jest silniejsze to go przerasta.A Ty jesteś wobec tego bezsilna :!: Chocbyś nie wiem co robiła,jak prosiła,błagała ,to wszystko na nic.
Ale nie jesteś wobec tej sytuacji bezradna :idea:
Są ośrodki pomocy osobom współuzależnionym proponowałabym Ci wizytę.Tu nie ma na co czekać ,na co liczyć,prawdopodobnie sam z siebie nigdy nie podejmie decyzji o leczeniu.
women88 napisał/a:
Waszym zdaniem alkoholik wszystko robi zeby zmanipulowac- troszczy sie, stara zeby omamic??? Wychodziloby na to ze nie kocha?

Kocha...ale inaczej :-/ Jego pijane myślenie zupełnie odbiega od tego o czym myślisz Ty :!: Manipuluje,próbuje omamić ,aby było dobrze dla niego ,aby mieć komfort picia,nie chce zmian ,jemu jest tak dobrze :!:
women88 napisał/a:
Jak teraz ma dni ze nie pije to widze to samo- choc tu jestem w stanie uwiezyc ze to jakas gra.

I pewnie tak jest...jest miły wręcz kochany,wszystko nadrabia,naprawia,byle tylko nic się nie zmieniało,bylebyś była przy nim i nadal pomagała mu....pić :!:

women88 napisał/a:
Nigdy juz od niego nie otrzymam tego czego pragne- milosci, szczerosci?

Tak też może być :-/ on może nie przestać pić nigdy...bo tak wybierze ,tak zadecyduje,tak będzie chciał i Ty nie masz na to wpływu :-/

Anonymous - 2011-10-06, 10:50

maja napisał/a:
...on już nie potrafi walczyć/


I to jest podstawowy błąd,należy przestać walczyć,przyznać się do bezsilnności, pierwszy krok z 12-tu AA
Gdy walczyłem z alkoholem,zawsze przegrywałem,gdy przyznałem się,że sam nie dam rady i poprosiłem o pomoc,poczułem ulge i wolność....

kahape - 2011-10-06, 14:12

Witam Cię kobieto :mrgreen: :mrgreen: :mrgreen: :mrgreen:
women88 napisał/a:
byl za tym by pojsc na grupe AA, powiedzial wtedy ze sam nie da rady a ze ja nie jestem w stanie mu pomoc i tego nie zrozumiem, ze tam na spotkaniach jest inaczej- staralam sie to zrozumiec ale faktycznie nie rozumialam- dlaczego maja mu pomoc obcy ludzie a nie wlasna zona?
dlatego, że "oni" są alkoholikami a jego zona nie, prawda?
Alkoholika zrozumie tylko drugi alkoholik.
Tak jak ciebie zrozumie tylko inna osoba współuzależniona.
women88 napisał/a:
raz sobie postanowil i wytrwal prawie 1,5 roku.
on jest chory!!Wyobraź sobie, że ma cukrzycę- czy można "wstrzymać" rosnący poziom insuliny? Postanowić sobie, obiecać...
women88 napisał/a:
Wczoraj rano wyzwalam go od idiotow
on jest chory.
women88 napisał/a:
ale nie poszedl bo tu na miejscu nie chcial isc (mieszkamy w malej miejscowosci, zaraz by sie roznioslo ze tam chodzi- sama nie chcialam...
bo co? bo to wstyd byc chorym i szukac pomocy? Chyba tak robi dorosły człowiek- wie, że ma rodzinę i stara się leczyć.
A może lepiej jak ten sąsiad, który leje żonę. Jemu nie starczyło sił, żeby pomyslec o leczeniu.

