To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
AKCJASOS.PL
Pierwszy Polski Portal Pomocy

DDA/DDD - DDA i Co-SLAA

iruda - 2011-07-03, 18:50
Temat postu: DDA i Co-SLAA
Witam!
Pisałam bardzo długi post, ale coś nakliknęłam i mi go zeżarło :-(
Bede więc pewnie musiała w odcinkach.
W skrócie: kilka dni temu zrozumiałam, że mój mąż jest Sex and Love Addicts Anonymous (SLAA), ja jestem DDA i znam uzalezniienie od dziecka, a mimo wszystko nie chciałam do siebie dopuscic, ze tez jestem w zwiazku uzaleznieniowym (nie bylo przeciez alkoholu).

Chciałabym wierzyć, ze dzięki nazwaniu choroby i dopuszczeniu do siebie prawdy - zrobiłam chociaż pół kroku do przodu. Znalazłam w swoim miescie grupę, ide w tym tygodniu.
Mój mąż - w fazie zaprzeczenia.

pozdrawiam wszystkich
iruda

maja - 2011-07-04, 08:22

Witaj Iruda :)
iruda napisał/a:
Chciałabym wierzyć, ze dzięki nazwaniu choroby i dopuszczeniu do siebie prawdy - zrobiłam chociaż pół kroku do przodu. Znalazłam w swoim miescie grupę, ide w tym tygodniu.

Najwazniejsze dostrzec problem,jeżeli go widzisz ....to jest ,czyli kroczek do przodu,Ty znalazłas jeszcze grupę ,czyli to już dwa kroczki :)
Fajnie ,że tutaj jesteś :)

kahape - 2011-07-04, 12:08

Witaj iruda.
Przeniosę twój wątek do współuzależnionych.
iruda napisał/a:
kilka dni temu zrozumiałam
to jest budujące, otworzyły ci się oczy. To jakby.... podstawa.
iruda napisał/a:
Pisałam bardzo długi post, ale coś nakliknęłam i mi go zeżarło
jeżeli długo piszesz, system cie poprostu wyloguje. Cofnąć stronę, skopiować i wkleić na nowo :mrgreen: :mrgreen: :mrgreen:
Bedzie dobrze.
pozdr

iruda - 2011-07-04, 12:20

Dzięki!

Ostatnie info od mojego męża, któremu podesłałam artykuły na temat SLAA
Cytat:
czytam i czytam... czy Ty zawsze musisz mieć rację? najgorsze w tym wszystkim jest to, że nigdzie nie piszą , że jest to uleczalne...


I teraz pytanie - czy to wyznanie, to kolejna zasłona dymna, żeby mnie znieczulic, czy coś zaczyna do niego docierac...
Nic to, musze zadbać najpierw o siebie i dzieci.

iruda - 2011-07-08, 18:33

Bede gadac sama ;-) W odcinkach.

No i zasłona dymna. Dzisiaj miał isc po raz pierwszy na grupę. I co? No i nico, znalazł jakiś pretekst (na pewno ważny), zeby nie isc.

Niestety, pomimo tego, ze kazałam mu sie wyniesc z domu, cały czas o nim myśle.

Nie moge skupic sie na pracy, na dzieciach, nie moge jeść.
To jest trudniejsze niz myslałam
:cry:

iruda - 2011-07-12, 04:44

W związku z tym, ze w moim miescie nie ma grupy stricte S-Anon ani Co-SLAA, ide na Al-Anon. Wczoraj byłam tez na grupie dla kobiet w kryzyzie.
Pomimo tego, ze ciągle jestem na rozdrożu, wiem, gdzie mam wsparcie.
Trzymajcie kciuki.

iruda - 2011-07-12, 23:03

Mój M. był na grupie, zobaczyl siebie oczami innych, usłyszał swoją historię w innych ustach. Ogrom pracy przed nim.
A co ja chcę? Chce zeby zdrowiał. Chce robić coś dla siebie i mądrze byc obok.
Robota na lata, z niepewnym zakonczeniem.
Mam nadzieje, ze da sie coś na tych zgliszczach jeszcze zbudować.

maja - 2011-07-13, 09:01

iruda napisał/a:
Mój M. był na grupie, zobaczyl siebie oczami innych, usłyszał swoją historię w innych ustach.

