To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
AKCJASOS.PL
Pierwszy Polski Portal Pomocy

DDA/DDD - DDA i Co-SLAA

iruda - 2011-07-15, 14:22

staaw napisał/a:
Można się zmieniać i we dwoje. Nie rozumiem po co była "separacja" jeżeli chcecie zmieniać się we dwoje?


Separacja była koniecznością, bo nie mogłam na niego patrzec po tym, gdy odkryłam prawdę.
Separacja była po to, by zacząć poszukiwac i czytac, nabywać wiedzy, co to jest, jak sie nazywa, co można zrobic i czy w ogóle sie chce; i czy sie chce byc razem.

iruda - 2011-07-15, 14:26

Eulalia napisał/a:
Iruda to są tylko dwa tygodnie. I myślisz, że coś się zmieni? że on zrozumiał, że ty zrozumiałaś?

naiwna jestem, jasna pogoda :-? z samego zrozumienia jeszcze nie wynika zmiana

Cytat:
Poza tym jeżeli nie jesteś pewna, wahasz się, masz obawy, nie wiesz na jakich zasadach to po co znowu robisz coś wbrew sobie?

Ciągle rozważam czy więcej nas łączy czy dzieli. Mamy dzieci, wspólne domy, długi, niedokonczone sprawy.

Cytat:
Czy on cię prosi o powrót? Dla niego to będzie sygnał , że już cię udobruchał

nie prosi, ale powiedział, ze jezeli bede chciała, to mam podac warunki; zdaję sobie sprawe, ze to moze byc kolejna manipulacja

Eulalia - 2011-07-15, 14:38

iruda napisał/a:
nie prosi, ale powiedział, ze jezeli bede chciała, to mam podac warunki; zdaję sobie sprawe, ze to moze byc kolejna manipulacja


Mój mąż gdy się wściekałam, że nic nie robi abym została, powiedział że on wie, że muszę na jakiś czas się wyprowadzić, że muszę dojść do siebie, naprawić swoje zdrowie, że on cierpi ale jestem dla niego ważniejsza dlatego pozwala mi odejść. Wiedział co powiedzieć aby mnie udobruchać. Wcześniej bym mu uwierzyła i zapewne dałabym kolejną szanse. Ale tym razem wiedziałam, że nie wrócę.
Nie piszę tego abyś definitywnie zakończyła swoje małżeństwo. To nie o to chodzi. Ale uważam, że najpierw lepiej by było abyś dowiedziała się na jakich zasadach chcesz z nim żyć i zobaczyła czy twój mąż faktycznie poważnie podchodzi do swojego problemu, czy jest to tylko mydlenie oczu. Zresztą jaką masz pewność, że on na tym spotkaniu był ?

staaw - 2011-07-15, 14:47

iruda napisał/a:

Separacja była koniecznością, bo nie mogłam na niego patrzec po tym, gdy odkryłam prawdę.
Separacja była po to, by zacząć poszukiwac i czytac, nabywać wiedzy, co to jest, jak sie nazywa, co można zrobic i czy w ogóle sie chce; i czy sie chce byc razem.

Ja się nauczyłem jakie ciężkie jest życie mojej żony, kiedy jakiś czas "nic nie robiłem" w domu a ona pracowała po 300 godzin w miesiącu...
Z pamięci nie powiem... kilka miesięcy to trwało... W domu było zrobione mniej niż kiedy zajmowała się tym żona, a ja nie miałem czasu na głupoty...
Wtedy zaczęliśmy uzdrawiać nasz związek...
Te dwa tygodnie i powrót będzie NAJLEPSZYM dowodem że jesteś kobietą bez kręgosłupa i można Tobą manipulować...

Co mogłaś zrozumieć przez tak krótki czas? Możesz już patrzeć na NIEGO czy chcesz ujrzeć swoje WYOBRAŻENIE idealnego partnera, po którym przyjdzie kolejne rozczarowanie?

Może kiedy jakiś czas będzie samodzielnym zrozumie swoje błędy?

iruda - 2011-07-15, 14:51

Eulalia napisał/a:
Zresztą jaką masz pewność, że on na tym spotkaniu był ?

Opowiadał trochę szczegółów, które go zdziwiły. On nie miał wczesniej doswiadczenia z żadnymi grupami, a ja z racji zawodu - tak, więc wiem, ze nie ściemniał, bo tego by nie wyczytał.

Cytat:
uważam, że najpierw lepiej by było abyś dowiedziała się na jakich zasadach chcesz z nim żyć

tak, najblizsze tygodnie zamierzam nad tym pracować

Cytat:
i zobaczyła czy twój mąż faktycznie poważnie podchodzi do swojego problemu, czy jest to tylko mydlenie oczu.

tego sie boje najbardziej, ze nie zauwazę mydlenia :-/ i dam sie znowu uwikłać

Eulalia - 2011-07-15, 15:04

Zastanów się poważnie i spokojnie nad taką decyzją. Nic na siłę. Jak czujesz, że nie jesteś gotowa czy pewna to tego nie rób. Oszczędzisz tym samym sobie huśtawki emocjonalnej, a na pewno oszczędzisz ją dzieciom.
iruda - 2011-07-15, 15:16

staaw napisał/a:
Co mogłaś zrozumieć przez tak krótki czas? Możesz już patrzeć na NIEGO czy chcesz ujrzeć swoje WYOBRAŻENIE idealnego partnera, po którym przyjdzie kolejne rozczarowanie?