Wspieraj go :arrow: lecz się mężu i wracaj do nas. Czekam na ciebie.... ale TRZEŹWEGO!! :evil: Nie ma zmiłuj się!!!
women88 napisał/a:
Tak poza tym traktuje go jak powietrze. Dobrze robie?
dobrze, bo nie jest ci przyjemnie i czas skończyc udawanie :arrow: Skoro jestes chory, to zaczynasz leczenie. Ale tak naprawdę, bez udawania- w poradni.
women88 napisał/a:
Spisalam sobie numer do poradni dla osob uzaleznionych i wspoluzaleznionych z pobliskiego miasta.
brawo!! brawo!! brawo!!
women88 napisał/a:
Wiem ze tego potrzebuje bo sie w tym jeszcze gubie. Niby cos sie we mnie zmienilo ale wiem ze jeszcze dluuuuuga droga przede mna.
długa, bo początek ma w czasach mamy- alkoholiczki.
women88 napisał/a:
Dzis juz nie mam ochoty gadac. Koniec
motywację masz i bardzo dobrze.
pozdr

women88 - 2011-10-06, 18:34

Dziękuję Wam bardzo za zainteresowanie i za to co piszecie.
To pomaga, umacnia...

kahape napisał/a:
Witam Cię kobieto :mrgreen: :mrgreen: :mrgreen: :mrgreen:
women88 napisał/a:
byl za tym by pojsc na grupe AA, powiedzial wtedy ze sam nie da rady a ze ja nie jestem w stanie mu pomoc i tego nie zrozumiem, ze tam na spotkaniach jest inaczej- staralam sie to zrozumiec ale faktycznie nie rozumialam- dlaczego maja mu pomoc obcy ludzie a nie wlasna zona?
dlatego, że "oni" są alkoholikami a jego zona nie, prawda?
Alkoholika zrozumie tylko drugi alkoholik.
Tak jak ciebie zrozumie tylko inna osoba współuzależniona.
women88 napisał/a:
raz sobie postanowil i wytrwal prawie 1,5 roku.
on jest chory!!Wyobraź sobie, że ma cukrzycę- czy można "wstrzymać" rosnący poziom insuliny? Postanowić sobie, obiecać...
women88 napisał/a:
Wczoraj rano wyzwalam go od idiotow
on jest chory.
women88 napisał/a:
ale nie poszedl bo tu na miejscu nie chcial isc (mieszkamy w malej miejscowosci, zaraz by sie roznioslo ze tam chodzi- sama nie chcialam...
bo co? bo to wstyd byc chorym i szukac pomocy? Chyba tak robi dorosły człowiek- wie, że ma rodzinę i stara się leczyć.
A może lepiej jak ten sąsiad, który leje żonę. Jemu nie starczyło sił, żeby pomyslec o leczeniu.

Wspieraj go :arrow: lecz się mężu i wracaj do nas. Czekam na ciebie.... ale TRZEŹWEGO!! :evil: Nie ma zmiłuj się!!!
women88 napisał/a:
Tak poza tym traktuje go jak powietrze. Dobrze robie?
dobrze, bo nie jest ci przyjemnie i czas skończyc udawanie :arrow: Skoro jestes chory, to zaczynasz leczenie. Ale tak naprawdę, bez udawania- w poradni.
women88 napisał/a:
Spisalam sobie numer do poradni dla osob uzaleznionych i wspoluzaleznionych z pobliskiego miasta.
brawo!! brawo!! brawo!!
women88 napisał/a:
Wiem ze tego potrzebuje bo sie w tym jeszcze gubie. Niby cos sie we mnie zmienilo ale wiem ze jeszcze dluuuuuga droga przede mna.
długa, bo początek ma w czasach mamy- alkoholiczki.
women88 napisał/a:
Dzis juz nie mam ochoty gadac. Koniec
motywację masz i bardzo dobrze.
pozdr


Masz racje... Tak samo jak kiedys pytalam o wiezienie meza to mowil ze nigdy nie zrozumie, ze nie zrozumie nikt kto tego nie przezyl...