To pewnego rodzaju wstrząs,aż się wierzyć nie chce.....pamiętam jak pierwszy raz znalazłam się na grupie,myślałam ,że tylko ja tak mam....Twój m jest uzależniony,chory ale głowa nie otłumaniona alkoholem,być może szybciej dotrze do niego jaki ma problem.Zawsze mówię,że lustro kłamie......dopiero przejżeć się w oczach innych...bezcenne!!!
iruda napisał/a:
Mam nadzieje, ze da sie coś na tych zgliszczach jeszcze zbudować.

Stary dom się burzy,bo...grozi zawaleniem,a wtedy na zgliszczach stawia się nowe piękne budowle!!Taka jest kolej rzeczy inaczej się nie da,ale muszą go budować zdrowi budowniczy i wykorzystywać narzędzia jakie im dano,a wtedy.... to już według gustu ;-)
pozdrawiam

iruda - 2011-07-14, 21:17

Czas, czas, czas.
Pokora, pokora.
A mnie sie ciągle spieszy, chciałabym juz, natychmiast i żadnych niespodzianek.
Wczoraj byłam na Al-anon i dzisiaj byłam "zmasakrowana psychicznie", potwornie zmęczona, jakbym wykonała jakąs cięzką pracę.
Praca nad krokiem 7 "Zwróciliśmy się do Niego w pokorze, aby usunął nasze braki." - bez wczesniejszego przygotowania duchowego - była dla mnie strasznie trudna, bo uswiadomiłam sobie sprawy, o których nie chciałam w ogóle myslec.
Słuchałam dziewczyn, które mówiły, ze Al-anon to ich styl zycia i to myslenie pomaga im w wielu sytuacjach.
Podobało mi sie to ich pogodzenie i danie sobie czasu na wiele spraw.

Eulalia - 2011-07-15, 12:15

iruda napisał/a:
A mnie sie ciągle spieszy, chciałabym juz, natychmiast i żadnych niespodzianek.


Daj czas czasowi.
Też tak miałam.
Ale teraz widzę, że nie da się wszystkiego przerobić dobrze. Lepiej powoli, spokojnie a dokładnie.

Iruda czy wy razem mieszkacie bo się pogubiłam?

iruda - 2011-07-15, 12:38

Od ponad dwóch tygodni nie mieszkamy razem, ale rozwazam mozliwosć powrotu mojego m.
Waham sie i waham, mysle o tym, na jakich zasadach. Jeszcze musze sporo spraw w sobie przerobić.

staaw - 2011-07-15, 12:49

To po co się wygłupiałaś?
W dwa tygodnie żadne z was nie zdążyło się zmienić...

iruda - 2011-07-15, 12:54

Staaw, masz absolutną rację. Te 2 tygodnie były po to, zeby oswoic sie z wiedzą i świadomością, a nie patrzec na siebie z obrzydzeniem.
Myslisz, ze bedąc razem nie mozna sie zmieniac?

staaw - 2011-07-15, 12:58

Można się zmieniać i we dwoje. Nie rozumiem po co była "separacja" jeżeli chcecie zmieniać się we dwoje?

Mniej ważne JAK się zmieniamy, ważna jest konsekwencja działania...

Eulalia - 2011-07-15, 13:01

Iruda to są tylko dwa tygodnie. I myślisz, że coś się zmieni? że on zrozumiał, że ty zrozumiałaś? Że teraz będzie inaczej? Poza tym jeżeli nie jesteś pewna, wahasz się, masz obawy, nie wiesz na jakich zasadach to po co znowu robisz coś wbrew sobie? Czy on cię prosi o powrót? Dla niego to będzie sygnał , że już cię udobruchał. Był sobie raz na jakimś spotkaniu, raptem wszystko zrozumiał. Zmiany wymagają czasu i do tego bardzo dużego zaangażowania, w szczególności na początku.
Mój mąż jak powiedziałam, że się wyprowadzam nie wierzył mi. Jak zobaczył torby myślał że to manipulacja. gdy odeszłam był przekonany że zaraz wrócę, że to tylko szantaż.
Jeżeli macie być razem to jeszcze będziecie. Czy za dwa tygodnie, czy za dwa miesiące, czy za dwa lata. Ważniejsze jest teraz dla was zadbanie o siebie a nie o związek. Związek zawsze będzie chory jeżeli partnerzy są chorzy.

Oczywiście jest to moja subiektywna ocena sytuacji. To twoje życie i nie mi kierować twoimi decyzjami życiowymi. Chciałam ci tylko ukazać jakie sygnały wysyłasz. Konsekwencja i stawianie granic to bardzo ważne w naszym przypadku.



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group