Tak, zdaje sie, ze nie pierwszy raz patrze na niego i kocham swoje wyobrażenie o nim.
"Ratuję" swoje słabe ego.
I tak wiem, ze częśc moich oczekiwan go po prostu przerastała.

Eulalia - 2011-07-15, 15:32

iruda napisał/a:
I tak wiem, ze częśc moich oczekiwan go po prostu przerastała.


Chciałam aby mój mąż był dla mnie ojcem, matką, mężem, kochankiem, przyjacielem, kumplem....
Nie był w stanie chociaż połowy spełnić. Zobaczyłam to dopiero na terapii, nie zdawałam sobie sprawy że mam takie oczekiwania wobec niego.

iruda - 2011-07-15, 16:31

A to sie tak nie da :?: :!:
znaczy rację mają poligamiści, albo inni - w domu mąż, na boku kochanek i inni dochodzący.
Najgorsze jest to, że ode mnie oczekiwał dokładnie tego samego :roll:

Eulalia - 2011-07-15, 17:28

iruda napisał/a:
A to sie tak nie da :?: :!:

a da się :?: :!:

iruda napisał/a:
znaczy rację mają poligamiści, albo inni - w domu mąż, na boku kochanek i inni dochodzący.

hehe, ale ja nie o tym.. Powiem na swoim przykładzie. Moim zdaniem potrzebujemy do szczęścia większej liczby osób. Przestałam wymagać od obecnych znajomości więcej niż są w stanie mi dać. Z niektórymi mogę tylko się bawić, niektórym mogę zdradzić najczarniejsze myśli i uczucia, z niektórymi mogę ponarzekać, do niektórych mogę się przytulić.
A myślisz, że twój mąż jest idealny i jest w stanie dać ci wszystko? Że ty jesteś w stanie dać mu wszystko, czego potrzebuje?

iruda napisał/a:
Najgorsze jest to, że ode mnie oczekiwał dokładnie tego samego

na ile on od ciebie wymagał a na ile ty sama tego do siebie wymagałaś?

iruda - 2011-07-16, 07:29

Eulalia napisał/a:
A myślisz, że twój mąż jest idealny i jest w stanie dać ci wszystko? Że ty jesteś w stanie dać mu wszystko, czego potrzebuje?


Tak myslałam, zawsze mówiłam "przecież ja go znam".
A guzik :!: :!: 20 lat wspólnego bycia pokazuje, ze znam tylko to, co mi sie wydawało i to co chciałam widziec. Fantazjowałam w tym związku nie mniej niz on.

Cytat:
na ile on od ciebie wymagał a na ile ty sama tego do siebie wymagałaś?

Dawałam sie wmanipulować, najczęściej na "biednego misia" i do tego strasznie byłam z siebie dumna, ze tak ze wszystkim daje radę.
Teraz sie pokazało, ze ani ze wszystkim, ani daje radę, ani to nie było potrzebne. Im więcej ja matkowałam, tym mial większy komfort do swoich ucieczek w inne związki, bo "ta miłość już nie taka jak kiedyś", "pamiętasz, a kiedys...", "a kiedys, to ty robilaś..." "a kiedys, to byłas..."
Od dłuższego czasu nie było "tu i teraz", tylko poszukiwanie tego "stanu kiedyś", czyli właśnie tamtej chemii dla mózgu.
A im więcej stresów i problemów typowo zyciowych - tym bardziej kompulsywne poszukiwania.
Nie jestem jeszcze gotowa na ponowne bycie razem, musze, to w sobie przerobic bardzo mocno.

Eulalia - 2011-07-16, 09:32

iruda napisał/a:
Im więcej ja matkowałam,

A myślisz, że on tego od ciebie oczekiwał, że tego potzrebował?
I o tym właśnie pisałam, nie mogłaś być jego matką. Powinnaś być jego partnerką życiową. Spalałaś niepotrzebnie tyle energii na rolę której on nie docenił. Nie docenił bo jej nie potrzebował.

iruda napisał/a:
Tak myslałam, zawsze mówiłam "przecież ja go znam".