Tak, zdaje sobie sprawe ze to choroba. Gdyby tak nie bylo- juz dawno bym z nim nie byla. Jednak wsciekalam sie bo on nic z tym nie robi, nie leczy sie. Juz nie bede...

Tak, mam motywacje i ciesze sie ze zrobilam krok naprzod- chce zmienic siebie.

Szkoda tylko ze ta grupa chyba jednak musi poczekac :-(
Nikt mi nie odpisal na pytanie o ubezpieczenie ale czytalam watki alkoholikow i tam ktos pisal o AA i NFZ...
A tak bym chciala juz, teraz... Przeciez to najwazniejsze.

On dzis przelezal caly dzien, pare razy cos zagadal.
Nie zrobilam mu obiadu- sam sobie robil.
Nie jestem pewna czy na powaznie wzial moje slowa ze albo sie bedzie leczyl albo z nim nie bede...

maja - 2011-10-06, 20:46

women88 napisał/a:
Nie jestem pewna czy na powaznie wzial moje slowa ze albo sie bedzie leczyl albo z nim nie bede...

Wszystko zależy od Ciebie jak on odbierze Twoje słowa,czy za słowami pójdą czyny???Bo słowa są ulotne o nich się szybko zapomina.

women88 - 2011-10-06, 21:10

Tak pisze o tym ze do poradni chce isc jak najszybciej ale moze byc problem z ubezpieczeniem (mialam rente rodzinna do konca sierpnia, teraz mi wstrzymali ale czekam na decyzje wznowienia)...
I dotarlo do mnie ze przeciez maz teraz nie ma ubezpieczenia :evil: bo robi (juz w sumie nie wiem czy jeszcze robi) bez umowy a na bezrobocie sie chcial zapisac w poniedzialek ale nie ma swiadectwa pracy od ostatniego pracodawcy i go nie zarejestrowali...

No ale czy jemu to bedzie predko potrzebne? Czy w ogole bedzie?
....................

Zapytal mnie czy moze spac ze mna czy tak jak wczesniej.
Powiedzialam ze osobno choc przyznaje ze sie zawahalam- nielatwo mi z tym.
Trudno mi z tym... Gdy czuje od niego alkohol chce by byl jaknajdalej ale jak jest trzezwy to tak pragne jego bliskosci... Jednak wiem ze wszystko bym tym zepsula- tak jak wczesniej...
Zapytal czy jestem glodna bo szedl robic sobie kolacje- powiedzialam ze nie. Zrobil mi jednak (heh, ale sie "stara", urobic mnie chce) wiec zjadlam bo tak naprawde bylam cholernie glodna.
No i poszedl spac do pokoju obok.
Czuje ze ma do mnie zal, tak mi sie wydaje- pewnie mysli ze robie problem z niczego. W sumie kto go tam wie co mu teraz siedzi w glowie...
Boje sie ze juz nigdy nie bedziemy razem, boje sie cholernie tego. Jednak wiem tez ze innej drogi nie ma i gdybym teraz "nas nie rozdzielila" byloby tylko gorzej i juz zadnej nadzieji dla nas by nie bylo...

Bardzo chce jak najszybciej do poradni... Teraz odczulam jak tego bardzo potrzebuje.
By sie nie zlamac........ by caly czas czuc ze robie slusznie. Chce byc silniejsza.
Chyba jednak jutro tam zadzwonie- moze nie wyda sie to ze nie mam obecnie ubezpieczenia? Ale pewnie bylyby z tego pozniej problemy...
Ech. Co robic.

Miesiac moge jeszcze czekac na decyzje ZUS. Czuje ze to za dlugo...
Chce dzialac. Nie wytrzymam tyle z tym sama...

Czytalam dzis watki alkoholikow... bylam ciekawa... i natrafilam tam na trzezwego alkoholika i jego blog http://alkoholik72.blog.onet.pl/
Przeczytalam wszystko od poczatku- jakbym czytala historie mojego meza... to "doslownie" o nim... Oby kiedys doszedl do tego, do czego doszedl ten mezczyzna...

No ale ja znowu o nim, o nim, o nim :roll:
A mialo byc o mnie...

Ide spac. Oby jutro byla ladna pogoda to pojde z dziewczynkami na dluuugi spacer.... :mrgreen:

maja - 2011-10-06, 21:40

women88 napisał/a:
Boje sie ze juz nigdy nie bedziemy razem, boje sie cholernie tego.

Nie bój się ,bo to Cię wstrzymuje ,pomysl sobie ,że to co się dzieje to dziać się musi działanie nie zawsze przynosi szczęście,ale nie ma szczęścia bez działania!!!
Jeżeli m będzie chciał być z Tobą zrobi wszystko aby to co jest uległo zmianie.
Nie czekaj dzwoń,pytaj ,szukaj pomocy,bo to Twoje życie ,a masz je tylko jedno!!!

Iwona34 - 2011-10-06, 21:42

women88 napisał/a:
Dzis bylam zmuszona sprzedac u jubilera kolczyki ktore byly pamiatka po babci zeby moc zaplacic rachunki... ale co dalej?
Tak tragicznie to chyba nikt nie ma- 2 malych dzieci i zupelne uzaleznienie od meza alkoholika- nic sama nie moge zrobic bo sama nie mam wykrztalcenia (tzn srednie tylko) ani doswiadczenia a jak isc do pracy jak za opiekunke zaplace tyle co zarobie.

Nie jesteś sama. Mnie prawie zawsze zostawiał bez pieniedzy bo twierdził że sobie poradze. Zawzsze miałam od kogo pożyczyć. No i żeby przeżyć pożyczałam. Do czasu. Nie mogę Ci udzielać rad ale wiedz że nie jesteś sama i czas zacząć walczyć o siebie i dzieci. A jak zaczniesz, to mogę Ci przysiąc że ta miłość o której tak ładnie piszesz to tylko wytwór Twojej wyobraźni. Ja też tak miałam i nie wyobrażałam sobie życia bez m. Teraz zaczynam czuć wściekłość na tą jego nieporadność. :evil: Wiem,że to choroba, ale dużo błędów sama popełniłam dając się wciągać w jego manipulacje. Wierząc w jego miłość.

kahape - 2011-10-07, 09:36

women88 napisał/a:
Czuje ze ma do mnie zal, tak mi sie wydaje- pewnie mysli ze robie problem z niczego
z niczego??? Przez wódę, wyrzucili go z pracy, macie kłopoty finansowe, teraz nie może znaleźć pracy, nie ma ubezpieczenia.....
To są problemy z niczego????
Skoro nie ma kasy na życie dlaczego przeznacza kasę na wódę? Nie pamięta, że ma rodzinę, dzieci ????? Dorośnij mój mężu, dorośnij!!!!

Kobietko, to nie jest już dawno twój ukochany Marek, Jurek, Krzyś.... to jakaś obca pijanica. Bez serca, bez uczuć, bez zrozumienia....
Jeżeli chcesz żeby wrócił dawny... mąż, tego pijaka trzeba wykopać ze swojego życia, bez litości.
Takie myślenie jak o dwóch różnych osobach bardzo mi pomagało. Bo zgadzam się, że głowa pełna różnych myśli.
Staraj się tez o terapię bo wtedy będziesz coraz silniejsza. Wsparcie z terapii jest bezcenne.

Wiesz przecież jak wygląda zycie w rodzinie alkoholowej.
Twój alkoholik jest taki sam jak inni alkoholicy.

Najłatwiej uchlać się, leżeć na smietniku i narzekać na świat i niezrozumienie.
O wiele trudniej wstać, poszukac pomocy i zawalczyć o własne zycie, o własną godność...
W tym masz go motywować. CZYNY!!! MÓJ MĘŻU!!!! CZYNY!!!! NIE SŁOWA!!!
pozdr



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group