no właśnie, mało tego że go nie znasz to nie znasz siebie samej. I tu się kłania terapia.
Trochę to jest tak, że same zgadujemy potrzeby innych i chcemy je realizować. Ale nie pytamy się tych osób czego potrzebują a nawet jak pytamy to ich wcale nie słuchamy. Tak jest też w stosunku do dzieci. "Bo ja wiem lepiej czego on/ona potrzebuje", "co jest dla niego dobre", "ja go dobrze znam". I na dodatek nie dostajemy żadnej nagrody za realizacje tych potrzeb. Nikt nie jest za nie wdzięczny, mało tego czasami nawet są wściekli na nas. A my mamy poczucie krzywdy. Jak to przecież tyle dla niego zrobiłam a on mnie tak źle traktuje.
A może warto tak zapytać siebie, czego potrzebuję. I spalać tę energię na własne potrzeby. Uwierz mi własna wdzięczność jest bezcenna.

iruda - 2011-07-16, 13:43

Eulalia napisał/a:
A może warto tak zapytać siebie, czego potrzebuję. I spalać tę energię na własne potrzeby.

Jasna pogoda :!: :!: Nie ma we mnie jeszcze zgody i gotowości.
Przyjechał na chwile, bo kaloryfer cieknie, naprawi, zrobi - ok, zaniedbal kiedys, musi poprawic. Dzieci chca sie zobaczyc.
I co :?: weszlismy w stare schematy - odwlekanie roboty, jeszcze chwilkę, tylko odsapnę.
Jak nie powiem i nie popchnę, to do nocy zejdzie.
Niby jest gotowośc zadośćuczynienia, ale czy ja jestem nadzorca :?:
Za niedlugo byłoby znowu: "bo ty mi kazesz" "bo pilnujesz" "bo sie wkurzasz" "nie mam chwili dla siebie" "ciągle robota i robota"
Bez sensu.
Staaw - racja. Niepotrzebne 2 tygodnie wygłupiania się.
Na razie tylko nazwany problem, więc jeszcze jakby nic.

Eulalia - 2011-07-16, 14:02

iruda napisał/a:
Nie ma we mnie jeszcze zgody i gotowości.


Nie ma w tobie zgody na to aby zadbać o swoje potrzeby :?:
I Ty wymagasz od niego zgody i gotowości na rozwiązanie swoich problemów?
A może on tej zgody wcale nie ma, tak jak ty.


iruda napisał/a:
Za niedlugo byłoby znowu: "bo ty mi kazesz" "bo pilnujesz" "bo sie wkurzasz" "nie mam chwili dla siebie" "ciągle robota i robota"


A nie jest tak? A może to jest jego potrzeba, chwila dla siebie, odpoczynku, wytchnienia. Widzisz on ma takie poczucie, że jak sama siebie nazwałaś jesteś nadzorcą. A nie myślałaś aby traktować go jak dorosłego odpowiedzialnego za swoje czyny mężczyznę, mieć szacunek do jego potrzeb?

iruda napisał/a:
Niby jest gotowośc zadośćuczynienia, ale czy ja jestem nadzorca

Czego dokładnie od niego oczekujesz?

iruda - 2011-07-16, 15:04

Eulalia napisał/a:
Nie ma w tobie zgody na to aby zadbać o swoje potrzeby :?:

Na jego powrót.

Cytat:
A nie jest tak? A może to jest jego potrzeba, chwila dla siebie, odpoczynku, wytchnienia. Widzisz on ma takie poczucie, że jak sama siebie nazwałaś jesteś nadzorcą. A nie myślałaś aby traktować go jak dorosłego odpowiedzialnego za swoje czyny mężczyznę, mieć szacunek do jego potrzeb?


Równie dobrze mógł to zrobic hydraulik i byłoby po krzyku. Skoro chcial sam, to niech to zrobi, a nie prowokuje te same sytuacje co zawsze.
Prace domowe, które trzeba wykonac, to nie prace ponad siły, ale jak sie "nie ma czasu", bo sie zajmuje sobą przez kilka godzin na czatach, to wszystko jest nie dokończone. Kazda, nawet drobna rzecz musi swoje odleżeć i ciągle sie słyszy "przeciez ja to zrobię".
Nasz dom i ogród wyglądają jak jedna wielka niedoróbka.
Jezeli jego zaniechania mialyby wpływ tylko na niego samego, to ok, ale niektóre stwarzają zagrozenie dla mnie i dzieci. Niektóre sprawiają, ze jest po prostu brzydko.
Skoro chce coś zrobic, zadoscuczynic, to niech to zrobi.
Na moje "nie jestem nadzorcą", usłyszałam "no przeciez taka twoja rola". Ale własnie ta moja "rola" była jednym z elementów manipulacji i zrzucania na mnie winy za nałóg.

Cytat:
Czego dokładnie od niego oczekujesz?

Na ten moment - zeby ponaprawiał to, co popsuł, posprzątał tam, gdzie nasyfił i dokonczył te prace, które zaczął.

A tak w ogóle to chciałabym, żeby zaczął zdrowieć, wrócił do swojego hobby i przeprosił swoich przyjaciół, których potracił z powodu zaniechania, znalazł swoje "ja" i nie uwieszal sie na mnie jak bluszcz - chyba trochę dużo :roll:



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group